
…I znów kolejne odliczanie!?
Czas niedotrzymywanych postanowień.
Nowe nadzieje, oczekiwania nowe.
…I rozczarowań popękają zabliźnione rany.
Bo przecież nie urodzisz się na nowo,
z niezapisaną książką stron twojego życia.
Strona po stronie, aż do dzisiaj można je czytać.
…To tylko kolejna kartka w kalendarzu.
Zrywając zgnieciesz ją w dłoni;
– Jak ten czas goni!? …Mrugnięcie powiek dłużej trwa.
…Pomyślisz, robiąc rachunek sumienia
z każdego dnia, który minął zapisując się w pamięci.
Retrospekcją zakończysz kolejny rok.
Przepijając kieliszkiem z szampanem,
każdy nieudany krok…
Lecz, co w mroku ciemności się narodziło,
do światła lgnie…
Radością znów powitasz nowy dzień i rok.
…I szczęśliwych chwil w nim, zaczniesz znów zapisywać strony.
Niebo Gwiazd.

W wyobraźni jak Kosmos nieograniczonej,
na próżno szukasz gwiazdy,
która wskarze ci droge – Co złe, co dobre!?
Przecież wszystkie świecą dla Ciebie.
Więc dlaczego patrzysz na tę najjaśniejszą.
– Oczarowuje blaskiem?.
To może być tylko widmo, złudzenie.
Czarna dziura – Odchłań w której przepadniesz.
…Co tylko niemrawym promykiem swieci.
– W tym przyszłość i przeznaczenie.
Bo wieki przeminą,
nim się na dobre rozjarzy i spłonie
własnym płomieniem…
Małe radości, rozświetlają galaktykę szczęscia.
W niej moja Mała Planeta.
Małych smuteczków wschody i zachody.
Malutkich trosk dni.
…A radość wielka!.
Lunapark.

Kranawał trwa.
… I znów się kręci karuzela czasu.
Więc złap się mijających dni
tych szczęśliwych w nich chwil.
…I wiruj zawieszony nad ziemią.
Nad zmartwień i trosk,
pokręconą ścieżką.
Wyżej niż problemy się piętrzą.
Ponad smutków górkami.
…Niech się w głowie zakręcą,
dobrych myśli obrazy.
Wdychaj radość.
Nie przestawaj marzyć.
Nawijaj na palce szczęście
jak obłoczki cukrowej waty.
A potem oblizując słodkość
z uśmiechu.
Głośno krzycz – Chcę więcej!
A gdybyś jednak się zatrzymał.
…To nic, że trudno ustać,
gdy wokół świat wiruje.
Ty wiruj razem z nim.
I idź, idź.
Chwiejnymi krokami, jak Klaun – I baw!
Ewolucja.

Zapadamy się w otchłań własnej doskonałości. – Człowiek ponad wszystko!.
Dumni ze swej ewolucji, kroczymy dalej w przyszłość. Wytyczając szlak do swej nieśmiertelności.
Sztucznej Inteligencji tworzymy nieograniczoną pamięć, By w wieczności się zapisać. – Idylla.
…Idiotyzm!
Zamykamy oczy na świat pełen przemocy. Wojennych ofiar, wolimy nie liczyć;
– To przykre. …I pełen jestem współczucia. My przecież przetrwaliśmy. …Takie
jest życie.
I w ciepłych kapciach usiądziemy przed telewizorem.,.
Nie zagłuszy go tupot maleńkich stóp, Armii Umarłych Dzieci – Nie
zmartwychwstaną!
Czy będziesz chciał poznać ich szczęście, którego pragnęły?. …Nie bardzo chcesz,
bo właśnie na 3 kanale leci mecz.
Przecież nawet wzruszając się ich losem, nie wezmę w ręce bezwładne ciało,
mówiąc;
– Przepraszam! …Wstań i bądź moją przyszłością. – Bo nie jesteś jeszcze
Bogiem.
…Dziecko nie Twoje.
Nie twoje wojny.
Śmierć nie twoja.
…Podobno uczuć jesteśmy pełni!?. …Dlaczego więc, ten niesmak?.
Wyciągamy ręce, powykrzywiane bezradnością; – To nie ode mnie zależy.
Nie mogę nimi objąć.
Nie przytulę.
Nie pogłaszcze.
…Nie będzie cię obok!?.
Zapatrzeni w obraz doskonałości, tworzymy innych siebie; – Megabajty zimnej i wyrachowanej inteligencji.
…Czy to na pewno będzie jeszcze Człowiek?.