12 Dni Cudu …I dwa Miesiące

                                               „Dziewczynka ”                                   

„Młodość jest potwornie ciężkim przypadkiem i chyba nie ma nikogo, kto by z tego wyszedł bez powikłań” ( Agnieszka Osiecka)…

Historia „Dziewczynki” aż do spotkania ze „Starszym Panem” jest o wiele dłuższa, niż historia Starszego Pana, bo Ona jest przyczyną wszystkiego co się Tu wydarzy.

                                                              ***

…Niema co ukrywać, Dziewczynka w tej historii, nie jest  już małym dzieckiem . Wiek w który wchodzi, można nazwać pęknięciem kokonu-  Przejściem z dzieciństwo do dorosłości. Oczywiście w oczach rodziców i już dorosłych, nadal  jest Dzieckiem … A  jest?. Bo, choć gdy się na nią patrzy, wygląda na dziecko  i przez to, jest tak traktowana. …To  wewnątrz kokonu, powoli wyłania się w pełni rozwinięta uczuciowo i zmysłowo – Kobieta. Co nie oznacza, że w chwilach słabości i załamania nad swoją bezradnością. ..Oraz nad tym, że Ów fakt , przynosi czasem korzyści – Nie będzie odwoływała sie od tego, że nadal , mimo wszystko jest jednak  Dzieckiem.

                                                             ***

Dziewczynka to Nastolatka o twarzy dziecka, niedużego wzrostu. …Nie podobna nic a nic do swoich rodziców. Nikt w jej rodzinie, którą miała, nie był Rudzielcem z jasną karnacją skóry… Nie, nie bladą a jasną -Ten fakt ma znaczenie, bo czasem na jasności twarzy Dziewczynki, widać było bladość, lecz ta, znikała po pewnym czasie… Miała piękne- Błękitne oczy , które często zasłaniały kosmyki długich kasztanowych włosów, pomimo, że najczęściej spinała je w koński ogon, lub splatała w długi warkocz…                  

Matka Dziewczynki, urodziła ją w wieku 21 lat… Była wtedy na początku Studiów. Tam właśnie poznała Tatusia Dziewczynki. Wieść o macierzyństwie i późniejszym rodzicielstwie, nie była wspaniałą wiadomością dla nich Obojga… Ale nie mogli uciec od konsekwencji swojego postępku …  Poznali się oboje rok, przed tym, nim mamusia Dziewczynki zaszła w niechcianą ciążę. Zamieszkali razem w wynajętym, przez rodziców „mamusi” mieszkaniu. … Jej w Nim, podobał się jego  aparycja… Jemu  – Jej Ciało i jej nadziani rodzice… …Poza tym, nic ich Oboje nie łączyło a najmniej ich córka. … I tak  jest do dzisiaj. Gdy Dziewczynka nauczyła się samodzielnie chodzić i wyrosła  z wózeczka , jej drugim domem stało sie mieszkanie Dziadków Mamusi, potem żłobek, przedszkole i szkoła, bo spędzała tam więcej czasu , niż z obojga rodzicami… Ci przecież ciężko pracowali, pnąc się po ścieżce kariery zawodowej ,by móc dostatnio i uczciwie żyć, więc ukochana córeczka schodziła na drugi plan ważności … Co Dziewczynka boleśnie odczuła, gdy zyskała świadomość własnej wartości – W jej przypadku nastąpiło to o wiele za wcześnie, niż u innych dzieci. …Świadomość własnej wartości  i  pytanie ” A dlaczego?” Były kluczowe w dalszym rozwoju Dziewczynki. Gdy dziewczynka pojęła sens pytania „Dlaczego”, używała go w co drugim zdaniu ; A dlaczego , spędzam wakacje z Babcią Agatą a nie z Wami? ; A dlaczego Tatuś i Mamusia nie może się ze mną pobawić?….”Adlaczegi” z czasem,  stały się  też zmorą obojga dziadków, gdy jej rodzice wyjechali na wakacje bez niej.  Do tego stopnia, że gdy wrócili, Dziewczynka już nigdy więcej nie spędziła wakacji z Dziadkami. Dziewczynka  często zadawała pytanie.  ; A dlaczego, ja mam tylko jednych Dziadków Piechocińskich?… Inne dzieci mają Więcej Dziadków!.

Gdy podrosła i opanowała sztukę czytania, jej  postrzeganie Świata wokół , nabrało innego wymiaru… Książki wypełniały lukę, która powstała pomiędzy nią a rodzicami. W książkach znajdowała odpowiedzi na „Adlaczegi”, na które rodzicie nie chcieli lub nie potrafili odpowiadać… Pierwszymi książkami jak przeczytała były bajki dla dzieci – Czytając Baśnie braci Grimm. Później była Alicja w Krainie Czarów, Opowieści z Narnii. Zaczęła też czytać książki, które trudno nazwać bajką, lecz  niewiele miały wspólnego z rzeczywistością. Czytała powieści Tolkiena. Przeczytała też wszystkie części Harry Potter – J.K Rowling…  Przeczytała i wiele podobnych – Niesamowitych historii, co rozwijało jej wyobraźnie i fantazję. Coraz więcej poznawała, coraz więcej wiedziała. Rodzice, pomimo braku okazywania uczuć, robili wszystko, by Dziewczynka wyrosła na chlubę , którą mogli  pokazywać Wszystkim… Dziewczynka sie starała, by rodzice byli z niej dumni… ”Może razem z dumą, pojawi się i więcej miłości ?… Może rodzice zaczną okazywać tę miłość? nie tylko dbałość?!…

Tatuś Dziewczynki myślał, że dając jej spore kieszonkowe kupuje sobie jej miłość.  … Mamusia też mówiła, że ją kocha, ale poza słowami traktowała ją nie jako dar a coś, co się jej przytrafiło …Czas mijał, lecz nie przybyło ani grama więcej miłości. – Według Dziewczynki .  Za to, coraz więcej przybywało trosk.  Gdy Dziewczynka skończyła czytać Mały Książę- Antoine’a de Saint – Exupery, zaczęła czytać książki oparte na realiach… I waśnie te książki, okazały się bombą w i tak zdegradowanym fantazją umyśle – Eksplozja złożoności Ludzkich charakterów i  poglądów , pokazując Ludzi takimi jakimi są. … Czytała  od  Julie Quinn, aż po książki Benjamin Button’a… Nawet wpadła jej w ręce jedna z książek George Orwella.

Mówi się, że książki to dobrodziejstwo, lecz w przypadku Dziewczynki nie wynikało z nich nic dobrego… Bo w głowie pełnej sprzeczności wyczytanej z książek, coraz bardziej była inna od swoich rówieśników, którzy zamiast czytać książki, woleli wpatrywać się w ekran swoich telefonów i komputerów. Owszem komputer i telefon nie były obce Dziewczynce, ale przecież już miała Swój świat… Ten wirtualny jej nie fascynował, zbyt płytki był dla Niej. Różniła się od swoich rówieśników, co przysparzało jej wiele problemów z ich strony, więc nie akceptowana powoli coraz bardziej zamykała się w sobie, stając się introwertyczką. … Gdy Dziewczynka skończyła 12 lat – Czas pomiędzy  Antoine’a de Saint – Exupery  a Ernestem Hemingwayem. Dziewczynka w ramach poprawy relacji z rówieśnikami chciała wybrać się do kina z koleżankami na wieczorny seans. Lecz niestety rodzice Dziewczynki uznali, że ma dopiero 12 lat – Za mało na taki wypad, bez opieki rodziców. Dziewczynka uznała, że najlepszym rozwiązaniem będzie kłamstwo i oznajmiła, że razem z Nimi idzie Mama Zosi. ( Zosia była tak naprawdę jedyna koleżanką, na którą wyrazili zgodę rodzice, bo jej Tatuś, pracował w firmie, tej samej co mamusia Dziewczynki). Rodzice się zgodzili, lecz nie zadali sobie trudu, by potwierdzić ten fakt i dziwnym trafem,  kłamstwo nigdy nie wyszło na jaw… Od tej pory Dziewczynka uznała, że kłamstwo, jest tym, co małym kosztem przynosi wielkie korzyści. Owszem, później nie raz okrutna prawda, krzyżowała się z jej kłamstwami, ale to nie nauczyło niczego jej rodziców… Szlaban i zamykanie w pokoju, to żadne antidotum na jej kłamstwa… Przecież tyle ich znała!?….  A poza tym, większość czasu po powrocie ze szkoły, dziewczynka spędzała i tak sama w swoim pokoju, pochylona nad książkami, przecież rodzice pochłonięci byli pracą…          

Tuż przed końcem 8 klasy, gdy była po 14 urodzinach, w oczekiwaniu aż wrócą rodzice, postanowiła poszukać książki do przeczytania w biblioteczce rodziców.  Biblioteczka, jest bardzo adekwatnym pojęciem- Jedna półka regału, pod telewizorem jako element dekoracyjny  z  kilkoma książkami, ładnie wydanych i oprawionych… I chyba nigdy nie przeczytanych!?. Pomiędzy nimi Dziewczynka   zauważyła grubą książkę w czarnej okładce. Na czarnym tle, w wytłoczonych literach z resztkami białej farby widniał tytuł Pismo Święte. Znała Biblie, wiedziała o czym jest… Albo czym jest!?. Lecz Dziewczynkę wychowano poza tą wiedzą. Jej rodzice nie chodzili do Kościoła. Ona nie uczęszczała na lekcje religii… Dlaczego? – Dokładnie nie wiedziała. Nigdy też nie widziała by się kiedykolwiek jej rodzice modlili, więc chyba nie byli wierzącymi, i uważali, że Ona też nie powinna uwierzyć. :”Więc skąd ta Biblia !?” – Zaciekawiona otworzyła pierwszą stronę a wtedy na dywan wypadła kartka papieru, zapisana odręcznym pismem i pożółkłe zdjęcie siedzących na schodach domu, kobiety i mężczyzny… Na odwrocie ktoś napisał nazwę miejscowości  i datę ” Basie 1983″. Fotografię włożyła z powrotem pomiędzy strony książki  i zaczęła czytać tekst z kartki. To brzmiało jak słowa modlitwy, lecz dziwna była ta modlitwa!?.       

„Nie jestem przekonana co do Twojego Istnienia Panie, co nie znaczy, że nie wyznają tych samych wartości co Ty. Panie, nie dawaj mi powodów ,abym uwierzyła w Twoje istnienie. Spraw tylko, bym była dobra i sprawiedliwa. Nie daj mi Panie, bym nie  utraciła smaku  życzliwości i zrozumienia. Bo wtedy Moja Dusza karmić się będzie podłością, przekonana o tym, że to jedyny pokarm jaki jedzą ludzie . Nie daj mi Panie, utracić czucia całą sobą… Bo jak bez niego poznam miłość? Nie daj mi Panie oślepnąć. Abym zawsze  mogła zobaczyć dobroć w ludziach „

Ledwo skończyła czytać, w holu mieszkania zawył dzwonek drzwi wejściowych, Dziewczynka  odłożyła książkę na swoje miejsce a składając kartkę, schowała do kieszeni spodni i poszła otworzyć drzwi. Mamusia Dziewczynki tuż po tym jak weszła i ściągnęła płaszcz i gustowne szpilki na wysokim obcasie, zauważyła, że z córką coś nie tak!? …Czerwone wypieki na policzkach?. Przyłożyła rękę do jej czoła, lecz nie było rozgrzane. Dziewczynka wyczuła, że mama wie;…

– Wiesz znalazłam w waszym regale Pismo Święte… Przecież w nie chodzicie do Kościoła!?

 Mamusia nie zareagowała od razu, najpierw zdjęła owiniętą  apaszkę wokół szyi i starannie składając włożyła do szafy z wielkimi lustrzanymi drzwiami.

– A to pamiątka od Twoich dziadków… Rodziców Tatusia. – powiedziała obojętnym głosem.                                                                                                                                                                 

– Leży tu od roku, nawet nie wiem, czy któreś  z Nas, tę książkę otworzyło!?  – dodała równie   obojetnie                                                                                                                            

W tym momencie Dziewczynka uświadomiła sobie, że nie tylko ona, posługuje się kłamstwem. Była bardzo logicznie myślącą  Dziewczynką i posiadała bardzo dobrą pamięć.

– Jak byłam malutka, to mówiliście, że Brońscy z Gór, nie żyją… To gdzie  do tej pory była ta pamiątka , skoro od roku  dopiero jest u nas?

Spytała wzburzonym głosem. Na co jej matka , równie stanowczo odparła ;

– Nadal jesteś malutka, żeby to wszystko zrozumieć, więc proszę Cię bardzo tylko nie tym tonem …Nie tym Tonem!

 I odwracając się plecami do córki, poszła w kierunku kuchni. Dziewczynka nie dała za wygraną;

– To w końcu mam tych Dziadków czy nie? – dopytywała.

– Nie, nie masz!  –  wrzasnęła zirytowana matka;

– I proszę już ani słowem w tym temacie, bo nie ręczę za siebie!

Krzyczała nadal , wymachując ręką z wyprostowanym wskazującym palcem.

Ta awantura oczywiście miała ciąg dalszy, po powrocie Taty do domu,  bo Dziewczynka nie mogła się pogodzić z myślą, że przez tyle lat, żyła w nieświadomości tego, że ma inną rodzinę, poza tą, której była częścią. Lecz rodzice za każdym razem perswazją i groźbami, kończyli dyskusję… To właśnie wtedy w jej głowie narodził się plan ucieczki z domu, by poznać historię dziadków Brońskich. …(Kto, będąc dzieckiem, nigdy nie planował ucieczki z domu, gdy jego poglądy różniły się od poglądów rodziców!?)… Równocześnie  Dziewczynka od tego momentu, zaczęła pod nieobecność rodziców wykradać z półki Biblię i czytać. Po dwóch pierwszych Księgach, na trzeciej Księga Kapłaństwa – Zrezygnowała z czytania, przeglądając potem, tylko wybrane fragmenty. Poznając  bliżej to, o czym choć wiedziała, że Istnieje trudno było przyjąć tylko na wiarę. Było to tak samo fantastyczne jak Opowieści z Narnii ,czy Hary Potter . Ku jej rozczarowaniu nie było w Biblii tekstu podobnego do tego z kartki. Który powątpiewając w istnienie Boga, odwoływał się do Jego światłości  i prosił Go o pomoc…    Nikt nie wie, dlaczego Biblia została na tym samym miejscu, na którym znalazła ją Dziewczynka. Nikt nie wie, dlaczego jej rodzicie nie schowali Biblii  w inne miejsce, niedostępne dla Dziewczynki. Tak musiało się stać. …I tak się stało. Czas mijał.

Dziewczynka dzień po dniu, coraz bardziej utrwalała się w przekonaniu, że musi Poznać swoich – Nieznanych Dziadków Brońskich. ..Kim byli?… Lub gdzie teraz są?. Z przypadkowych rozmów z Tatą, dowiedziała się, że urodził się w miejscowości Górki a w dzieciństwie mieszkał we wsi Basie – Tej, której nazwa widniała na starej fotografii. Postanowiła ostatecznie, że musi poznać u źródeł, historię swoich Dziadków a najlepszym sposobem była ucieczka z domu, co nie znaczy, że zamierzała do rodziców już nie wracać… Najlepszym  momentem, okazał się czas wakacji. …Wtedy znalazłoby się wiele pretekstów do opuszczenia domu. Następną kwestią  było ustalenie powodu, dla którego miałaby wyjechać. …Kwestia alibi wynikła sama z siebie, gdy Zosia wraz z końcem roku szkolnego, oznajmiła Dziewczynce, że w tym roku jedzie na Obóz Harcerski do Górek – Tych Górek!. Była to jedna z większych Wsi w tamtym rejonie , ze statusem Gminy. Dziewczynka od tego momentu, polubiła Harcerskie biwaki, na które zaczęła jeździć z Zosią. A nawet poprosiła rodziców o kupno swojego własnego namiotu… Rodzice kupili jej namiot – ” Taki śliczny w różowym kolorze!„. …

Kilka dni przed wyjazdem Dziewczynka  skserowała  pusty kwestionariusz Zosi. Wpisując swoje dane wypełnił wszystkie jego pozycje i dała rodzicom do podpisania zgody na wyjazd- Uwiarygodniając kłamstwo. Rodzice pełni zachwytu nad tym, że ich córka, potrafiła samodzielnie , uporać się z wszystkimi formalnościami, ograniczyli sie tylko do sprawdzenia, czy faktycznie taki wyjazd jest planowany, dzwoniąc do źródła- Czyli Tatusia Zosi, który z entuzjazmem potwierdził ów fakt, nie przepuszczając nawet, że został wplątany w podstępną  intrygę.

…Im bliżej było daty wyjazdu, tym okoliczności coraz bardziej sprzyjały kłamstwu, które wcielała w życie Dziewczynka. Oto Mamusia,  niespodziewanie awansowała na szczyt swojej kariery zawodowej i w związku z tym, urządzono w firmie wyjazdowe  Spotkanie Integracyjne … Hotel w Sopocie , tudzież innym atrakcyjnym , nadmorskim kurorcie…. Przecież mamusia nie mogła odmówić!, A, że  zbiegało się z datą wyjazdu na Obóz… Więc mamusia Dziewczynki z wielkim żalem ją przeprosiła, że nie odprowadzi, zrzucając ciężar tego obowiązku na Tatusia.

Gdy nadszedł Ten dzień, w poprzedzający go wieczór, Dziewczynka spakowała swoja torbę podróżną… Wkładając do środka, oprócz zapasów żywności  , suchego prowiantu- Namiot. Wszystko starannie zakrywając kilkoma  ciuchami  i ręcznikiem. Zabrała także ze sobą książkę o górach, by czerpać z niej informacje niezbędne do przetrwania. Kilka godzin wcześniej, przez Internet, wykupiła bilet kolejowy , na pociąg który jechał do Wielkiego Miasta o 8,25… Starannie wydrukowała i schowała bilet  razem z fotografią domu Dziadków, i kartką ze słowami napisanymi  wyblakłym atramentem. Wyjazd  autokarów z rozwrzeszczaną młodzieżą, miał  się odbyć spod Dworca Kolejowego o godzinie  8,00… Tatuś Dziewczynki , zaczynał pracę w biurze o tej samej godzinie, lecz na drugim końcu miasta… Na wszelki wypadek Dziewczynka, starannie i po woli, celebrowała poranna toaletę, byle tylko opóźnić czas wyjazdu. Tatuś dziewczynki nerwowo spoglądał na zegarek, poganiając córeczkę. Za każdym upomnieniem narastała w nim zdenerwowanie i  rozdrażnienie… I oto chodziło ukochanej córeczce…  Gdy wyjeżdżali z parkingu, Tatuś Dziewczynki już wiedział, że nie wsadzi jej osobiście do autokaru ;

– Wiesz co Córciu. …Ja cię wysadzę tylko na przystanku po drugiej stronie dworca, ten kawałek do autokarów przejdziesz sama…. Wybacz kochanie.

– Oj Tatuś, dam sobie radę  – odparło „kochanie” z uśmiechem na ustach.                                                                                                    

Gdy już z pola widzenia Dziewczynki , zniknął samochód jej Taty, Dziewczynka ciągnąc za sobą walizkę na małych kółeczkach, minęła  miejsce  odjazdu autokarów, udając sie prosto na peron z którego miała odjechać pociągiem.  …I odjechała o 8;25. Po następnych kilku godzinach, była już w Wielkim Mieście. Podróż nie sprawiała  żadnych komplikacji. Gdy weszła do swojego przedziału na peronie, wysiadła z niego dopiero na końcowej stacji. Nikt o nic nie pytał… Poza Panem konduktorem, który uśmiechając się, poprosił o pokazanie biletu.  Gdy z kolejowego dworca , dotarła na dworzec autobusowy, długo szukała przystanku, z którego  jakiś autobus pojedzie do  Basi , lub w stronę Górek. Lecz nie znalazła nazwy takiej miejscowości na żadnym rozkładzie jazdy… Robiło się coraz później. Była zmęczona i głodna, bo większą część pieniędzy jakie przy sobie miała, przeznaczyła na wodę, kanapki i zapiekankę z serem a nie chciała płacić za pomocą telefonu, bo każdą transakcję, mogli prześledzić rodzice. Gdy usiadła zrezygnowana, rozległ się dźwięk jej telefonu. „Oby tylko nie Tatuś” – Pomyślała . Nie to nie był Tatuś, to Zosia;

– No cześć! –  usłyszała w słuchawce.

– I co , gdzie jesteś?

 Pytanie wprawiło Dziewczynkę w lekkie zakłopotanie;

– Jestem jeszcze w  Wielkim Mieście… Nie mogę znaleźć autobusu do Basi!

W słuchawce na chwilkę zaległa cisza, a potem głos przerwany śmiechem;

– Ty, to jedź do Małgosi… krejzelko jedna!

– Siej się śmiej Małpo a mi się chce płakać…

 I w jej oczach pokazały się łzy…  Lecz wtedy, gdy padło słowo Basie, obok dziewczynki  przysiadł chłopak, nie wiele od niej starszy.  Widząc jej rozgoryczenie i płacz,  rzucił jakby od niechcenia;

– Musisz pójść pod Galerię, stamtąd jeżdżą „busy”  do  Górek, przez  Basie…

– Busy?…

– No mikrobus  Mała ,  taki mały autokar, roześmiał się młodzieniec.

 Na te słowa, Dziewczynka momentalnie wyłączyła telefon i obracając się do chłopaka spytała;

– A gdzie jest ta  Galeria ?

– Zejdziesz schodami w dół, przejdziesz pod peronami i wyjdziesz na ulicę. …Za budynkiem stacji  kolejowej, zobaczysz Pasaż Handlowy. …Busy odjeżdżają z naprzeciwka…

-Dziękuję Ci bardzo – odparła, najmilej jak umiała.

– Dobra, dobra  Mała ! … Uważaj na siebie. – odparł szarmancko chłopak.     

Po drodze w stronę miejsca z którego odjeżdżały busy, Dziewczynka wróciła do rozmowy z Zosią , wybierając jej numer telefonu, gdy tylko ja połączyło , znów padło to samo zdanie , co w wcześniejszej rozmowie z nią;

– No cześć!. –  a potem kolejne, takie samo;

– I co, gdzie jesteś? .

– Idę do przystanku, spod którego , podobno są odjazdy do Górek… Mam nadzieję, że zdążę tam dojechać nim się ściemni!?

– Ty, a forsę masz?  – zaniepokoiła sie koleżanka.

 – No mam. …Tylko , że w  fofonie.

-Uu, to czarno to widzę, bo to wiadomo czy tak zapłacisz za bilet? .

– Weź mnie nie strasz Zośka!….

W tym momencie jej telefon się wyłączył. Przy całej staranności i dokładności w planowaniu, Dziewczyna zapomniała o najważniejszej rzeczy – Załadować telefon. Owszem spakowała razem z innymi rzeczami ładowarkę;  „Ale gdzie tu i teraz naładuje telefon?„… Gdy usiłowała rozwiązać w myślach ów problem, po przeciwnej  stronie dwupasmowej jezdni , którą rozdzielało torowisko tramwajowe , zauważyła, że w bocznej uliczce, stoi  Bus a na jego przedniej szybie, wyświetlana tablica z napisem – Górki… Wyłączyły się wtedy w niej wszystkie zmysły i myśli,  poza jedną;   „Muszę nim pojechać!„. Rzuciła się wpław, przez jezdnię, nie zwracając uwagi na jadące nią samochody. Biegła, ciągnąc za sobą walizkę, która podskakiwała na każdej przeszkodzie, boleśnie wykręcając rękę Dziewczynki. Kierowcy trąbili klaksonami, wtórował im pisk opon, przy wciskaniu hamulców aut… Udało się przebiec, lecz gdy już stała na chodniku, podszedł do niej barczysty mężczyzna i chwytając za rękę, ciągnął za sobą ;

– Co ty robisz smarkulo!?, chcesz spowodować wypadek!?. Zaraz zadzwonię na Policje!

Barczysty mężczyzna, zaciągnął ją w tę uliczkę, na której był przystanek  Busów. …I przyciskając udem, i prawa ręką do metalowego płotu , graniczącego z chodnikiem. Lewą ręką szukał telefonu w swojej marynarce. Dziewczynka zaczęła płakać, przerażona. Lecz w tym momencie, do barczystego Pana, podszedł mniej barczysty, ale za to z większym brzuszkiem – Inny Pan. Chyba był nieświadom powodów, postępowania barczystego jegomościa, lecz oburzony sposobem , jakim potraktował Dziewczynkę.

– Co Pan robisz Panie!?… – Przecież to jeszcze dziecko!

– Co sie Pan wtrącasz, ta smarkula przebiegła przez drogę, pal licho jakby ją rozjechali, bo sama sobie była by winna… Ale przez nią ktoś inny mógł stracić życie!

Wykrzyczał barczysty Pan, oblizując po tym pianę z kącików ust. Na co Pan z brzuszkiem, rozwarł szeroko oczy z zdziwienia i wzburzenia.  Energicznie pchnął barczystego jegomościa tak, że Ów upadł;

– „Pal licho, jakby ją rozjechali” !?

 Wykrzyczał z ironią cytat  leżącego  jegomościa i dalej  padła wiązanka słów, do których Dziewczynka nie przywykła, gdyż odbierała staranne wychowanie;

– Co ty pierdolisz kretynie jeden, leż i nie podnoś się lepiej, bo cię inaczej potraktuje!.

Wokół zrobił się mały tłum gapiów. Ktoś z tłumu zapytał ” W czym Problem?„. Lecz po chwili z tego samego tłumu, padła odpowiedź ” A nic..Jakiś zboczeniec napastuje to dziecko„. Zrobiła się ogólna wrzawa . Wszyscy wyrażali oburzenie na barczystego jegomościa leżącego na chodniku. W tym zamieszaniu  Pan, który stanął w obronie Dziewczynki,  odciągnął  ją wprost do otwartych drzwi auta, które okazało się być Busem, do którego chciała wsiąść Dziewczynka.

– Nic Ci nie jest Dziecko?

Zapytał kierowca ( Bo nim okazał się Ów Pan). Dziewczynka z jak najbardziej smutna miną i błyszczącymi od łez niebieskimi oczętami odparła;

– Nic, nic, trochę Mnie ręka boli… Prószę Pana.

– A to bydle no!

Odpowiedział  mężczyzna , patrząc w miejsce w którym barczysty człowiek podnosił się z chodnika w tumulcie pogardy i złorzeczeń.

– A ten Bus jedzie do Górek, proszę Pana ?. – spytała przez łzy Dziewczynka.

– A Tak, tak… Właśnie miałem odjeżdżać, jak zauważyłem tego chama…

Tu znów spoglądnął na miejsce w którym leżał  Ów cham, lecz w tym miejscu, nie było już nikogo…

– A co , chcesz dojechać do Górek?…

– Dokładnie to chciałam dojechać do miejscowości –  Basie, proszę Pana, do Dziadków.

…Co było prawdą, lecz bez zbędnych tłumaczeń.

– Wsiadaj Mała, dzisiaj masz kurs gratis, choć tyle Ci wynagrodzę!

Odparł Kierowca uśmiechając sie do niej, wrzucając jej torbę do wnętrza samochodu. Dziewczynka obcierając łzy, zaciągał ją na koniec  pojazdu i  siadając w ostatnim rzędzie przy oknie, torbę położyła na fotelu obok… Cały czas nie mogła uwierzyć , ; „że to nie jest cud!?„.  Bus ruszył, wplątując się w uliczny ruch miasta. Długo jechali przez  zatłoczone ulice. Co chwile pojazd przystawał to na światłach, to wjeżdżając w przystankowe zatoczki… Gdy wyjechali poza miasto,  wewnątrz  pojazdu było sporo ludzi… Lecz im dalej byli od  Wielkiego Miasta, osób ubywało, za każdym następnym przystankiem. Owszem, czasem Ktoś wsiadł, mijając się w przejściu z wysiadającymi, ale ogólny bilans pasażerów wciąż się pomniejszał. Dziewczynka była bardzo zmęczona, głodna i chciało się jej pić, więc niecierpliwie wpatrywała się w pejzaż za oknem, śledząc nazwy mijanych miejscowości. Krajobraz za szybą robił się coraz bardziej pofalowany i coraz bardziej zielony.  Zauważyła, że im bardziej widok był zielony, tym bardziej barwa słońca ciemniała, robiąc się pomarańczowa… Czas mijał nieubłaganie. Dziewczynka , bała się, że nie zdąży dotrzeć do Basi przed zmierzchem. Nagle, za oknem pojawiła się zielona tablica z napisem – Basie. Szybkim ruchem zsunęła z siedzenia torbę na przejście  i łapiąc poręcz fotela chciała wstać, lecz w Tym samy momencie dobiegł ją głos kierowcy;

– Zaczekaj Mała aż dojedziemy do przystanku… A tak w ogóle to na którym chcesz wysiąść?

Dziewczynka nie miała pojęcie „Na którym?„. Wyjrzała tylko przez okna. Po obu stronach jadącego samochodu zaczęły pojawiać się budynki domów, lecz za nimi widać było tylko w oddali las i zbocza gór…

– Tu cię wysadzić przy Sklepie?

Znów odezwał się  kierowca. Dziewczynka zobaczyła jego uśmiechniętą twarz w lusterku skierowanym na wnętrze pojazdu. Od razu zareagowała na słowo ; sklep – Coś do picia i jedzenia!. – Wiec odparła;

– Tak …Tu wysiadam!.

– Wiedziałem…  – powiedział rozbawionym głosem mężczyzna.;

– Tak szybko się zerwałaś z miejsca, jakbyś się bała przegapić przystanku .

…I tu Dziewczynka pojęła, że ludzie sugerując się pozorami, robią  coś, czego nigdy nie zrobiliby chłodno kalkulując i nie ulegając pozorom i emocją.    Gdy Bus się zatrzymał, Pan kierowca pomógł wywlec podróżną torbę Dziewczynki na zewnątrz i kładąc  obok niej, jak  zwykle z uśmiechem powiedział;

– Proszę „Mała Damo” ….Zmykaj do Dziadków.

I wsiadł do pojazdu a za nim jakaś Pani, która stała na przystanku.      Drzwi się zamknęły i Bus odjechał.  Dziewczynka ogarnęła wzrokiem najbliższą okolice. Za przystankiem był Ów Sklep…  Zwykły dom ze spadzistym dachem i wybrukowanym podwórkiem szarą kostką, aż do wysokiego fundamentu, zakończonego balkonem, prze całą długość budynku. W fundamentach tkwiły  drzwi i szeroka sklepowa witryna a nad nimi  święcący białymi literami napis ” Sklep Ogólno Spożywczy”. Po prawej stronie była brama wjazdowa i kolejne zabudowania. Po lewej stronie podobnie z tym, że nad dachami domów w oddali  górowała kościelna wieża. Po drugiej stronie ulicy był rozległy parking.Za nim długi i wysoki budynek zakończony  spadzistym dachem… Poza tym , po obu bokach tej budowli, widok był podobny jak po tej stronie z której patrzyła Dziewczynka (  Z tą różnicą, że nie  było „drugiej kościelnej”  wieży)

… Słońce zahaczyło się o szczyty gór, sterczących na dachami domów po zachodniej stronie wsi. Dziewczynka ciągnąc swój bagaż, podeszła do drzwi sklepu, w tym samym momencie wewnątrz zapaliło się białe światło.  A po wewnętrznej stronie drzwi zachybotała biała tabliczka z czerwonymi literami „OTWARTE”. Pchnęła drzwi i weszła do środka. Wnętrze wyglądało na większe, niż patrząc z zewnątrz. Po lewej stronie wejścia , była długa lada. Po prawej regały…

– Słucham?  –  zaskoczył ją głos kobiety, która pojawiła się znikąd za ladą.

– Co chciałaś  Mała ?

 …Już któryś kolejny raz padło to słowo „Mała” więc  należy napomknąć, że Dziewczynka nie znosiła tego określenia w stosunku do niej, lecz uznała, że nie da po sobie tego poznać, bo owo słowo świetnie nadawało się do tworzenia pozorów.

– Wodę do picia. …Obojętnie jaką, byle dużą butelkę. –  odparła , zagryzając wargę.

– Tylko wodę?… Jedną? –  dopytywała Pani

– A pieczywo jakieś jest? .

– Oj  Kochanie o tej godzinie, to mogła zostać tylko jakaś – drożdżówka: … Mało kiedy wszystkie schodzą.

Tu sprzedawczyni odwróciła się , i omijając długa ladę stanęła przed Dziewczynką;

– Weź sobie koszyczek… A tam .- tu machnąwszy lewą dłonią wskazała na regały i oszklone szafki..

– Tam jest  dział piekarni. …

 Powtarzając dwa razy „tam” kiwając przy tym głową w kierunku który wskazywała ręką. jakby domyśliła się, że ruch ręki jest mało precyzyjny…

   

Dziewczynka zostawiła swój bagaż obok lady i z koszyczkiem w ręce, i zniknęła między regałami. Sprzedawczyni nie wróciła na miejsce za ladom. Wzrokiem śledziła Dziewczynkę przez chwilę, a potem zaczęła przestawiać coś na pierwszym z brzegu regale z towarem. Po chwili Dziewczynka wróciła, więc Pani z powrotem zataczając półokrąg pojawiła sie po drugiej stronie lady;

– I co Tu mamy!? –  spytała, pochylając się nad koszyczkiem wystawionym na ladzie.

– …075 lista gazowanej wody, dwie drożdżówki z serem ….I Latarka!? –   uśmiechnęła się zdziwiona.

– A tak, bo mi się rozładował telefon a robi się ciemno…

 Odparła rezolutnie Dziewczynka. I wyciągając „uciułaną” sumę za zakupy, wysypała na ladę.

 – A  dokąd Ty, Mała idziesz?… – Do Kogo?…

 Zaciekawiła się sprzedawczyni. Przeliczając monety i raz po raz zerkając na Dziewczynkę, potem wrzuciła do przegródek kasy. Dziewczynka w tym czasie wyciągnęła z małego plecaka, który trzymała w lewej dłoni fotografię, tę którą znalazła w Biblii;

– Może Panie wie, gdzie jest ten dom?

 Spytała, kładąc fotografię na blacie lady. Pani pochwyciwszy w obie dłonie fotografię, chwilkę się przyglądała a później z olśnieniem na twarzy powiedziała;

– Ach to jest przecież  Gajówka …Strasznie stare to zdjęcie!? –  stwierdziła obracając fotografią we wszystkie strony.

– Tak się właśnie zastanawiałam, co Ty tu robisz, bo znam tu prawie wszystkich a Ciebie widzę po raz pierwszy… Ale jak szukasz Gajówki, to wszystko jasne!…

Dodała ekspedientka dumna z geniuszu, swojego intelektu i kojarzenia faktów;

– No przecież wczoraj przyszło tu takie małżeństwo i pytali, czy czasem nie widziałam tu ich córki. …Miała do nich dołączyć.

Dziewczynka nauczona wcześniejszym doświadczeniem, że domysły pomagają w kłamstwach, od razu podjęła rozmowę;

– Tak!… Miałam zdzwonić, że przyjechałam. Ale wie Pani, ten telefon….

Dziewczynka zrobiła załamaną minę. Zatroskana kobieta, zasugerowała Dziewczynce, że przecież może podładować telefon na zapleczu…; „O ile ma przy sobie ładowarkę?”…. Nawet się nie zastanawiając nad tym, że tę decyzję wymusiła na niej niczego nieświadomej –  Dziewczynka…  A ” Ci rodzice” z  Gajówki, nie mają nic wspólnego z Tą  kłamczuchą w sklepie! … Gdy telefon się ładował. Dziewczynka cały ten czas rozmawiała z Panią sprzedawczynią, która zasypywała ją gradem pytań;

– Na wakacje przyjechałaś „Kochana”?. Z daleka Jesteście?. Ile masz lat?. ….Jak długo tu będziecie?.

Dziewczynka pomimo wielkiej wyobraźni, nie nadążała w wymyślaniu kłamstw, którymi  dawała odpowiedzi na pytania, więc jak najszybciej chciała zakończyć tę rozmowę.;

– Może sie już coś podładowało?… Późno się robi.

 Tu skinęła głową na witrynę sklepu, za którą było już prawie ciemno. Sprzedawczyni przyniosła ładowarkę i telefon i podając Dziewczynce , spytała;

– I co, podładował się choć troszeczkę?

 Oczywiście, że telefon sie podładował, pomimo, że nie był to długi czas kłamstw Dziewczynki, lecz Ona szybko chowając  telefon do plecaka , odparła z udawanym smutkiem w głosie ;

– Oj chyba całkiem padła bateria… Pokaże Mi pani gdzie jest ta  Gajówka? –  zaproponowała.

– Chodź Kochanieńka… – odparła sprzedawczyni i oboje wyszli przed sklep.;

– O Tam musisz iść

Pokazała wyprostowaną ręką na przeciwległą stronę wsi;

– Tam Pomiędzy szkołą a tym domem jest dróżka. – wskazała na długi budynek za parkingiem.

– Tylko się troszkę ruszaj  bo to kawałek drogi .

Dodała, odsłaniając ręką włosy z nad czoła Dziewczynki. A  Ta,  gdy już stała gotowa do drogi, pięknie,  jak  najpiękniej  mogła udawać.. – Uśmiechnęła się do Pani, mówiąc;

– Bardzo  Pani dziękuję za wszystko… Dobranoc.

Pani odpowiedziała takim samym uśmiechem, lecz szczerym nie udawanym i po chwili Dziewczynka znikła jej z oczu  w ciemnościach wieczoru. Pani jeszcze przez chwilę śledziła blask latarki, którą u niej kupiła a potem wróciła do środka sklepu. …Za ladę.

 Gdy tylko Dziewczynka minęła budynek szkoły w oddali ukazały się światła domu. Pomyślała, że to  światła Gajówki, więc podniesiona na duchu  tym faktem, ruszyła żwawiej w rytm kółeczek torby podróżnej, obijających się o kamyczki żwirowatej drogi. Po paru chwilach, nieustającego turkotu, doszła do widzianych z oddali światełek. Lecz ku jej zdumieniu, dom w którym świeciło się światło, nie był l domem z fotografii. Niski  stary budynek z drewnianych bali z dwiema parami malutkich okien po bokach z drzwiami pośrodku. Po jego lewej stronie stała stodoła , a na jej ścianie obok wejścia psia buda… Przed którą ciągle ujadał pies, na łańcuchu… Przed domem stał ciągnik z przyczepą a wokół niego  inne narzędzia rolnicze. Wtedy w Dziewczynce jakby coś pękło, uwalniając cale zmęczenie- Tak, że usiadła zrozpaczona  na swoim bagażu. W tym samym momencie zaświeciła się lampa nad wejściem a w oświetlonych odrzwiach, pojawiła się sylwetka staruszki ubranej w podomkę długą aż do stóp;

– Kto tam łazi po nocy!? – usłyszała lekko ochrypły głos.

– Przepraszam! Do Gajówki  jeszcze daleko!?. – krzyknęła Dziewczynka.

– Łooo tam, pod górkę!… Za zakrętem. – usłyszała w odpowiedzi, ten sam zachrypnięty piskliwy głos.

A potem drzwi się zamknęły  i  po chwili zgasło światło nad nimi… Dziewczyna siedząc obróciła się przez ramię i popatrzyła pod górkę, lecz nie zamigotało w ciemnościach ani jedno blade światełko, które świadczyłoby o istnieniu tam jakiegoś domostwa… Zmęczenie i  rezygnacja, żal, smutek. …I ziąb opanowały Dziewczynkę do tego stopnia, że z jej oczu znów pociekły łzy. Przyświecając latarką , wyciągał z podróżnej torby bluzę z długim rękawem i kapturem. Ubierając zapięła pod samą szyję i nakładając kaptur na głowę, poszła dalej w znanym rytmie kółeczek , którym od tej pory wtórowało ujadanie psa i jej szloch. Gdy już przestała słyszeć szczekanie psa, mijając zakręt porośnięty czarną gęstwiną, Nagle  zobaczyła majaczącą w ciemnościach sylwetkę budynku. Prawie był niewidoczny na tle lasu rosnącego tuż za nim. Wyskoki prostokątny budynek, też z drewnianych bali, lecz leżących na wysokim kamiennym fundamencie. Pośrodku kilka stopni, też kamiennych, które prowadziły na zadaszony  ganek… To był dom z fotografii. Dziewczynka podeszła bliżej, zatrzymując w miejscu w którym kiedyś było podwórko, czyli na wydeptanym trawniku …W jednym miejscu trwa była całkiem uschła bo okalała palenisko, zrobione z kilku popękanych cegłówek, do połowy zakopanych w ziemi. Obok stała ławeczka zrobiona z rozszczypanego na pół , drewnianego pnia… Oparła o nią swój dobytek i skierowała światło latarki na dom. Nie miał okien, zamiast nich, po obu stronach ganku w okiennych wnękach, sterczały tafle z desek przybijanych jedna obok drugiej.

Dziewczyna zaczęła obchodzić dom do dokoła. Po prawej stronie stała studnia z fikuśnym daszkiem nad korbą z łańcuchem, na którego końcu huśtało sie metalowe wiaderko na wodę. Po tej stronie domu, okna również były zabite deskami. …I z tyłu domu podobnie. Obchodząc dalej, natknęła się na drewnianą przybudówkę, z  daszkiem wspartym o bok budynku. Obchodząc dalej, znalazła się znów od frontu budynku. Zauważyła, że do przybudówki drzwi są lekko uchylone, pchnęła je …Otwarły się do środka na oścież, wydając bolesny jęk. W świetle latarki było widać, że poza resztką  wybladłego, starego siana leżącego  w końcu pomieszczenia i  przerdzewiałej, pustej metalowej beczki nie było nic… Następnie, Dziewczynka podeszła do drzwi wejściowych domu, pokonując  wysokie stopnie. Lecz drzwi  były zamknięte na skobel z kłódką.  Dziewczynka przez cały ten czas, nie przestała płakać.

Przeciwnie płacz narastał wprost proporcjonalnie do frustracji, jaką zaczęła opanowywać Dziewczynkę…” To „Wszystko” miało nie być Tak!. Tu mieli Mnie powitać Dziadkowie, miały być łzy wzruszenia, nie żalu i rozpaczy!„… Gdy wróciła do ławeczki pośrodku podwórka, końce rękawów od bluzy były mokre od wcieranych w nie łez… łapiąc za swój bagaż, wciągnęła  do przybudówki, zamykając za sobą skrzypiące drzwi i zaparła torba podróżną…. Dla pewności, przesunęła jeszcze pod nie starą beczkę… Usiadła obok na ziemi zapierając się plecami o ścianę domu. ”  W co  ja  się  „kretynka” wpakowałam!?..” – Pomyślała. i z podręcznego plecaka wyciągał telefon;  ” 22,45″, ” 30% Pojemności”,  ” Masz kilka nieodebranych wiadomości” i „Brak zasięgu” –  Były pierwszymi pozycjami  które odbiły się w załzawionych oczach.. Dziewczynka uchylając  plecak  wrzuciła do środka i impetem  telefon … Skulona,  objęła rękoma kolana, kładąc na nich głowę, zasnęła. …Tak szybko, że nawet nie zdążyła pomyśleć nad tym w jak trudnym znalazła się położeniu.    

                                                Dzień „Drugi ”        

 Nie ma czegoś takiego jak-  Przeciwności losu. …Bo to oznaczałoby, że nasz los, dzieje sie według ułożonego wcześniej scenariusza…

                                                     ***

 (…) Porankiem, obudził ją natrętny promyk słońca, świecący z pomiędzy szpar w deskach z których były zbite drzwi do przybudówki – Świecąc w jej błękitne oczy.  Leżała skulona na boku z rękoma pod głową. Klepisko przybudówki usłane było resztkami siana, zrębkami drzewa i ich kory. Wygląd dziewczynki nie wiele różnił się od wyglądu klepiska. Dziewczynka usiadła, zsuwając kaptur z głowy. Rozglądała się dokoła, jakby nie wiedziała gdzie jest!?. …Jakby wszystko to, co wczoraj się wydarzyło było tylko snem. Trwało to chwilkę, bo rzeczywistość dała boleśnie odczuć, przespaną noc na twardym podłożu i całe wspomnienie wczorajszego dnia wróciło.  Bolały ją wszystkie mięśnie. Podniosła się , najpierw na czworaka a potem na obie nogi. Odsuwając beczkę od wejścia i swój bagaż, uchyliła drzwi… Do środka wpadł blask słońca, wypełniając szopę aż po dach. Na zewnątrz był piękny, ciepły Letni dzień… Powoli wyszła na trawiaste podwórko, mrużąc zaspane oczy.

Usiadła na ławeczce, patrząc na dom. I choć na plecach czuła ciepło słońca, w jej sercu poczuła chłód beznadziei; ” Co ja teraz zrobię?, Może to nie jest jednak ten dom, może jest gdzieś Inny – Podobny!?” –  W głowie rozpędzała się karuzela myśli. Dziewczynka, siedząc na ławeczce kołysała się w przód i w tył, jakby to miało wzburzyć owe myśli, rozchlapując rozwiązaniami. Nagle zobaczyła, że po jej lewym rękawie, pełznie obrzydłe stworzenie z dużą ilością nóżek!? …  „łeee! „- Wstała na obie nogi otrzepując rękaw bluzy. Uznała, że to jednak mało, więc ściągając bluzę, rzuciła ja przed siebie, depcząc nogą… Lecz wtedy zdała sobie sprawę z komizmu tej sytuacji; ” Panika na widok robaczka!? – … I pierwszy raz od dłuższego  czasu , uśmiechnęła się. Widać, ten uśmiech był jej potrzebny, bo odwiódł ją od myśli o tym co dalej?  A skupiła uwagę na tym co jest teraz.

W pierwszej kolejności, rzeczy do zrobienia, wyciągał telefon. Na telefonie nadal tkwił „Brak zasięgu” i nie  było ani jednej kreseczki na skali. „27% Pojemności Baterii” –  Ale ten problem odłożyła na później. „Godzina ; 8,45–  Odrobinę była zdziwiona, że to już Tyle godzin, ale przecież sporo się wczoraj działo!?… Następną rzeczą jaką zrobiła, było rozpakowania swojego skromnego dobytku. Suwak torby podróżnej zaskomlał, gdy ją rozpinała. Z wewnątrz wyciągał ubrania i ręczniki, które tkwiły na samej górze . Później wyciągał i rozpakowała  reklamówka z prowiantem; Dwie puszki ” Mięsnej konserwy turystycznej” , 5 zupek błyskawicznych -2 x „Rosół z makaronem” i 3 opakowania zupki do zalewania „Grzybowa”. „…Mało”- Pomyślała. Ale przecież już wiedziała gdzie jest sklep… Następnie wyciągała owinięte w  czarny kostium kąpielowy, czarne sandały z rzemykami, Toaletkę – Czyli wielkich rozmiarów torebkę zapinaną na zamek błyskawicy z przyborami do pielęgnacji ciała i nie tylko… Książkę w cienkiej okładce z serii – Odetchnij od miasta – Góry….” I tak jej nie przeczytam! ” – Pomyślała rzucając na do walizki gdzie leżał śpiwór i namiot jednoosobowy, czterokątny… Który gdy po rozłożeniu stał pusty, odlatywał przy bylepodmuchu wiatru. ” Pewno dla tego ma różowy kolor, żeby go można było łatwiej znaleźć jak odleci” – Pomyślała przekornie Dziewczynka.

Wśród niewielu ubrań  były Jej ; ulubione spodnie ogrodniczki. Teksasowa mini spódniczka i z tego samego materiału, krótkie spodenki z postrzępionymi nogawkami. …Bardzo krótkie!. Bawełniany zielony dres z bluzą – To do spania.  Niebieska bluzka  z krótkim  rękawami  i białym kołnierzykiem… Czarny podkoszulek, taki który zakładała na czarny kąpielowy strój do czarnych sandałków na rzemykach, lub do czarnych legginsów, które miała na sobie od wczoraj. Trzy białe podkoszulki , dwie pary białych skarpet, jedna  para zielonych grubych – Tych do spania,   kilka par …Majteczek! ( Wiadomo do czego)… I ogólnie rzecz ujmując „inna bielizna osobista” . – Nikt jej nie powiedział co ma spakować. …Nikt  ją nie spytał przed wyjazdem, co zapakowała… Jakoś  w przygotowaniach do wyprawy, to co z sobą ma zabrać, zeszło na drugi plan. Sięgnęła po  swój nieodłączny plecak. Wystawała z niego butelka wody mineralnej z połową objętości wody… – Drożdżówki! – Wybuchła radością, gdy zobaczyła owinięte w papier ciasto.

Na dnie plecaka leżała  jeszcze ładowarka do telefonu, plastikowy zielony kubek do picia z uszkiem i portfel… A w  nim legitymacja szkolna i parę drobniaków. Zniechęcona odrzuciła go na bok. Z wewnętrznej kieszonki  wyciągał notatnik do pisania z wsadzonym w nim, pomiędzy kartki w kratkę – Długopisem… W  tym notatniku  chowała też fotografię domu, przed którym właśnie teraz się znajdowała i złożoną wpół kartkę z Modlitwa. Sięgnęła po toaletkę, wyjmując z niej małe lusterko, zobaczyła w nim swoje odbicie, nie mogła uwierzyć, że można wyglądać aż tak okropnie! ; „Jak ja wyglądam!?„- Przeraziło ją, Jej własne odbicie. Odłożyła okropne zwierciadło z powrotem… Wstała oglądając się dookoła. Miejsce w którym stał dom, było niewielką polaną.   … „Czy może łąką pośród lasu? – To w zasadzie najmniej ważne„.- Za domem w niewielkiej odległości zaczynał się las, który  ostro wznosił się w gore.. Po lewej stronie, tej na której znajdowała się przybudówka, łąka łagodnie przechodziła w coś na kształt sadu, potem ten sad zarastał krzewami a potem znów była ściana lasu, z której wychodziła droga.  Po przeciwnej stronie  łąka łagodniała i się poszerzała, ale tylko w stronę lasu za domem.Po  drugiej stronie była rzeczka, która biegła wzdłuż, Łąka się zapadała w wyżłobiony przez wodę strumienia jaz, który tworzył półkole swoim korytem, wżynając w łąkę… W tym miejscu był zakręt, który przysłaniał dalszy widok, bo po drugiej stronie zakrętu rosły drzewa.  Dopiero Gdy Dziewczynka chwilę później, podeszła do studni obok domu, z drożdżówką w jednej ręce a butelką wody w drugiej, zauważała w oddali zabudowania, które mijała wczoraj wieczorem. Ostrożnie nachylając się nad studnią, zerknęła w dół i zawołała ” Echo!”  – Lecz usłyszała tylko stłumiony swój okrzyk. Zrezygnowała z jakiejkolwiek próby, nabrania z wnętrza studni wody, uznając to za zbyt trudne i niebezpiecznie dla Niej… Więc nieco później z  ręcznikiem i świeżo rozpakowanym mydłem oraz buteleczką szamponu do włosów, stała na dnie wąwozu strumyka. Prowadziła tam wąska ścieżynka… Nawet ktoś specjalnie wykopał stopnie w stromiźnie Potoka… Woda była lodowata!. Dziewczynka rozebrała się do połowy, chlapiąc rękoma wodą na tę nagą połowę … Przy okazji mocząc tą -ubraną, czyli czarne legginsy po kolanka i ulubione przez Dziewczynkę „Bitersy” na obu stopach – Szczękając przy tym zębami z zimna… Ten szczęk nie ustał nawet wtedy, gdy po kąpieli owinęła sie ręcznikiem… Przestała ,  dopiero, gdy wychodząc na polanę , słońce w swej łaskawości ogrzało Dziewczynkę.

Po kąpieli, zamieniła swój brudny – biały podkoszulek na taki sam lecz czysty i suchy ubierając go. Potem energiczne  potrząsała głową  we wszystkie strony, aby jej rude i długie włosy wyschły w cieple słońca, przeczesując je od czasu do czasu szczotką. Gdy włosy były już na tyle suche, że mogła  spiąć w koński ogon, zabrała się do rozkładania namiotu, co poszło jej łatwo. …”Przecież ćwiczyła na biwakach!„. Namiot rozbiła obok drewnianej ławki … Ta miała służyć, jako jedyny  i niezastąpiony , wielofunkcyjny mebel… W tym momencie ławka posłużyła za ławkę. Usiadła i zerknęła na telefon; 12,35… Oczywiście na skali zasięgu telefonu nic nie drgnęło. Podniosła spod ławki portfel, który rzuciła tam uznając , że i tak na nic nie będzie jej przydatny. :” Ale może chociaż z tych „drobniaków” uzbiera się na chleb?„… Z rozrzewnieniem spojrzała  na zdjęcie legitymacji szkolnej… Miała zwrócić po wakacjach do sekretariatu. Wyciągał ją, by sprawdzić na odwrocie ważność – To mogło się okazać  pomocne. Razem z legitymacją z kieszonki wysunął się banknot, który zatańczył kilka piruetów w powietrzu i upadł na ziemię… „- Oo! – A To ci niespodzianka!?. Kolejny cud” – Pomyślała a jej błękitne oczy, błysnęły radością. Był to stu złotowy banknot, który wcisnęła jej Babcia Agata w czasie ostatniego obiadu u Niej,  na który zaprosiła  rodziców i Ją. ” Szczęście pojawia się czasem niespodziewanie, czasem zostaje z nami na dłużej, może to właśnie początek szczęścia , choć nie koniec kłopotów” – Przeszło przez myśl mądrej Dziewczynce.

Dziewczynka, wszystko co posiadała i dało się zapakować do torby podróżnej. Oprócz niezbędnego plecaka z całym wyposażeniem, czyli wszystko co w nim było do tej pory… Poza  pysznymi  drożdżówkami, które zjadła – Wszystko spakowała w tę bagażową torbę.   A ją wpakowała w starą beczkę, a beczkę obróciła dnem do góry i zamknęła drzwi do przybudówki. Pozostawiając przed domem, tylko rozłożony  namiot …  I była gotowa na wyprawę krajoznawczą lub , wywiad środowiskowy… Ruszyła w dół polany. Za zakrętem pojawiło się znajome  gospodarstwo z psem przy budzie. Teraz w świetle dnia, Dziewczynka zauważyła, że tych budynków jest więcej . Za stodołą zauważyła kolejny dom, który wyglądał na co dopiero wybudowany z za nim, prawie przy samym lesie- Kolejny, lecz tak samo stary jak ten przy drodze…  Przy traktorze  zaparkowanym na podwórku stał mężczyzna w czapce z pomponem… Dziewczynka zdziwiła się, że w taki upał Ów człowiek założył  zimową czapeczkę… Gdy przechodziła, mężczyzna uciszał ujadającego psa;

– A bydzies cicho, cholero jedna!                                                          

 Ale na moment przestał ganić psa, gdy odwracając się w stronę Dziewczynki , gromko powiedział;

– Dziń Dobry  Pani!

… I jakby dygnął?. Nie wchodził z Dziewczynką w inne interakcje …; „Pewnie nawet nie wie co to słowo znaczy” – Dziewczynka była okropna!. W oddali ukazał się budynek szkoły, dachy domów i wieża Kościelna. Gdy już dotarła do wsi, w pierwszej kolejności udała się do znanego jej sklepu, lecz ku jej zaskoczeniu, za ladą była nieznana jej Pani. Oprócz niej w  sklepie było kilka osób.

– Dzień dobry . – zaczęła  nieśmiało…

– Przepraszam czy w czasie wybierania zakupów, mogę podładować u Pani swój telefon?.

Ekspedientka była osobą młodszą, niż ta Pani wczoraj wieczorem. Popatrzyła obojętnie na Dziewczynkę, i wystawiając nieznaczne język, obróciła gumę do żucia, którą trzymała w ustach,  odparła;

– Ok. Mała” Daj tego fona.

… I wyciągał rękę po telefon z  ładowarką. Dziewczynce przemknęła myśl o  tym  – szczęściu …; ”Na razie  Mnie  nie opuszczało!„. Po dwudziestu minutach ociągania się w sklepie, czyli tyle czasu aby dostatecznie naładować telefon i z wypchanym zakupami plecakiem, Dziewczynka postanowiła przeprowadzić  rekonesans… Po godzinie rekonesansu , wiedziała, że wieś nie jest wielka. : ” Jest  w niej Szkoła, Remiza strażacka, Kościół z przyległym do  niego cmentarzem. Jest siedziba sołtysa . Jest Bar  i  Mechanik samochodowy… Przynajmniej tyle mieściło się wokół drogi, którą przeszła po obu jej stronach wzdłuż wsi..  Teraz nieco zmęczona usiadła na ławeczce przed cmentarzem… Niestety na żadnym z grobowców nie wypatrzyła nazwiska swoich Dziadków… Sięgnęła po telefon, pokazywał” 16,00. …I całą skalę dostępności„. –  Od wczorajszego popołudnia wyczytała w telefonie, że ma 3 nieodebrane połączenia i dwie wiadomości… Jedno nie odebrane połączenie, było z numeru telefonu jej Tatusia, dwa następne z telefonu Zośki… To drugie z dzisiejszego poranka. Wybierając jej numer, myślała o czym ma zacząć mówić, tyle się tego wydarzyło!?. Po sygnale usłyszała znane ;

– No cześć!  – a potem;

– Ty wiesz, że dzwonił za Tobą twój Tata?..W co ty Mnie wrobiłaś!?..Że ja się dałam w to wciągnąć!?

– A tam Zośka!.Nie panikuj!… A Tatuś o co pytał?

– No jak o co!?…. Czy dojechałaś Sieroto Jedna!?

– Eno, nie przezywaj Mnie tak!

Obruszyła się Dziewczynka. Lecz w słuchawce rozległo się tylko przeciągłe ” Taaaa” a po chwili  konsternacji;

– …Powiedziałam, że nie wiem dlaczego nie odbierasz, bo nie jesteśmy  w tym samym Zastępie a twój namiot jest na końcu obozu…

– Szpilił coś więcej?

Dopytywała Dziewczynka. „Szpilić” w ich slangu oznaczało tyle co nadmierna ciekawość …. Zadawanie pytań -Wbijanie szpilek.

– Nie… Powiedział, że dziś zadzwoni do Ciebie jak wróci z pracy…

– Ok. Dzięki ! Zocha. –  Dziewczynka postanowiła, że jednak niczego jej nie będzie opowiadać.

–  A wypchaj się ze swoimi „W …dziękami” wariatko!

Usłyszała  i w  telefonie rozległ się chichotanie a potem  pojawił się komunikat ” Połączenie  zostało zakończone” .     Tatuś Córusi wracał z pracy zazwyczaj koło 18-stej . Więc Córusia, zerwała się z ławeczki i udała w drogę powrotną do Gajówki. Gdy dochodziła na miejsce, namiot wciąż stał na swoim miejscu obok ławki z rozłupanego na pół pnia… Postawiła na nim wypchany zakupami  plecak. sprawdzając zawartość ; ” 1-dno  opakowanie pokrojonego w kromki chleba, 4 bułki – Prawie całkiem czerstwe, lecz świeżych już nie było. 2 wody mineralne w dużych butelkach… I okrągłe opakowanie margaryny „Smakowita”.  1 mały metalowy kubeczek… „Składany nóż wędkarski z ostrzem 8×1,5 cm – Scyzoryk” – Tak pisało  na metce jego  opakowania…”- Po tych zakupach znów niewiele zostało w portfelu. Z odwróconej do góry dnem beczki , wyciągał swoje skarby i cały ten majdan wrzuciła do wewnątrz namiotu. A potem zabrała się do otwierania jednej z konserw, na której wieczku był motylek, należało szarpnąć za ów motylek a wieczko powinno ustąpić, odsłaniając zawartość. …Niestety nic takiego się nie stało, bo blaszka motylka po szarpnięciu odeszła od wieczka sama, nie razem z nim!… dziewczynka zaczęła używać Owego – Scyzoryka.   

 Umieszczając konserwę pomiędzy dwoma stopami, odzianymi w białe obuwie marki Puma –  Nie ściągane ze stóp od dwóch dni, co dało się wyczuć. …Więc umieściwszy miedzy nimi puszkę, Dziewczynka chciała wbić nóż w metalowe wieczko, lecz nie trafiła w skraj puszki a w odstającą część obuwia prawej nogi, przecinając  ją wpół…” Dobrze , że nie w nogę!?” – Pomyślała. Lecz bez zastanowienia powtórzyła operacje „Konserwa”, tym razem trafiając celnie. Podważone nożem wieczko odpadło i do nozdrzy Dziewczynki dobiegł zapach peklowanego mięsa… Cóż to była za uczta! Zjadła wszystkie cztery , czerstwe bułki, posmarowane margaryną i grubymi plasterkami konserwy… A wszystko popiła  „Wodą z krystalicznych źródeł” – Tak przynajmniej pisało na nalepce butelki…       

  Na telefonie  było parę minut przed 18-stą. Dziewczynka pochwyciła telefon i zaczęła biegać wokół Gajówki w poszukiwani zasięgu… Znalazła go tuż za zakrętem, na początku polany, wprawdzie parę kresek, ale to wystarczyło. Usiadła na łące w oczekiwaniu aż rozlegnie się dźwięk telefonu… 15 minut później, położyła sie na plecach, wpatrując w błękit nieba… Dźwięk melodyjki  telefonu , wyrwał ją z drzemki , gdy słońce w połowie schowane było nad ścianą lasu za domem…      

– Tak halo Tatuś?

 Wypowiedziała, śpiącym głosem, jakby co dopiero otworzyła oczy!… Bo tak przecież było.

– No cześć Córeczko, co jest z Tobą?… Nie odbierasz, albo zasięgu nie ma!?…

– No co Ja Tobie, Tatusiu poradzę, tu dokoła są góry przecież…

 Powiedziała całą prawdę na temat tego, że nie odebrała od niego połączenia.

– Po głosie słyszę, że cię obudziłem?… Przepraszam , że dopiero teraz dzwonię, ale po pracy umówiłem się na mecz  tenisa z kolegą, skoro Mamy nie ma w domu!?…

 Tu dziewczynka spojrzała na wyświetlacz czasu ; 20,20! …

– No prawie już zasypiałam. – skłamała, bo przecież co dopiero się obudziła.;

– Zmęczona jestem Tatusiu, tyle wrażeń. –  to akurat było prawdą!

– Dobrze córeczko, śpij „Skarbusiu”, ja umówiłem się z Dziadkami, że do nich wpadnę na brydża… Spokojnie mogę zarwać nockę.

– Pozdrów ich Ode Mnie , Tatusiu… Dobranoc.

Tatuś już nie odpowiedział na jej „Dobranoc” , być może spieszył się bardzo na partyjkę brydża?… ” Ja pierniczę„- Przemknęło Dziewczynce, przez myśl mało partykularne słowo –  ” To ja tyle czasu spałam!?„.  I zerwała się na równe nogi, rozglądając wokół… Obok domu w szarości, która wypełniała dolinę, stał różowy namiot wciąż w tym samym miejscu a wszystko wokół niego, pozostało też niezmiennie takie, jak przed drzemką.   

W tej części doliny szybko zapadała ciemność, bo osłonięta stromizną lasu była prawie ze wszystkich stron. Wtedy przypomniała sobie o latarce, o której całkowicie zapomniała rano. Zerknęła na drewniana przybudówkę. ” Oby tam była… I czy ja ją wczoraj wyłączyłam !? ” – Używając światła telefonu szukała…  Wtedy pierwszy raz w życiu, zaczęła się modlić  Do „Pana wszechmogącego”, tego który był  opisany w słowach na kartce papieru. Widać jej modlitwa została wysłuchana, bo malutka latarka leżała na środku klepiska – Wyłączona…  Gdy Dziewczynka upchała w namiocie wszystkie swoje rzeczy i  ubrana w zielony dres i zielone grube skarpety na stopach, zadbała o swoje bezpieczeństwo, wystawiając przed namiot parę obuwia, wraz ze skarpetami… „Ten zapach odstraszy nie tylko zwierzęta” – Pomyślała i pakując się do śpiwora, obróciła na prawy bok; „To się w głowie nie mieści!?… Ile sie dzieje!„- W myślach, przeleciały jej całe dwa dni zdarzeń, które sama na siebie sprowadziła. Usnęła zaraz po tym z pytaniem w głowie „Ciekawe jak długo jeszcze?…” 

                                                             Dzień „Trzeci”

Zbieg okoliczności –  To takie miejsce w którym łączą się różne od siebie Przypadki…

                                                      ***

Gdy otworzyła oczy następnego dnia o poranku, wychodząc przed namiot, przeciągła  się leniwie. Zauważyła, że niebo przysłaniają białe obłoczki chmur, podobne unosiły się nad  łączką  przed Gajówką. Namiot był mokry od mgiełki która na niej osiadała a spływające krople  moczą jej ulubione botki… Jeden z nich, ten który rozdarła scyzorykiem, nie nadawał się do chodzenia…  Lecz dziewczynka wystawiła  obuwie do słońca, uznając, że jeszcze mogą się przydać, bo mogłoby się okazać, że sandałki się nie sprawdzą na tutejszej nawierzchni…

O tym przekonała się boleśnie po 3 godzinach… Przekonała się, że krótkie spodenki i sandały, nie nadają się do wędrówki przez gęstwinę lasu… Miejsce na nogach w którym kończą się krótkie spodenki, po stopy odziane w sandałki, było pokłute przez gałęzie krzewów i innych zarośli. Oraz boleśnie kąsane, przez owady. A pomiędzy bose stopy a podeszwę sandałów, bez przerwy ugniatały ją drobiny tego, po czym stąpała… Dlaczego wybrała się na taką eskapadę?. Bo gdy  po przebudzeniu, toalecie, śniadaniu i sprawdzeniu wiadomości  w telefonie usiadła na ławeczce obok namiotu, rozglądając sie wokół, widziała szczyty wzniesień i pomyślała, że to jedyna okazja aby wdrapać się na jeden z nich… Zdobywając jedną z takich Gór .; „To była głupia decyzja” – Pożałowała, gdy usiadła na pieńku zmęczona, pośrodku zarośniętego stoku, na którego chciała się wspiąć szczyt… Lecz niestety nie zawróciła!. Co znów okazało się tragiczne w jej sytuacji. Bo gdy w butelce pozostało mniej niż połowa jej zawartości, czyli mniej o tyle o ile wypiła wdrapując się pod górę nadal, okazało się, że to nie był szczyt góry a jedyne zarośnięty  garb zbocza.

Po obu stronach miejsca na które się wdrapała, rozciągały się stromo opadająco wąwozy. Dziewczynka była zła na siebie, lecz w swojej zawziętości,  postanowiła brnąć dalej, idąc grzbietem przez gęstwinę, coraz dalej i dalej od miejsca z którego wyszła… Podrapane nogi roślinnością, przez która sie przedzierała bolały… Nie pomagał na wiele bluza Polaru, którego rękawami obwiązała się w pół, przysłaniając w ten sposób jej obolałe kończyny , nie przywykłe do takiego cierpienia.  …Rozpłakała się, łzami smutku, złości i bólu. Lecz dalej  „coś”  ją  pchało do przodu!?…  Po dłuższej chwili, gdy wychodząc z zarośli, weszła na kamienistą drogę, poczuła ulgę. Rozmazując łzy na policzkach, przez chwilę zastanawiała się „Iść w dół, czy w górę drogi?” – Wybrała jednak kierunek w górę.

Wybrała go z dwu powodów; 1.Skoro i tak nie wie gdzie jest, lepiej iść w górę, bo może stamtąd ogarnie widokiem swoje położenie. 2… Przecież koniecznie chciała zdobyć jakiś szczyt”!. –  Nie myliła się. Idąc drogą dotarła, może nie na sam szczyt góry, ale tuż do jego podnóża. Tam kończyła się kamienista droga, przechodząc w łąkę na której środku stał olbrzymi Dąb. …Widok wokół zapierał dech. Po obu stronach góry, ciągły się doliny z których znów wyrastały  góry. W dolinach wiły się wstążki potoków i dróg a obok nich zabudowania domostw… Siedziała chwilę podziwiając krajobraz. Niestety z tego miejsca nie było widać Jej Polany – schowała się  za drzewami. Przed wyjściem, Dziewczynka wchłonęła sute śniadanie, więc nie pomyślała nawet o spakowaniu choćby kromeczki chleba do plecaka… Przełykając ślinę dopiła resztę wody z butelki, rzucając ją obok … Jako bezużyteczną.

” … Fajnie!. Nie wiem gdzie jestem. Nie mam wody. Jestem głodna… I głupia jestem!. Mogłam przeglądnąć chociaż Tę książkę!?”– Samokrytyka na niewiele się zdała. Wodząc beznadziejnym wzrokiem na pniu Dębu, zauważyła małą kapliczkę… „Dawno nikt Tu nie był” – Stwierdziła po stanie kapliczki. –  Wyblakły wizerunek  Matki Boskiej  z liniejącą, zieloną farbą a po bokach resztki zaschłych kwiatów. …Wtedy Dziewczynka sięgając po kartkę  z zapisaną na niej modlitwą – Uznała, że choć Ona Sama nie jest kryształowa … Ani nigdy nie modliła się w Kościele,  może Ktoś, wysłucha jej modlitwy… „Wczoraj z latarka się udało… To dlaczego i nie ma udać sie dziś” – I odrzucając wszystko co zbędne, czyli plecak i bluzę z Polaru, uklękła  pod kapliczką. I na wzór, tekstów które wyczytała w Biblii, nie robiąc znaku krzyża, lecz kładąc prawą rękę na sercu -” Uznała, że tak trzeba”.

Zaczęła  mówić głośno od słowa  „Panie” , lecz zamilkła, bo pomyślała -„Właściwie to nie wiem Kim jesteś, czy Bogiem, czy Aniołem… Nawet nie wiem, czy jako nieochrzczonej  przysługuje mi  Anioł Stróż? …Czytałam o Bogu i Aniołach. …Lecz uwierzyć w to wszystko nie potrafię… Wybacz!” – Tu schyliła rudą głową  z pokorą… I dalej snuła modlitwę w myślach zaczynając od słowa;

 „Duchu, który czuwasz nade Mną, spraw aby te trzy dni nie były bolesnym doświadczeniem mojego życia a tylko przygodą, której finał zakończy się szczęśliwie… Ześlij Kogoś, Tu i Teraz, kto wskaże mi drogę powrotną do domu, bądź zaopiekuje się Mną w Twoim imieniu… Wiem, że nie raz Mi pomagałeś w chwilach trudnych… Bo przecież pomagałeś, prawda?. Nie obiecuję, że stanę sie lepsza, przestanę okłamywać Innych… Bo ciągle jestem jeszcze  Dzieckiem 

…Następnie, Dziewczynka  zaczęła głośno czytać tekst z kartki która trzymała w lewej ręce:

(…) I nie daj mi Panie, bym nie  utraciła smaku  życzliwości i zrozumienia. Bo wtedy Moja Dusza karmić się będzie podłością, przekonana o tym, że to jedyny pokarm jaki jedzą ludzie. Nie daj mi Panie, utracić czucia całą sobą… Bo jak bez niego poznam miłość? Nie daj mi Panie oślepnąć. Abym zawsze  mogła zobaczyć dobroć w ludziach …”

Gdy  przeczytała ostatnie zdanie, z boku za jej plecami, usłyszała trzepot skrzydeł spłoszonego ptaka. Odwracając się, zobaczyła głowę starszego mężczyzny. Miał pociągłą twarz  pokryta potem  i kępką jasnobrązowych włosów  z siwizną nad sterczącymi uszami. Odwracają na powrót głowę na kapliczkę,  eksplodowała w Niej tylko jedna, radosna  myśl ; „Dzięki!„,  lecz owo podziękowanie wydało się dla dziewczynki  zbyt skromne więc dodała bezgłośnie; – ” Dziękuję Ci Duchu, że tak szybko wysłuchałeś mojej prośby… Lecz znając  Moje słabości, nie poprzestawaj na tym jedynym razie…”

W tym czasie, starszy Jegomość  przechodząc za jej plecami, nie krył zdziwienia ze spotkania;

– Ooo!? – Dzień dobry!?…. – Nie spodziewałem się tu  Nikogo.

Dziewczynka nie odparła nic, lecz serce jej łomotało ze szczęścia. Nie widziała jak ma się zachować, więc klęczała nadal. Mężczyzna w tym czasie przysiadł na ławce pytając;

– Ty tu tak sama?.

Już miała odburknąć przekornie, że;  „… A widzi tu Pan kogoś oprócz mnie?” Lecz tylko spojrzała na kapliczkę i wstając z kolan, podeszła obok chowając zwitek kartki do plecaka;

– Tak sama

 Odparła na potwierdzając  jego wcześniejsze pytanie, ledwo słyszalnym głosem. Czuła suchość w gardle i ustach, więc bez zbędnych ceregieli spytała;

– Ma Pan może wodę? –  Miał!

– No mam, mam… Tylko nie wiem, czy będzie ci smakowała, bo wymieszana z winem?

– Tak mi się chce pić, że jest Mi zupełnie obojętne co Pan dolał do tej wody… Bylebym się nie otruła

 Odparła Dziewczynka i robiąc łyk, poczuła słodko – kwaśny smak ,zimnego napoju,; ” O jakie dobre!„. Lecz nim zdążyła ugasić pragnienie, starszy Pan energicznym ruchem zabrał butelkę mówiąc;

– Jeszcze mi się tu ubzdryngolisz dziewczyno! …Niedaleko jest źródełko… Podejdziemy to napełnisz swoją butelkę. …Ale najpierw to może poczęstuję cię kanapką. …I sam zjem?

 Jedzenie!… Kolejna eksplozja w głowie. Dziewczynka przecież była głodna. Co do źródełka, to nim weszła w leśną gęstwinę, przeskakiwała strumyk wody;

– Minęłam to źródełko… Chyba?. Ale jak je mijałam, moja butelka była jeszcze pełna… A poza tym nie wiem jak tam trafić z powrotem.

 Odparła. To „chyba” dodała, bo nie była przekonana, że to akurat To źródełko.

– To jak chcesz kanapkę z boczkiem i cebulą?

 Głupie Pytania zadawał starszy Pan… „Czy ja chce kanapkę!?… Zjadłabym nawet dwie, nie ważne z  czym.  – Lecz odpowiedziała tylko grzecznie;

– Bardzo chętnie.

– Ja też zjem …A potem zapalę fajkę… Ty chyba jeszcze nie palisz?     

Zdziwiło to dziewczynkę. Nigdy nie spotkała Nikogo z dorosłych, kto paliłby fajkę…  Czasem tylko taki wizerunek pojawiał się w książkowych opowieściach. Wydobyła z siebie tylko; „Uhm!… „ Chciała powiedzieć, że nie pali. Ale pożerała przepyszną kanapkę, wypełniając całą buzię jedzeniem, wiec gdy przełknęła,  dodała;

– Ja nie palę! – ” Nigdy przecież nie próbowałam  nawet” – Pomyślała.

 Pan robiąc małe kąski spojrzał na nią zza kromki podwójnie złożonego chleba;

– Ty z daleka  jesteś?. Bo jakoś nie wyglądasz mi na  Tutejszą. A znam tu sporo dzieci…

Na słowo „dzieci”  Dziewczynka się oburzyła…; ” Przecież nie jest już dzieckiem –  Młodzieżą – bardziej!. A po tym, co ostatnio przeszła – Jakby odrobinę wydoroślała?”… – Pan najwidoczniej zauważył , jej oburzenie i zaraz dodał;

– … Dzieci dużych i małych i dorosłych!.

„O proszę, teraz się będzie tłumaczył” –  Pomyślała , uśmiechając się serdecznie, bo coraz bardziej nabierała pewności w to, że ów człowiek jest  Tym wymodlonym.  Więc znikły wszystkie bariery, które nakazywały zachować rozsądek;

– Dobrze!. Niech będzie , że jestem dzieckiem… Ale nie jestem dziecinna…

Odpowiedziała nadal się śmiejąc . Zastanawiała się przy tym, co odpowiedzieć skąd sie tu wzięła, więc odpowiedziała tylko;

– Tak nie jestem Stąd.

. Starszy Pan trzymając jedną ręka niedojedzoną kanapkę, zapytał;

– To co Tu robisz?. Dlaczego wybrałaś się akurat Tu?..I to sama?

 „Wiedziałam, że nie odpuści„- Pomyślała. Lecz wymijająco doparła;

– To długa historia proszę Pana

 Ta odpowiedź dawała jej czas do zebrania myśli, by skonstruować jakieś kłamstwo, ale przecież; ” Obiecałam  Komuś , że sie postaram się na lepsze”–  Więc ten pierwszy raz, gdy Ten Pan, spyta o to samo – Powie prawdę… Pan przełknął resztkę jedzenia , którą trzymał w ręce, otrzepując z nich niewidoczne  resztki;

– …Mało ale dobre było… Mała , ja mam czas na słuchanie długich historii.

 „Pora na konfrontacje„- Pogodziła się z tym Dziewczynka;

– No dobrze… Uciekłam  z domu!.

Wypowiedziała okrutną prawdę. Lecz na twarzy Starszego Pana, nie pojawił się żaden grymas, świadczący o tym, aby przejął sie tym wyznaniem. Spytał tylko spokojnym głosem;

-… Z powodu?

– Nazbierało się tego… To nie jeden powód a cała masa

Swoim spokojem ośmielił Dziewczynkę do zwierzeń, lecz jeszcze się wahała jak na nie zareaguje…  Nie, nie bała się, lecz nie wiedziała jak to wszystko zebrać w jedno zdanie?.;

– Nazbierało się tego…

Odparła szukając nadal dobrych słów na to, co ją sprowokowało do ucieczki z domu.

– To wymień te podstawowe.

Burkną starszy Pan a w jego głosie dało się wyczuć zniecierpliwienie. Więc dziewczynka jednym tchem, wydeklamowała;

– Bo rodzice się mną nie interesują?… Bo mają przede mną tajemnice, które  wpływają na Moje życie?. Bo mnie okłamują?…

Nie zastanawiała się nad słowami, powiedziała prawdę… Jej prawdę!. Starszy pan przyjął to na spokojnie i spytał;

– Ile Ty masz lat, Dziewczyno?…

Dziewczynka znów podbudowana spokojem starszego Pana odparła;

– Czternaście… To według Pana mało, czy dużo?

To pytanie na końcu odpowiedzi, było odrobinę irracjonalne, bo przecież nie oszukujmy się, dla Staruszka, czternaście lat, to jak zrobienie jednego kroku w przód, przed długa drogą…

– Mam wnuka, który ma 14 lat… Ale to żadne  porównanie… Mój wnuk, chyba zawsze będzie dzieckiem  – i zaraz dodał.;

– Jak na ucieczkę z domu, to w sam raz. Ale jak na konsekwencje wynikające z tego, to za mało masz lat… Rodzice pewnie się teraz martwią?.

W tym momencie Dziewczynka wyobraziła sobie Tatusia, który po wczorajszej partyjce brydża, pewnie zaspał?…  Widziała tę panikę w jego oczach, które nie patrzą na nic innego tylko na zegarek, by mógł zdążyć na czas… Wyobraziła sobie też Mamusię, która na spotkaniu integracyjnym , puszy się i pławi w „Oh- ahah” jej podwładnych. Lecz odpowiedziała; „Wątpię”  …”Kanapka była za mała!” – Przyszło jej na myśl…” Wędzony boczek  był dobry, ale troszkę tłusty„. Dziewczynka oblizała tłuste palce, żeby nie kleił się do nich brud… I dokończyła swoje zdanie;

– Nakłamałam im, że jadę na Obóz… Nawet wyrazili zgodę na piśmie  i pieniądze dali… Nim odkryją prawdę, minie trochę czasu…

Pierwszy raz, na dotąd spokojnej twarzy starszego Pana ,zobaczyła  wyraz oburzenia;

Okłamujesz rodziców!?… To jak dawno uciekłaś?

– Owszem, czasem okłamuję, ale tylko wtedy kiedy wiem, że odrzucą Moją prawdę.

– W  sumie. … Płacimy tę samą cenę za kłamstwa i prawdę. …Bilans zysków i strat niech każdy rozlicza własnym sumieniu. –  odparł Starszy Pan.

– To jak dawno uciekłaś?  –  „Pewnie dziecko pląta się Tu 2, 3 dni!?„- spytał.

– Trzeci dzień Tu jestem!?… Tydzień po tym, jak skończyła się szkoła.

„Druzgocąca prawda ginie, gdy zostanie rozpoznana.” – Przypomniała sobie cytat wyczytany w książce. Ale wcale nie zamierzała przestawać kłamać, gdy przyjdzie taka potrzeba… Odpowiedziała z wahaniem. Bo straciła rachubę czasu . Dla niej ostatnie dni, były  bardzo długie.

– Trzy dni to kawał czasu… Pewno już cię szukają?

W głosie starszego Pana było słychać obawę. dziewczynka postanowiła dokładniej sprecyzować powody, dla których rodzice raczej nie martwią się o jej los..;

– Tatuś, pracuje jako menadżer w dużej firmie… Jego uwaga na mnie, ogranicza sie do kieszonkowego, moich postępów w nauce i tego, żebym, jak to On określił   nie przynosiła wstydu nazwisku które nosze… Mama, nigdy nie chciała być matką. Kiedyś  podsłuchałam, że jestem wpadką… I że pokrzyżowałam jej wszystkie plany. To nie jest tak, że Oni mnie nie kochają – Chyba!?. Ale zajęci są tak sobą, że o mnie zapominają… Teraz pewnie też, przyjęli ze spokojem, że ich córki nie ma… Jeszcze długo się nie ockną, z tak komfortowego uczucia.

– Zaraz, zaraz… – Jesteś jedynaczką? – Starszy Pan przerwał jej wynurzenia.

Dla niej to było oczywiste, że nią jest!;

– No tak… To Pan nie wie, że najbardziej rozkapryszone, krnąbrne i niewdzięczne są jedynaczki? 

Powiedziała to tak, aby uświadomić starszego Pana, że bycie  jedynaczką, nie jest łatwe… On właśnie zajęty był stukaniem jego fajki w wystającą z ziemi drewniana resztkę czegoś, co mogło być oparciem ławki na której usiedli. Poczym wyjmując z plecaka coś podobnego do kamizelki poprosił aby założyła.;

– Ubierz, tu jest jeszcze w miarę ciepło, ale jak będziemy schodzić  lasem w dolinę, to może być Ci chłodno… No chyba, Że nie chcesz iść ze Mną?

 Nie obawiała się starszego Pana. Przecież On pojawił się tu za Jej sprawą!… Więc nie mogło jej spotkać nic złego;

– …Nie, nie boję się Pana… Pójdę za panem, gdziekolwiek Pan Mnie zaprowadzi. Nie wygląda Pan na zboczeńca…

Odparła starszemu Panu, lecz równie dobrze nie mogła nic mówić, bo jej spojrzenie na Niego, było bardzo wymowne; ” Coś ty za jeden!?

 Na co Pan od razu zareagował;

– Wiesz. Nie wiem dlaczego, ale emanujesz empatią , co wyklucza obojętność i wrogość do Ciebie.  …Chcę Ci zwyczajnie pomóc, zejść  bliżej Wsi, bo znam tu każdą drogę i każdy kamień na niej…

-„Nooo …Mówiłam, aż takim dzieckiem nie jestem.Takim małym i nieświadomym niczego?… O jak się mylisz człowieku!„. Ulotna złość wzbiła się w  myślach, lecz opadła szybko, Bo te  słowa utwierdziły tylko Dziewczynkę w przekonaniu, że  starszy Pan, właśnie po to się zjawił Tu i Teraz. Lecz On w dalszym ciągu dopytywał tylko o powody;

– Dalej nurtują Mnie te powody za których sprawą  postanowiłaś uciec. …Jakie jeszcze?

  „Przecież już odpowiedziałam!” – Buntowała się wewnętrznie. Lecz skoro się raz powiedziało prawdę, trzeba było powtarzać ją dalej;

– Uciekłam, bo miałam dość. ….Dość tego, że mnie nie zauważali. Że nie usiłowali  zrozumieć czego ja chcę. Na czym mi zależy. Byłam tylko jednym z elementów ich życia, nie jedną z ważniejszych części.

 Zaczęła swój Wywód,  lecz starszy Pan, brutalnie go przerwał! ;

– Dobra , Dobra… – Teraz to mówisz jak dorosły człowiek… Całkiem nie dziecko. Gdzieś Ty nauczyła się takiego języka?

Głupie pytanie” – Pomyślała, odpinając właśnie ostatni guzik w „tym czymś” co starszy Pan jej podał.;

– Od Tatusia i Mamusi. … Ale umiem i innym językiem, lecz dorośli go nie ogarniają…  –  I miała ochotę wystawić język. Ale tak to robią przecież małe dzieci…. Tymczasem Starszy Pan popatrzył na nią jakoś tak dziwnie!?;

– Dobrze, że tu ludzie nie chodzą…

  Dziewczynka była bardzo domyślną dziewczynką, popatrzyła na swój ubiór i uznała, że faktycznie wygląda w nim fatalnie!;

– Przecież ja mam tu swoja bluzę …

 I skinęła ręką w stronę porzuconego odzienia. Ściągając to, które na sobie miała, zakładając swoją bluzę. Założyła plecak i ruszyła za starszym Panem, który, schował do przepasanej przez siebie torby wdzianko i założył na głowę czapkę podobna do czapki  wojskowego . Szedł drogą w dół a po chwili nie odwracając się do niej, zapytał;

– A Ta modlitwa?… Jesteś wierząca?

 Dopiero teraz do niej dotarło, że usłyszał  to, co czytała… Ale przecież nie mógł usłyszeć tego, co wtedy myślała!?… Dal pewności jednak odpowiedziała na temat tej czytanej;

– Tę kartkę z której czytałam tekst, znalazłam w starej Biblii, podobno należącej  do moich Dziadków- Jedyna oznaka ich istnienia…  Chciałam ich poznać, to też było kolejnym powodem ucieczki.  Byłam we wsi na cmentarzu… Nigdzie nie znalazłam ich grobów… Przecież powinni się nazywać tak jak ja!?.Ta kartka i fotografia z nimi na progu ich domu, to jedyna rzecz…

Tu starszy Pan znów jej przerwał. W jego głosie znów pojawiło się zniecierpliwienie;

– Więc wierzysz czy nie wierzysz? …No bo skoro się modliłaś… Bo się modliłaś , prawda?

 Pierwszy raz w jego słowach, padło słowo prawda. Dziewczynka pomyślała, że jednak jest coś w tej „prawdzie” dobrego… Przynajmniej do tej pory było, więc odpowiedziała prawdą;

– Wierzę, że ktoś czuwa nad nami proszę Pana. Owszem, modliłam się… Modlitwą ułożoną przez siebie, bo innych to w większości nie znam…  Rodzice mnie nie ochrzcili. Nigdy nie byłam z nimi w Kościele… Ani Dziadkowie  Mamy nigdy mnie tam nie zabrali.

 Pomyślała, że skoro Ona wyjawia swoja prawdę, więc spytała i Jego;

– A Pan jest wierzącym?. …Znaczy wierzy Pan, że istnieje Bóg?

 Starszy Pan ani na moment nie obrócił się za siebie;

– Owszem. … Wierzę, że Ktoś  nad nami czuwa. … A Bóg , jest bardzo uniwersalnym określeniem…

… I  zamilkł. Dziewczynka też zamilkła, układając w głowie ostatnie chwile „cudu„… „Bo to nadal jest cud?”

                                                

                                                                „Starszy Pan”

„Acz i starość bywa żwawa, Wżdy wiek młody ma swe prawa” (Aleksander Fredro)

                                                                        ***

Historia Starszego Pana do momentu spotkania z Dziewczynką,  jest krótsza od historii „Dziewczynki”, choć życie Starszego Pana, jest kilkakrotnie dłuższe, to jednak historia ta, nie ma być o tym co minęło…

                                                                          ***

Starszy Pan dla wielu, może być Staruszkiem, choć odrzucając stereotypy, wyglądem nie przypomina staruszka. Rosłej postury Pan. W pełni sprawny fizycznie i umysłowo ( …Co nie znaczy, że czasem  niedomaga z racji swojego wieku). Te niedomagania są widoczne na jego pociągłej twarzy, z odstającymi po obu stronach głowy sterczącymi uszami. Na czubku głowy,  jasnobrązowe włosy, z wyraźnie widoczna siwizną po bokach. …Ów Pan, żyje w całkiem odmiennym  Świecie od  świata  Dziewczynki.

… Ten kawałek Świata, poprzecinany jest górami, wzniesieniami i pagórkami. Po między nimi istnieją wioski, przysiółki… Samotne domostwa. W jednym z takich samotnych domów, tuż pod oblesionym grzbietem góry, mieszkał Starszy Pan. Mieszkał Tu od urodzenia … Dosłownie!. Bo urodził sie właśnie w tym domu, pewnej mroźnej Zimy. Gdy podrósł ,  razem ze swoim rodzeństwem –  Starszym bratem i młodsza siostrą wiedli szczęśliwe dzieciństwo. Gdy podrósł jeszcze bardziej, rodzice wysłali go do pobliskiego miasteczka, gdzie w zawodowej szkole z Internatem, wyuczył się zawodu Leśnika z czego jego rodzice byli bardzo dumni… Jego Dziadek, był tutejszym  Leśniczym, następnie jego   Ojciec  a gdy minęło kilkanaście następnych lat On sam został Leśniczym. Ich dom od zawsze nazywany był przez wszystkich  „Leśniczówką”. Dom gdzie stała Leśniczówka , stal na uboczu przysiółka zwanego  Mokre… Nazwa wzięła się zapewne od wielu potoczków, które tam spływały z gór.

 Gdy żyli jego rodzice,  a On nie był jeszcze  Leśniczym  lecz pracownikiem  leśnym,  we Wsi  za górką, która nazywała się Basie , podczas tanecznej zabawy w Remizie Strażackiej, poznał swoją przyszłą małżonkę-  Marysię.  Przyjechała z daleka, aby uczyć w tamtejszej szkole. Była wykształconą, mądrą ale skromną kobietą. Od razu spodobał się jej Starszy Pan ( Który nie był , wtedy jeszcze starszym Panem.). Po roku narzeczeństwa wzięli ślub w Kościele i zamieszkali w Leśniczówce. Rodzeństwo Starszego Pana rozjechało się po Świecie, więc Oboje z małżonką  opiekowali się jego rodzicami. Żona Starszego Pana, od Września do Czerwca następnego roku, od Poniedziałków, do Piątków przemierzała grzbiet zbocza góry, pod którą mieszkali, idąc do swojej pracy w Basiach- Przez 15 lat.

Owszem z Mokrego do szkoły w której pracował, wiodła twarda asfaltowa droga, wijąca się dolinami , lecz idąc z Leśniczówki przez przełęcz  grzbietu góry, było o wiele bliżej i szybciej  można było tam dotrzeć pieszo. Wyjątkiem w tych wędrówkach, były przerwy w których rodziły się jej dzieci… Jej i Starszego Pana. Urodziła Mu ich troje… 

 Gdy  Ich dzieci były jeszcze małe wiekiem, zmarł ich Dziadek, rok po Nim, ich Babcia. Zostali pochowani  na cmentarzu obok kościoła w Basiach.. Przez cały ten czas Starszy Pan pełnił funkcję Leśniczego. Nie była to może ciężka praca, ale wymagała wielu wyrzeczeń, choć zapewniała też szacunek i respekt,  dla Niego. Był człowiekiem ogólnie szanowanym. Razem z małżonką i trójką swoich dzieci, żyli skromnie ale szczęśliwie… Do czasu w którym u żona Starszego Pana  zdiagnozowano nowotwór. …Pomimo licznych poświęceń w walce z chorobą, małżonka Starszego Pana zmarła  pewnego letniego dnia… Pochował ją obok swoich rodziców… Lecz już nigdy potem nie wstąpił do Kościelnej Kaplicy. …Miał za złe Bogu, że odebrał mu jego kochaną. Ale  swoje dzieci nadal posyłał do Kościoła a i ksiądz Fabian ze Wsi, każdej Zimy z mozołem i w trudzie, wspinał się z kolędom do Leśniczówki…

Gdy umarła Marysia,  jej  dzieci wchodziły w dorosłość, więc  potrafiły pogodzić się z tą tragedią. Starszy Pan jednak długo nie mógł się z tym pogodzić . Coś w nim się załamało, stracił część siebie – To bolało.. Ukrywając ten ból , samotnie wychowywał swoje dzieci aby wyrosły na kochające, mądre i zaradne…  I po kilkunastu następnych  latach na takie wyrosły. (No może, po za najstarszym synem) . A, że czas nigdy nie  przystaje, tylko gna bez opamiętania przed siebie, Starszy Pan nawet nie zauważył, kiedy został starszym Panem. …To było chyba wtedy, gdy przeszedł na emeryturę i wyprowadziło się z Leśniczówki jego ostatnie, najmłodsze dziecko?. On sam, nie chciał odchodzić ze swojego rodzinnego domu, choć każde z dzieci chętnie przejęłoby ojca pod swój dach.

… Od tamtej pory , czyli przez kolejne 7 lat,  wiódł samotne życie… Nie, nie narzekał na samotność. Dzieci choć daleko, często wracały … Czasem wydawało mu się nawet, że za często, bo to łączyło się z burzeniem spokoju do jakiego przywykł. Doczekał się czworga wnucząt, z których najstarsze miało 14 lat- Chłopiec… Zupełne przeciwieństwo Dziadka czy rodziców. Gdy się pojawiał w  Leśniczówce, jego jedynym najfajniejszym zajęciem, było ślęczenie z nosem wklejonym w monitor smartfona, ewentualnie wpatrywanie się w monitor laptopa…

Poczucie samotności oddalały również od  starszego Pana,  wizyty we wsi, po drugiej stronie góry, którą codziennie przemierza leśną ścieżką chodząc po śladach swojej żony… Tak jak i Ona od Września do Czerwca następnego roku . Od poniedziałków do Piątków każdego tygodnia… Starszy Pan dorabiał  do emerytury we wsi, jako stróż, palacz. – Taka złota rączka od wszystkiego w szkole, tej samej w Której dawno temu pracowała jego żona…  Był znaną personą wśród mieszkających tam ludzi… Ktoś zawsze zagadnął, pozdrowił, wymienił kilka zdań… Lecz z końcem Tego  roku szkolnego. Podziękowano Mu za pracę. Zatrudniając na Jego miejsce, młodego w pełni sił, energicznego pracownika. Od tego momentu Starszy Pan, coraz bardziej zaczynał bać się samotności. Próbował ją zagłuszać wspomnieniami o swojej zmarłej żonie – Marii, ale to przynosiło wręcz odwrotny efekt.

Pomimo to,  Starszy Pan, Wszystkim ogólnie twierdził, że jego życie jest szczęśliwe. …Choć  nie pozbawione nałogów. Starszy Pan palił fajkę i nigdy nie mógł sie powstrzymać od wypicia, jednego czy dwóch lampek wina w codzienności , każdego z mijających dni. Nie znosił kłamstwa – Choć nie raz zdarzyło mu się skłamać, tłumacząc to, że w dobrej wierze… Nie lubił ludzi pewnych siebie i  swoich przekonań oraz takich, co to nie  wierzą   w nic poza sobą… Uważał, że człowiek musi być odrobinę bojaźliwy . Wtedy  przyjmuje wszystko z pokorą a ta, czyni życie lżejszym i pozwala godzić się z własnym losem. Nie cierpiał wulgaryzmów, chociaż nie zaprzecza, że czasem wyrwało mu się jakieś siarczyste przekleństwo. Lubił czytać książki – Tej przyjemności  nauczył sie od swojej zmarłej żony… I tak jak ona za życie, On siadał co wieczór w bujanym fotelu  obok  kominka i czytał stronę, po stronie. Jednak w przeciwieństwie do małżonki, on co jakiś czas, przepijał  łyk wina z kieliszka… Twierdząc, że po to, aby miał czym obślinić palec, przy przewracaniu kolejnej strony.    

   W salonie, jedna ze ścian była jednym wielkim regałem, zapełnionym książkami…  Każdą z nich, przeczytał przynajmniej raz. Poszerzając w ten sposób swoja wyobraźnię i wiedzę. …Choć uważał, że nadmiar wiedzy może być  szkodliwy, bo czyni ludzi  zbyt pewnych siebie…

Starszy Pan, lubił to dodatkowe zajęcie w szkole. A codzienna droga przez las, była rodzajem  zdrowotnego treningu. Mógł  chłonąć bez ograniczeń, zbawienne działanie przyrody, na zdrowie… Przeważnie to psychiczne. Bo od samego chodzenia, to nogi bolały… Jesienią przemakały buty a Zimą – Marzł . Ale cóż mogło być przyjemniejszego jak widoki roztaczające się wokół i ta cisza!… Nie, nie taka kompletna, bo ta, to piszczy  w uszach. Ta cisza była pełna szumów – Muzyki  życia.  Przecież w końcu,  połowę życia spędził w lesie , jako Leśnik. Poza tym, spotykał „Ludzi”, co było niemniej ważne dla jego zdrowia. Ubolewał, że To sie skończyło.   

Teraz chodził do lasu nie z obowiązku a dla przyjemności – Jednej z wielu. A czasem ot tak, szedł by iść. Chłonąć Ów świat i układać myśli w głowie. Choć w zasadzie, to one już od dawna były starannie poukładane… Bo Starszy Pan, był bardzo pedantycznym człowiekiem.

Tego dnia starszy Pan wybrał się właśnie „ot tak”. Był początek Lata, na grzyby jeszcze za wcześnie, na owoce jagód za późno… Dzień nie był  upalny, bo niebo przysłaniały białe firanki obłoków, tłumiąc żar słońca… Pogoda w sam raz na spacer. Więc owinął w papier  kilka pajd chleba z wędzonym boczkiem i cebulą pokrojona w plasterki i kanapki wcisnął w wielki skórzany chlebak Leśniczego, który służył mu od lat a zwykł go określać zwyczajnie – Torba. Z szafy wyciągnął wyświechtaną wełnianą kamizelkę;   – ” Tak na wszelki wypadek, gdyby się Mi  chłodno zrobiło„. –  W kieszonce torby upchał również  tytoń, fajkę i zapałki i w butelce wodę, wymieszaną z winem.  „Szpryca” dobrze gasi pragnienie”… A już wychodząc z przewieszona przez ramie torbą, ściągnął zawieszoną przy wejściu, dębowa laskę, nieodłączna towarzyszkę każdej wędrówki i nieco sfatygowaną czapkę Leśniczego z daszkiem – Nieodzowny element  Jego wystroju.

Udał się na pobliski szczyt, który górował nad Leśniczówką. Stamtąd zszedł w kierunku Wsi, lecz nie do samej Wsi a na łąki przed wsią,  którymi  wiodła do niej droga.  Potem zawrócił, powoli  zataczając koło zboczem góry –  Okrążając jej szczyt. Gdy słońce znalazło się w najwyższym punkcie na niebie, Starszy  Pan dochodził właśnie z powrotem do grzbietu wzniesienia, które odgradzało Basie, od Mokrego… Wszedł  od strony Basie, lecz zataczając koło, znalazł się nad swoja Leśniczówką, poniżej  szczytu góry, który było widać z Leśniczówki. Ominął w drodze powrotnej szczyt, bo nie chciał wdrapywać się powtórnie na miejsce w którym nie tak dawno był.  Ów szczyt  przez mieszkańców nazywany  był „Czerwonym Groniem” lub tylko samym „Czerwonym”  a to za sprawą, dużej ilości drzew Jarzębiny, która na przełomie Września i Października, barwiła jej stoki na czerwono… Doskonale znał  całą okolicę, tę  bliższą i tę dalszą. Chciał dostać się na środek grzbietu jednego ze zboczy tej góry – Przełęcz, łączącą  Czerwone z „Innym”  szczytem, górującym nad wsią . Środkiem grzbietu wiódł  kiedyś trakt, którym pobliscy mieszkańcy dojeżdżali do swoich poletek, wykradzionych lasowi  a  które  z  czasem przemieniły się w łąki… A  niektóre z tych łąk, na powrót obrosły lasem… Zataczając tym samym  koło czasu.

Na  wzniesieniu, W miejscu gdzie kończyła się stara droga  a na szczyt Czerwonego, prowadziła już tylko leśna ścieżka  a na końcu niej – Pośrodku rósł stary  Dąb, na jego pniu znajdowała się kapliczka z wyblakłym wizerunkiem Matki Boskiej i Dzieciątkiem Jezus otoczona wokół zaschłymi szkieletami kwiatów … Owszem, gdy żyła małżonka  przychodzili  Tu  z okolicznymi mieszkańcami na Majówki… Wtedy kwiaty były zawsze świeże a miejsce tętniło życiem i wznoszonymi do matki Boskiej modlitwami… Lecz po śmierci żony, starszy Pan, przestał  być gorliwie wierzącym człowiekiem. Nie szedł tam, by sie pomodlić. Szedł by usiąść w cieniu drzewa, zjeść chleb, popić wodą i  nabijając fajkę, oddać się błogości krajobrazu… Kiedyś to miejsce( Nazywane ; „Polana pod Dębem”), często nawiedzali ludzie, w chwili wytchnienia od pracy na pobliskich morgach… Teraz gdy Świat się zmienił o 180 stopni ( Żeby nie powiedzieć, że wszystko stanęło na głowie), miejsce to, stało się odludne.( Starzy ludzie poumierali a młodym daleko do Boga… Coraz dalej.)

Aby dotrzeć do kapliczki , maił  do pokonania niewielki zarośnięty mchem i borowiną  przełom  skalny. Podchodząc  do niego ,ściągnął nakrycie głowy, obcierając  pot z czoła, nadgarstkiem reki w której trzymał czapkę. Zmęczyła go ta wspinaczka, więc zawieszając swoją czapkę na dębowej lasce, która wbił w ziemię, usiadł na jednym z  głazów umoszczonych mchem. Poczuł suchość w gardle… Właśnie miał sięgać do swojej torby, by wyciągnąć z niej butelkę i  ugasić pragnienie, gdy nagle usłyszał w powietrzu , jakby słowa modlitwy?…

” (…) I nie daj mi Panie, bym nie  utraciła smaku  życzliwości i zrozumienia. Bo wtedy Moja Dusza karmić się będzie podłością, przekonana o tym, że to jedyny pokarm jaki jedzą ludzie . Nie daj mi Panie, utracić czucia całą sobą… Bo jak bez niego poznam miłość? Nie daj mi Panie oślepnąć. Abym zawsze  mogła zobaczyć dobroć w ludziach …”

Dziecięcy głos, ale w żaden sposób nie pasujący do charakteru dziecka… Taki dojrzały w znaczeniu słów, pełnych rozwagi, lecz to była dziwna modlitwa, nie znał takiej… Starszy Pan podniósł się ze swojego s