Początek
Był ostatni dzień Listopad a właściwie poranek ostatniego dnia. Dla Ignacego dzień jak zwykle zaczynał się od porannej kawy. Odziany w piżamę, siadał w salonie przy stole, ustawionym tuż przy kuchennym aneksie i popijając kawę patrzył w okno. Rozciągał się z niego widok na skwer, przed kamienicą w której Sutenerze mieszkał. Na końcu skweru rosła ściana zielonego żywopłotu, oddzielając go tym samym od chodnika i ruchliwej ulicy śródmieścia. Ów skwer, powstał właściwie tylko z jednego powodu. – Pośrodku , czyli pomiędzy kamienica a ulicą, rosła olbrzymia Sosna. Rosła tu od zawsze, czyli od czasu gdy Ignacy ją pamięta – A ma 82 lat. Drzewo oparło się urbanistycznym zmianą miasta. Przetrwało nie jedne zawirowania losu. Nie powaliły go wichury, nie zmogły surowe warunki miejsca w którym przyszło mu istnieć. Wrosło w to miejsce i krajobraz. …Gdy zdarzało się, że Ktoś go pytał gdzie mieszka a On odpowiadał „Pod Sosną” , Wszyscy od razu wiedzieli jaka to część miasta. Ignacy jednak nie wrastał w to miejsce razem z drzewem. Wyjechał ze swojego miasta i kraju gdy skończył 26 lat. …Wyjechał w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi. Szukał go po całym świecie, zmieniając miasta, państwa i kontynenty. Nie znalazł jednak lepszego miejsca od tego w którym przyszedł na świat, wiec na starość wrócił do swojego domu. Mieszkała w nim jego starsza siostra. Tak jak on, ona była samotną kobietą. …Ignacy choć przez całe dotychczasowe życie, nie raz wplątywał się w wzajemne związki z kobietami, to jednak z żadną z nich nie związał się węzłem małżeńskim. …Taka ich oboje „karma”. Oboje byli inteligentni, wykształceni . Oboje mieli w sobie sporo wrażliwości i empatii do innych, lecz bali się odpowiedzialności, która wynikała z posiadania rodziny i nade wszystko cenili sobie swoją niezależność. Mieszkało im się razem dobrze. Jego siostra Anna, dbała o porządki i o to, co włożyć do garnka. On , dzięki zgromadzonym środkom przez te wszystkie lata i sporą emeryturą, dbał o to, by było co włożyć do tego garnka. …Porankami i popołudniami często siadali razem pijąc kawę. Ich rozmową nie było końca. Razem odwiedzali znajomych Anny, spędzając z nimi czas na karcianych partyjkach. Razem wybierali się na długie spacery po Bulwarach. Czas mijał im szczęśliwie. Lecz któregoś poranka dwa lata temu, jego siostra nie wstała razem z nim na kawę. …Umarła w swoim łóżku nocą we śnie. Ignacy odczuł to boleśnie, lecz zdawał sobie sprawę, że ta chwila kiedyś przecież musiała nadejść. Pogodził się z tym , że od tego czasu kawę pije sam w milczeniu, wpatrując się w okno. Od tego czasu też, przestał odwiedzać znajomych Anny. – To nie byli jego znajomi. Niewiele o nich wiedział. Z nimi łączyła ich tylko jego siostra. Ignacy był człowiekiem zamkniętym w sobie. Nie miał wielu znajomych i nie kwapił się do nawiązywania znajomości. Więc większość czasu, który był mu jeszcze dany, spędzał w czterech ścianach własnego mieszkania. …”Większość” nie znaczy, że rzadko kiedy je opuszczał. Nadal lubił długie samotne spacery Bulwarami wzdłuż rzeki, choć skutkowały zmęczeniem. Po śmierci Anny, Ignacy musiał się czymś zająć. To od niej nauczył się ciągłego działania by żyć każdym dniem. Nie lubił bezczynności. … Lecz fizyczny wysiłek coraz częściej sprawiał problemy. … A, że obdarzony był wielką wrażliwością, talentem i zdolnościami , zaczął malować obrazy, te nie wymagały większego wysiłku fizycznego.. Ślęcząc godzinami nad płótnem, tworzył realne pejzaże . Malował ludzkie postacie, portrety. Malował też wyimaginowany świat. …Ten zrodzony z wyobraźni i myśli. Przez ostatni rok powstało wiele jego prac, tyle, że brakowało już dla nich miejsca w jego mieszkaniu. Więc raz w tygodniu wybierał się z nimi na jarmark staroci. A, że miał talent, zawsze udało mu się sprzedać jakieś swoje „Dzieło”. Nie było to zawrotne kwoty, ale znacząco przyczyniły się do polepszenia jego malarskiego budżetu.
Dziś właśnie był Piątkowy poranek. Dzień w którym zazwyczaj wybierał się na jarmark. Lecz gdy usiadł z kawą przy oknie, zauważył, że pada deszcz ze śniegiem, raz po raz oblepiając szybę płatkami mokrego śniegu, nawiewanymi przez wiatr ciskający przy tym w szybę mokrymi liśćmi.; ” Dzisiaj to raczej się nie wybiorę” – Pomyślał robiąc kolejny łyk kawy. Wtedy też, zauważył że na jednej z trzech ławek, rozstawionych wokół pnia drzewa siedzi jakaś postać, obwinięta kawałkiem brezentu. Zielony skwer, znajdował się niedaleko od ruchliwego centrum. Na dodatek obok przebiegała jedna z głównych arterii miasta. Naprzeciwko znajdował się przystanek tramwajowy , parking i co ma znaczenie w dalszej części opowiadania po przeciwnej stronie ulicy wznosiły się zabudowania Uczelni. …Więc na Owych ławeczkach zawsze ktoś siedział. …Przeważnie studenci odpoczywali tu w przerwach od zajęć; ” Ale żeby w taka pogodę jak dziś i o tej porze!?” – Ignacego zdziwił ten widok.; „Może to jakiś bezdomny?” – Przeszło mu przez myśl, gdy wpatrzony w to, co za oknem, wypił ostatni łyk kawy. Potem jak zwykle co rano zajął się prozaicznymi czynnościami, jak posłanie rozgrzebanego łóżka, zmianą piżamy na coś bardziej konkretnego i ciepłego. Toaleta i inne , mniej lub bardziej ważne czynności. Gdy po godzinie, postanowił, że najwyższa pora zjeść śniadanie, podchodząc do okna nad blatem aneksu, zauważył, że postać nadal tkwi w tym samym miejscu na ławce.; ” …Sobie znalazł miejsce!?. …Też coś!?” – Ignacy pokręcił głową z dezaprobatą i zajął się robieniem kanapek. …Gdy już zjadł śniadanie i obmywał po nim kubek po herbacie, postać nie znikła, nadal swoją obecnością drażniła myśli Ignacego.; ” Wolałbym, żeby sobie stad poszedł. …A bo to wiadomo co za człowiek!?” – Ignacy wprawdzie mieszkał w piętrowej kamienicy, lecz do jego mieszkania w suterenie prowadziło osobne wejście, właśnie na wprost drzewa i ławek ; ” A bo to mało razy, ktoś dobijał się nocą do drzwi. …Łobuzeria i tyle!”. – Ignacy miał obawy, że Ktoś może zakłócić jego spokój. Dręczyło go również odrobinę sumienie; ” A może coś mu dolega!?. …Nie daj Panie, jeszcze mi tu zamarznie i dopiero będzie!?” -Ignacy dręczony fatalistycznymi wizjami swoich myśli, postanowił zareagować i w jakiś sposób skłonić Ową postać, do zmiany swojego lokum. Założył kurtkę i czapkę, naciągając na uszy. …Nie włożył tylko konkretnego obuwia. W ciepłych bamboszach uchylił drzwi stając na ich progu i głośno zawołał;
– To miejsce nie nadaje się na noclegownię!
Wtedy postać się poruszyła, odsłaniając głowę spod brezentu, obróciła w jego stronę. Oczom Ignacego ukazała się zapłakana twarz młodej kobiety . …Bardzo znajomą twarz. Popatrzyła na niego swoimi zielonymi oczami. – Pomiędzy kosmykami długich blond włosów. Kontrastowało to z rozmytym od łez, czarnym tuszem do rzęs.
– Do nocy jeszcze daleko. – odparła.
Ignac nie spodziewał się, że tą postacią może być kobieta. Wyobrażał sobie, nie wiedzieć dlaczego, że to musi być mężczyzna. …Znaczy się, był przekonany , że to mężczyzna, bo Jej sylwetka, okryta tym brezentem przypominała bardziej mężczyznę . A poza tym, do tej pory spotykał tylko bezdomnych i meneli właśnie tej płci. Nie bardzo wiedział jak odpowiedzieć, wiec tylko dla spokoju rzucił;
– A możesz Ty sobie stąd pójść?.
– A dokąd!?.
– A nie wiem!?… Gdzie oczy poniosą, byle dalej stąd. – odparł podirytowany.
Ignacy chciał się pozbyć intruza i problemów, których mógłby być przyczyną. Więc kurtuazję odłożył na bok.
– To miejsce publiczne, każdy tu może siedzieć Dziadku. …Weź się odpieprz ode Mnie co!?
Odparła Kobieta, znów opatulając się w brezent, zniknęła pod nim.
” Przyczepił się pieprzony dziadyga nie w tym momencie co trzeba!” -Marta Była wściekła. Od godziny trzymała w ręce telefon z którego futerału wystawał listek tabletek Paracetamolu. Przez tę godzinę nie mogła się odważyć połknąć wszystkich na raz; ” Po cholerę on tu przyszedł!?” – wsunęła listek, tak aby nie wystawał i ścisnęła futerał z telefonem w dłoni; ” Poczekam aż się spławi…” Dziewczynie od kilku tygodnie, przytrafiały się tylko same nieszczęścia. To ją załamało. Już nie miała sił walczyć z przeciwnościami losu. Jedynym wyjściem z tej sytuacji, jakie przyszło jej do głowy, to zakończyć swoje życie; „Razem z nim, skończą się Moje problemy”
Ignacy nadal stał na progu, zastanawiając się jak zareagować, co odpowiedzieć , lecz po chwili wszedł do korytarza zamykając za sobą drzwi.; „Opryskliwa Smarkula!” – Nie mógł przeboleć jej zachowania, lecz zaraz przemyślał.; ” Nie byłem wiele lepszy od Niej”– I ściągając bambosze, założył obuwie i znów otworzył drzwi, tym razem jednak nie stanął na progu. Zamykając je za sobą, podszedł do ławki.
– Pani wybaczy, ale zważywszy na pogodę to miejsce nie nadaje się na nasiadówkę – zaczął – Niech Pani wraca do domu, albo do miejsca w którym jest ciepło.
Marta gdy usłyszała znów jego głos, zrozumiała, że nie da jej spokoju; ” Człowieku ja chce z sobą skończyć!… A ty się bezczelnie wpierdalasz w moje życie..” – Miała ochotę mu to wykrzyczeć. Lecz tylko odsłoniła głowę, zrzucając całe okrycie na oparcie ławki. I nie patrząc na Ignacego odburknęła;
– Ale Pan namolny!?… No dobra już sobie stąd pójdę.
Lecz po tych słowach, wybuchła głośnym płaczem ;
– Tylko kórwa!. …Nie wiem dokąd!?
Marta nie miała już dokąd pójść. Ostatnim miejscem w którym spędziła wczorajszy wieczór, była ławka w podziemiach dworcowej poczekalni.; ” Mogłam jednak tam zostać, zadźgaliby mnie we śnie. …Nawet bym nie poczuła. …A teraz co!?. Nie mam kompletnie niczego, poza tym co na sobie . Nie mam domu, rodziny, przyjaciół a za ostatnie pieniądze kupiłam te cholerne tabletki”– Rozgoryczenie wymieszane ze złością, wypłynęło łzami
-” Chce wzbudzić litość, czy to prawdziwe!?” – Zastanawiał się Ignac, widząc jej reakcję i płacz. Uznał jednak, że to nie jest udawane.;
– To ja mam propozycję. – odparł nieśmiało – Może wejdzie Pani do mnie, ogrzeje się i wspólnie poszukamy jakiegoś rozwiązania?
Gdy to proponował, jego myśli stanowczo temu się sprzeciwiały ” Człowieku!? Po cholerę pakujesz się w kłopoty?”. Ona popatrzyła na Ignacego, przecierając oczy i twarz ręką odzianą w czarny rękaw kurtki. Spod rękawa wystawała sina z zimna dłoń ściskająca telefon.
„Właściwie to i tak mi już wszystko obojętne. Co ma być to będzie” – Marta przystała na jego propozycję, lecz odparła kąśliwie;
– No dobra. …Nie wygląda Pan na zboczeńca .
– A jak wyglądają zboczeńcy? – odparł pytaniem Ignacy.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Wsuwając do kieszeni kurtki telefon, zamierzała wstać , lecz gdy tylko oparła się o ławkę i przechyliła na bok – straciła równowagę . Przed upadkiem uratował ją Staruszek, łapiąc za przedramię;
– Uważaj Dziewczyno…
– „A niby co robię!?. Siedzę tutaj od kilku godzin. …Prawie całkiem zesztywniałam.” – przeszło jej przez myśl, lecz łapiąc drugą ręką za ramię Ignacego wstała, rzucając krótkie „Dziękuję”. Gdy stanęła obok Ignacego, okazało się, że jest nieco wyższego wzrostu niż On.
– Jak siedziałaś, wyglądałaś mimo wszystko na mniejszą – zauważył, gdy poczuł na ramieniu jej ciężar.
– 170 centymetrów, głupiej blondynki …
– To o 10 centymetrów więcej od przemądrzałego starca – odparł z przekorą Ignacy.
Ona nie odpowiedziała nic. Prawą ręką wspierała się na Ignacym, lewą dłonią złapała za brezent , ciągnąc za sobą i powoli poszli w kierunku drzwi do kamienicy. Po paru kroczkach, Odpowiedziała Ignacemu;
– Nie wygląda Pan na przemądrzałego …
– Z całym szacunkiem. …Miałem odpowiedzieć w podobnym tonie, ale wiesz co!?. …To jednak głupota siedzieć w taki czas na dworze – odparł.
Dziewczyna tym razem też przemilczała jego uwagę. Ignacy zastanawiał się dlaczego; ” Smarkula pewno ma obiekcję, że do niej mówię tak bezpośrednio!?” – wiec zaraz dodał.;
– Wybacz, że zwracam się do Ciebie per „Ty” … Masz jakieś imię?
– Marta . – odparła.
– Ja mam na imię Ignacy, ale wolałbym Marto, żebyśmy zostali przy formule „Pan”.
– Dobrze proszę Pana – odparła, akcentując „Pana”
… Lecz w jej głowie krążyła tylko inna myśl; „Gdybym nie łyknęła tych tabletek to na pewno bym zamarzła … Skutek byłby ten sam!” . Gdy doszli do drzwi a one otwarły się szeroko, poczuła uderzenie ciepła na twarzy. Weszli do krótkiego holu. …Po prawej stronie był długi na długość wieszaka z szafką i wiszącego obok niej lustra. Po lewej stronie, długość można było mierzyć ilością powieszonych obrazów na ścianie. Ignacy zsunął ze stóp obuwie zakładając bambosze. Powiesił kurtkę, wsadzając do jej rękawa czapkę. A potem patrząc na Dziewczynę, powiedział;
– Ściągnij te przemoczona kurtkę. …I daj Mi „To, to” – tu Ignacy wskazał na oblepioną śniegiem i błotem brezentowa płachtę. -… Bo zapaskudzisz podłogę. – wyjaśnił.
Gdy Marta ściągała przemoczone odzienie, On zwijając w kłębek sztywną tkaninę, zniknął na moment w głębi mieszkania. Ona kładąc kurtkę na szafce pod wieszakiem, oglądała obrazy po przeciwnej stronie; ” Kto wiesza obok siebie pejzaż z abstrakcyjnym portretem!? ” – pomyślała widząc oba dzieła Ignacego. Ten właśnie wrócił;
– Wiesz Ty co!?… Te buty możesz też zdjąć – oznajmił patrząc na zadeptaną błotem wykładzinę
– Oj przepraszam. …Tylko się obróciłam, bo mnie zastanowiły te obrazy…
– Aa. …Nie ma co się nad nimi zastanawiać, było miejsce to powiesiłem – odparł obojętnie.
Dziewczyna przykucnęła, rozsznurowując ubłocone Glany. Lecz zadzierała głowę do góry, patrząc na ścianę;
– To Pan namalował?. …Całkiem „ciekawie”.
– A dziękuję. Tak to Moje… – odparł.
Ignacy nie myślał wchodzić w konwersację, budując w ten sposób jakieś relacje pomiędzy nimi; „Im szybciej sobie pójdzie, tym lepiej” – Tylko tę myśl póki co, brał pod uwagę. Gdy Marta stanęła już w salonie z przyciasnymi kapciami na stopach, które podsunął jej Ignacy , jej uwagę znów przykuły obrazy wiszące na wszystkich ścianach wnętrza.;
– Sporo tego! – stwierdziła zaskoczona ilością.
– No cóż, nie próżnuję – odparł. – Może usiądźmy, ja zrobię gorącą herbatę a Ty mi co- nieco naświetlisz swój problem?.
Dziewczyna usiadła przy stole, na miejscu wprost okna. …Tego na którym zwykł siadać Ignacy; ” Akurat tu musiała siąść!?” – Wzburzył się, lecz to jego wzburzenie, nie odzwierciedliło się żadnym gestem, czy grymasem na twarzy.
– To opowiadaj. – rzucił , nalewając do czajnika wodę.
– Ale o czym!?
– … Jak się tu znalazłaś i dlaczego nie masz dokąd pójść?. …Nie jesteś z miasta?
– Nie. Mieszkam… Mieszkałam – poprawiła się – W zabitej dechami wiosce na końcu świata.
– Za daleko by tam wrócić?
– Daleko i właściwie to nie ma do czego wracać – odparła.
– Do „czego” czy do Kogo?
– …Do „Kog” to już na pewno nie ma!. – odparła, lecz w tym samym momencie pomyślała; ” A co mam powiedzieć Staruszkowi, że mój ojczym z moją mamą , zapili się nie śmierć?. …A starszy brat, kazał mi się wynosić z rodzinnego domu?”
– W takim razie co robisz tu w mieście? – pytanie Ignacego, wybiło ją z toku myśli.
– Studiuję .
– Studiujesz. …Czyli mogłabyś mieszkać w akademiku?
– I owszem, spełniałam kryteria by mieszkać w akademiku . W tym roku jednak zawaliłam sprawę – Za późno złożyłam podanie. Więc podnajmowałam z koleżanką mieszkanie. Ale ona zrezygnowała ze studiów . – mówiła spokojnym głosem – …To pomieszkiwałam na waleta w akademiku u koleżanek z roku, ale w końcu i to się skończyło. Na wynajem własnego mieszkania mnie nie było stać. Wiec szukałam pracy… Znalazłam w jednej restauracji jako kelnerka. Jej właściciel, zaproponował mi tę pracę i mieszkanie z nim w zamian za seks…
Po tych słowach Ignacy mało co nie rozlał wrzątku, zalewając kubki z herbatą;
– Ile Ty masz lat? – zaciekawił się.
-23. …W sam raz na seks – odparła przekornie.
– Ale to niemoralne i nieetyczne!. …I co zgodziłaś się? – dociekał.
– A Pan?. …Gdyby Pan nie miał gdzie mieszkać a jakaś emerytka złożyłby Panu podobną propozycję, zgodziłby się Pan?. …Ja się zgodziłam.
Ignacy chwytając gorące kubki z herbatą, postawił je na stole, siadając naprzeciwko Dziewczyny;
– Poza przytulaniem, to ja raczej w sprawach seksu, niewiele mam już do zaoferowania …Nie mam 23 lat. Ale jest coś w tym co mówisz, choć trudno mi pojąć, żebym kiedyś musiał stanąć przed takim wyborem!?.
Po tych słowach Ignacy wstał ponownie i odwracając się, wyciągnął z szafki cukierniczkę a z szuflady dwie łyżeczki, poczym usiadł ponownie, lecz nie naprzeciwko a obok Dziewczyny, pytając;
– No to co dalej?.
– Dalej!?. …Znudziłam się Mu, znalazł inną. …Miesiąc temu, wywalił Mnie z mieszkania i pracy. Wszystko co miałam, miałam od niego. …Odebrał co jego!. Wyszłam stamtąd w tym co mam na sobie, plecakiem i torebką…
– To gdzie od tej pory się podziewałaś?.
– Całymi dniami wysiadywałam na uczelni, dokąd tylko się dało. …Wieczorami chodziłam na dworzec kolejowy. Tam w podziemnych korytarzach jest sporo zakamarków w których można przekimać aż do rana. W między- czasie, szukałam jakiegoś innego lokum, ale bez skutku. Miejscówka na dworcu, wydawała się być dobra. – Do wczorajszego wieczora. …Przyszłam tam koło 23. Zostawiłam plecak i torebkę na ławce obok. …Dobrze, że wcześniej wyciągnęłam z niej telefon i portfel, bo na kolacje kupowałam bułkę… Nie chciało mi się z powrotem wkładać tych rzeczy do plecaka, wsunęłam tylko do kieszeni kurtki. …W portfelu było wszystko, poza większą sumą pieniędzy , bo takiej nigdy nie miałam. Ale karta do banku, legitymacje, dowód osobisty. Gdyby to ukradli to nie wiem!?. A usiadłam tylko na chwilkę i mi się zdrzemnęło. Jedna chwila!. …Gdy się ocknęłam, po moich rzeczach nie było ani śladu…
– Trzeba było zgłosić to na policję. Albo do starzy kolei !?… – przerwał jej.
– Łatwo Panu powiedzieć. …Tam nocą rządzą bezdomni. Mają swoje rewiry. To oni decydują, czy ktoś może się tam wprowadzić czy nie. Ja nie pytałam nikogo o zdanie, byłam intruzem. Panu się wydaje, że policja znalazła by winnych kradzieży?… I to w miejscu w którym nie ma kamer monitoringu i ludzi!?. Przestraszyłam się, że mogło być o wiele gorzej niż tylko kradzież moich bezwartościowych rzeczy, bo poza paroma ciuchami i kilkoma książkami nie miałam nic. Do 4 w nocy tułałam się po mieście. W jednym kontenerze ze śmieciami znalazłam tę płachtę i przyszłam tu, blisko uczelni. Znam to miejsce. Pod tym drzewem jest jak pod parasolem. Pomyślałam, że to dobre miejsce na przenocowanie – Skłamała!. – Tylko nie wzięłam pod uwagę faktu, że może być aż tak zimno…
-Współczuję. … – znów przerwał
Ignacy odłożył pusty kubek z resztą fusów na dnie; ” Cholera i co ja mam teraz zrobić!?” – Kolokwialnie zaakcentowana myśl, zakręciła się pytaniem w jego głowie. Z jednej strony współczuł Dziewczynie. Z drugiej, nie bardzo chciał, by jej pomóc; ” Lepiej odpychać niż przyciągać. …Bo przyciąganie wiąże się z odpowiedzialnością i problemami” . Ona gdy wypiła herbatę, obróciła w stroną salonu, patrząc na wnętrze.
– Pan tu mieszka sam?. …Nie ma Pan żony, dzieci , wnuków?
W pierwszym momencie Ignacy miał zaprzeczyć. Te ułamki sekund zawahania, objawiły się nerwowym przechylaniem kubka na boki.
– Sam .- potwierdził z pewną obawą w głosie i na moment zamilkł.
” Jeszcze zechce prosić, żebym jej odstąpił pokój po Annie!?” – Lecz po tej myśli , eksplodowała następna ” Właściwie co mam do stracenia!? …Dobry uczynek mile widziany w Niebie o ile do niego trafię” . – lecz dokończył;
Sam, jak widać. …I nie narzekam na samotność.
Marta wyczuła aluzję i obawy Ignacego. Odwracając głowę w jego stronę wymamrotała;
– Dziękuję, ogrzałam się tą herbatą. …To się zbieram. Może już da się gdzieś wejść na uczelnię!? – odparła
„Cholera!. A już mi w głupiej głowie zakiełkowała nadzieja” – Ta myśl uwydatniła się łzami w oczach Marty. … Zamierzała wstać i wyjść, lecz gdy tylko wsparła się rękoma za krzesło, Ignacy stanowczym tonem zwrócił się do niej;
– Siadaj z powrotem!. …Przecież Cię nie wyganiam.
Ona pokornie usiadła.
– Daj mi chwile, zastanawiam się jak Ci pomóc. …Znaczy się wiem jak Ci pomóc, tylko nie wiem, czy to mi wyjdzie na dobre!?
Patrzył na jej czerwone wypieki na policzkach i oczy, nabrzmiałe łzami. Napotykając jej wzrok, uciekł od niego, spoglądając w dno kubka po herbacie , jakby chciał policzyć fusy na jego dnie . Łzy z twarzy Dziewczyny, zaczęły skapywać po jej brodzie. Rozmazała je dłonią, lecz to nie wiele dało. Wciąż napływały nowe.
– Nie rycz już. …Łzy nie pomagają.
Wymamrotał i podniósł się, odkładając kubek na kuchenny blat , podszedł do drzwi, obok lustra w holu;
– Tu jest łazienka – poinformował a potem znikł wewnątrz niej, by po chwili znów się pojawić z opakowaniem chusteczek , podając Marcie;
– Wytrzyj twarz, cała upaćkana jest tuszem do rzęs i wyglądasz fatalnie.
Ona , wyciągając jedną z nich , zaczęła przecierać oczy. Lecz efekt tego zabiegu, tylko pogorszył jej wygląd.
– Wiesz co!?… Najlepiej to idź obmyj twarz. – spostrzegł Ignacy.
Dziewczyna wstała i weszła do łazienki, nie zamykając za sobą drzwi. A Ignacy udał się do sypialni Anny. Kolejne drzwi za łazienką. Mało kiedy tam zaglądał przez ostatnie dwa lata. Od jej śmierci nie wiele się tam zmieniło. Poza nowym wygodnym łóżkiem, które zajmowało większą część pokoiku, wciąż stały w nim jej stare, zabytkowe meble. …On tylko obwiesił ścinany obrazami w kolorach błękitu. Anna uwielbiała ten kolor. Rozsuwając szufladę na pościel, wyciągnął poduszkę i kołdrę, rzucając na gruby, zaścielony narzutą materac. Potem wyjął z starej szafy prześcieradło i podszewki na pościel, też rzucając na łóżko. ” Nie cierpię przebierać pościeli. …Tyle może zrobić sama” –Pomyślał patrząc na łóżko.
W tym samym czasie, gdy Marta weszła do łazienki i spojrzała na swoje odbicie w lustrze , pomyślała to co przed chwilą stwierdził Ignacy, lecz nieco inaczej sformułowała ; ” Ja pierniczę!? …Tragedia” – Odkręciła kurek obmywając twarz. Potem , naciskając na zasobnik który stał na umywalce, nabrała mydła wcierając je w mokrą twarz, i jeszcze raz spłukała wodą. Potem popatrzyła znów w swoje odbicie;” Niewiele lepiej!” – Stwierdziła.
Ignacy nadal stał obok łóżka, myśląc nad cała sytuacją ; ” To na wszelki wypadek, gdyby jednak musiała tu zostać. …Mimo wszystko to jeszcze dziecko. …I co, że 20-paroletnie i wysokie!?”
– Gdzie Pan jest? – usłyszał jej głos.
– Tutaj!. – odparł i robiąc dwa kroki w tył, cofnął się do salonu.
Marta stała obok drzwi do łazienki, trzymając oburącz biały, frotowy ręcznik;
– Nie zauważyłam niedomytego tuszu na szyi i wytarłam w ręcznik. – powiedziała z niepewnością w głosie.
– No i co!?. …Przecież to tylko ręcznik, wcześniej czy później i tak się zbrudzi . Po prostu wrzuć do kosza na pranie – odparł.
Ona zniknęła na moment. W tym momencie dało się usłyszeć stukot zamykanej pokrywy kosza na pranie. Gdy wyszła z łazienki , zamykając za sobą drzwi Ignacy popatrzył na nią;
– No wyglądasz już lepiej… Gdyby nie te „podkowy” pod oczami. Ale, ale!?. …Mówiłaś coś, że chciałaś iść na uczelnię. …Masz dzisiaj jakieś zajęcia?
– Tak. … O 16,00 jest wykład. Obecność obowiązkowa. …Ale spoko!, pokręcę się do godziny 16 po korytarzach. – odpowiedziała, lecz jak zwykle pomyślała całkiem cos innego;” Gdybyś Staruszku nie wtrącił się w moje życie, na pewno bym na ten wykład nie poszła!”
Ignacy spojrzał na zegar, wiszący pomiędzy obrazami na ścianie – była 9,20.
– Ależ ja jestem „Spoko” – zaakcentował – Tylko tak rozważam. …Bo do godziny 16 jest sporo czasu!?
Zamilkł, bo znów w głowie odezwały się jego natrętne myśli; ” No co ty robisz!?. …Pewnie, jeszcze zaproponuj jej śniadanie, obiad i kolację!” – Lecz On mimo wszystko, nieśmiało zaczął;
– Jest wolny pokój z wygodnym łóżkiem, pomyślałem, że możesz przez te parę godzin się przespać, odpocząć, wyciszyć emocje. …Co Ty na to?
Marta nic nie odpowiedziała, tylko znów zaczęła szlochać;
– Co Ty masz z tym płaczem!? – Ignac wiedział, że kobiety potrafią płakać i to bez powodu „Ale, żeby aż tak często!?”
– Bo pierwszy raz, spotkałam kogoś tak fajnego jak Pan – Odparła łkając.
– Nie jestem ani „fajny” ani dobry. …Mam tylko serce i sumienie …To jak?. Ten płacz oznacza , że przystajesz na propozycję i się zgadzasz?
– Tak!. – Odparła.
Nabrzmiałe policzki Marty w grymasie uśmiechu, oblewały łzy radości . …Nie wiedziała jak to się wszystko potoczy dalej i , co będzie jak już się obudzi . ” …A może ja nadal śpię, bo łyknęłam te piguły!?”
– Ale ja nie mam niczego, poza tym co na sobie… Proszę Pana.
– Nie chcę od Ciebie niczego. …Tym bardziej tego, co masz na sobie – zażartował Ignacy , podobnie do Marty nadymając policzki w grymasie uśmiechu, lecz jego były całkiem suche.;
-Kiedyś kupiłem frotową piżamę. …Nigdy jej nawet nie rozpakowałem. Może być za mała na Ciebie, ale za to na pewno jest za szeroka… – Nadal się uśmiechał.
Marta, zginając rękę, obtarła policzki rękawem swojego czarnego swetra z wełnianej włóczki, podrażnione zmieniły kolor na jaskrawo- czerwony. A Ona poczuła ciepło wypieków; ” Muszę wyglądać komicznie!?”. …Faktycznie wyglądało to zabawnie – czerwień na twarzy kontrastowała do jej blond włosów. …I zielonych oczu. Lecz w tym momencie Ignacy już nie patrzył na Martę. Z powrotem wszedł do sypialni stając przed szafą , zaczął przebierać rzeczy w jednej z jej półek. Po chwili obrócił się, trzymając w dłoniach , opakowaną folią , frotową piżamę w kolorze beżu.
– Mam! – Usłyszała Marta zza drzwi .
Ona zrobiła kilka kroków i stając w drzwiach do sypialni, badała wnętrze wzrokiem. – Po prawej stronie drzwi , na ścianie graniczącej z łazienką stała zabytkowa, trzydrzwiowa szafa. Przed nią stało łóżko, wypełniając resztę pokoju, kończąc się wezgłowiem po przeciwnej stronie, gdzie w ścianie było okno. …Przysłonięte dwiema zasłonami w pastelowym kolorze błękitu. Po prawej stronie łóżka, pomiędzy nim a ścianą obwieszoną obrazami w kolorach zasłon, był mały przesmyk, na jego końcu pod oknem stał nakastlik a na nim nocna lampka z białym, okrągłym abażurem. Po lewej stronie, tej od wejścia do pokoju, przesmyk był nieco szerszy. bo kończył się stylowym krzesłem, które stało przed toaletką z wielkim , jajowatym lustrem nad blatem, a pod nim po obu stronach, mnóstwem małych szufladeczek. Te meble były równie stare, jak reszta oprócz łóżka. …To było nowoczesne. A nad nim, pośrodku sufitu wisiała lampa, z dwoma takimi samymi białymi abażurami jak ten na szafce nocnej. Marta przechyliła głowę i zauważyła, że ściana w której znajdują się drzwi do sypialni też jest obwieszona obrazami…
– To kobieca sypialnia? – retorycznie spytała.
– Od dwóch lat stoi pusta. …Rzadko kiedy tu zaglądam. W szafie trzymam tylko kilka rzeczy, które przydają się parę razy w roku – Odparł Ignacy, nie zaprzeczając tym samym pytaniu Marty.
– To był pokój Pana żony?
– Nie. …Mieszkałem razem z siostrą – Odparł i zamilkł.
Ignacy nie chciał zwierzać się ze swojego życia Marcie; ” Nie znam jej na tyle i nie wiem czy poznam?” – pomyślał i podał jej zapakowaną piżamę;
– Proszę. …Pościelić sobie potrafisz?
– Jasne! – uśmiechnęła się już bez łez.
– W drzwiach jest klucz. …Jakby co!?
– …Jakby co, to skorzystam – odparła nadal się uśmiechając.
– Uff. Chyba dobrze, ze zaczęła się uśmiechać – pomyślał.
Ignacy wyszedł z pokoju. Poczuł jakąś ulgę. …Dokładnie nie wiedział, czy to z tego powodu, że rozwiązał problem, który spostrzegł rano na ławce. Czy, że wykazał się dobrym odruchem serca. W każdym razie jego negatywne myśli zamilkły, pozwalając w ten sposób krążyć po głowie innym myślą, tym bez żadnych złośliwości. Podszedł do aneksu i zajął się umyciem kubków z których pili herbatę, rozważając; ” Co ja dzisiaj miałem w planach!?. …Zupełnie Mnie to wszystko skołowaciało”.
Marta, gdy Ignacy wyszedł, nie od razu zajęła się swoim posłaniem. Wodziła wzrokiem po obrazach. Jedyne co je łączyło ze sobą, to różne odcienie błękitu. …Emanował z niego spokój. Gdy już się napatrzyła, szybko i sprawnie uporała się z pościelą. Szybko i sprawnie, przebrała się do piżamy. …Bez przekręcania klucza w drzwiach. Gdy ubrana już w piżamę, odkładała swoją odzież , przewieszając przez oparcie krzesła, zobaczyła swoje odbicie w lustrze toaletki; ” Jest za krótka i za szeroka. …Jak mówił. Ale za to wygodna! ” – Z tą myślą położyła się na łóżku , okrywając kołdrą. Gdy obróciła się na bok i zamknęła oczy, z ciemności zaczęły wyłaniać się obrazy ostatnich zdarzeń, od momentu gdy budząc się w poczekalni nie miała już nic. …” Jeszcze jednak coś mam!. …Ciągle żyję” – I zmęczona usnęła.
… Ignacy zakręcił kurek nad zlewozmywakiem i łapiąc za uszy oba kubki , potrząsną tylko nimi , strzepując nadmiar wody a potem odłożył na ociekacz. …Za to dłonie wytarł w ściereczkę do naczyń i zwijając w kłębek, rzucił niedbale na blat. Nie był typem pedanta, ale dbał o porządek. …Raz w tygodniu sprzątał swoje mieszkanie, robiąc przy tym przepierkę. … Zawsze starał się wyglądać schludnie, lecz jego malarska pasja, często pozostawiała plamy farb na odzieniu. Teraz właśnie gdy umył kubki, miał zamiar przeglądnąć zawartość kosza na pranie; „Kończy się tydzień. Pewno się nazbierało prania?” – Pomyślał idąc do łazienki. Wtedy zauważył rzuconą na szafce kurtkę Marty. Zwiniętą tak samo i tak samo niedbale rzuconą, jak przed chwilą uczynił to ze ściereczką – Podszedł łapiąc ją obiema rękami. Była wilgotna. Postanowił rozłożyć ją na oparciu krzesła, obok grzejnika. Wracając do salonu, złapał jedną ręką krzeseł obok stołu, podstawił oparciem do grzejnika. Strzepnął rozłożoną kurtką, by wyprostowały się przygniecione fałdy i w tym momencie usłyszał głuchy stukot pod nogami. Spojrzał w dół, obok jego stóp leżał Damski Portfel a nieco dalej telefon; „Dziwne!?. …Zapomniała o nim. Przecież młodzi nigdy się z nim nie rozstają!?”.- W pamięci miał jeszcze obraz tej chwili gdy zobaczył ją pierwszy raz; „Wtedy też trzymała telefon„. …Gdy zawiesił jej odzienie, podniósł obie rzeczy które wypadły z kieszeni i odłożył na kraj ławy, stojącej w głębi salonu, naprzeciwko drzwi prowadzących do pokoju gdzie spała Marta. Usiadł na sofie przy ławie patrząc na pokój sypialni; ” Ciekawe czy mocno śpi!?” – To pytanie było zasadnicze. Bo w jego głowie zakiełkowała wścibska myśl; ” Mogę się przecież dowiedzieć o niej czegoś więcej” – A nie chciał, by się o tym dowiedziała Ona… Najpierw wziął telefon, otwierając futerał od razu wyczuł w jego wąskiej kieszonce. listek lekarstw. Wysunął do połowy i przeczytał nazwę „Paracetamol”. Nie wydało się mu to jakkolwiek dziwne. :” Ból głowy i nie tylko, jest ich najczęstszą przypadłością. …Lepiej mieć pod ręką”. Potem usiłował włączyć telefon, lecz jego ekran pozostawał czarny; ” Nie działa!? . Mam nadzieję, że to nie dlatego, że upadł?” – Wstał, podszedł do sowiego biurka. W jego szufladach trzymał ładowarkę – Pasowała!. Podłączył telefon i wrócił na sofę. Gdy usiadł, otworzył jej portfel. Był spory, lecz w środku znajdowało się niewiele. Właściwie nie był ciekaw zawartości, chciał znaleźć coś, co mówiłoby o jej osobie – Znalazł. W jednej z przezroczystych kieszonek, tkwił jej Dowód Osobisty. Wysunął chwytając w dwa palce, przeczytał ; „Marta. Izabela Bukowiecka” . Gdy prześledził wzrokiem inne informacje zawarte w dowodzie , wsunął go z powrotem do kieszonki i zamknął portfel, kładąc na środku ławy. „Mówiła prawdę… Jest z dalekiej Wiochy, zabitej dechami” – uśmiechnął się. Choć tych informacji o niej było niewiele, Ignacy był przekonany, że to, co mu opowiedziała było prawdziwe. Podniósł się i zobaczył w oknie salonu, wychodzącym na podwórko kamienicy, że już nie pada deszcz ze śniegiem a sam śnieg. …Z nieba leciały wielkie, grube płatki mokrego śniegu; ” No to będziemy mieli Zimę”- Wymamrotał sam do siebie. Miał zamiar w końcu zająć się praniem, ale gdy już wszedł do łazienki, uzmysłowił sobie, że przecież za ścianą śpi Marta. :”Moja pralka strasznie klekoce i to nie tylko przy wirowaniu. …Niech się Biedula wyśpi” – pomyślał. Wrócił do wnęki kuchni i znów popatrzył przez okno. Skwer był już biały, poza miejscem gdzie rosła sosna. Pod nią wciąż ławki stały nieośnieżone; „Parasol” – przypomniał sobie słowa Marty.
Gdy tak stał, pomyślał, że może jednak wybierze się na kiermasz; „Deszcz już nie pada. …A przecież zawsze mogę stanąć przy straganie Henia ( Henryk był tym jedynym z niewielu znajomych), tam będzie ciepło od jego grilla. Przy okazji pouzupełniam zapasy !?”– Jak pomyślał, tak zrobił. 30 minut później w holu, zakładał kurtkę na siebie. Obok niego stał wózek na zakupy z przywiązanym pokrowcem i zapakowanymi w nim , trzema nie oprawionymi w ramy obrazami. Gdy miał właśnie ubierać obuwie, znów pojawiła się natrętna i złośliwa myśl w jego głowie na którą już zdążył naciągnąć czapkę; ” A co jak się Ona obudzi nim wrócę?. …Zabierze co cenne i szukaj wiatru w polu!?”. Ignacy zsunął czapkę z głowy; ” Głupi. …Przecież sama mówiła, że nie ma dokąd pójść. …A poza tym, to będzie lekcja zaufania.” – Na wszelki wypadek postanowił jednak pozostawić jej wiadomość. W skarpetach i założonej na siebie kurtce, wrócił do salonu. Wyciągnął z biurka szuflady kartkę papieru oraz długopis. Usiadł przed ławą i pochylonymi literami skreślił kilka zdań;
„Przepraszam Pani Marto, ale wychodzę na miasto. Gdybyś się obudziła nim wrócę, nie wystrasz się, że uciekłem. …Nie, nie. Wrócę najpóźniej przed 15. Do mojego powrotu, możesz na przykład wpatrywać się w ekran telewizora popijając kubek kawy latte. Albo pójść do kuchni i zrobić sobie coś do jedzenia. …Przecież wiem, że nie jadłaś śniadania. Wszystko co potrzebne, znajdziesz w kuchennych szafkach i lodówce.
Ignacy.
Ps. Gdy wieszałem twoje odzienie, wypadły z kieszeni telefon z portfelem. (Telefon jest już załadowany).”
Ten dopisek, był niejako usprawiedliwieniem faktu, że oba przedmioty znalazły się na ławie. Jeszcze raz przeczytał tekst na kartce a potem położył ją pośrodku ławy a na niej portfel z telefonem. ; ” Powinna zauważyć” – Upewnił się gdy wstał i popatrzył na ławę. Założył buty, ubrał czapkę na głowę i zapinając swoją kurtkę aż pod brodę, złapał za wózek i wyszedł, zamykając za sobą drzwi.
Gdy Ignacy wychodził, Marta spała spokojnym snem. Spała nim jeszcze godzinę po tym jak wyszedł … Aż leżąc na lewym boku, otworzyła oczy. W pierwszym momencie po przebudzeniu, szukała wspomnień ostatnich godzin aż do tego momentu. Gdy odnalazła ich chwile – układając w całość. Położyła się na wznak. Sypialnię wypełniała błękitna poświata. Leżała w ciepłej przytulnej pościeli. Było jej błogo; ” Ciekawe czy tak wygląda Niebo?. …Gdyby nie Staruszek, z pewnością bym się o tym przekonała”. – Ta myśl jednak długo nie przetrwała, bo po niej pojawiła się następna; ” O ile tam bym trafiła, po tym co chciałam zrobić!?”. Usiadła, opierając plecami o wezgłowie łóżka. Potem przechyliła się na bok odsłaniając jedną z zasłon, zerknęła za okno i zobaczyła białe płatki śniegu, tańczące za szybą. Raz po raz jakiś ciekawski płatek, przyklejał się do szyby, jakby chciał zobaczyć co się dzieje wewnątrz . Znów się położyła, obracając na prawy bok, naciągnęła kołdrę aż na lewe ucho, wtulając w poduchę; ” Nie pamiętam, kiedy ostatni raz było mi tak dobrze?. …Pościelowe Niebo”– Uśmiechnęła się. Długo tak się tuliła nim odrzucając kołdrę, usiadła na skraju łóżka.” Dziwne, ale nie słychać żadnych odgłosów za ścianą!?” – Delikatnie podniosła się z łóżka i na palcach podeszła do drzwi, nadstawiając ucho. Nie usłyszała żadnych oznak krzątaniny. Złapała za klamkę i uchyliła drzwi, lecz nie wyszła przez nie, wystawiła tylko głowę, badając teren. W salonie nie było Ignacego. Za to na ławie, pośrodku salonu zauważyła swój telefon i portfel; „No tak, zupełnie zapomniałam” – Zreflektowała się. Wyszła boso z sypialni i usiadła na sofie przy ławie. Wtedy też dostrzegła liścik, pod jej rzeczami. Odsunęła je na bok i zaczęła czytać. Jej zielone oczy wędrowały od lewa do prawa, do momentu w którym zaczęła chichotać a policzki zaokrągliły jeszcze bardziej, już i tak okrągłą twarz. Wtedy załapała telefon. Po załączeniu ekran rozświetlił się na zielono: ” Oo!?. …Dobrze widzieć, że ma ładowarkę, której wtyczka pasuje do mojego telefonu”. Gdy go trzymała, wyczuła zgrubienie w jego kieszonce; ” Na pewno też, to zauważył” – Pomyślała i odłożyła telefon na bok. Po portfel nawet nie sięgnęła, za to złapała za kartkę i jeszcze raz, uśmiechając się przeczytała tekst. Gdy skończyła, rozsiadła się wygodnie wodząc wzrokiem po salonie. Naprzeciw niej znajdowała się sypialna z której przed chwilą wyszła. Po lewej stronie od drzwi sypialni, na ścianie wisiał wielki ekran telewizora a pod nim stała stara komoda z trzema szufladami; ” Taki sam styl, jak mebli w sypialni” – Spostrzegła. Obok ławy i sofy na której usiadła stały jeszcze dwa fotele, a w miejscu, gdzie kończyła się zabudowa kuchennego aneksu, obok stołu, stało krzesło, na którego oparciu wisiała jej kurtka, a potem kolejne drzwi. cały salon był w kształcie litery „L”. …Tej jej krótszej części nie było widać, bo przysłaniał ją róg ściany, pod którą siedziała.;” Fajnie to wszystko urządzone” – Podsumowała ogląd salonu. Wstała, i nadal bosa, podeszła do kuchni; ” (…) Wszystko co Ci potrzebne, znajdziesz w kuchennych szafkach i lodówce. … – No to co my tu mamy?”. Najpierw otworzyła lodówkę. Z wielu różności, którymi była wypełniona, wyciągnęła talerzyk z smacznie wyglądającą wędliną i połowę kostki masła. Chwile wodziła wzrokiem po segmencie w poszukiwani prawdopodobnego miejsca w którym mógł być chleb. Znalazła go w wiszącej szafce tuż obok okna. W tej samej szafce, tylko górnych półkach znalazła pojemnik z piórkową herbatą i cukierniczkę z której wystawał ogonek łyżeczki. A poniżej w szufladzie, znalazła sztućce. … Pod szufladą w kolejnej szafce, była zastawa . Dalsze poszukiwania w zasadzie nie były już potrzebne, bo wszystko inne, było widoczne i w zasięgu ręki, czyli czajnik , kubki na ociekaczu i deseczka do krojenia , obok ekspresu do kawy; ” Latte to po śniadaniu. …Zaraz!?. A właściwie to która jest godzina?” – Obróciła się w poszukiwaniu zegara, ukrytego gdzieś pomiędzy obrazami na ścianie. Znalazła go. …Wisiał tuż pod obrazem zachodzącego słońca. Dochodziła 13,00.; ” O tej porze, to już jest bliżej obiadu niż śniadania”. – Jednak nie zamierzała rozważać , jako to rodzaj posiłku, tylko zabrała się za jego przygotowanie. Po kwadransie cały posiłek stał na ławie. W pierwszej wersji , planowała zjeść przy kuchennym stole w części jadalnej salonu. Ale z tego miejsca, kiepsko było widać ekran telewizora… Żeby jednak nie nakruszyć na obicie sofy, zabrała z sobą ściereczkę, która zwinięta w kłębek leżała pod ociekaczem . Siadając, rozłożyła ją na odziane w piżamę uda i zaczęła pochłaniać przyrządzone przez siebie kanapki, raz po raz zmieniając programy na ekranie telewizora, pilotem znalezionym w szczelinie, pomiędzy siedzeniem a oparciem sofy. Czuła się wtedy, jakby była u siebie w swoim własnym, bezpiecznym i przytulnym miejscu. …To uczucie nie trwało długo. Gdy z talerzyka znikły wszystkie kanapki a w kubku na herbatę, zostały tylko fusy , wyłączając telewizor, dotarło do niej, że to tylko miłe chwile. …Nic pewnego i trwałego; „I po jaką cholerę zjawił się ten Staruszek!? …Przedłużać tylko moje złudzenia?” – Myśli w jej głowie, zaczęły wirować jak na karuzeli. …A w kącikach oczu, znów pojawiły się łzy o których na chwilę zapomniała.; ” Może go ubłagam. …Przecież to wszystko przez niego!”– łez przybywało coraz więcej. Poczuła chłód, skuliła się na sofie, obejmując swoje długie nogi. Piżama na łydkach sięgała ledwo za kolana, więc zaczęła energicznie masować dłońmi łydki i stopy… I tak siedziała , wspierając swoją brodę na kolanach, po której ociekały łzy. Nawet nie usłyszała kiedy otworzyły się wejściowe drzwi.
Ignacy gdy wyszedł, chwilę rozważał czy postąpił słusznie, zapraszając do siebie Martę. …Ale Tylko chwile, bo do miejsca w którym znajdował się jarmark, było właśnie „Chwilę”. Gdy rozłożył swój kramik, wdając się w pogawędki z Heniem, przestał zaprzątać sobie głowę tym, co do tej pory się wydarzyło. Wrócił do przemyśleń dopiero gdy po 3 godzinach w sklepiku , robił zakupy; ” Może kupić większy bochenek chleba?. …A bo to wiadomo co będzie dalej!?” – Pomyślał i poprosił sprzedawczynię o większy bochenek;
-Na zewnątrz Zima. Obawiam się, że to może skończyć się jutro jednym wielkim „Armagedonem” . Poproszę ten większy bochenek. …Tak na wszelki wypadek, gdyby nas zasypało – Skłamał!
Sprzedawczyni się uśmiechnęła. …Zawsze się mile uśmiechała ilekroć robił tu zakupy. Jakoś nie był przekonany czy te uśmiechy były szczere, czy to tylko marketingowy pijar. Czasem i owszem, gdy wpadał na zakupy, wdawał się z nią w pogawędkę, ale o mało istotnych sprawach a już w tematy o swojej osobie, nigdy!. ” Luzie są zbyt ciekawscy . Z tej ciekawości rodzą się domysły i plotki. …Po co mam być na językach!?”– Jął usprawiedliwiać w myślach swoje kłamstwo. Wpakował swoje zakupy do wózka i odwzajemniając się podobnym uśmiechem, którym raczyła go sprzedawczyni , mówiąc „Dowidzenia” wyszedł.
Stając w drzwiach własnego mieszkania nie był pewien co w nim zastanie. W pierwszej chwili po wejściu, nie zauważył Marty, dopiero gdy pchnął dalej w głąb holu otrzepany ze śniegu wózek, robiąc za nim kilka kroków, zobaczył, że siedzi z kolanami pod brodą na sofie. Ona gdy zobaczyła Ignacego, odruchowo ściągnęła stopy z sofy. Jej dłoń zatańczyła po twarzy, przecierając policzki i brodę z łez.
– Znowu łzy!? – skomentował krótko.
– Nic nie poradzę – odparła wycierając dłoń o spodnie piżamy.
Ignacy zaczął zdejmować wierzchnie odzienie, zaczynając od zdjęcia ośnieżonej czapki; ” Wszystko otrzepałem przed wejściem po za nią” . – Obrócił się i ponownie otwierając wejściowe drzwi energicznie wstrząsnął nakryciem głowy. Gdy je zamknął, przystąpił do dalszych czynności, kończąc je na ściągnięciu przemoczonego obuwia. Przez ten cały czas, ani na moment nie popatrzył w stronę Marty, lecz w jego myślach, ona skupiała całą uwagę; ” I znów płacz. …Odwykłem od płaczu kobiet. Musi być w fatalnej kondycji psychicznej” .– Lekko strzepnął kurtką i wdział na wieszaku. Ten ruch rąk, pobudził obszary myśli wypełnione obawami: ” …Po co ja biorę na siebie problemy!?. …A bo to źle jest mi samemu?”.
Marta w tym czasie zbierała w sobie odwagę. …A raczej kumulowała ją, ściskaj nerwowo obie dłonie. Aż w końcu , nie podnosząc spuszczonej głowy, pochylonej nad obiema dłońmi w mocnym uścisku , cicho spytała.
– Czy ja mogę zostać tu przez kilka dni?
Ignacy usłyszał to ciche pytanie; ” Wcale mnie to pytanie nie zdziwiło. …Zdziwiłbym się , gdyby o to nie poprosiła” – Pomyślał, lecz nie odezwał się ani słowem. Wtedy ona, jeszcze raz głośniej i patrząc na niego, powtórzyła;
– Czy ja mogę Tu zostać?.
– Możesz! – odparł krótko i głośno, wciskając stopy w ciepłe bambosze.
Dziewczyna po tych słowach, zerwała się jak z nagłym podmuchem wiatru. Pognała w stronę Ignacego. Nie rzuciła mu się na szyję, bo mogłoby to skończyć się dla niego tragicznie. Objęła go przytulając do siebie; ” Dziękuję, dziękuję, dziękuję!”. Pan to musi być cholernie dobrym Człowiekiem!
Ignacy dawno nie trzymał nikogo w objęciach. …Ani Jego nikt nie obejmował. Ale nie zapomniał jakie to cudowne uczucie. Lecz delikatnie, wyswobodził się z jej długich rąk;
– Dziewczyno!?. …Rozumiem wdzięczność. …Ale ja żartowałem mówiąc o tym, że z seksu zostało mi tylko przytulanie.
Tym stwierdzeniem wywołał u Marty napad śmiechu, połączonego z płaczem. Co poskutkowało z kolei tym, że przestała wypowiadać , to swoje „Dziękuję”, bo nie mogła wydobyć z siebie już ani jednego słowa.
– Dlaczego jesteś na bosaka!? – spytał, patrząc na jej bose stopy?
To pytanie, miało rozładować jej emocje. …I rozładowało.
– Bo tak lubię, proszę Pana – wydobyła z siebie, łkającym głosem.
A potem wycierając o rękaw piżamy twarz, podciągnęła nosem. On wykorzystał te chwilę, łapiąc za wózek i wciągnął do salonu. Marta jeszcze raz przetarła twarz. A i tak, jej długie włosy przykleiły się do mokrych policzków, więc zagrabiła je swoimi długimi palcami, zaplatając za uszy.
– Nie stój tak, wszystko mokre od topniejącego śniegu.
Tym razem , jego uwaga nie była dalszym ciągiem rozładowywania emocji a objawem rozsądku; ” Tego jeszcze brakuje, żeby mi się tu rozchorowała!?” –Jednak po tej myśli odezwała się,( Jak zwykle ) następna; ” No proszę!?…Czy to czasem nie był objaw troski?”.
Marta , nadal podciągała nosem, tłumiąc w ten sposób płacz i poszła za Ignacym do kuchni. On właśnie opróżniał torbę wózka z zakupów, kładąc je na kuchenny blat. Gdy zauważył, że na blacie był mały rozgardiasz, po przyrządzaniu posiłku, spytał;
– Przeczytałaś wiadomość?
– Tak – odparła z uśmiechem.
– Ale wiesz!?. Zrobić sobie coś do jedzenia – To jedno. A posprzątać po sobie – To drugie?– przekornie zwrócił jej uwagę.
– Właśnie miałam to zrobić, gdy Pan wrócił… – Oczywiście skłamała.
– Gdy wróciłem, „Właśnie” szlochałaś skulona na sofie – Kłamczucho.
Ignacy nie przypadkowo, zaczął zwracać się do niej bezpośrednio. Bo postanowił jednak, nawiązać jakąś więź pomiędzy nimi. Marta dawno zaakceptowała sposób w który się do niej zwracał i nie przywiązywała do tego większej uwagi. Uśmiechnęła się tylko, gdy nazwał ją „Kłamczuchą”.
– Już się za to… – zaczęła i nie dokończyła, bo Ignacy jej przerwał.
– Nie, nie!. Nie będziesz mi tu paradować w piżamie i na bosaka . Może najpierw idź się ubrać? – gdy to powiedział, spojrzał na zegar i zaraz dodał – …A poza tym o godzinie 16, masz być na uczelni. Marta znów chwile błądziła wzrokiem po ścianie, szukając na niej czerwonego zachodu słońca. Zegar pod nim wskazywał 15,20. Ona jednak wcale nie miała ochoty nigdzie wychodzić. Wtedy skłamała. …Wykłady nie były obowiązkowe.:” Ale zabrnęłam!?”-Pomyślała, lecz nie miała odwagi, by sprostować kłamstwo. Dlatego odparła tylko „Już idę” i poszła do sypialni. Gdy zamknęła za sobą drzwi, usiadła przed lustrem toaletki, oglądając swoje odbicie; ” Czerwony nos i policzki. Włos każdy w inną stronę. …A ja nawet nie mam czym się uczesać…” . W tym samym momencie ją olśniło;
„Przecież siedzę przed toaletką w damskiej sypialni!” – Łapiąc za uchwyt, wysunęła z nadzieją pierwszą z szufladek. Niestety była pusta, tak jak kolejne do których zaglądała…
Ignacy szybko i sprawnie uporał się z zakupami. Trochę wolniej, ale też sprawnie poszło mu z sprzątaniem bałaganu, który zostawiła po sobie Marta. Właśnie wycierał ławę, ściereczką do naczyń: ” Właściwie to ona jest do wszystkiego” – pomyślał. Wtedy otworzyły się drzwi od sypialni i wyszła Marta. Założyła jedyne spodnie jakie miała – czarne Jeansy. Jedyny czarny wełniany sweter, spod którego wystawał kołnierz czarnego, bawełnianego golfa.
– Czarne wyszczupla? – zapytał z uśmiechem.
– Nie. …A nie mówiłam Panu, że nie mam niczego poza tym co na sobie?. …Nawet uczesać się nie mam czym.
Ignacy usiadł na sofie.
– Może jestem w stanie coś zaradzić !?– odparł podając współrzędne – Kierunek łazienka. pierwsza szafka u góry w rogu od sypialni.
– Znaczy się mam iść do łazienki?. – Spytała i nie czekając na odpowiedź poszła właśnie tam, znikając za drzwiami.
Ignacy zajęty był poszukiwaniem pilota od telewizora, bo nie było go w miejscu, w którym przeważnie zawsze go znajdował – W szparze pomiędzy siedzeniem a oparciem. Przerwała mu Marta wyłaniając na powrót z łazienki. Podniosła rękę w górę, trzymając w dłoni opakowanie z szczotką do włosów w kształcie walca
– Tę mogę !?
– Tak – odparł krótko.
Nawet specjalnie nie wpatrywał się w to, co trzyma w dłoni. Mniej- więcej znał zawartość tej szafki. Były w niej rzeczy, które kupiła jego siostra Anna. Była zapobiegliwą kobietą. Gdy szła do piekarni po jedną bułkę, kupowała zawsze dwie. Tak było z innymi rzeczami. Niektóre z nich, nawet nigdy nie rozpakowała. …Zostały nietknięte. Ignacy znalazł pilota, leżał obok telefonu Marty, rzuconym na fotel. Właśnie miał załączyć telewizor, gdy w drzwiach łazienki znów się pojawiła Marta , trzymając w dłoni opakowanie gumek do włosów. Nawet nie zdążyła spytać, gdy usłyszała głos Ignacego ; „Bierz wszystko co potrzebujesz!” . Więc znów znikła w łazience. Gdy z niej wyszła Ignacy zauważył tańczącą kitkę warkocza na jej ramieniu. Podeszła do krzesła , gdzie na oparciu wisiała jej kurtka. Wzięła ją, zadzierając głowę w górę na zegar. Pokazywał godzinę 15,40. Więc poszła do holu, zakładając kurtkę i usiadła na szafce pod wieszakiem aby ubrać buty. …Lecz po chwili wstała.
– Nigdzie nie idę! – głośno oznajmiła.
Ściągnęła okrycie i powiesiła na wieszaku. Ignacy ze spokojem przyglądał się całej sytuacji. Dopiero gdy już stała obok niego , odezwał się;
– Skądinąd wiem, że wykłady nie są obowiązkowe na uczelniach . …Chyba nic się nie zmieniło?
– Ma Pan rację… Nic się nie zmieniło. Nie chciałam wtedy, by Pan pomyślał, że się narzucam.
– A to jesteś usprawiedliwiona !. – odparł z uśmiechem.
Lecz na jej twarzy wciąż było widać smutek.. ” Podobno jednym ze sposobów na poprawę humoru u kobiet, jest powiedzieć im jakiś komplement. …Na Annę też to działało” – pomyślał i przeszedł do czynu;
– Wyglądasz z tym warkoczem uroczo…
– Teraz to już Pan przesadził!
Na moment parsknęli śmiechem. Marta usiadła obok, przybierając pozę, w której zastał ją, gdy wrócił z jarmarku. Nie uśmiechała się już. Siedziała, wspierając głowę na kolanach nóg, które oplatała swoimi długim rękoma .
– Musze się jeszcze z czegoś Panu zwierzyć…
Ignacy w tym momencie wyłączył telewizor . Za to w głowie, włączyła się myśl; ” Nie za szybko na zwierzenia!?” . Lecz spokojnym głosem odparł;
– Słucham…
– Pan pewnie wie, że w futerale telefonu jest opakowanie tabletek?.
– Tak, nawet wiem, że są przeciwbólowe.
– Wtedy rano na ławce, chciałam je połknąć wszystkie na raz…
Ignacy popatrzył na nią z niedowierzaniem ;
– Chcesz mi powiedzieć , że chciałaś targnąć się na swoje życie!?
– …Uważałam , że to najlepsze rozwiązanie moich problemów.
– „170 centymetrów głupiej blondynki?” – Tak to szło?. …Chciałaś pójść na łatwiznę? .Ty mi lepiej oddaj te tabletki!.
– Spoko! Już Mi się odechciało. …A to przez Pana. …Pan jednak jest Cholernie Dobrym człowiekiem…
– A czy ja Tobie nie napomknąłem, że nie jestem ani fajny , ani dobry.
– Jest Pan , jest… Tylko z jakichś powodów, woli Pan o tym nie pamiętać!?
Ignacy nie przytaknął , ani nie zaprzeczył. Lecz w duchu pomyślał; „…Bo bycie dobrym, przysparza tylko trosk i problemów”
…Znów włączył telewizor i postanowił zmienić temat;
– A właściwie co Ty studiujesz?
-Wydział Artystyczny . …Malarstwo.
– Aa. To stąd ta ciekawość od moich bazgrołów!?
– To nie są „bazgroły”. …Niektóre mi się podobają.
– Szkoda, że nie wszystkie! – odparł i się roześmiał.
Na jej twarzy, wspartej brodą na kolanach, tez pojawił się grymas uśmiechu;
– … Ale Ten „Czerwony zachód słońca” nad zegarem, jest okropny.
– Za to, łatwo znaleźć zegar na ścianie – nadal się śmiał.
Ich rozmowa trwała długo. Salon wypełnił się szarówką schyłku dnia. Siedzieli wpatrując się w ekran, wciąż załączonego telewizora, lecz swoją uwagę skupiali głównie na rozmowie. To Ignacy nadawał jej ton. Za każdym razem gdy Marta, schodziła na jego temat, On oddalał go zdawkowymi odpowiedziami, lub przekornym żartem. Aż do momentu gdy spytała;
– A Pan studiował?
– A tak. …Ale nie na kierunku Artystycznym. Skończyłem politechnikę.
– Znaczy się jest Pan inżynierem?
– „Znaczy się” byłem. – znów usiłował oddalić temat o nim samym.
– I znów!?. – oburzyła się.
– Co „znów”?. – spytał, choć dobrze wiedział o co chodzi Marcie, zaraz dodając; – Mam więcej lat niż Ty. Więc moja historia jest o wiele dłuższa. …Nie wiadomo, czy dane będzie nam spędzić tyle czasu ze sobą, żeby Ci opowiedzieć moje życie. …Więc zacząłem rozmowę od tego co jest krótsze – uśmiechnął się chytrze.
– Wow!. Teraz to Pan odpalił z grubej rury. …Pytając Pana czy mogę tu zostać, miałam na myśli więcej niż dzisiejszy dzień.
– Wiem. …Ale mam obawy, czy potrafisz znieść na dłużej towarzystwo Staruszka?.
– Staruszek!? . – Owszem na początku tak o Panu pomyślałam. …I z pewnością jeszcze nie raz pomyślę. …Ale sama nie zrezygnuje z Pana. – odparła, uśmiechając się tak samo chytrze jak Ignacy.
Zapadła chwila ciszy. On pomyślał; ” Wygadana Smarkula!”. …Ona: ” Co za zrzędliwy Staruszek!?”. Marta, ściągając podkurczone nogi z siedzenia, sięgnęła po leżący na fotelu obok telefon. Ignacy widząc to , zapytał;
– A właśnie. …Większość młodych ludzi, nie rozstaje się ze swoim telefonem a Ty zostawiasz go w kieszeni kurtki!?.
– Bo i tak był rozładowany. …Dziękuje, że go Pan podładował, choć to, tak naprawdę nie telefon a smart fon…
– Drogie Dziecko – odparł akcentując każdą literę – Tobie się wydaje, że jak mam 82 lata.. – Nie dokończył mówić, bo Marta wydała z siebie wielkie „Wow!?” a potem;
– To Pan się chyba nie obraził na „Staruszka”?.
– Licho wie, od kiedy zaczyna się starość, bynajmniej ja się nim jeszcze nie czuję. …Ale, ale!?. To że mam tyle lat nie znaczy, że nie wiem co to smart fon, komputer i Internet…
– Jakoś w Pana mieszkaniu nigdzie nie zauważyłam ani smart fon ani komputera…
– A tu za rogiem nie popatrzyłaś!? – Ignacy kiwnął głową w bok przez lewe ramię.
– Robiłam ogląd „Chałupy”, stojąc w drzwiach sypialni. …Stamtąd nie widać tego kąta – uśmiechnęła się.
– To zapraszam. – Ignacy wstał i wyłączył telewizor . Wyciągając rękę, nacisnął na kontakt, tuż za rogiem, rozświetlając Ów kąt.
Marta zerwała się na obie nogi i obchodząc ławę, stanęła przy Ignacym. …Gdy popatrzyła na ” Ów kąt” , znów wydała z siebie „Wow!?”. Na całej długości ściany, wyznaczającej szerokość pokoju Ignacego, rozciągało się długie biurko, zachodzące pod stromo opadający skos w suficie.
– Tam jest klatka schodowa na piętro – wyjaśnił.
Na biurku tuż za rogiem, gdzie siedzieli , zauważyła przymknięty laptop a na nim ładowarka do telefonu, rzucona niedbale. Dalej były pudełka z farbami i kilka palet. …Jedna całkowicie ubrudzona temperą . Następnie słoiczki z pędzlami, kubek z ołówkami i porozrzucane, białe kartki rysunkowe. W części która zachodziła pod skos , było kilka blejtram, z białym płótnem. A pod skosem, przy ścianie stały dwie rozłożone sztalugi , oraz oparte o tę ścianę , gotowe obrazy. Ściana nad biurkiem, była jedynym miejscem bez obrazów wiszących w całym mieszkaniu. Zamiast nich , przez całą długość ściany ciągła się szyna z czarnymi reflektorami, które rozświetlały każdy zakamarek.
– Niezłe Atelier. …Pan to sam?
– Nie. …Ale znam dobrego fachowca.– uśmiechnął się.
Po minie Ignacego było widać, że był dumny z swojej pracowni. Marta w tym czasie obróciła się w stronę przeszklonych drzwi wychodzących na podwórko kamienicy. Po ich lewej stronie, pod niżej opadającym sufitem wyznaczającym klatkę schodowa, stała barierka z drewnianym szczebelkami , odgradzając schodki prowadzące w dół;
– I nawet własną piwniczkę Pan ma!?…
– To wiekowy budynek. …Tu większość lokatorów ma piwniczki – odparł.
– Ale do Pana mieszkania prowadzą tylko jedne drzwi…
– Bo na piętra kamienicy, wchodzi się z dziedzińca. …Podwórka znaczy.
Marta słuchała, ale nie patrzyła na podwórko. Podeszła do czarnego fotela na kółkach stojącego pośrodku długiego biurka, usiadła na nim i odpychając się energicznie , przejechała wzdłuż, prawie pod sam telewizor.
„No Co Ty robisz!? , No Jak Dziecko!” – Oburzył się Ignacy . Lecz w tym momencie, uśmiechał się tak samo jak Marta.
– Nie powie mi Pan, że nigdy tak nie zrobił!?
Ignacy nie odpowiedział, za to jego mina, mówiła za niego. – Z trudem powstrzymywał śmiech.
– Wiedziałam! – Marta nie ukrywała radości. Obracając się plecami do Ignacego, odepchnęła się wracając w miejsce na którym stał fotel.
– A ma Pan Wi-Fi?. – spytała manewrując fotelem w stronę klawiatury na biurku.
– No mam, mam. – Odparł.
Chwilę milczał patrząc na Dziewczynę.” I po co ja się zgodziłem, żeby została!?. … Nie za szybko poczuła się jak we własnym domu?”. …Nie na darmo mówi się, że kobiety posiadają 7 zmysł. Bo Marta jakby wyczuła myśli Ignacego. A co bardziej prawdopodobne, zreflektowała się, że zachowuje się zbyt swobodnie. Wstała z fotela;
– Przepraszam. …Nie powinnam „Tak”.
– Nie wiem jak powinnaś się zachowywać. Za to widzę jak się zachowujesz. Jakbyś złapała szczęście za nogi?…
– A Pan uważa, że już mam za dużo tego szczęścia jak na pierwszy raz?.
– Szczęścia nigdy za dużo Marto. …Trzeba łapać ile się da….
Nie dokończył zdania, bo po tych słowach Marta znów złapała Ignacego w objęcia. Oczywiście z załzawionymi oczami;
– Jest Pan wielkim szczęściem, ale z łatwością potrafię Pana objąć..
– Yy!? . Miałem jeszcze powiedzieć, że lepiej nim nie szastać. …A tu proszę znowu seks! – Odparł Ignacy pogodną przekorą.
Marta wypuściła go z objęć, przecierając oczy koniuszkiem rękawa swetra.
– Nic innego nie mam w zamian. – odpowiedziała .
– To i tak za dużo – uśmiechnął się. – Straciłem przy Tobie poczucie czasu. Zapomniałem nawet o popołudniowej kawie.
…I ruszył w stronę kuchni a Marta za nim. Lecz On nie odwracając się wypowiedział słowo „Stary”. Marta przystanęła zdezorientowana i zaskoczona tym słowem.: ” Co – Stary. …Kto Stary?. O co Mu chodzi!?”. Ignacy zdarzył odejść na kilka kroków, wiec się obrócił;
– Hasło do Wi-Fi. …A jak bardzo chcesz, to możesz używać laptopa. Smartfon ma za mały ekran. …Kawę to ja sobie zrobię sam. A Tobie jaką zrobić?
Marta stała zaskoczona. Nie mogąc wydobyć z siebie ani słowa. Więc Ignacy powtórzył;
– Pytałem jaką chcesz kawę.
-Yy!?. …No to ja poproszę latte – i parsknęła śmiechem. A potem dopowiedziała – To znaczy , że mogę!?
– Możesz, możesz! – Odparł Ignacy stojąc już przy ekspresie do kawy.
To „Mogę” było prośbą o pozwolenie na skorzystanie z laptopa . Po jej uzyskaniu, wróciła do biurka, łapiąc urządzenie w obie dłonie, a potem znów za ławę, rozkładając się wygodnie na sofie. O otwarty laptop położyła , przed sobą na ławie. Ignacy w tym czasie zajęty był przyrządzaniem kaw. Dal siebie jak zwykle zrobił parzoną kawę z dwóch kopiatych łyżeczek z dwoma , też kopiatymi łyżeczkami cukru. Kawa dla Marty, właściwie zrobiła się sama. On ją tylko wyjął spod kurka ekspresu; ” Nie wiem ile słodzi!?. …Wciąż jeszcze za mało o niej wiem” – I na tacce obok kaw, postawił cukierniczkę i opakowanie andrutów o smaku waniliowym. Łapiąc tackę w drżące dłonie, powoli zaniósł, kładąc na ławę;
– Proszę. …Miałem obawy, czy to nie za późno na kawę bo już jest po godzinie 18.
– Dziękuję. ..Podobno na dobrą kawę zawsze jest pora Proszę Pana – odparła odrywając na chwilę wzrok od monitora.
Ignacy zostawił tackę z kawą , cukierniczką i paczką ciastek. Łapiąc swój kubek, zniknął za rogiem w swoim Atelier. Od tej pory w salonie zapanowała cisza. …Ale nie kompletna. O ile Marta, bezgłośnie surfowała po Internecie. Ignacy pozostawiając kawę na roboczym blacie, spinaczem mocował płótno , do ram. …Nie były to ciche odgłosy. Czasem przerywał swoje zajecie, robiąc łyk kawy. To, czego nie mógł przerwać, to rozmyślania o Dziewczynie. Raz, były to wątpliwości, czy dobrze postąpił przyjmując ja do domu. Następnym razem utwierdzanie się w przekonaniu że słusznie postąpił. …I tak mijał czas. Gdy skończył blejtram i kawę z kubka, zajął się gruntowaniem. Zapomniał też , że Marta siedziała tuż obok. Dlatego gdy pojawiła się ubrana w piżamę, trzymając pod pacha laptopa i powiedziała głośno „Dziękuję” , był zaskoczony;
– To która już jest godzina!?.
– 19,45 proszę Pana – odparła kładąc urządzenie na biurku.
– O masz, tak się zarobiłem, że zapomniałem o całym świecie. – zaczął się tłumaczyć.
– Zauważyłam, dlatego nie chciałam przeszkadzać …Ale jestem zmęczona a chciałam się jeszcze ukąpać przed snem. …Mogę?
– Jasne!. …Ręcznika poszukaj w dolnej szafce – znów podał namiary. – Szampon do włosów chyba już wiesz gdzie jest?.
– Wiem, zauważyłam . …Ma Pan spore zapasy typowo kobiecych przedmiotów , to trochę dziwne!? – uśmiechnęła się.
– Każdy miewa jakieś dziwactwa. – skwitował odpowiadając uśmiechem. …Jeszcze nie chciał jej niczego wyjaśniać.
Marta udała się do łazienki. Ignacy został. Był w połowie gruntowania ostatniego blejtramu; ” I czym ja się martwię!?. Przecież była obok a jakby jej nie było” – pomyślał i wystawiając język, nakładał grunt. W chwili gdy wkładał pędzel do słoika z wodą, znów pojawiła się Marta z głowa owiniętą turbanem z ręcznika.
– Przepraszam, wiem że Panu to może wydać się moim natręctwem, ale ma Pan może suszarkę do włosów!?.
Ignacy roześmiał się w głos a potem zrobił kilka kroków, podchodząc do jednej z szuflad w biurku;
– A mam, mam. …Czasem bywam niecierpliwy, gdy farba za długo schnie – przyklękając na jedno kolano z szuflady wyciągnął suszarkę do włosów. Po chwili podnosząc się, stęknął z wysiłku, mówiąc;
– Proszę! – nadal się uśmiechał. Choć czuł ból w kolanie. – Skoro masz u siebie toaletkę, to te suszarkę sobie zatrzymaj. …I co tam jeszcze przydatnego znajdziesz…
Marcie spodobał się zwrot „U siebie”, wiec gdy już trzymała suszarkę w swojej dłoni odparła.
– Dziękuję. …No to idę Do Siebie! . – i po chwili znikła w sypialni.
Ignacy też postanowił zrobić to samo. …Zniknąć w swoim łóżku. Jednak gdy szedł w stronę drzwi do swojego pokuj, zauważył porządek na ławie i w kuchni. Więc z ciekawości zerknął do łazienki. Ku jego zaskoczeniu w łazience na umywalce nie plątało się nic, czego wcześniej na niej nie było, podobnie jak w kabinie prysznica. Z zadowoleniem wydobył z siebie tylko głośne „Uff” i z niechęcią wrócił do pracowni, po kubek z fusami po kawie…
Marta nie wysuszyła dokładnie włosów. Położyła się spać z lekko wilgotnymi.; ” Ten dzień miał 48 godzin. …jak dobrze, że tak szybko minął” – pomyślała i położyła się na boku, wypatrując błogiego snu. Ignacy poszedł spać o wiele później i z trochę innym uczuciem; ” szkoda, że ten dzień tak szybko minął.”
Starszy Pan, bez względu na to, o której kład się do snu, zawsze wstawał o tej samej porze, czyli 6,30 . Mało było dni, które odstawałyby od tej reguły. Czasem po przebudzeniu zdarzało mu się poleżeć chwilę dłużej, planując pobieżnie swój dzień lub robić bilans minionego dnia. Teraz też, dolegiwał robiąc reasumpcję , tego wczorajszego. …Bez skutecznie. Wpatrując się w portret Anny, zawieszony naprzeciw jego łóżka , pomyślał;” Dlaczego Siostrzyczko nie potrafię pozbyć się wątpliwości, że słusznie postąpiłem, przygarniając Tę dziewczynę!?. …Bo podjąłem decyzję, że jednak tu zostanie. Ty powiedziała byś, że „Wątpliwości to droga do zrozumienia”. …Obym miał cierpliwość by zrozumieć to Dziecko.”
Godzinę później Ignacy siedział już przed stołem pijąc kawę , patrzył w okno. Noc jeszcze nie rozpuściła się w promieniach dnia. Wszystko spowijał półmrok . Musiał przyjść mróz , bo na śniegu, odbijały się światła samochodów ruchliwej ulicy. Na skwerze zalegała jego gruba warstwa , lecz nie pod rozłożystymi gałęziami sosny. tam nadal było widać plamy bez śniegu. Ławka na której zauważył ją wczoraj, nie była nawet liźnięta białym lukrem śniegu.; ” Dobre miejsce sobie wybrała. …I to na wprost okna” – Ta myśl wywołała na jego twarzy uśmiech. Ten uśmiech powiększył się bardziej, gdy kolejna myśl podpowiedziała mu; ” Nie ma, jak zacząć dzień od uśmiechu”. Gdy pił kawę, nie czuł chłodu, bo przecież gorąca kawa go rozgrzewała. Kiedy jednak wypił ostatni jej łyk i jeszcze chwilę śledził to co dzieje się za oknem, poczuł chłód.:” Trzeba będzie podkręcić temperaturę” – Jak pomyślał tak uczynił, udając się do piwnicy. Po drodze, jak co rano, porozsuwał wszystkie zasłony w oknie od podwórza, które co wieczór zasuwał; ” Gdybym ich nie zaciągnął , sąsiedzi widzieliby co się u mnie dzieje. Teraz je odsłaniam, żeby wiedzieć co się może dziać u nich”- znów się uśmiechnął i zszedł schodkami w dół.
Gdy kolejną godzinę później kończył jeść śniadanie, salon wypełniało przyjemne ciepło. Przełykając ostatni kęs, pomyślał: „Dziwne. …Od porannej kawy, ani raz nie wspomniałem o Marcie!?. …Ciekawe jak długo będzie spała?”. Parę minut później, jego ciekawość została zaspokojona. Wycierał właśnie ręce ściereczką do naczyń, w tym momencie otworzyły się drzwi sypialni Marty i stanęła w nich kobieca postać. Miała na wpół zamknięte powieki. Z zmierzwionymi włosami, których duża część przyklejona była do lewego policzka.; ” Która jest godzina” – Spytała rozespanym głosem i zasłaniając usta dłonią ściśniętą w pięść ziewnęła. Dopiero potem wydała z siebie „Dzień dobry”.
– 9,05 – odparł Ignacy spoglądając na zegar – Dzień dobry! . …Wyspana?.
– A tak, tak – znów ziewnęła tym razem nie przysłaniając ust, bo palce dłoni czochrały jej blond włosy na czubku głowy.
Chwilę stała, jakby nie wiedziała , czy wrócić do łóżka?. Czy usiąść przy Ignacym. Wybrała trzecie rozwiązanie – Toaletę. Wlekąc się powoli w stronę łazienki, ziewnęła jeszcze kilka razy nim w niej zniknęła. Ignacy wyją kubek i podstawił pod ekspres. A potem zapierając się o blat rekami, patrzył w to co za oknem, czekając na kawę i na Te, która miała ją wypić. Oczywiście kawa była szybciej. Dopiero kiedy stawiał kubek z kawa na stole obok cukierniczki , Marta wyszła z łazienki. Jej włosy starannie wyczesane opływały ramiona, zaplątując się w beżową bluzę piżamy. A obmyta twarz, oblana była uśmiechem nie „śpiochami”.
– Zrobiłem Ci kawę . …Ale nie wiem czy zaczynasz dzień od kawy, czy od śniadania?
– Różnie. – odparła i usiadła przy stole. – Ale dziś zacznę od kawy. …Przecież nie można zmarnować Pana uczynności i starań, tak?
Ignacy się roześmiał. – Tak by wypadało…
Marta łapiąc kubek za ucho , zrobiła łyk kawy, nie zwracając uwagi na cukierniczkę. Ignacy to spostrzegł; ” Acha!. …Czyli jednak pije gorzką „. A chwile później dowiedział się jeszcze więcej na temat kawy którą pije. …Po kolejnym jej łyku.
– Dobra. …Ale lepsza byłaby z większą ilością mleka.
– Dobrze Madame. …Jeszcze jakieś rady?
Po tych słowach Marta parsknęła, wypuszczając mgiełkę kawy. Ignacy ostentacyjnie wytarł twarz palcem, wstrząsając nim jakby otrzepywał z niego krople tej mgiełki. A potem usiadł naprzeciwko niej.
– Czyli przespałaś spokojnie?.
– Tak. Nie pamiętam, by Mi się cokolwiek śniło. Szybko zasnęłam, nie miałam czasu na głębsze rozmyślania…
– A ja i owszem, nim zasnąłem cos przemyślałem. …
– Tak słucham…- odparła z obawą
– Będziesz przestrzegać moich reguł i zasad!.
– To oczywiste proszę Pana. … – odetchnęła z ulga – A jakie to zasady i reguły?
– Tu jest problem. …Jeszcze nie wiem. Będziemy ustalać na bieżąco
– Przed ich złamaniem, czy już po!? – roześmiała się.
To pytanie, spowodowało, że Ignacy też roześmiał się w głos. Marta wytarła nos w rękaw piżamy.
– Za krótkie ma rękawy, ale wygodnie się w niej śpi. …Nie mam innych ciuchów. – W tym momencie jej zielone oczy jakby wyblakły.
– No to problem. …Nie mam damskiej odzieży. Ale mam takie różne „dodatki” . Kilka czapek, szali. apaszki. …Przyniosłem kilka rzeczy z piwnicy – Leżą na poręczy. Nie są nowe, lecz chyba nigdy ich nie założyła. …Należały do Anny. Nie wiem dlaczego je zostawiłem!?. Wypijesz kawę to popatrzysz.
Lecz Marta nie wypiła kawy, złapała za kubek i wstała od razu po tych słowach. Poszła do pracowni. Ignacy usłyszał tylko ;
– To nic, że nie są nowe. … Szal i czapka na pewno mi się przyda.
Przewieszonych przez poręcz rzeczy nie było dużo, mimo to utworzyły mały kopczyk. Marta odstawiła kubek na biurko i łapiąc tę stertę, zaniosła do pokoju. Po chwili wyszła, ale tylko zabrać kawę i oznajmić Ignacemu „Przeglądnę w pokoju” i znikła za drzwiami. Ignacy siedział jeszcze chwilę. : ” Muszę w nią zainwestować coś więcej niż tylko kilka starych ciuchów. …Nie za darmo, to będzie zwrotna pożyczka zaufania” – Pomyślał i rzucił się w wir codzienności. Wchodząc do swojego pokoju, zaczął od niezaścielonego do tej pory łóżka.
Marta rzuciła stertę na łóżko i usiadła obok niej; „Coś się na pewno przyda. …Musi!” – Zaczęła przebierać wszystkie rzeczy. Proces wyboru, tego co mogło by jej jeszcze posłużyć, jak dla każdej kobiety było trudny. Przecież nie chodziło tylko o rozmiar ale i o krój, materiał, kolor. …I wygląd. Więc bez przymiarki i oglądania się w lustrze nie było mowy. Zajęło to jej sporo czasu, nim oddzieliła to co przydatne, od tego co się nie nadawało. Wtedy też poczuła głód; ” Kurde ja nawet tej kawy nie dopiłam!?”. Naprędce, przebrała piżamę, wskakując w swoje ciuchy. Zakładając przy okazji czapkę i szal z kolekcji Anny. Do lewej ręki złapała kubek z kawą a do prawej ręki, niepotrzebne rzeczy i wyszła z sypialni, otwierając drzwi łokciem.
Ignacy gdy ogarnął swój pokój, postanowił zająć się tym, czego nie zrobił wczoraj – Przepierką. Zaczął od posegregowania zawartości kosza na pranie. W chwili gdy stał pośrodku podzielonych na dwie części rzeczy do prania, otworzyły się drzwi a w nich pokazała się Marta.
– Tadam! – Oznajmiła swoje przybycie.
Ignacy spojrzał w jej stronę. Była ubrana na czarno” I oczywiście boso. Niby nic nowego, wczoraj też założyła te rzeczy. Innych przecież nie ma. lecz Ignacy zrozumiał skąd wzięło się to „Tadam„. …Na głowie miała czarną, wełnianą czapkę a na szyi długi, czarny wełniany szal.
– Do kompletu! – oznajmiła z uśmiechem zadowolenia . A potem zaczęła przekładać z jednej do drugiej dłoni to co przyniosła , informując szczegółowo;
– Te 3 pary rękawiczek są za małe na moje dłonie. Te aksamitne- białe z jedwabiu, bym jeszcze naciągał. …Ale nie mam sukni ślubnej. Ten berecik z antenką jest ładny, ale też za mały…
– Wystarczy. – przerwał jej – Rzuć co niepotrzebne na kupkę.
Tak zrobiła. Ogarniając wzrokiem bałagan jaki powstał w łazience;
– Wie Pan co, to może ja się tym zajmę?. …Ale po śniadaniu.
– Nie, nie. …To tylko tak wygląda źle. …Zajmij się swoim śniadaniem ja sobie poradzę . Następnym razem Ty zrobisz pranie. …A teraz sio mi stąd!.
Gdy wyszła, Ignacy zaczął wypełniać pralkę rzeczami do prania: „Wiem, wiem, że w ten sposób okazać chciałaś choć namiastkę wdzięczności. … Ale wolę poczekać, gdy już wszystko będziesz robić z potrzeby a nie w zamian czegoś.” – pomyślał. Gdy pralka zaczęła obracać swoim bębnem, wydając irytujące odgłosy, Ignacy dołączył do Marty. Siedziała przy stole, zastawionym kanapkami z żółtym serem i resztką wędliny z talerzyka.
– To jakie masz plany na dzisiejszy dzień ? – spytał.
– Integrację z Panem. Żadnych innych planów.
– Mądralińska. …O ile wiem -” Integracja to proces łączenia i zespalana jej poszczególnych elementów w jedną całość ” . …Ja jednak wolę byśmy byli odrębnymi częściami całości.
– Wow!? . …To Pan wczoraj mówił coś o „Przemądrzałym Staruszku”?
Przysłaniając usta, Marta roześmiała się.
– Spokojnie, bo się jeszcze zadławisz – odpowiedział – Ja mam dla Ciebie inny plan niż „Integrację”
– A jaki?
– Masz tylko ten zmechacony sweterek, i wytarte spodnie. …A bielizna?.
Marta chciała coś odpowiedzieć, lecz buzię wypełniało jedzenie. Więc Ignacy usłyszał tylko niezrozumiały bełkot.
– Mówiłem – Zadławisz się. …Zjedz spokojnie. A potem pójdziesz na zakupy.
Martę zaskoczyły te słowa, przełknęła jedzenie i patrząc na Ignacego z zdziwieniem w oczach odparła;
– Ale jak!?. …Portfel mam pusty a na kącie zostało mi niewiele. …Może nie dzisiaj?
– Dzisiaj, teraz , zaraz…
Odparł Ignacy i poszedł na chwilę do swojego pokoju, gdy wrócił, ściskał w dłoni kilka banknotów.
– Wczoraj udało mi się sprzedać obrazy. …Dołożyłem trochę. 500 złotych wystarczy!?.
– Dziękuję!. …Ale nie chcę od Pana żadnych pieniędzy.
– Ktoś chwilę temu obiecał przestrzegać moich reguł. – Odmowy nie przyjmuję. …Więc pytam, czy to wystarczy na kilka „szmatek”?
Marta przepiła łyk herbaty, bo pośpiesznie przełknięty kęs utkwił w gardle. ;”Cholera!?. …Nie chce znów być traktowana jako utrzymanka. …Co ja mam zrobić?” – Znów wypiła łyk. Ignacy spostrzegł, że ta propozycja wzbudziła w niej jakieś obawy. Postanowił rozwiać je, obracając w żart.
– Od wczoraj chodzisz po mieszkaniu na bosaka. …I nie dla tego ze lubisz. Ja się po prostu boję, że w Niedzielę do śniadania usiądziesz na golasa…
Poskutkowało – Marta się roześmiała.
– Ale mi jakoś tak niezręcznie i głupio…
– A Tobie się wydaje, że mi nie jest głupio – Dawać pieniądze Młodej Panience ot tak!?
Ta odpowiedź już całkowicie pogrążyła Martę w przeciągłym chichocie. Jego skutkiem, była rozlana herbata z kubka, który wciąż trzymała w dłoni. Ignacy podszedł i podał jej banknoty;
– Bież. Dokończ śniadanie. …I zbieraj się bo już jest po 11 godzinie.
– Sama?.
– A co ja Niańka jestem? – uśmiechnął się.
– No prawie! – odpowiedziała.
…I w salonie znów się rozległ śmiech. Marta dokończyła śniadanie w towarzystwie Ignacego. Rozmawiając z nim o pogodzie, pomiędzy przełykanymi kęsami . …Bo za oknem kuchni znów zaczął padać śnieg.
Gdy po śniadaniu, wychodziła z mieszkania na zegarze była 11,30. Ignacy, gdy tylko zamknął za nią drzwi i oddał się swojej pasji, siadając w swojej pracowni przed rozłożoną sztalugą, zaczął szkicować jej portret.; ” Wprawdzie wziąłem na siebie ciężar. …Ale przyjemny i piękny” – pomyślał, robiąc ołówkiem zamaszyste ruchy na białym płótnie. …Trzy godziny później stał w kuchni przed oknem, krojąc marynowane ogórki na ćwiartki. Wtedy zauważył postać Marty. Szła ścieżką przez skwer, tą obok sosny. Obejmowała w obu rękach, wielka torbę na zakupy, przyciskając do brzucha. On zastawiając wszystko, poszedł otworzyć jej drzwi.
– Uch ale zimno! – usłyszał gdy tylko je otworzył.
Na czubku jej czarnej czapeczki, widniał biały placuszek śniegu. A jej uśmiech przyozdabiały różowe policzki i nos tego samego koloru.
– Strząśnij z siebie śnieg .
– Dobrze. …Tylko czy mógłby Pan wziąć ode mnie tę torbę!? …Papierowa, przemokła i pękła.
Ignacy złapał torbę w obie ręce i wtedy przez rozszarpaną dziurę, wypadła tubka pasty do zębów i gustownie zapakowane damskie figi.
– Ups !? . …Niezdara ze mnie. Przepraszam.
– Oj tam!. – odparła i przykucając podniosła oba przedmioty, kładąc na szafkę wieszaka.
Ignacy poszedł do kuchni, obejmując torbę podobnie jak Marta. Delikatnie postawił na stole; ” Lepiej nich już nic nie wypadnie. …Nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem damską bieliznę?. I jego policzki na moment przybrały taką samą barwę jak u Marty, tylko całkiem z innego powodu.
– Jak zakupy? – spytał nie ruszając się od stołu.
Lecz Marta nie odpowiedziała, było tylko słychać jej głęboki oddech i szamotaninę z własną kurtką. Dopiero gdy ściągała z stóp obuwie, przysiadając na szafkę , przeciągle odparła ;
– Aa dziękuję. …Udane! – po chwili siłowania się z butami, weszła do salonu.
– Niewiele mi zostało z tych pieniędzy proszę Pana. – w jej głosie było słychać niepewność.
– A to niedobrze. …Miałaś wydać wszystko!.
– A miałam taki zamiar. …Ale mówiąc „niewiele” miałam na myśli to 5 zł. 60 groszy.
Podeszła do stołu, kładąc obok torby to, co wcześniej z niej wypadło. A potem zaczęła wyciągać jej zawartość;
– Pan patrzy, kupiłam jeszcze w „Ciucholandzie” spodnie i 2 T-sherty i bluzkę. …Sprzedawali na wagę, zapłaciłam grosze w porównaniu z kupionymi w sklepie tymi figami, dwiema parami majtek , dwie pary skarpet, parą rajstop i biustonosz. …O taki czarny.
Róż znów pojawił się na policzkach Ignacego. Więc jej przerwał;
– Nie znam się, nie używam .
Dopiero wtedy dotarło do Marty: ” O raju!. Ale Staruszek jest skrępowany!?”. i mimowolnie zachichotała;
– Przepraszam. …Zapomniałam się.
– Mam nadzieję, że nie będziesz paradować po mieszkaniu tylko w tym biustonoszu i tych figach. …Moje serce mogłoby nie wytrzymać, tak mocnego bicia”
Marta zanosiła się od śmiechu, pakując wszystkie rzeczy z powrotem do torby. I nadal chichocąc, poszła w stronę swojego pokoju.
– Wróć za chwilę na obiad..
W odpowiedzi usłyszał tylko „O Key!” a potem dalszy ciąg chichotania.Ignacy też z uśmiechem na twarzy, zajął się zastawą, rozkładając ją na stole.
Marta wchodząc do swojego pokoju, rzuciła torbę na zaścielone łóżko, kładąc się obok niej.: ” Głupio mi. …Okłamałam Staruszka. Wydałam wszystkie pieniądze które mi dał. …Dobrze, że na moim koncie zostało trochę gotówki.” – Przez chwilę leżała jeszcze z tym głupim uczuciem. Gdy znikło, rozpakowała torbę i otwierając jedne z trzech drzwi szafy, rzuciła na pusta półkę większość zakupów. Poza niebieską bluzką, którą założyła na siebie, ściągając wcześniej przechodzony golf.:” Muszę uprać” – pomyślała gdy poczuła zapach potu. Zabrała golf , skarpety, tubkę pasty z szczoteczką do zębów i mydełko . Poszła do Ignacego.
Ignacy właśnie układał na talerzyku pokrojone ogórki.;
– Obiad nastroiłem. – Poinformował gdy ją spostrzegł.
– Pięknie dziękuję – Zgłodniałam. …Tylko odnoszę rzeczy do łazienki– odparła znikając w łazience.
Była 15,30 gdy oboje po obiedzie usiedli przy ławie z kawą. Ignacy z parzoną i dwiema czubatymi łyżeczkami cukru. Marta z latte. …Nie słodzoną za to z podwójnym mlekiem. Należało im się po posiłku, którym była polędwiczka z ziemniakami, polanymi sosem . A na przystawkę marynowane ogórki pokrojone w ćwiartkę. Nie rozmawiali wiele podczas posiłku, dlatego po kilku łykach kawy Ignacy zaczął;
– Dziś pierwszy dzień Grudnia, na jakąś zaległą „Andrzejkowa” imprezę się nie wybierasz?.
– Nie jestem imprezowiczką. Nie bardzo mam w czym i z Kim…
– Nie masz koleżanek, kolegów. …Przyjaciół?
– Ciężko nawiązuje znajomości. … Nie jestem towarzyska.
– No jak!?. …Przecież siedzimy tu razem!?.
– Pan to co innego. …Pan jako pierwszy wyciągnął do mnie rękę.- na chwilę zamilkła, wykładając swoje długi nogi na stojący obok fotel. A potem dodała; – Takiej ręki się nie odsuwa, tylko rzuca w jej objęcia. Bez obawy , że skrzywdzi…
Ignacego , zamurowało. Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Chwilę zbierał myśli, nim odparł;
– Ale Mi słodzisz!?. …A nie za krótko mnie znasz, żeby oceniać?
– To nie ocena a moje zdanie o Panu, oparte na faktach. …Mówiłam – Cholernie dobry z Pana Człowiek. To się czuje…
Ignacemu zabrakło argumentów, by jakoś się odnieść do jej słów. Więc tylko kurtuazyjnie odparł
– Jak tam uważasz!?. …Mam inne zdanie o sobie.
– To tylko Pana subiektywna ocena.
– Jakie To, to elokwentne!? – uśmiechnął się. – Dobrze, gdzie ten pilot od telewizora!? – tym pytaniem zaznaczył, że ten temat uważa za zakończony.
Marta wiedziała, że unika rozmów na swój temat – Tym razem to uszanowała;
– Gdzie zapala się światło?. …Szarawo się robi.
– Musisz wstać. …Obok drzwi mojego pokoju jest kontakt – Odparł, wiercąc się na sofie w poszukiwaniu pilota .– O jest!.- Oznajmił znajdując go tam gdzie zawsze…
Marta wstała i poszła włączyć oświetlenie tej części salonu. Gdy wróciła usiadła obok Ignacego i biorąc kubek, zrobiła łyk kawy.;
– Z Igorem nigdy razem nie piłam kawy…
– To ten Interesowny od seksu!?.
– Ten. …Porażka jakich mało.
– Ile ma lat?
– Starszy był, 36 lat ma.
– No popatrz!?. A teraz pijesz kawę razem z 82 latkiem!.
Marta się uśmiechnęła – I to zrobioną przez Niego!
Od tego momentu długo rozmawiali na temat byłego partnera Marty. …I choć w kubkach Ignacego zostały tylko fusy na dnie, Ona opowiadała o skomplikowanym, toksycznym związku. A Ignacy potrafił wysłuchać. Wiedział, że Marta potrzebowała takiej rozmowy. …Takiego rozgrzeszenia za błąd który popełniła. Im więcej o niej się dowiadywał, tym bardziej nabierał pewności, że postąpił słusznie, dając jej „dom”; ” Najgorsze co można czuć to podobno obojętność. …Nie wiem czy jestem dobrym czy złym człowiekiem!?. Ale wiem, że nadal mam pełno uczuć innych niż obojętność” – pomyślał, gdy Marta skończyła swoją spowiedź.
– Chyba polubię te posiadówki z Panem – powiedziała widząc , że Ignacy błądzi myślami.
– Ale ty będziesz robić kawy! – odparł wyłączając telewizor. – A właściwie co myśmy oglądali? – dodał.
– Nie wiem!?. Patrzyłam ale nie widziałam. …Która może być już godzina?
– Nie mam pojęcia, ale na dworze jest całkiem ciemno.
Ignacy wstał , przeciągając się – Za długo tkwiłem w bezruchu. ..Starzeje się czy co!?.
Marta zachichotała – No skąd, Pan i starość!?.
Ignacy tylko popatrzył na nią wymownie i poszedł do części jadalnej salonu, zapalając lampę pośrodku sufitu nad stołem.
– Jest parę minut po 18 – poinformował Martę, która jeszcze dosiadywała na sofie.
– Już!?. …A ja miałam Pana poprosić. …Ten laptop na chwilę!?. Muszę się przygotować do kolokwium. Chciałam przeglądnąć to i owo… – chaotycznie motywowała swoją prośbę.
– A nie dałem Ci wczoraj do zrozumienia, że możesz nim dysponować do woli!?. Nie pytaj Dziewczyno tylko bierz!
Marta zerwała się na obie nogi – Dziękuję!
Podchodząc do biurka na którym wczoraj go zostawiła, zauważyła, że fotel stoi przed rozłożonym statywem sztalugi. Jednak przysłonięta była białym płótnem.; „Cechą kobiecości jest posiadanie zdrowego rozsądku , lecz czasem zakłóca go niezdrowa ciekawość.” – pomyślała gdy poczuła pokusę aby zajrzeć, co widnieje pod płótnem i tylko złapała za laptop;
– Co Pan będzie malował? – spytała wracając za ławę.
– Tajemnica!. …Mam nadzieję, że nie zerkałaś?
– Nie, nie. …Gdyby chciał Pan, żebym patrzyła, nie przysłaniałby Pan sztalugi.
Odparła podnosząc się jednak z sofy i łapiąc znów laptop w dłonie , spytała;
– Mogę zabrać do swojego pokoju?
– Gdziekolwiek zechcesz. …Tylko nie zapominaj, że to wciąż moja własność!
– Bez obawy nie zapomnę! – Odparła znikając za drzwiami sypialni.
Ignacy miał jej jeszcze zaproponować kolację. ” Może jada później!?. …A tam, jak się nasyci wiedzy, to zgłodnieje „ – pomyślał i wziął się za przyrządzanie kanapki tylko dla siebie, posmarowanej grubo , topionym serkiem z borowikiem . Postąpił jednak jak jego siostra Anna. …Zrobił sobie dwie i kładąc na talerzyk poszedł do pracowni. Gdy przechodził obok okna, zauważył syna sąsiadów z piętra, jak odśnieża podwórze. Położył talerzyk na biurku i chciał zaciągnąć zasłony. W tym momencie chłopak go zauważył . Uśmiechając się pomachał ręką. Ignacy odwzajemnił podobnym gestem pozdrowienia, i podobnym uśmiechem a potem zaciągnął zasłony. To był Tomasz. Znał jego rodziców, lecz nigdy nie wchodził z nimi w bliższe komitywy za to, z Tomaszem łączyło go wiele (To był jego drugi,.. znajomy po Henryku. którego darzył sympatią, pomimo sporej różnicy wieku)… Tomasz często pomagał mu w małych remontach i innych sprawach , których sam nie był w stanie ogarnąć lub wymagało to od Ignacego wysiłku ponad jego miarę.. Był wprawdzie gadatliwy lecz skromny. Miły, bystry i rozsądny.
Ignacy gdy podszedł do sztalugi, pierwszą rzeczą , jaką zrobił, to podsunął ją bliżej biurka , bardziej w kąt. ; ” To tak na wszelki wypadek, gdyby niespodziewanie wyszła” – uzasadnił swoją decyzję. A potem ściągając okrycie, zabrał się za impastowanie szkicu odcieniami bieli, tworząc w ten sposób tło swojego obrazu. Gdy tło było gotowe, a talerzyk był pusty. Wstał rozprostowując obie nogi , przeciągnął się.: ” Chyba trzeba będzie odwiedzić lekarza!?. …Coraz częściej sztywnieją mi stawy i pędzel wypada czasem z dłoni”. Robiąc dwa kroki w tył, popatrzył na o