Tom to starszy pan, nie wygląda jednak na swoje lata. Wysoki, postawny mężczyzna ze świetną aparycją. Obdarzony intuicją i przeczuciem. Do tej pory nie zdarzyło się jeszcze, by jego przeczucia wprowadziły go w błąd. Ta cecha nie wzięła się znikąd. Wykształcony, inteligentny, doświadczony, z wielką wyobraźnią, lecz małomówny. Jest typem człowieka, który nie zwykł zwierzać się nikomu ze swoich problemów i trosk, nie wymaga też tego samego od innych. Może dlatego przez całe swoje życie był sam. Nie związał się z żadną kobietą na stałe, choć od nich nie stronił.
Tom Konior-Moore większość swojego życia spędził w USA, w Teksasie, w Houston. Tam wyemigrowali jego dziadkowie zaraz po wojnie w 1946 roku. Tam też, ku niezadowoleniu rodziców, ich jedyna córka wyszła kilka lat później za mąż za miejscowego chłopaka – Oliviera Moore’a, ojca Toma. Tym sposobem przyszedł na świat, tam się urodził i dorastał. Studiował w College of Business Administration. A wszystko to pod okiem swoich polskich dziadków, bo rodzice Toma, gdy skończył 12 lat, w pogoni za szczęściem przeprowadzili się do Dallas, zostawiając swojego syna pod ich opieką.
W domu dziadków mówiono tylko po polsku – dużo mówiono. W dzieciństwie lubił słuchać opowieści swojego dziadka o miejscu, w którym się urodził i wychował. Dziadek tęsknił za Polską i tą tęsknotą zaraził swojego wnuka. A wnuk już wtedy postanowił, że kiedyś odnajdzie to miejsce i tych ludzi, o których słuchał w opowieściach. Pomimo amerykańskiego pochodzenia zawsze podkreślał, że po części jest Polakiem.
Po skończeniu studiów na prestiżowej uczelni Tom zaczął robić karierę jako menedżer. Kilka lat później, po śmierci swoich dziadków, przeniósł się do Dallas, gdzie mieszkali jego rodzice. Dzięki ich koneksjom dostał pracę jako general manager jednej z sieci hoteli. Co pozwoliło mu na odłożenie pokaźnej sumy na swoim koncie. Był kompetentnym, docenianym i szanowanym szefem, co nie uszło uwadze jego pracodawców, gdy po roku 1989 w Polsce zmienił się ustrój, a firma, w której pracował Tom, postanowiła otworzyć tam filię swoich hoteli. Ponieważ Tom znał język polski, a przy tym był bardzo dobrym menedżerem, zaproponowano mu wyjazd do kraju przodków, by tam nadal pracował na rzecz swojej firmy. On zgodził się bez wahania. Jednak po kilku latach pracy w Polsce uznał, że już się napracował, i w wieku 62 lat rozstał się z korporacją, osiedlając się w Polsce na stałe. Z wypracowanych oszczędności i wysokiej odprawy nabył dom ze sporym kawałkiem gruntu. Jego posiadłość znajdowała się nad sztucznym zalewem w dolinie rozciągającej się pośród zielonych wzniesień i gór. Było to urokliwe miejsce, z którego pochodzili jego dziadkowie. Tym samym Tom spełnił swoje postanowienie z dzieciństwa i od tego momentu wszyscy znali go tu jako Tomasza Koniora, choć nadal był poczciwym Tomem.
Tom bardzo szybko zaaklimatyzował się w nowym miejscu. Szybko znalazł też przyjaciół, którymi zostali jego sąsiedzi – Zofia i Edward oraz ich dzieci i wnuki. Cała rodzina prowadziła ośrodek wypoczynkowy – Jeden z wielu ośrodków znajdujących się wokół zalewu. Jego dawna profesja i doświadczenie w branży hotelarskiej poskutkowały tym, że został ich wspólnikiem. Udostępnił swoje aktywa w postaci areałów, na których powstało pole campingowe z kilkoma letniskowymi domkami i małą przystanią jachtową.
Tego czerwcowego, ciepłego wieczoru Tom razem ze swoimi sąsiadami i partnerami w interesach oddawał się partyjce remika w altanie w ogrodu, obok swojego domu. Było parę minut po 19:00, lecz słońce tkwiło jeszcze wysoko nad poszarpanym wzniesieniami horyzontem. Siedzieli we trójkę, rozmawiając i popijając czerwone wino. Wokół nich unosił się dym razem z zapachem grillowanego karczku i kiełbasek. I choć nie było to spotkanie biznesowe, to pomiędzy jednym a drugim łykiem wina i głośnym myśleniem o strategii gry planowali również strategię tegorocznego sezonu.
Zosia z Edwardem siedzieli naprzeciwko Toma. Za ich plecami w altanie ustawiony był grill, obok którego stał stolik z zastawą i innymi rzeczami niezbędnymi do grillowania, a dalej dom Toma i część ogrodu wokół niego. Tom raz po raz mimowolnie zerkał na grilla. W pewnym momencie zauważył postać dziecka. Dziewczynka wyszła ze stromizny zarośli przed jego domem. Potem, przechodząc przez parking obok ogrodu, przecisnęła się przez wąską szparę w miejscu, gdzie płot posesji Toma łączył się z ogrodzeniem sąsiadów. „A to co?!” – zdziwił się. Ale na jego twarzy nie pojawił się żaden grymas, który przykułby uwagę przyjaciół. Nadal pochłaniała ich gra i rozmowa. Tom nie zdradzając się, rozmawiał z nimi, lecz ukradkiem obserwował postać. „Where did this come from and why?” – zastanawiał się, śledząc jej każdy ruch. Dziewczyna miała długie blond włosy opadające na ramiona. Z jednej strony ich kosmyk wplatał się w pasek plecaka, który miała założony na sobie. Te czarne paski wyraźnie odcinały się od białego podkoszulka, choć jego biel nie była nieskazitelna. Był wymięty, przepocony, pełen plam i kończył się dziurą, opadającą na krótkie, postrzępione spodenki. Z nich wyłaniały się dwie opalone na czerwono, zgrabne nogi z bosymi stopami odzianymi w sandały.
Tom na chwilę oderwał od niej wzrok, bo odezwała się Zosia:
– To co, Tomciu?! W tym roku ty będziesz miał na głowie campingi i pole namiotowe? – spytała, wystawiając czubek głowy ponad talię rozłożonych kart w dłoniach.
– Nie za wiele jak na staruszka? – odpowiedział pytaniem Tom.
– Zaraz tam „staruszek”! – wtrącił Edward. – Masz dopiero 65 lat – uśmiechnął się.
– Taaa… Dopiero – odparł przeciągle Tom i po chwili namysłu dodał: – Po angielsku nie ma takiego pojęcia jak „dopiero”.
– Oj tam, oj! – całkiem rozbawionym głosem odparł Edward – There is always time to grow old – dodał łamaną angielszczyzną.
– But time passes faster and faster – wymamrotał Tom.
… Lecz w tym samym momencie spojrzał na dziewczynkę. Ich wzroki się spotkał. Ona nie zareagowała, szła nadal stanowczym krokiem, nie zważając na nic .
„Ja ciebie skądś znam?!” – pomyślał Tom, szukając w pamięci jej obrazu, lecz nie zdążył. Młoda osóbka w milczeniu podeszła do rusztu grilla. Zrywając z nim kontakt wzrokowy, a skupiając go na ruszcie, śliniąc palec, dotknęła rozgrzanego steku karkówki, jakby chciała sprawdzić, czy nadaje się do zjedzenia
– Od tego jest widelec… – odezwał się Tom, który nie spuszczał z niej wzroku, zamiast patrzeć w talię swoich kart.
Te słowa spowodowały, że dwójka siedzących przed nim osób momentalnie obróciła głowy, szukając obiektu, do którego odezwał się Tom.
– A to kto!? – wypowiedzieli niemal razem, gdy już zlokalizowali dziewczynkę.
– Głodne dziecko! – odparł wyjaśniająco Tom i się roześmiał – Na chwilę odłóżmy karty, nałożę jej porcję – dodał, podnosząc się z krzesła.
– Nie wiedzieliśmy, że masz gościa. Ona tu była cały czas? – spytała Zofia.
– Nie, nie. Chwilę temu przyszła – odparł.
Tom, podchodząc do dziewczynki, patrzył w jej oczy, których piwne tęczówki zwiększyły swoją i tak już wielką objętość. Podchodził do niej z pewnym wahaniem; „Chyba mnie nie ugryzie!?”
Nie ugryzła , pomyślała tylko ;„Ciekawie czy mnie opieprzy i każe się wynosić?!” – lecz cały czas patrząc na niego, stała nieruchomo, jakby czekała na to, co ma nastąpić dalej. Gdy on stanął obok niej, sięgnął jedną ręką po talerzyk, w dłoń drugiej pochwycił widelec i zamaszystym ruchem nabił na niego najbardziej wysmażony stek, kładąc go na talerzyk.
– Weź nóż , chleb i usiądź obok nas – odparł, gdy talerzyk z jego dłoni pochwyciły jej dłonie.
Dziewczynka, i owszem – sięgnęło po nóż i kilka kromek chleba, lecz nie poszło w stronę karcianego stolika, tylko bez słowa, rozglądając się wokoło, poszło w stronę domu, siadając na schodach małego tarasu, przed przeszklonymi drzwiami rozświetlonego salonu; ” A bo to wiadomo, czego się po nich spodziewać… Lepiej trzymać się na odległość!” – dlatego usiadła właśnie tam.
– A co to za „pannica”?! – spytał Edward, śledząc wzrokiem dziewczynkę.
– Niemowa czy co?! – spekulowała Zosia – I jakoś tak marnie wygląda!
Tom nie bardzo wiedział, co ma odpowiedzieć. „Nie wiem! Przecież widzę ją pierwszy raz w życiu!” – pomyślał. Ale w jego duszy szeptał inny głos. Uległ tym szeptom.
– Cousins' daughter… Tfu! Znaczy się, cioteczna siostrzenica – skłamał …Bo jego przeczucie, powiedziało mu, że tak trzeba.
– O, to ty masz w Polsce rodzinę?! Jakoś wcześniej o tym nie wspominałeś! – zaczął dociekać Edward.
– Nie utrzymujemy bliższych kontaktów. A w ogóle nie ma o czym mówić! – wyłgał się , by nie brnąć dalej w kłamstwo.
Tom krótko uciął spekulacje i z powrotem usiadł na swoim miejscu przy stoliku, łapiąc w dłoń rozłożone karty. Małżeństwo nie było zaskoczone jego reakcją na ich dociekania – znali już Toma na tyle, by wiedzieć, że od niego nie da się nic „wyciągnąć” – Za chwilę i tak im o tym powie. Nim to jednak nastąpiło, oddali się partyjce remika. Tom przez cały ten czas usiłował sobie przypomnieć, skąd znał tę twarz. I przypomniał sobie.
Od chwili, gdy zamieszkał w stronach swoich dziadków, rozpoczął poszukiwania jakiejkolwiek polskiej rodziny – bliższej lub dalszej. Przecież tyle się nasłuchał od dziadków o ciociach, wujkach i innych krewnych. Chciał poznać ich losy… Jednym ze sposobów na to, było konto na Facebooku. Wpisywał w „wyszukiwaniu” swoje polskie nazwisko – Konior, i weryfikował potencjalnych członków rodziny. Trzy dni temu na jednym z kont pojawiła się fotografia tej dziewczynki. Nie zapomniał jej twarzy tylko dlatego, że nosiła to samo nazwisko co on… A ona siedziała teraz przed jego domem, pochłaniając łapczywie stek z talerzyka ułożonego na kolanach.
– To powiedz chociaż, jak ma na imię – milczenie przerwała Zosia.
Tom nie odpowiedział od razu. Układał w głowie myśli, jak ma zacząć rozmowę z dziewczynką, by ta choć trochę nabrała do niego ufności. Podniósł się, odkładając karty i zrobiwszy dwa kroki w stronę grilla, głośno spytał:
– Katy, would you like something to drink?
A wtedy ona spojrzała na niego, szeroko otwierając oczy ;” Chyba spytał, czy mi się chce pić?!” – pomyślała , lecz nie wydobyła z siebie jednak ani jednego słowa, tylko przytaknęła ruchem głowy. Wtedy Tom odetchnął z ulgą: „It’s not bad… She can understand what I’m saying to her.”
– To po naszemu będzie Kasia? – jął się upewniać Edward.
– Katarzyna?! To powiedziałby do niej Catherine? – spekulowała Zosia.
Tom jakby ich nie słuchał . Podszedł do stolika obok grilla i schylając się, złapał za butelkę Pepsi, która stała oparta o nóżkę. Nakładając na nią szklankę, podszedł do dziewczynki.
– Proszę – powiedział, stawiając obok niej picie, a widząc pusty talerzyk, spytał: – Może jeszcze kiełbaskę?
Katarzyna nie mogła uwierzyć, że jest tak wobec niej uprzejmy; „Ciekawe czy to z litości, czy ma w tym jakiś interes?!” – lecz jak poprzednio, nic nie odpowiedziała, tylko patrząc głęboko w jego oczy, podała mu talerzyk. Nie było w nich widać wrogości .
– Aha… Czyli jeszcze zjesz kiełbaskę. A sałatkę?– spytał on.
„Pewnie że chcę! Poza drożdżówką w południe nic nie jadłam!”- i nadal milcząc, kiwnęła dwa razy głową, ciągle nie odrywając oczu od Toma. Nawet wtedy, gdy się odwrócił i poszedł w kierunku altany. Przy grillu w altanie stał Edward, nakładając na swój talerzyk dwa pozostałe, wypieczone kawałki karczku. Widząc zaskoczoną minę Toma na jego poczynania, oznajmił:
– No co?! Zosia o tej porze już nie je… A Ty swój kawałek oddałeś siostrzenicy.
– Dobrze, że kiełbasek jest więcej… – odparł ze śmiechem Tom.
Nałożył na talerzyk dziewczynki dwie kiełbaski, a potem ze stojącego na stoliku obok szklanego półmiska kilka łyżek sałatki z porów w sosie czosnkowym. Na to położył dwie kromki chleba i wrócił do siedzącej na ostatnim schodku tarasu Kasi. Z oczu dziewczynki znikły obawy a w ich miejscu pojawiła się ciekawość.
Tom podając jej talerzyk, powiedział: „Proszę”. …I wtedy, ku zaskoczeniu wszystkich, łapiąc talerzyk w swoje ręce, dziewczynka głośno i wyraźnie odparła; „Dziękuję”!
Katarzyna pomyślała; „Skoro ten facet, stara się być dla mnie dobry, to dlaczego mam się mu nie odwzajemnić?!” – i dlatego podziękowała. Chwilę później usłyszała głos Zofii:
– O! A jednak potrafi mówić ?! Masz piękny głos, kochanie !
Po słowie „kochanie” Kasia spojrzała na Zofię takim wzrokiem, jakby pierwszy raz usłyszała to słowo. Nie uszło to uwadze Zosi.
– Wybacz… Ja tak mówię do swojej wnuczki… Ale jeśli nie chcesz?!
Katarzyna nic nie odpowiedziała . Spuszczając wzrok, znów zaczęła pochłaniać jedzenie. A Zosia podniosła się z krzesła, zgarniając wszystkie karty ze stolika:
– Wystarczy tej gry na dzisiaj …I tak ze Mną przegraliście – odezwała się dumnie, do swojego męża.
– A bo my z Tomem dajemy Ci wygrywać – odparł mąż , przełykając kęs pieczonego mięsa.
– Yhm!? Tak sobie tłumaczcie! – usłyszał w odpowiedzi Edward.
Słońce , właśnie chowało się za szczytami pagórków, rzucając czerwone światło na siną taflę zalewu, gdy Zofia starannie złożoną talię kart , usiłowała wcisnąć w opakowanie. A za jej plecami, nad szpalerem iglastych drzew, właśnie rozbłysły światła ich Ośrodka.
– Właściwie to która jest już godzina? – spytała Zosia, gdy talia kart zniknęła w opakowaniu.
– 20,25 – oznajmił Tom, zerkając na swój zegarek.
– My się już będziemy zbierać Tomciu
Zofia była nieco starsza od Toma, więc bez skrepowania używała co do niego zdrobnień …Tom nie miał nic przeciwko temu , przecież też czasem zwracał się do niej Zosieńko – choć Pani Zofia była głównym managerem całego biznesu.
– Jak ten czas szybko leci -westchnęła
W głosie Zofii było słychać nutkę żalu, więc Edward natychmiast postanowił zagrać dla niej bardziej optymistyczna nutkę:
– Kochanie, nie pamiętam, gdzie to usłyszałem ? Ale „życie mija szybko. Jeśli czasem się nie zatrzymasz, łatwo je przegapić” – Musimy częściej tak przystawać.
– Tak, tak! – Przystanek na podwójna porcje karczka? – Odparła z ironią w głosie.
– Yy?!… Też. Ale przede wszystkim na chwile przyjemności? – odparł z uśmiechem.
-Dobra, dobra-Kończ jeść. Popatrz na dziecko, pada ze zmęczenia – Tu Zosia skinęła na Kasię.
Dziecko siedziało skulone z głową na kolanach. Gdy usłyszało, że o nim mowa – odparło:
– A jakoś tak zimno Mi się zrobiło…
Katarzyna odezwała się drugi raz od momentu, gdy pojawiła się w ogrodzie. Uznała, że skoro jej pojawienie przyjęto jako coś naturalnego, to nie wypada milczeć.
– Zmykaj do środka kochanie – głos Zofii zabrzmiał jak komenda. I nawet to „kochanie„- zagłuszył.
Dziewczynka wstała jak na rozkaz i niepewnym krokiem otworzyła drzwi salonu.
– Na kanapie jest koc – ośmielił ją Tom – Okryj się, ja za chwilę przyjdę.
„Gościu, jestem tak cholernie zmęczona, że choćby na podłodze się kimnę!” – Weszła nieśmiało do środka, rozglądając po wnętrzu. Zaraz za przeszklonymi drzwiami po prawej stronie wejścia z tarasu stała beżowa kanapa. Na niej leżało kilka poduszek, a w rogu starannie poskładany, tego samego koloru koc „ Obawiam się że mogę mu ubrudzić te kanapę, moimi brudnymi stopami …Lepiej niech ich nie widzi” – pomyślała i usiadła na skraju kanapy zsuwając ze stóp sandały i mały plecak z ramion, a potem kładąc się , naciągnęła na siebie koc.
W tym czasie Tom pożegnał się ze swymi przyjaciółmi, rzucając na odchodne” Dobranoc” . Później zabrał się do uprzątnięcia bałaganu po grillu. Gdy po wszystkim , wszedł do salonu – dziecko już spało. Powoli i ostrożnie poszedł do kuchni odstawiając tackę na blat a później tak samo cicho poszedł do swojej sypialni, zaraz za ścianą salonu, gasząc za sobą światła . W sypialni od razu sięgnął po tablet. Uruchamiając stronę na której widniała jej fotografia. Konto należało do „Diana 22” a pośród „znajomych” widniała uśmiechnięta twarz Katarzyny. – kliknął w nie, lecz poza paroma zdjęciami nie było żadnych postów. Więc zaczął przeglądać wpisy i komentarze na koncie „Diana 22”. Dowiedział się tylko tyle, że konto należało do starszej siostry Katarzyny . Uwagę Toma przykuł ostatni wpis z przed trzech dni na którym pod zdjęciem Katarzyny widniał komentarz – „Kejti gdzie jesteś?! Odezwij się!”. Tom odłożył laptop i ostrożnie wrócił do salonu. Salon nie był pogrążony w ciemnościach, bo przez przeszklone drzwi i wielkie nie zasłonięte okiennice wpadało do niego światło latarni. Podszedł do kanapy i delikatnie złapał za szelki plecaka – ” Wiem, że to jest złe. Ale to dla twojego dobra” – Pomyślał zabierając jej plecak. …Niestety, gdy chwile później przeglądał jego zawartość zauważył tylko zwiniętą w kłębek dżinsową katankę i pustą – plastikową butelkę po wodzie . W bocznej kieszonce znalazł wprawdzie telefon, ale był rozładowany. Był t też zapinany na zamek portfel. Lecz poza kilkoma banknotami o małym nominale i bilonem nie było nic ;” Skąd ty się tu wzięłaś i dlaczego akurat u mnie? – Myślał odnosząc plecak w miejsce z którego zabrał. Chwilę patrzył na śpiącą dziewczynkę; ” Nagle się pojawiłaś znikąd. To może zechcesz tak samo zniknąć?! ” – Tom na wszelki wypadek, pozostawił uchylone drzwi na taras. A chwile później , gdy i on kład się spać, tak samo uchylił drzwi z sypialni do holu ; ” Żebym mógł usłyszeć, jak mówi – dziękuję i do widzenia„.
Nic takiego nie usłyszał. Tom nigdy nie śnił. Wieczorem zamykał oczy i otwierał je porankiem. W czasie snu nie wydarzyło się nic, co zaburzyłoby ten sen. Gd otworzył oczy, pierwszą myślą była myśl ” Ciekawe czy ona tu jeszcze jest?” – Była!. Bo przez uchylone drzwi z holu dobiegł Toma bębniący odgłos oklepywanej poduchy kanapy. Usiadł na łóżku spoglądając na zegarek. Było parę minut po szóstej rano. Założył swoje pantofle i w piżamie poszedł do salonu. Tam zastał Katarzynę, która w tym momencie starannie składała koc w kostkę. Stała boso. Jej biały podkoszulek był jeszcze bardziej wymięty niż wczorajszego wieczoru. A blond włosy jeszcze bardziej rozczochrane.
Tom jeszcze spał, gdy Katarzyna obudziła się rano. Po otwarciu oczy, chwile wodziła wzrokiem po salonie aż utkwił na zielonych liściach, wielkiej palmy , stojącej na piętrze. Wokół panowała kompletna cisza ;” Cholera , gdzie ja jestem?!” – Dopiero parę sekund później wróciła pamięć wczorajszego dnia. Odrzucając koc usiadła, nadal wodząc wzrokiem po salonie ;” Gość musi być nadziany” – pomyślała, podsumowując wygląd i wyposażenie salonu. Obok swoich brudnych stóp, zauważyła swój plecak. Stał w tym samym miejscu w którym go wczoraj postawiła ; ” Skąd wiedział jak mam na imię… Gdyby nawet przeszukał plecak, to legitymacje szkolną przecież mam w kieszonkach spodni?!” – Podniosła się obmacując pośladki , odetchnęła z ulgą ; ” Jest!”- Stała jeszcze chwile nasłuchując ;” Eno – facet?! Wstajemy!” – Miała ochotę krzyknąć, lecz tylko się uśmiechnęła. Patrząc na rozgrzebane posłanie, postanowiła je przywrócić do takiego stanu, jak wczoraj gdy kładła się spać. W chwili, gdy poprawiała poduchę usłyszała za plecami jego głos:
– Dzień dobry Kasiu – powiedział przystając obok jednego z czterech filarów wyznaczających hol.
– Dzień dobry proszę pana – Już wczoraj myślałam nad tym skąd pan zna moje imię?!
– Ba! Wiem też jak się nazywasz …I wiem , że masz siostrę Dianę.
Po tej odpowiedzi, Katarzyna od razu domyśliła się skąd może znać jej imię… I nie tylko:
– Wow! Widzę, że „Fejs” ma pan opanowany!
– Dużą część swojego życia, spędziłem ślęcząc przed komputerem. To dlaczego nie?. A Mnie nurtuje od wczoraj cos innego – Skąd się tu wzięłaś. Uciekłaś z domu?.
-Nie. Ale kiedyś to zrobię – odparła i schylając się, odłożyła koc na kanapę.
” Co z nią nie tak?! – Pomyślał , gdy napomknęła o ucieczce, ale nie drążył tematu i wszedł do kuchni.
– Postawię wody na kawę. Jakieś śniadanie „Pani” życzy sobie?!
Katarzynę zamurowało ; „Czy ja dobrze słyszę!? – gościu proponuje mi śniadanie!?”
– Życzę! – potwierdziła wchodząc za Tomem do kuchni.
Usiadła na jednym z krzeseł przy wielkim stole ustawionym pośrodku kuchni i zaczęła ogarniać ją wzrokiem
– Niezłą ma pan chałupę – oznajmiła – Jak dla mnie – Bajka!
– Taką kupiłem – odparł bez entuzjazmu zajęty poszukiwaniem czegoś, co jedzą na śniadanie „dziewczynki”. – To niby co mam Ci , na to śniadanie?!
Znów ją zaskoczył ;„Facet cokolwiek?!” – przeszło jej przez myśl, lecz nieco kokietując , odparła:
– O to jeszcze mogę wybierać? …To poproszę jajecznice na bekonie.
– O proszę?! Teraz zamiast płatków kukurydzianych z mlekiem, małe dziewczynki zjadają jajecznicę na bekonie?
– Małe i owszem- cicho odparła.
Katarzyna odparła ironicznie , bo pomyślała; ” Facet – Dziewczynki to mają po 7 lat!”
– A właśnie! …Ile ty masz właściwie lat? –Tom zrobił poważną minę, choć w piżamie i z patelnią w dłoni obok otwartej szeroko lodówki wcale nie wyglądał poważnie.
– 12! …A Pan?
– Trochę więcej. Tak z pięć razy – odparł.
-To ile?
-Możliwe , że jestem w wieku twojego dziadka.
– Nie mam i nigdy nie miałam Dziadka …Ani żadnej Babci , jak już.
„dziwne dziecko!.” – Tom coraz bardziej upewniał się w tym przekonaniu. Przez chwilę o nic nie spytał. Najpierw zaparzył swoją kawę w kubku a potem zajął się jajecznicą. Gdy już ją przyrządził i w talerzyku postawił na stole przed Kasią, dopiero wtedy się odezwał
– Więc skoro nie uciekłaś z domu, to skąd się tu znalazłaś?
Katarzyna w pierwszej chwili pomyślała ;” A co ty ksiądz jesteś, a ten stół to konfesjonał?!” – lecz potem doszła do wniosku ; „…A dlaczego by nie!?”
On nie czekając co odpowie odwrócił się i poszedł po pieczywo. A ona przystąpiło do jedzenia, nabijając na widelec kawalątek bekonu. Gdy przełknęła zaczęła opowiadać:
– Mam koleżankę. Namówiła mnie, żebym z nią pojechała zbierać truskawki …Że niezła kasę płacą…
– Ej no! Kto zatrudnia 12-latki?! …I Twoi rodzice na to pozwolili?! – przerwał jej na moment.
– Oni nie maja takiego „IQ” jak pan. A poza tym nie mam rodziców. Mam mamę i „Wiesia” – partnera mamy. Mało kiedy myślą trzeźwo.
– Piją?
Na to pytanie Katarzyna nie odpowiedziała. Potrząsnęła tylko głowa przytakując.
” Dzieciak z patologicznej rodziny mi się trafił!” – Pomyślał Tom, siadając naprzeciwko niej z kubkiem kawy i talerzykiem pieczywa. Przesuwając talerzyk w jej stronę, spytał:
– To zbierałaś te truskawki?
– Nie. To była ściema. Tej Wredocie zależało tylko na mojej kasie, którą dostałam od siostry. To za moją forsę kupiła bilety. To mój namiot postawiłyśmy na polu namiotowym po drugiej stronie zatoki …I wszystko inne było za moją kasę.
Mówiła w przerwach pomiędzy jednym a drugim kęsem jedzenia.
– Przedwczoraj wieczorem, wpakowało się do namiotu dwóch kolesi Wredoty. Byli chamscy i nachalni . Więc złapałam tylko plecak z tym co w środku i wyszłam. Przekimałam całą noc pod wiatką na przystani. A rano okazało się, że po namiocie i tej Wredocie niema ani śladu.
– I nikt się Tobą nie zainteresował?
Po tym pytaniu, Katarzyna na moment zamilkła ” Człowieku gdzie ty żyjesz?! Kogo obchodzi samotna 12-latka… Chyba tylko zboczeńców ?!” – lecz zdobyła się na kulturalną i wymijającą odpowiedź:
– Unikałam widoku ludzi. Lepiej nie rzucać się w oczy. Z tego bywają tylko same kłopoty – odparła.
– Nie boisz się? Przecież jesteś jeszcze dzieckiem.
– A Bo to mało razy podpity Wiesiu wyrzucał mnie z domu?- Przywykłam …I ,aż „Takim dzieckiem” nie jestem!.
– A dlaczego przyszłaś akurat tutaj?
– Wtedy nocą gdy siedziałam tam na przystani, patrzyłam w ten rozświetlony brzeg. Rano gdy Wredota znikła pomyślałam, że przeniosła się tutaj. Wiec obeszłam zatokę …To był zły pomysł , bo zajął mi cały dzień. A wieczorem byłam tak padnięta i głodna, że gdy poczułam zapach grilla wszystko przestało mieć znaczenie, byleby coś zjeść i gdzieś się kimnąć.
Jej opowiadanie przerwał dźwięk telefonu dochodzący z sypialni Toma.
– To z pewnością Zosia. Pojdę odebrać. A Ty zjedz spokojnie śniadanie.
Tom podniósł się z krzesła i łapiąc kubek z kawą poszedł w kierunku z którego dochodził dźwięk telefonu, zostawiając Katarzynę sam na sam z porcja jajecznicy ;„Dobra lepiej wszamię to żarcie, bo nie wiadomo czy zostanę tu do obiadu?!” – pomyślała, gdy wyszedł. On właśnie odebrał telefon i usłyszał w nim niecierpliwy , rozdrażniony głos Zofii:
– Tomasz! No gdzie ty jesteś?! Miałeś być po 7. Mareczek czeka na ciebie!
– Przeproś go. Muszę ogarnąć te „małą” a on przecież może zająć się czymś innym.
-Może, ale sprzęt z magazynu macie odebrać do 11! Rusz to swoje amerykańskie dupsko!
Nim się telefon rozłączył w słuchawce było słychać jej śmiech. Tom odłożył telefon i wrócił do kuchni – Talerzyk był już pusty.
-I co ja mam teraz z Tobą począć? – spytał wchodząc – Nie masz nic poza tym co na sobie – I wybacz, ale wyglądasz jak 7 nieszczęść . Kiedy się ostatnio kąpałaś?.
Po tym pytaniu, Katarzyna nabrała pewnych wątpliwości co do powodów dla których ja przenocował; ” Cholera?! Pewnie jakiś zboczuch?” – pomyślała, lecz w tym samym momencie, Tom zauważył, że jej policzki lekko się zarumieniły po jego uwadze co do wyglądu.
– Przepraszam. Nie wyglądasz jak 7 nieszczęść – zreflektował się.
Ona się tylko uśmiechnęła i odparła – Woda w jeziorze była za zimna – a nim odpowiedziała pomyślała tylko; ” Nie wygląda na zboczeńca …Taki trochę odklejony staruszek!”.
Starszy pan odwzajemnił uśmiechem. Lecz potem chłodno odparł. – Wiesz, mam dzisiaj sporo na głowie. Pokażę Ci co gdzie i jak – Chodź!.
Na słowo „Chodź” znów pojawił się w jej głowie niepokój; ” Gościu gdzie i po jaką cholerę mam iść – Ty mi tu nic nie kombinuj?!”
On odwracając się poszedł do łazienki. Katarzyna z lekkimi obawami również poszła za Tomem. On wszedł w drugie drzwi holu, otwierając je szeroko, oznajmił ” Tu jest łazienka” . Nieśmiało weszła za nim. Łazienka też była spora. Cała w białym marmurze. Po jednej stronie stała kabina prysznicowa a obok umywalka z szafką i wielkim lustrem nad nią. Błyszczące polerowanym chromem wieszaczki na ręczniki i suszarka do włosów, też chromowana i błyszcząca. …I klapa sedesu pomiędzy prysznicem a umywalką. Po drugiej stronie była narożna wanna w której obudowie też lśnił chrom a przy ścianie obok niej biały regał pod sam sufit i zamykaną szafką – równie wysoką.
– Ja nie mogę?! – Ful wypas!
– A tam. To tylko łazienka – Tom zareagował tak samo obojętnie jak wtedy gdy wspomniała o „Chałupie”.
Kasia podeszła do wanny przejeżdżając dłonią po jej obrzeżu.
– Ona jest ze szkła?!
– A tak, tak. …Uważaj nie rozbij! – roześmiał się Tom.
Gdy Katarzyna zachwycała się wanną, Tom szperał w półkach regału w poszukiwaniu czegoś, co nadawałoby się na szlafrok. Gdy znalazł to „coś” , co było kiedyś jego białym szlafrokiem- oznajmił
– Nie mam innego szlafroka dla Ciebie, ale przytnę rękawy i dół mojego …Będzie dobrze!
Katarzyna , słysząc to roześmiała się w głos zasłaniając jedną ręką usta i pomyślała z ulgą ” Uff?! Jednak to tylko zwykły, uczynny starszy pan”.
– No co?! – On też się uśmiechał.
Wyszli z łazienki, wchodząc w kolejne drzwi. Katarzyna już śmiało poszła za nim, bo doszła do wniosku, że ; „Dziaders z niego ale miły …Może się tu zahaczę na kilka dni?!” – Pomieszczenie do którego weszła, było nieco mniejsze. Po prawej stronie stała pralka a nad nią suszarka. Po lewej ciąg szafek podobnych jak w łazience, lecz niektóre z nich miały szuflady. Było tam jeszcze sporo sprzętu przydatnego w domu. Otworzył jedną z szuflad szafki, i wyciągnął z niej nożyce
– Ubieraj. Zmierzimy ile przyciąć – powiedział wręczając Kasi szlafrok.
Ona gdy go ubrała , widać było tylko uśmiechniętą twarz.
– Trochę przyduży – stwierdził Tom.
Trochę?!– Kasia nie mogła opanować śmiechu.
– No nie trzęś się tak bo przycinam dół.
Tom klęknął na kolana. Jedna ręką zagarniał nadmiar szlafroka a drugą z nożycami w dłoni skracał długość. Wypadało to mniej-więcej w połowie szlafroka na wysokości paska do opasywania. Gdy zakończyła się ta operacja, podniósł się podpierając jedna ręką.
– No to teraz rękawy – Jaka długość pani sobie życzy?
– Do łokci proszę pana.
– Już się robi! .
Katarzyna nabrała śmiałości na tyle, że zaczęła traktować Toma, jak znajomą osobę. Ta Znajoma Osoba, właśnie sięgała do kolejnej szuflady, wyciągając z niej rolkę taśmy klejącej. Potem on owinął oba rękawy na wysokości jej łokci i powiedział:
– Ściągnij. Szkoda by było takich rącząt – i znów się uśmiechnął.
Gdy już wszystko było prawie gotowe, po obcięciu rękawów w czasie przymiarki Katarzyna zauważyła:
– No, ok. Długość dobra i rękawy w sam raz. Tylko szerokość! Ja się owinę nim ze trzy razy! – i śmiejąc się dodała: – Nie prościej byłoby, żebym ubrała się w swoje ciuchy?
Nie! Twoje ciuchy wylądują w pralce – Tom stanowczym tonem, zaprzeczył pomysłowi Kasi. – Przytniemy też z szerokości …Ale o kieszonkach zapomnij!
Gdy już odzienie było gotowe – Nie wyglądało źle na Katarzynie. Troszkę za szerokie, troszkę postrzępione – Ale dokładnie okrywało całe ciało . A gdy Kasia założyła na głowę kaptur . Przed Tomem stał tylko chochoł z białego szlafroka. Oczywiście nie zwracając uwagi na wystające po bokach opalone ręce i łydki zakończone brudnymi , bosymi stopami.
– To teraz sio do łazienki wziąć kąpiel. Ręcznik znajdziesz na regale a w szafce jakiś mój szampon do włosów. Ja się idę przebrać – Oznajmił, i poszedł do sypialni. Tom szybko zamienił piżamę na ubranie …I ledwo zdążył zaścielić łóżko, gdy znów odezwał się jego telefon:
– Tak Zosiu?!
– Cholera!. Ty mi tu nie „zosiuj”. Już jest 9;00! – Ruszaj się!.
Telefon się rozłączył ; „A skąd ja niby mogłem wiedzieć, że dzieci są tak czasochłonne!?” – Ta myśl była usprawiedliwieniem, lecz Zofia nie zdążyła jej wysłuchać kończąc rozmowę. Tom w pospiechu spakował swojego laptopa w czarne etui z szelką i przegródkami na dokumenty. Przełożył przez ramię i wyszedł z sypialni …Lecz po dwóch krokach wrócił, i przekręcając klucz w drzwiach do sypialni zamknął je, a klucz schował do kieszonki etui ; ” Trzeba spodziewać się niespodziewanego …Wciąż nic nie wiem o Niej”– Podszedł pod drzwi łazienki i delikatnie zapukał, za to głośno powiedział:
– Wybacz, ale ja muszę wyjść. I nie wiem kiedy wrócę. Jak się już wykąpiesz i wyjdziesz z łazienki, to zajmij się czymkolwiek chcesz …I poczekaj aż wrócę. Tylko nie rozwal mi chałupy!
Zza drzwi łazienki, po krótkiej chwili konsternacji padło krótkie i głośne „Dobrze!”. Tom, przestał nasłuchiwać już innych słów i w pośpiechu wyszedł przez salon na taras. Siadając na pierwszym stopniu jego schodków w pośpiechu założył obuwie, nawet go nie sznurując i pognał na teren ośrodka. Gdy minął szpaler iglastych drzew odgradzających jego ogród od ośrodka wypoczynkowego, zauważył w dole koło Baru Zofię. Stała z wściekłą miną trzymając w jednej dłoni zwinięty rulon papieru – obijała nim nerwowo drugą dłoń ;”Oho!. Chyba ma złe zamiary?!” – Uśmiechnął się. Lecz ,gdy do niej podszedł, ta też się uśmiechnęła:
– Tomaszu …Pośpiech pośpiechem, ale weź i zawiąż sznurowadła, bo to się może skończyć tragicznie!.
– Oj no!. …Wszystko przez tego dzieciaka. One nie maja instrukcji obsługi! – przykląkł na jedno kolano i zaczął zawiązywać sznurowadła.
– Przecież Ty się dobrze dogadujesz z dziećmi …Widzę po moich wnukach.
– Ja się bawię z Twoimi wnukami …Nie rozwiązuje z nimi ich problemów – odparł , stając na obie nogi.
– To twoja siostrzenica ma problemy?!
– Ma a nawet gdyby ich nie miała, to ona sama jest dla mnie problemem – …I oto w tym wszystkim chodzi .
Odparł, łapiąc za rulon dokumentów i delikatnie szarpnął wyrywając z jej dłoni. Poczym starannie go rozwinął i włożył w etui :
– …Jeszcze mogłaś je troszkę więcej wymiętosić i upaćkać – rzucił ironicznie.
– Ty się ciesz, że nie oberwałeś nimi po głowie – chichocąc odparła Zofia a potem dodała – Leć, bo Mareczek pewnie się już gotuje.
Pan Mareczek , potężny , umięśniony mężczyzna , był prawą ręką Toma – Czyli człowiekiem od wszystkiego i do wszystkiego. Tom zastał go na parkingu obok hotelu. Stał przy dostawczym samochodzie z doczepioną przyczepą, gdy go zobaczył, rozłożył ręce w geście bezradności – mówiąc:
– Szefie no co jest?! …Do Bukowa jedzie się z półtorej godziny. A odebrać można tylko do 11!
– No to nie stój jak ciele tylko wskakuj i jedziemy! – zbył go Tom.
Marek z trudem wpakował się za kierownicę samochodu . Tom lekko i zwinne wskoczył na siedzenie pasażera – I ruszyli. Gdy po chwili jechali już szosą, zostawiając z tyłu ośrodek, Marek zaczął rozmowę:
– Szef dzisiaj nie jest sobą!
– Wszystko przez dziecko …Ale zostawiłem w domu.
– To szef ma dziecko?! – spytał Marek z niedowierzaniem , uśmiechając się przy tym chytrze.
Tom popatrzył na niego spode łba, takim wzrokiem, że uśmiech na jego twarzy nagle zgasł.
– Cioteczną Siostrzenicę mam w domu …Ty patrz lepiej drogi!
Ich rozmowa na tym się nie zakończyła …Przecież musieli czymś zabić czas podróży. Lecz nie poruszyli więcej tego tematu . Nawet gdy wracali, Tom nie wspomniał o Katarzynie.
Katarzyna Konior- nazwisko ma po matce, bo „tatuś” nieznany. Może i jest Kasią – Dzieckiem, ale tylko po zewnątrz – wiekiem i wyglądem. W środku – W jej psychice, jest ofiarą podłego losu, który nie dał jej szansy na bycie dzieckiem i szybko wydoroślała. O wszystko zawsze musiała sama walczyć – Nawet o odrobinę matczynej miłości. Nie pamięta wielu szczęśliwych chwil w swoim 12 letnim życiu. Dlatego gdy Zofia , odezwała się do niej „Kochanie” – Nie zrozumiała co określa to słowo…
Gdy Katarzyna usłyszała stukanie do drzwi, była już w wannie pełniej wody ;” Chyba tu nie wejdzie?!„- I na wszelki wypadek skuliła się, zasłaniając to i owo – Nie wszedł. Usłyszała tylko z za drzwi jego głos, że musi wyjść ;” A niech sobie idzie …Przecież pleców mi nie będzie mył”- Ale gdy za moment usłyszała o tym, że nie wiadomo kiedy wróci, miała pewne obawy. Ale szybko znikły ;” Przecież mogę przez chwile, posmakować luksusów!” – I głośno odparła „Dobrze!”. Potem nastała cisza. Jeszcze chwile siedziała skulona nasłuchując a potem wygodnie ułożyła się w wannie pełnej ciepłej wody, i piany; ” Ciekawe czy zauważy, że ubyło pół butelki płynu do kąpieli?!” – Uśmiechnęła się zanurzając w wodzie. Gdy się wynurzyła, przecierając z nadmiaru wody twarz, i rozgarniając na boki długie włosy, jej myśli opanowały wspomnienia ostatnich dni ; ” Jaka ja debilka jestem, że dałam się tak zrobić wrednej Olce?! Wiedziałam, że z tymi truskawkami to lipa – Też się chciałam wyrwać z tego osiedlowego syfu i zabawić. Ale że ona jest dziwką, nie znaczy żeby robić ze mnie dziwkę?!” . Katarzyna sięgał po szampon, nalewając na dłoń, a potem wtarła w włosy na głowie i energicznie ją myła, czochrając swoimi długimi palcami ; ” Gdybym wtedy nie wyszła, ci idioci by się do mnie dobrali …Ona myślała, że nie widziałam, jak jej wcisnęli kesz?! – zatłukę małpę, jak wrócę!” – Gdy uznała, że głowa już jest umyta, znów dała nura do wody, spłukując głowę. Gdy się wynurzyła, obtarła ociekający wodą nos ;„Co ja teraz powiem Siostruni?!.- zjedzie mnie z góry na dół …I mogę zapomnieć o forsie od niej” – Katarzyna wstała i łapiąc za gąbkę nalała na nią odrobinę płynu do kąpieli, myjąc całe ciało od szyi w dół ” Dobrze, że trafiłam na tego gościa – nawet w pożo facet …I Chałupę ma mega! – Przykucnęła a potem położyła się na plecach, zagarniając obiema rękami pianę ku sobie, uśmiechała się – „Tak to można pożyć” .
Upłynęło sporo czasu, nim wyszła z łazienki , trzymając zawiniątko wszystkiego, co wcześniej miała ubrane na sobie. Zawiniątko wrzuciła do kosza na pranie który zauważyła w pralni. …Na posadzce nadal leżały resztki tego, co pozostało z szlafroka, który miała ubrany na sobie. Potem poszła do kuchni ” Od rana nic nie piłam. …Boomer zapomniał o herbacie przy śniadaniu” – I otworzyła wielką lodówkę. Lodówka była wielka, ale nie było w niej wielu produktów. Półki świeciły pustką …Zauważyła butelkę Pepsi z której wczoraj upiła szklankę. Przez chwilę, uchylała wszystkie drzwiczki kuchennego segmentu, aż w końcu trafiła na tę, w której znajdowały się 4 kubki i kilka szklanek. Wtedy pomyślała; „Wygląda jakby mieszkał sam w tym wielkim domu” . Z Pepsi i szklanką, powędrowała do salonu, odkładając obie rzeczy obok kanapy, podeszła do niskiej sofy, stojącej pod ścianą z zawieszonym na niej telewizorem . …Pilot do niego, leżał na blacie. Gdy go pochwyciła w dłoń, pozostał po nim prostokątny, błyszczący czarny odcisk, nie pokryty kurzem.; „Telewizora też dawno nikt nie oglądał!?” – zdziwiła się ale nabrała pewności. – „Na bank mieszka tu sam! „. Gdy wróciła na kanapę, siadając na skrzyżowanych nogach, przez chwilę przelatywała po kanałach, aż trafiła na kreskówkę dla , nomen omen – Dzieci. Nie wciągnęła ją na długo. …Tak na 2 szklanki Pepsi. Więc znów wędrowała po kanałach. Najpierw był film przyrodniczy, potem Top Show . …A gdy butelka po Pepsi, była już pusta, wyłączyła telewizor. Opierając się o poduchę, zaczęła wodzić wzrokiem po piętrze. Po lewej stronie, ciągło się atrium, z przeszkloną barierką, wyznaczającą część piętra. …. Po środku, pod szczytem dachu, wisiała futurystyczna lampa – Tę już zauważyła rano, tak jak wielką palmę stojącą w przeszklonym holu atrium na piętrze. ” Chawira na wypasie”- Westchnęła i wstała nadal patrząc w górę na zielone liście palmy. Gdy odkładała na komodę pilota, przejechała palcami po jej blacie, a potem obtarła je o szlafrok – „Chyba mało czasu spędza w swoim domu ?”– Przeszło jej przez myśl. Potem poszła w stronę kuchni – ” Gdzie on jest?! Głodna jestem!. …Chyba musze się ugościć sama? „ – I otwierając lodówkę , wyjęła kilka jajek i resztki cienko pokrojonego bekonu na talerzyku.
Zjadła to samo co rano, z tego samej patelni, przy tym samym stole, siedząc na tym samym krześle ; ” Ależ on może mieć nudne życie w tym domu?!” – Pomyślała. Gdy skończyła posiłek, na wyświetlaczu mikrofali, czerwone cyfry wskazywały 12:30 – Wstała od stołu i zaczęła sprzątać po posiłku.
…Tom razem z panem Markiem, wybrali się do odległej miejscowości po kilka kajaków, które tam wyremontowano. W sezonie kajaki cieszyły się powodzeniem wśród wczasowiczów, więc każda sztuka była ważna, a przecież sezon się już zaczynał. Problem polegał na tym, że to była Sobota. …Nikt w weekend nie chce zostawać po godzinach, więc mogli je odebrać najpóźniej do 11:00. …A, że późno wyjechali, a droga była długa, pan Marek mało kiedy ściągał nogę z gazu;
– Mareczku nie szalej! – upominał go Tom.
– E tam! Z tą przyczepą na ogonie nie poszalej. Prędkość mam rozsądną, ja po prostu jadę odważnie – uśmiechnął się.
– „Discretion is the better part of valor” – odparł Tom.
– A Szef znów po swojemu!? …Przecież szef wie, że ja potrafię tylko – „piąte przez dziesiąte” po amerykańsku.
Tym razem Tom się uśmiechnął. – Ogólnie, rzecz ujmując to Angielski, a tak mniej- więcej, to będzie, że… – „Rozwaga jest lepszą częścią odwagi , a odwaga winna iść w parze z rozwagą”.
Na chwilkę Marek zamilkł, lecz po chwili popatrzył z uśmiechem na szefa – mówiąc:
– Szefie. …I tak nie załapałem!
Roześmiali się. …Często przez całą drogę się śmiali i żartowali a mimo to, dzięki odważnej, aczkolwiek rozważnej jeździe Marka, dotarli na miejsce tuż przed 11:00. Tom pognał do biura, załatwiać formalności . Marek, razem z pracownikiem firmy, zajął się załadunkiem. Tom był człowiekiem od załatwiania formalności i zarządzania – Jedynym jego fizycznym wysiłkiem, było krosznie trawnika w ogrodzie domu.
Droga powrotna z ładunkiem zajęła im więcej czasu. Rozsądek wziął górę nad odwagą. Gdy dojeżdżali do ośrodka, dochodziła 14:30. Na parkingu, przed hotelem czekał na nich Edward, razem z swoim dorosłym już synem;
– Mareczku podjedź jak najbliżej do slipu …Od razu je zwodujemy – zawołał Edward gdy samochód na chwilę przystanął.
-Czekaj no Edek, niech wysiądę tylko …Duszno w tej kabinie! – odpowiedział Tom i wysiadł.
Gdy wysiadł, na jego miejsce wskoczył syn Edwarda – Damian, po czym samochód powoli ruszył w stronę przystani, przez świeżo przystrzyżony trawnik.
– Zdążyliście bez problemów? – zapytał Edward śledząc wzrokiem pojazd z przyczepą 6 kajaków.
– …Czy kiedykolwiek zdarzyło się, że my z Markiem, mielibyśmy jakieś problemy? – odparł Tom pytaniem, robiąc przy tym minę ważniaka.
– Dobra, dobra, zawsze macie fart, to fakt! – uśmiechnął się – Koło 15 będzie obiad. …Oni do tego czasu powinni się wyrobić. A ty na przyjdź z siostrzenicą- odpowiedział Edward.
… I poszedł po śladach pojazdu, udeptując butem wybrzuszenia po kołach, które odcisnęły się na trawniku.
…Dopiero teraz, gdy Edward wspomniał o „siostrzenicy”, Tom uświadomił sobie, że o niej zapomniał ; ” No ładnie!? …Na rodzica nie nadaje się” – Pomyślał i ruszył w stronę domu pełen obaw co w nim zastanie. Gdy przez ogród wszedł na taras, od razu zauważył ; ” Jakiś jaśniejszy jest?!” – Obok wejścia do salonu, stały wymyte sandały Katarzyny i jego „domowe klapki”. Więc zamienił swoje buty na klapki. Gdy wszedł, salon tez wydawał się jakiś jaśniejszy i hol i kuchnia. Za to nigdzie nie było Katarzyny. Stanął pośrodku salonu, i zadzierając głowę w górę na piętro, głośno spytał; ” Kasia, where are you?”. Po chwili usłyszał głuchy , drewniany stukot a chwile później przy barierce atrium , pokazała się postać Katarzyny …W jednej ręce, trzymała w dłoni frotową ścierkę zrobioną z resztek szlafroka, drugą przetarła czoło, sapiąc . Gdy go zauważyła – odezwała się:
– A to pan?! Tu jestem! …Zaraz skończę wycierać hol na górze …Pan to chyba tu mało kiedy sprząta?
Tom się uśmiechnął – Raz w miesiącu przychodzi pani Halinka- Nie trzeba było. Ale bardzo dziękuję!
Katarzyna tylko się uśmiechnęła i zniknęła z pola widzenia Toma, poprawiając swoje okrycie. On poszedł do swojego pokoju, zmienić przepocony podkoszulek i pozbyć się etui z laptopem, którego szelka odcisnęła się boleśnie na jego ramieniu. Gdy stamtąd wychodził, naprzeciw zobaczył Katarzynę schodzącą po schodach z wiaderkiem pełnym wody i miotłą.
– No co Ty robisz?! Nie dźwigaj ciężarów – energicznie podszedł, zabierając jej wiaderko z wodą.
Zdziwiła ją troska w jego głosie; ” O kurka!? Dżentelmen mi się trafił?!” – lecz bezpardonowo odparła:
– Ee tam! Mam wprawę, pomagam czasem mojej mamie …Ona dorywczo sprząta.
– Ale dźwigać wiaderko pełne wody, i ta miotła?! – Przecież w pralni stoi odkurzacz do odkurzania na mokro…
– Widziałam i nawet chwilę się zastanawiałam do czego to może służyć – roześmiała się.
– Ech Kasiu, Kasiu … -westchnął Tom.
To krótkie westchnienie, upewniło tylko Katarzynę w przekonaniu, że; ” Chyba mnie lubi?!” – Polubił i odtąd, teraz będzie często tak wzdychał , ale jeszcze o tym nie wie.
Tom z wiaderkiem wszedł do łazienki, wylewając jego zawartość do sedesu, tak, że na dnie została tylko mokra ścierka. Kasia stała w holu, obok uchylonych drzwi, znów poprawiając na sobie szlafrok:
– Za luźny jest… – odparła, gdy zauważyła, że Tom się jej przygląda.
– No właśnie …Ciuchów nie wrzuciłaś do pralki?. Za chwile idziemy na obiad.
W tym momencie Katarzyna uzmysłowiła sobie, że ów starszy pan, póki co, nie ma zamiaru pozbyć się jej z domu „Inaczej nie proponowałby obiadu!”
– Zupełnie o nich zapomniałam. …Jaki obiad? – na chwilkę zamilkła a po chwili olśniona powiedziała – Aa, to dlatego w Pana lodówce są pustki ?!
Tom nic nie odpowiedział. Poszedł do swojego pokoju po telefon. Wyszedł z nim trzymając przy uchu:
– No cześć Martyna …Mam sprawę.
W telefonie rozległ się kobiecy głos.
– Jaką panie Tomku?
– Czy ty masz może w domu, jakieś ciuchy , które mogłaby założyć 12-laka? …Wiesz po Emilce?!
W słuchawce rozległ się śmiech.
– A po co, panu one?
– Ty się nie śmiej , siostrzenice mam w domu …I nie ma się w co ubrać!
Po tych słowach śmiech w słuchawce rozległ się jeszcze bardziej i Katarzyna też parsknęła śmiechem ” No facet, nie wiem co to za kobita?! Ale na pewno teraz zwątpiła w ciebie” – Katarzyna nie myliła się w swoim stwierdzeniu, bo w słuchawce rozległo się:
– Od tej strony Pana to ja nie znałam! – a potem słychać było tylko śmiech.
– Martyna ja na poważnie – Tomowi wcale nie było do śmiechu – Jej ciuchy wyglądają, jakby przebiegło przez nie stado baranów. …Co mam ją nagą przyprowadzić na obiad!?
Kobieta po drugiej stronie, chyba zrozumiała powagę sytuacji
– A ile ma wzrostu?
Tom popatrzył na Katarzynę, ta nadal się uśmiechała. Lecz cicho wyszeptała „146 cm”. Tom to samo powtórzył do telefonu.
– …I co to ma być!?… Bluzka i spodnie czy kiecka?
– Obojętne, byleby pasowało…
– Dobra …Za chwilę tam wpadnę…
Telefon się rozłączył, lecz nim Tom, zdążył wcisnąć go do kieszeni spodni, znów zadzwonił. W słuchawce było słychać cichy śmiech;
– Panie Tomku… – Kobiecy głos się zawahał – …A bielizna też!? – a potem było słychać tylko sam śmiech.
– No o tym nie pomyślałem!? – nie dało się ukryć uśmiechu i na jego twarzy.
Z rozbrajającą miną popatrzył na Katarzynę a ona tylko przytaknęła ruchem głowy ” No jak mamy iść już?! …Przecież nie założę mokrych majtek !”- pomyślała.
– Też, też! – potwierdził Tom.
Gdy tom schował w końcu telefon do kieszeni , oboje z Kasią usiedli w salonie, spytał:
– To Ty nie zabrałaś z sobą więcej ciuchów… I bielizny!?
– Zabrałam. …Ten plecaczek służył jako podręczny. Ten napakowany ciuchami, został w namiocie razem z innymi moimi rzeczami… – zwięźle wyjaśniła.
Kasia poprawiła się na kanapie, siadając na skrzyżowanych nogach. Spod szlafroka wystawały tylko jej kolana. Tom siedział obok, wodząc wzrokiem po lśniącym salonie:
– Nawet Pani Halinka, tak nie potrafi …Że Ci się chciało!?
– Jakoś musiałam zabić czas… – zaczęła , lecz na chwilę zamilkła, by spytać – Pan to chyba mało spędza czasu we własnym domu!?
– Czy ja wiem!? …Skąd te wnioski?.
– Pusta lodówka, mało naczyń i zakurzony pilot na komodzie – odparła.
I tym razem Tom się uśmiechnął.
– No proszę, bystra Dziewczynka! …Ale to nie jest do końca tak…
– A jak?…
– Są takie tygodnie, że nie wychodzę z domu w ogóle. Są też takie, że wpadam tu tylko na krótkie chwile i wyspać się … A poza tym, nie lubię sprzątać, więc niby co miałbym robić sam w pustym domu?
Takiego wytłumaczenia Kasia się spodziewała usłyszeć – Przecież była bystrą dziewczynką i już dawno się tego domyśliła… Lecz mimo to spytała:
– Nie ma Pan żadnego hobby? …Czegoś co robiąc, sprawiałoby Panu przyjemność i powodowałoby, że przestałby Pan zwracać uwagę na mijający czas!?
Tym pytanie zaskoczyła Toma. Nie, chodziło o samo pytanie, ale o to jak to ujęła; „Wrażliwa i sentymentalna …Tylko gra twardą sztukę” – pomyślał, i odezwał się: – No fakt. Czas niczym nie wypełniony ulatuje w mgnieniu oka …Ale nie jest tak źle…
Przerwał, bo z miejsca w którym oboje siedzieli, przez okna salonu było widać przejście na Ośrodek. W nim pojawiła się kobieca postać, z pakunkiem zaciśniętym pod pachą.
– O!. Martyna idzie… – rzucił wstając z kanapy.
Kasia też się podniosła, poprawiając swój prowizoryczny szlafrok i przygładziła swoje włosy …Co i tak nie zmieniło faktu, że były w nieładzie. Obserwowała jak kobieta wchodząc na taras, spojrzała na obuwie obok drzwi. Zsuwając również ze stóp swoje trzewiki, weszła do środka.
– Dzień dobry Panie Tomaszu.
– No Hej! – uśmiechnął się, i łapiąc za ramiona Katarzynę, wypchnął ją przed siebie, mówiąc:
– To jest moja siostrzenica.
Gdy Katarzyna usłyszała te słowa, pomyślała ” Po cholerę nazwał mnie siostrzenicą!?” – Lecz dygnęła wydobywając z siebie:
– Dzień dobry proszę pani.
– Żadna Pani! …Martyna jestem – odparła kobieta i wyciągnęła do Katarzyny rękę na powitanie, tę pod której pachą ściskała pakunek.
Zachowanie Martyny ośmieliło Katarzynę ” Prosta i zwyczajna z niej babka” – więc bez wahania podała jej swoją dłoń.
– Kasia jestem – uśmiechnęła się a potem nieśmiało dodała – …Pani jest podobna do Innej Pani, która tu wczoraj była…
– Tak!? – Martyna spojrzała na Toma.
– Ona mówi o Zosi…
– Aa! To moja mama.
Potem, wyciągnęła spod pachy wypchaną ubraniami torbę na zakupy.
– Mam tu parę rzeczy dla Ciebie …Przymierz. Bielizna jest nowa a ciuchy wyprane i czyste… Myślę, że będą na Ciebie pasować, masz podobną figurę do mojej córki, jak była młodsza – i podała torbę Kasi.
Ona z pewnymi obawami sięgnęła po te torbę; „Oby to nie były takie ciuchy jak te z MOPS-u – Schodzone i stare” – lecz gdy zerknęła rozchylając torbę, zobaczyła zapakowaną bieliznę ;” Nie jest źle!” – pomyślała, i mówiąc „Dziękuję„- poszła do łazienki.
…A Tom z Martyną zaczęli od rozmowy na temat jego dzisiejszego wyjazdu …Potem o jedynej córce Martyny. Gdy skończyli i ten temat, Tom nie wytrzymał:
– Kasiu ja cię nie poganiam, ale pospiesz się! – zawołał.
Zignorowała jego wołanie. Stała wciąż wpatrując się w lustro; „Markowe ciuchy i prawie nowe! …Daj się nacieszyć!”
Sekundy później otworzyły się drzwi łazienki i do holu weszła Katarzyna. Miała na sobie założone długie dżinsy i ubraną, zapinaną na guziczki pomarańczową bluzkę z krótkim rękawem.
– No i śliczne wyglądasz – Uśmiechnął się Tom i zaraz dodał– …A teraz chodźmy!
Tym stwierdzeniem rozbawił obie kobiety:
– No co Pan!? …Chwila, trzeba oglądnąć – zaprotestowała Martyna – Pokarz no się moja droga…
Kasia zatoczyła kółko według własnej osi i zatrzymała się z uśmiechem na ustach, mówiąc:
– Super jest!
– A bielizna!?
Kasia poczerwieniała – Założyłam tylko dół …A i tak trochę za luźne.
– E tam!? Spodnie podtrzymują – Roześmiała się Martyna.
– No już wystarczy – wtrącił się Tom – Chodźcie już…
– No już idziemy, idziemy – odparła Martyna Tomowi a patrząc na Kasię, powiedziała : – Resztę ciuchów przymierz później a jak Ci nie spasują, to podrzuć potem do Baru…
– Do Baru!?
Na to pytanie nie padła już żadna odpowiedź ani z ust Toma ani Martyny. Oboje wyszli na taras zakładając obuwie. Z niezaspokojoną ciekawością, podążyła również za nimi Kasia. Budynek baru, znajdował się poniżej ogrodu Toma. Wchodziło się do niego po schodkach. Od ścieżki którą przyszli znajdowało się spore loggio, Oni stanęli w jego zadaszonej części , obok długiego stolika, zaraz przy ladzie baru oraz wejściu do kuchni i na zaplecze. Bar był właściwie pusty, tylko przy tym jednym stoliku, po obu stronach siedziało już kilka osób. Specjalnie nikt nie zwrócił na ich uwagi. Przy stoliku było gwaro. Martyna znikła w kuchni a Tom usiadł od strony ściany za stolikiem , wdając się w rozmowę z Edwardem, który siedział naprzeciw . Kasia lekko zdezorientowana stała obok. Wtedy poczuła dłoń na ramieniu i usłyszała głos, który już poznała;
– O Kasia!? – za plecami stała Zofia – Czekaj zaraz znajdziemy Ci miejsce – powiedziała.
Kasia nawet nie zdążyła wydobyć z siebie „Dzień dobry” , gdy starsza Pani znikła. Za to obok pojawiła się uśmiechnięta , młoda kelnerka, taszcząc krzesło.
– Szefie gdzie postawić? – odezwała się głośno do Toma.
– Obok mnie Marysiu – odparł nadal zajęty rozmową z swoim sąsiadem.
Marysia stawiając krzesło obok Toma, spytała:
– A Pani będzie jadła zupę …Podać?
Tom zauważył, że ten gwar i ruch, nieco onieśmielił Kasię, więc odparł głośno za nią:
– Podać, podać Marysiu …To moja siostrzenica. Wpadła do mnie na kilka dni.
Gdy wypowiedział ” Moja siostrzenica” Kasia odniosła wrażenie, że wszyscy na nią w tym momencie popatrzyli …Może to było tylko jej wrażenie, ale od tego momentu, Katarzyna oficjalnie została siostrzenicą Toma, choć oboje wcześniej nie mieli ze sobą niewiele wspólnego poza nazwiskiem. Wtedy też dotarło do Katarzyny to, że starszy pan, z jakichś powodów znanych tylko jemu, nie ma zamiaru się jej szybko pozbyć.
…Tymczasem do stolika dosiadywała się coraz więcej osób. W pewnym momencie po drugiej stronie naprzeciw Kasi, usiadła nieco starsza od niej dziewczyna:
-Cześć! Emilka jestem – przywitała się z uśmiechem na buzi.
– Cześć! …Kasia jestem – odparła z takim samym uśmiechem.
– Ciuchy jednak pasują? – spytała co dopiero poznana dziewczyna
– A to od Ciebie?…
– No! Wyrosłam już z nich. …A przecież jeszcze świetnie wyglądają. …Przynajmniej na Tobie.
Dziękuję !- roześmiała się Katarzyna.
Podobno , dobrze zaczęta rozmowa, może skończyć się wielką przyjaźnią. …Przynajmniej tak było w tym przypadku. Katarzyna gdy zobaczyła Emilkę, ucieszył ją widok kogoś, kto był zbliżony do niej wiekiem… A poza tym, zaimponowała jej swoimi odzywkami. Przez cały czas trwania obiadu, rozmawiały. …O wszystkim i niczym, nie zwracając uwagi na to, co dzieje się dookoła. Dlatego nie zauważyły, że stolik opustoszał. Poza nimi dwiema, przy stoliku pozostała mama Emilki – Martyna. Mama mamy Emilki – Czyli jej Babcia Zofia. Był też jej wujek Damian z dwójką swoich dzieci i żoną. … I oczywiście Tom a obok niego jakiś Pan.
– To co!? …Pojadły? – Zwróciła się do nich babcia Emilki.
– Jak zawsze Babciu – odparła Emilka.
Choć niewiele co zjadła w przeciwieństwie do Katarzyny. Ta właśnie dojadała faszerowaną nadzieniem z ryżu paprykę.
– Niezłą macie tu wyżerkę! – rzuciła. Lecz w tym samym momencie, jej twarz nabrała czerwonego koloru papryki , więc po chwili sprostowała – …Znaczy się wszystko było pyszne.
Po tych słowach wnętrze Baru wypełniło się śmiechem.
– To dobrze moja Kochana, że Ci smakuje – odparła rozbawiona Zofia.
Te sobotnie, późne obiady w gronie najbliższych i przyjaciół były tutejszą tradycją. Dlatego szef kuchni, pan Bogdan, wznosił się na wyżyny swojego kunsztu, aby godnie wszystkich ugościć. Właśnie sam kosztował swoich specjałów, siedząc obok Toma, gdy usłyszał Kasię. Obtarł dłonią usta i stwierdził:
– No bo to jest „Dobra Wyżerka”! Bez owijania w popelinę
– Na sali znów rozległ się głośny śmiech.
Było parę minut po siedemnastej, gdy Tom z Kasią wyszli z baru. Wracali powoli. Do jego domu było pod górkę, a obiad był syty.
– Często są takie obiady? – spytała Kasia, idąc za Tomem.
– Co sobotę – odparł i dodał: – Właściwie to ja tu jadam codziennie… Śniadania, obiady, kolacje.
– Tego się przecież już domyśliłam – odparła Katarzyna. – Fajna atmosfera. Wszyscy wszystkich znają. Wszyscy się lubią…
– …Szanują – przerwał jej Tom.
– A to nie to samo?
– Można kogoś nie lubić, ale szanować…
Kasia zamilkła i po chwili wahania spytała:
– A lubi mnie pan?
– Polubiłem i zaczynam szanować – uśmiechnął się, a potem, patrząc na nią, westchnął: – Ech, Kasiu, Kasiu!
Po powrocie rozsiedli się na kanapie. Katarzyna jak zwykle usiadła ze skrzyżowanymi nogami obok Toma. On dyskretnie poluźnił guzik spodni, ale ona i tak to zauważyła.
– A bo się najadłem – odparł, gdy spostrzegł, że zauważyła. – Chwilę odsapniemy i muszę potem iść do biura…
– Nawet w sobotę?!
– Nawet! – odparł a po chwili milczenia zaczął – Muszę Ci się do czegoś przyznać. …Wczoraj jak spałaś, przepatrzyłem Twój plecak. Poza niedziałającym telefonem i paroma złotymi. Nie było w nim nic …Żadnych dokumentów.
– Aa …Bo legitymację szkolną mam w kieszeni w spodenkach!. Dobrze, że nie wyprałam… – Odpowiedziała i zerwała się z kanapy. Po powrocie z łazienki, chciała ją podać Tomowi. Lecz ten się odezwał:
– Schowaj …You are who you are – od razu tłumacząc – „Jesteś Kim jesteś”. Nie w tym rzecz. Poza Twoja siostrą, nikt się o Ciebie nie będzie martwił, szukał?
-Mamę uprzedziłam … A Wiesiowi to ja jestem obojętna. – znów zamilkła, by po chwili z niepewnością w głosie dodać – …Tylko może być jeden problem.
– One problem is not a problem, jak mówią Polacy. …W czym tkwi?
-Zrozumiałam – uśmiechnęła się – Problemem jest pani z socjalnego. Wpada do nas dwa razy w miesiącu – Wścibskie babsko! Ale chce dobrze…
– No to faktycznie jest problem. Pokaże te twoją komórkę …Bo nie widzę tu plecaka.
Katarzyna , która jeszcze nie zdążyła usiąść, poszła do kuchni, wracając z komórką w dłoni
– Znalazłam obok mikrofali leżącą ładowarkę. Pomyślałam , że może pasować …Ale nie! – powiedziała, wręczając aparat Tomowi.
– Popytam, na pewno się znajdzie – odparł kładąc telefon obok – A póki co?! … – sapnął, zapinając guzik spodni i podnosił się. Wyciągnął z tylnej kieszeni swój telefon – Numer znasz do Siostry!?To zadzwoń – i podał telefon.
Katarzyna usiadła na kanapie, wciskając numer do siostry, po chwili usłyszała jej głos.
– Halo słucham …Kto mówi!?
– To ja… – odparła Kasia.
W słuchawce zapanowała krótka cisze a potem odezwał się rozdrażniony głos;
– Jaki „Ja” !?
– Nie poznajesz!? …Kasia .
– Ty Małpo , Cholero jedna! Ja już się zastanawiałam, czy nie iść na policję. Telefonu nie odbierasz, nie dajesz znaku życia…
Tom słysząc to, uśmiechnął się i patrząc na Kasię, półgłosem powiedział ” Będę u siebie” i wskazał ręką na sypialnie. Wszedł i usiadł na łóżku nadal się uśmiechając ” Należało się jej!„. Znów rozpiął guzik spodni i położył się na zaścielonym łóżku.
Katarzyna nadal rozmawiała :
– Sory sistra! …Wredna, małpa Olka wystawiła mnie do wiatru, fon padł i niewiele kasy mi zostało.
W słuchawce na chwilę zapanowała cisza, a potem pytanie:
– A gdzie ty w ogóle jesteś?
– Nie wiem siostra… Gdzieś w górach?!
Górach!? Pochlastało cię?!
– Ale spoko! Ma gdzie spać i co jeść.
– A masz za co wrócić!?
– Nie…
Na chwile obie ucichły, Katarzyna szukała pomysłu skąd wziąć pieniądze na powrót – i znalazła:
– Siostra pogadaj z facetem u którego mieszkam …Może mi pożyczy.
– Oo kochana! Zapomnij o kasie ode mnie …A do tego faceta daj do telefonu, może go urobię. Ale forsę wykombinujesz sama po powrocie, żeby mu oddać!
Katarzyna podniosła się z kanapy i podeszła pod drzwi sypialni, za którymi Tom z rękoma pod głowa, wyciągając obie nogi, odbywał sjestę – Nie poleżał długo, bo usłyszał stukanie do drzwi i głos Kasi;
– Sistra chciała z Panem porozmawiać.
Westchnął głęboko ; „Yh ! And again problems „- Wstał zapinając guzik. Gdy tylko wyszedł z pokoju, Katarzyna podała mu telefon.
– Dzień Dobry …Tomasz Konior z tej strony …Słucham?
– Ja bardzo przepraszam za moją siostrę… – zaczęła, lecz Tom jej przerwał stanowczym tonem.
– Nie ma za co przepraszać proszę pani. Przecież ona nie zrobiła nic złego…
– Ale stwarza problemy… – usłyszał zdezorientowany głos.
– Nie mam z nią żadnych problemów! – skłamał patrząc na Katarzynę – …I od razu przedstawię swoją prośbę – Czy zgodzi się Pani , by ona została na jakiś czas w naszym ośrodku?
Nadal patrzył na Katarzynę. Jej oczy, robiły się coraz większe ze zdziwienia a na twarzy pojawił się uśmiech.
– W Jakim ośrodku proszę pana!?
– Ośrodek wczasowy „Fala” …Gdyby pani zechciała później sprawdzić moją wiarygodność, to na stronie profilu ośrodka, znajdzie pani wszystko, łącznie z numerem kontaktowy …Tym samym z którego właśnie rozmawiamy…
Tom wiedział jak rozmawiać. Był stanowczy, ale i uprzejmy …Przecież miał za sobą lata doświadczeń. W słuchawce zapadła cisza. Trwała dłuższą chwilę. A potem :
– Czy Mógłby Pan dać do telefonu moją siostrę!?
Tom podał telefon Kasi:
– No co jest siostra!?
– Ty! Co jest grane? …Ty sama chcesz tam zostać?
Katarzyna popatrzyła na Toma i zasłaniając dłonią telefon, spytała cicho „Mogę …Na serio!?”. Tom tylko przytakną ruchem głowy, lecz w jej środku pomyślał; ” I w co ja się pakuję!?” Katarzyna w tym samym momencie pomyślała podobnie; ” W co ja się pakuję?! Ale jaja!” …A potem obudziło się w niej dziecko, błagające siostrzyczkę:
– Zgódź się siostrzyczko … Proszę cię bardzo, bardzo!
– Pod jednym warunkiem …Dzwonisz do mnie codziennie Siostrunia! – usłyszała w słuchawce.
– Dziękuję, dziękuję, dziękuję!… Wykrzyczała Katarzyna do telefonu. W zamian po drugiej stronie usłyszała coś, co już zdążyła dzisiaj usłyszeć, tylko z innych ust; „Ech Kaśka, Kaśka!” – I telefon się rozłączył.
– Czyli, że nikt nie będzie robił problemów, że tu jesteś? – upewniał się Tom.
-Tak! – głośno odparło uśmiechnięte i szczęśliwe dziecko, lecz po chwili posmutniała , dodając – …Tylko ta pani z socjała.
Tom miał cos powiedzieć, ale w tej chwili usłyszeli dźwięk dzwonka od frontowego wejścia do domu. Katarzyna usłyszała go po raz pierwszy…
– A to co?
– Zobaczmy – powiedział Tom i poszedł do przedpokoju a Kasia za nim. Otworzył wejściowe drzwi i popatrzył w stronę furtki ogrodu.
Na parking przed ogrodzeniem. Stało auto Dominika a przy wejściowej bramce na posesje, dwójka jego dzieci i Emilka. Najmłodsza z tego towarzystwa, machających do Toma ręką , krzyczała: ” Dziadku, Dziadku. … A My jedziemy na lody!” A potem odezwała się Emilka:
– Czy Kaśka może z nami pojechać do Jamników!? …Jedziemy z Kubą, Zosieńką i wujkiem „połazić” …I na lody.
– No dobrze! – odkrzyknął … – a potem odwrócił się do Kasi, mówiąc – Tylko wiesz!? …Pewne rzeczy lepiej niech zostaną tajemnicą.
– Jasne! – odparła.
– No to leć!
…I wyfrunęła szczęśliwie i radośnie szczebiocąc śmiechem niczym Skowronek. A Tom , zamykając za nią drzwi pomyślał „Beztroska jest piękna …Nawet nie spytała, gdzie będzie u mnie spać …Bo na kanapie w salonie na pewno nie!”– Wsadził do kieszeni dwa telefony. Zabrał etui z laptopem i dokumentami i poszedł do hotelowego biura… W biurze nie był długo. Wspólnie z Zofią, uporządkowali papiery i rachunki. A potem razem poszukali ładowarki, która pasowałaby do telefonu Kasi – Znaleźli. Zofia specjalnie nie wypytywała o Katarzynę – Przyjęła do wiadomości fakt, że jest… Wychodząc z biura, Tom wstąpił do Baru. Tam na niego już czekał Edward. Siedział przy ich stoliku obok wejścia na zaplecze z rozłożoną szachownicą i pionkami na niej. Partyjka szachów z Edkiem, to były właśnie te chwile, w których nie liczył mijającego czasu…
– No już jesteś …Zdążyłem rozłożyć ostatnia partię – odezwał się jego przyjaciel, gdy go zauważył.
– Tą z Czwartku? …A to nie skończyliśmy jej wtedy?
– Nie …Postawiłem skoczka na f5 …A ty wtedy powiedziałeś, że pomyślisz później, bo teraz Zośka na ciebie czeka – Cwaniaku! … Chciałeś zyskać na czasie, by obmyślić swój ruch – I Edward się roześmiał.
Tom też się uśmiechnął . Te śmiech był przyznaniem się do tego, że domysły Edwarda są prawdą nie domysłami. Usiadł naprzeciw niego i nie zastanawiając się, przesunął swojego gońca , pod białe pole na którym stał skoczek. mówiąc : ” A teraz Ty myśl!”. Edward przejechał dłonią lewej ręki po ustach, jakby chciał je przetrzeć z co dopiero wypitego haustu, czerwonego wina z kieliszka a potem , palcami tej samej dłoni, podrapał się po czole. Te gesty świadczyły o tym, że intensywnie myśli. Lecz ani słowem nie odezwał się na temat posunięcia , lecz czegoś co tyczyło się Katarzyny…
– Dowiedziałem się dzisiaj, że twoją siostrzenice widziano 3 dni temu na polu namiotowym u Emila.
– A możliwe!? Jeszcze jej nie wypytywałem gdzie była, nim postanowiła Mnie odwiedzić . Ja jestem tylko „relative uncle” …Przecież za nią nie chodzę – odparł , nieco podirytowanym tonem.
– Tomaszu nie denerwuj się tak …Ale czy to nie dziwne, że nigdy wcześniej o niej nie wspomniałeś?
– A coś ty taki podejrzliwy!? …Czy ja kiedykolwiek wspomniałem o kimkolwiek z mojej rodziny poza rodzicami i dziadkami!?
– Aa! Aa! – Edward podniósł wskazujący palec w górę, jakby chciał nadać większe znaczenie temu , co powie – …Dokładnie przez całe 3 lata ani słowem a tu nagle „Cioteczna Siostrzenica” – I Edward parsknął śmiechem.
Nie sam, Tom też się roześmiał ;
– Nie dopatruj się drugiego dna, nim nie ściągniesz wieczka – odparł wciąż się śmiejąc.
Ich partie szachów ciągły się nieraz tygodniami … Bo zamiast skupić się na posunięciach, ucinali sobie długie pogawędki , popijając czerwone wino. Tak było i tego wieczoru. A, że wtedy nie zwracali uwagi na mijający czas, ani na to co się wokół nich dzieje. Nawet nie zauważyli, gdy do opustoszałego Baru, wszedł syn Edwarda -Damian, mówiąc:
– A Wy tu jeszcze jesteście!? – Tom popatrzył na niego zdziwionym wzrokiem.
– To już wróciliście!?
Damian popatrzył na Toma, tak samo z szeroko rozwartymi oczami unosząc brwi – Nie wiem czy Pan ma świadomość, ale już dochodzi 21:20 …Dzwoniłem do Panów, ale żaden z Was nie raczył odebrać telefonu.
– Synuś no jak dzwoniłeś!? – zaprotestował Edward. – Nic nie słyszeliśmy! – i roześmiał się w głos.
– Tatuś dobrze wiesz, że w tym kącie nie ma zasięgu…
Edward nadal się śmiał …Nie przypadkowo grali zawsze przy tym stoliku.
– A Kasia gdzie? – spytał Tom.
– Pana Siostrzenica poszła z Emilką …Pewnie siedzą u Martyny!?
Tom niechętnie ale podniósł się ze stołka:
– Edku, wybacz ale musze uporać się z moim „kłopotem”
– Jaki z niej kłopot!? …Przecież to miłe dziecko – odparł, i dodał – No dobrze idź już, poskładam wszystko …I tak z synem, muszę wygonić wszystkich z baru – Ja im płacę a klientów brak.
Tom , gdy tylko wyszedł na zewnątrz, zadzwonił do Martyny, że czeka na Katarzynę przed barem. I opierając się o poręcz schodów, patrzył w dół na taflę jeziora. Odbijały się w nim gwiazdy, i światła lamp, raz po raz mącone falami. ” Odbicie nigdy nie jest idealne. …Zawsze mącą je fale łez, nad tym, że nie jest prawdziwe …A co by było, gdyby była prawdziwą siostrzenicą!? „ – Pomyślał.
Nie czekał na nią długo. W drodze powrotnej Katarzyna spytała o to, o co nie spytała wychodząc w południe z Emilką
– A gdzie ja będę spała?
– Sama powiedziałaś, że to duża chałupa …Na pewno coś się znajdzie – odparł tajemniczo.
Gdy już byli w domu, Tom wszedł z nią na piętro. Na końcu atrium, tuż przed drzwiami wychodzącymi na taras nad kuchnią , otworzył drzwi po lewej stronie holu przekręcając w nich klucz i wszedł zapalając światło. Był to pokoik z poddaszem, umeblowany. Pośrodku poddasza stało duże łóżko.
– To będzie Twój pokuj …Może być?
– U łaaa!? Jak w 5 gwiazdkowym hotelu – ucieszyła się.
– Pościel jest w szafie …I nic poza tym, wiec w czym będziesz spać – Nie moja sprawa . A łazienka…
– Wiem, wiem! – Przerwała Mu – Obok. Przecież już zwiedziłam piętro ze szczotką.
– To co !? Idziesz na dół po swoje rzeczy i do spania!?
– Tak jest „Wujku” ! – uśmiechnęła się. Tom uśmiechał się jeszcze długo, nawet po tym jak powiedział jej „Dobranoc” i nim sam usnął.
Niedzielny poranek, zaczął się dla Toma o 7:30, kiedy wstał z łóżka i poszedł do kuchni, zaparzyć kawę. Gdy już ją pił w kuchni pojawiła się Kasia . Z zmierzwionymi włosami , zaspanym wzrokiem i na bosaka. Usiłowała ogarnąć postrzępiony szlafrok, ledwo osłaniający jej ciało, ziewnęła i spytała ;
– Co będzie na śniadanie?…
” A co ma być!? …To niby ja mam robić śniadanie?!” – Dopiero teraz dotarło do Toma, że pojawienie się w jego domu Katarzyny, zburzy jego porządek dnia i przyzwyczajenia:
– To co?! – Jajecznica na bekonie?!– odparł trzymając kubek z kawa w dłoni, która poplamiła jego piżamę, gdy się roześmiał.
Tego dnia na śniadanie były kanapki z Nutella i ciepłe mleko. Menu codziennie było inne, ale zawsze przyrządzał je on dla Kasi… Zawsze jadła śniadanie, będąc jeszcze w piżamie. Zawsze przy tym samym stole. Zawsze na tym samym krześle …Ale ani przez chwilę wtedy, nie było im obojgu nudno!.
W tej branży Niedziela nieszczególnie różniła się od pozostałych dni tygodnia. Może mniej było pracy na terenie Ośrodka, ale część personelu pojawiała się jak zwykle co rano …Choćby po to, by ich szef Tomasz Konior, mógł zjeść porządne śniadanie, nie zadając sobie przy tym trudu, by je przygotować . On zresztą też, jak codziennie czuwał nad tym, by wszystkie tryby tej machiny kręciły się bez zakłóceń. Niedzielny poranek przywitał ich chłodem i deszczem, więc wszystkie tryby, kręciły się powoli i sennie. Katarzyna całe przedpołudnie spędziła w domu, lecz w momencie, gdy zaczęła liczyć spływające krople na szybach okien salonu, postanowiła wyjść. Z znalezionym parasolem koło stojaka przy głównym wejściu, poszła w miejsce które już poznała, czyli do baru „Fala”. W przeciwieństwie do wczorajszego dnia, wewnątrz panował ruch. ” No tak… Nie na darmo się mówi – Pogoda barowa…„- pomyślała.
Przez chwilę wodziła wzrokiem w nadziei, że zauważy Toma, lecz nigdzie go nie było. Za ladą baru przy bufecie było pusto, poznana wczoraj pani Marysia krążyła wśród stolików. Kasia postanowiła gdzieś przysiąść w nadziei , że Tom się pojawi. Jedynym dobrym miejscem, wydał się jej ten stolik przy którym jedli obiad …Za stolikiem pod ścianą, stało to samo krzesło na którym siedziała wczoraj. Dziś też usiadła na nim, zawieszając mokry parasol na oparciu. I wtedy rozpoczął się dziwny ciąg zdarzeń. Pierwsze podeszła do niej Marysia:
– Dzień dobry panienko! – przywitała się z uśmiechem, kładąc przed nią na stoliku filiżankę kawy latte na spodeczku , cukierniczkę i mleko w fikuśnym dzbanuszku. A potem zaproponowała- Przyniosę szarlotkę …Pyszna jest!.
Katarzyna popatrzyła niepewnie na Marysię ” panienko!? …Ale co?! – Skąd!?. Ja nic nie zmawiałam …Nie wzięłam pieniędzy!” – W jej oczach widać było panikę i zaskoczenie. Lecz odpowiedziała, witając się z kelnerką:
– Dzień Dobry Pani.
W tym samym momencie, poczuła zapach aromatu kawy i rozpłynęła się w nim: „Ech ten zapach kawy!? …Dwunastolatką mało kto proponuje latte – Trzeba skorzystać!” -Uśmiechnęła się, biorąc łyżeczkę ze spodka, posłodziła kawę i dolała odrobin mleka , energicznie mieszając łyżeczka w filiżance …Nie wiedziała, że ten rytuał stanie się prawie codziennym elementem jej dni. Nim znów pojawiła się przy niej uśmiechnięta pani Marysia, Katarzyna zdążyła wypić dwa łyki kawy.
– Naprawdę pyszna szarlotka! – odezwała się kelnerka kładąc przed nią talerzyk z ciastem – Jakby panienka coś chciała, to proszę mi powiedzieć – dodała na odchodne, znikając pomiędzy stolikami.
Następne zdarzenie, zaczęło się od tego, że do środka weszło kilku Młodzieńców . Byli głośni i wulgarni. Więc szybko zwrócili na siebie uwagę. Chwilę rozglądali się po sali, a gdy zauważyli, że przy wielkim stoliku obok baru, siedzi tylko Kasia, podeszli:
– Ty Mała! …My się tu możemy dosiąść!? – odezwał się jeden z nich .
Na co Inny , wtrącił : – A co się kurwa będziesz smarkuli pytał!? ….Siadaj i już! – I nie czekając na jej reakcję, rozsiedli się naprzeciwko…
Katarzyna , na początku ich zignorowała ” Patałachy i tyle!” . Lecz gdy zaczęli głośno i wulgarnie rozmawiać, zwróciła im kulturalnie uwagę:
– Ej no Patałachy! Nie jesteście tu sami!
Do stolika podeszła też Marysia, głośno oznajmiając:
– Te miejsca są zarezerwowane! Proszę się przesiąść gdzieś indziej…
Lecz w odpowiedzi usłyszała tylko :
– A spadaj Babo!…
Marysia była drobna szczupłą Kobietą. Niewiele wyższą od Kasi. W konfrontacji z młodymi ludźmi, nie miała by szans, wiec po tej odzywce, zniknęła wychodząc na zaplecze. Kasia nie dała za wygraną i powtórzyła:
– Słyszeliście!? Wypad od tego stolika!
W odpowiedzi od jednego z nich ,usłyszała tylko wulgarne:
– A odpierdol się mała i milcz!…
Miał coś jeszcze dodać, ale od wejścia dobiegł go głośny krzyk, który przykuł jego uwagę.
– Siemanko Olo!
Olo obrócił się:
– Ej no, patrzcie!? …Lowelas się odnalazł! …Cho no tu! Grzejemy stołek dla Ciebie.
– Thx Olo! – odparł rozbawiony i podążył do reszty.
Zachowanie obu wyrostków sprawiło, że wszystkie oczy na sali, śledziły ich każdy ruch. Ktoś zwrócił im uwagę na ich mało kulturalne zachowanie. Ale Ów Lowelas, zbył te słowa obojętnością. Podszedł do reszty towarzystwa, przy stoliku Kasi …Ona gdy go tylko zauważyła , poznała – To był jeden z tych Patałachów, który wtedy wieczorem wszedł do jej namiotu. On, gdy uwalniając się z szelek , ściągał z siebie swój plecak, też ją poznał:
– Oo?! …Siema Dupeczko! …Czemu wtedy zwiałaś!? …Fajnie nam mogło być, a tak mam tylko twój namiocik – uśmiechnął się głupkowato, podnosząc w gore jej pokrowiec z namiotem – Nawet fajny!- Dodał .
Kasia nie wiedziała jak zareagować. Czuła wściekłość. …Właśnie miała puścić ordynarną i wulgarna wiązankę słów do niego, lecz w tym samym momencie w przejściu na zaplecze obok bufetu, pojawiła się postać Marysi a za nią postać Olbrzyma …Kasia do tej pory nie poznała jeszcze, Pana Mareczka. Dzisiaj akurat nie robił za kierowcę, tylko za ochroniarza. Przecież miał ku temu warunki i predyspozycje – 190 cm wzrostu. 115 kilogramów wagi. …I sporą masę mięśniową. Lecz mało kiedy ich używał w stosunku do ludzi. Wolał osiągać cel perswazją.
– Czy oni się Pani naprzykrzają ? – spytał patrząc na Katarzynę.
– Tak! …A ten Bęcwał ukradł mi namiot – Odparła wskazując ręką na Bęcwała.
Pan Mareczek podszedł do Lowelasa. Złapał w dłoń namiot, wyrywając go z zaciśniętych na nim – obu jego dłoni.
– Ten panienko?
– Tak!
Mareczek trzymał namiot w prawej ręce. Milcząc palcem wskazującym lewej reki, pokazał na zawieszoną na ścianie, nad głowa Kasi tabliczkę z napisem „Stolik służbowy”. Oczy młodzieńców podążały za wskazującym palcem Olbrzyma. A On, tym samym palcem wskazał na drzwi wyjściowe z lokalu:
– Wypieee!… – Urwał w pół słowa, zerkając na Katarzynę i dokończył, nieco łagodząc znacznie – …Wypieprzać mi stąd wszyscy!.
Młodzieńcy, w pospiechu zebrali swoje rzeczy i wyszli, bez ani jednego słowa. Gdy znikli, Ktoś na sali zaklaskał wołając „Brawo!” . Pan Mareczek dygną tylko skromnie w tamtym kierunku. Obrócił się do Kasi i podnosząc nieco w górę rękę z zaciśniętym w dłoni namiotem, powiedział:
– To ja ten namiot położę pod lodom panienko… – i uśmiechnął się.
Katarzyna również odpowiedziała uśmiechem – Bardzo wielkim uśmiechem. Pana Marek, zostawił namiot za bufetem, obok Marysi i znikł w przejściu na zaplecze. Wpatrzone do tej pory oczy na „Stolik Służbowy”, przeniosły swoje spojrzenia nawzajem siebie. Katarzyna łapiąc za uszko filiżanki, zrobiła łyk kawy, która już ostygła. Jej bardzo wielki uśmiech wciąż nie znikał z twarzy. Zachowanie Marysi , jak i Olbrzyma względem niej, spowodowało, że poczuła się jak Ktoś wyjątkowy; „ Nie powiem, to miłe uczucie, poczuć się kimś wyjątkowym, zwłaszcza gdy się jest pospolicie banalnym. …Ale z drugiej strony!? – Gdybym faktycznie była wyjątkowa, takie uczucie byłoby tylko banałem”. – rozmyślała ; ” Skąd ta „panienka”. I to wyjątkowe miejsce przy stoliku? …Ta serdeczność w ich głosach!? – Przecież nic o mnie nie widzą… Nie znają mnie.”
Nie wiadomo do jakich myśli Katarzyna by dobrnęła, gdyby nagle nie usłyszała głosu Toma:
– No tak, najlepiej się rozsiąść z ciachem i kawcią…
Stał uśmiechnięty w wejściu od zaplecza. Ucieszyła się na jego widok:
– Poszłam Pana szukać i trafiłam tu…
– No i słusznie, to najlepsze miejsce w którym – wcześniej czy później ,można mnie zawsze znaleźć! –
Nadal się uśmiechał, gdy siadł obok niej, na tym samym miejscu co wczoraj…
– Słyszałem, że na brak atrakcji tu nie narzekałaś?.
– A owszem, działo się to i owo, ale wszystko skończyło się dobrze… – a potem spytała– …A skąd Pan wie!?
– Marysia zadzwoniła po Mareczka …To ten Olbrzym.
– Chyba powinnam im podziękować!? …W ogóle są dla mnie tacy mili i uprzejmi …I zwracają się do mnie „panienko”- Jakbym była księzniczką z bajki.
– A czy ja Tobie nie mówiłem, że My tu traktujemy się z szacunkiem!? – Jak w rodzinie, nie jak w bajce …A ty przecież jesteś moją jedyną siostrzenicą – odparł i popatrzył na nią wymownie.
Ta Niedziela, choć pochmurna i deszczowa, w sercu Kasi błysnęła odrobiną słońca …Radością z faktu, że mimo wszystko jest wyjątkowa ;„…I co z tego, że na niby!?”.
Poza tym, nic znaczącego nie działo się tego dnia przez wszystkie pozostałe godziny , aż do wieczora. Wieczorem, gdy znów razem usiedli na kanapie, Tom spytał:
– Mówiłaś , że masz tylko mamę …A Tatuś?
– …Tego nie wie nikt …Obawiam się, że nawet moja mamusia.
– A Twoja siostra?
– Jest ode mnie starsza o 10 lat …Dopiero gdy skończyłam 5 lat, dowiedziałam się, że mam siostrę…
– Nie mieszka z Tobą?
– No przecież! …Po moim urodzeniu, kilka miesięcy później, jej Ojciec zabrał ją do swoich rodziców. …Ona mieszka teraz z Dziadkami.
– Jak się poznałyście!?
– Na pogrzebie jej taty …Moja mama na ten pogrzeb pojechała ze mną.
– Wygląda na kogoś, kto bardzo cię kocha…
Katarzyna nie odpowiedziała od razu. Nie bardzo przecież wiedziała, jak to jest kogoś kochać. Więc po namyśle, odparła.
– Troszczy się o mnie bardziej niż własna Matka …I za to, będę jej wdzięczna do końca życia …
Te ich wspólne rozmowy wieczorami na kanapie, staną się od tej pory następnym zwyczajem – Chwilami na które się czeka. Gdy Katarzyna poszła na górę do swojego pokoju, mówiąc na odchodne „Dobranoc”. Tom uruchomił swojego laptopa, odpalając Facebooka , żeby jak zwykle poszukać śladów swojej rodziny, lecz po chwili zamknął go” Właściwie po co!?” …Przecież już mam rodzinę”.
Poniedziałek przywitał Toma błękitnym niebem i pięknym wschodem słońca. Tom wstał wcześnie. Właśnie krzątał się, robiąc grzanki na śniadanie dla Katarzyny, gdy ta pojawiła się w kuchni.
– Dzień Dobry !
Powiedziała z uśmiechem na ustach i przeciągnęła się, zakładając obie ręce za głowę …W tym momencie wypłynęła niedoskonałość szlafroka …I nie tylko to wypłynęło – rozsunął się na boki odsłaniając pół nagie ciało. ” Ale skucha!?” – rozerwała ją myśl wstydu, i w miejsce uśmiechu na twarzy Kasi, pokazały się różowe wypieki. Nie znikły szybko. Nawet jak już obwinęła się szlafrokiem i ponownie usiadła na swoim krześle- Jej twarz nie zmieniła koloru.
– Zapomniałam się obwiązać …Zarzuciłam tylko na śniadanie. – zaczęła się tłumaczyć.
– To w nim nie spisz?
– W nim się nie da spać …Śpię w majtkach które dostałam od pani Martyny. Tylko odrobinę za duży rozmiar, a i tak się potrafią zsunąć w czasie snu , a co dopiero ten szlafrok ?!– zamilkła, uświadamiając sobie do kogo to mówi , i w tej samej chwili, jej różowe policzki zmieniły barwę na intensywną czerwień.
Toma to rozbawiło. Z trudem ukrywając uśmiech, by czasem intensywna czerwień, nie przeszła w purpurę- zapytał:
– A resztę rzeczy od Martyny? …Nie było w nich nic, co nadawałoby się do spania?
– Druga taka sama para majtek?!… – odparła z ironią . I choć nadal jej policzki były czerwone, roześmiała się. Tom też uwolnił swój skrywany dotąd śmiech.
-Dobrze. Dzisiaj po śniadaniu pojedziemy do miasta, na zakupy …Proszę panienki – oznajmił, akcentując ostatnie dwa słowa.
– Obawiam się, że panienka nie ma kasy na zakupy – odparła akcentując „panienka”
– Dla jedynej siostrzenicy grosza nie poskąpię. I na tym, koniec dyskusji.
Nadal się śmiali …Często się śmiali. Bo przecież uśmiech ułatwia kontakt z innymi, i buduje życzliwość. Po śniadaniu, gotowi do wyjścia z domu, zeszli schodami w dół, do garażu, który znajdował się pod podpiwniczoną połową domu. Gdy Katarzyna zobaczyła w nim zaparkowany samochód Toma, od razu skomentowała:
– …No a jak inaczej!? – Terenowe BMW. Pewnie jeszcze z automatyczną skrzynią biegów?
– No a jak inaczej!? – odparł tym samym zdaniem, uśmiechając się a potem westchnął – Ech Kasiu, Kasiu!
Gdy już jechali szosą do miasteczka, choć marka auta krzyczała ; „Wdepnij gaz!” – Tom jechał wolno. Był zwolennikiem teorii, że im wolniejsza jazda, tym dłuższa przyjemność – Oczywiście pan Mareczek się z tym nie zgadzał, wspominając coś o adrenalinie i dopaminie – Ale Tom, pozostał przy swoich zasadach, i wpatrując się w przednią szybę swojego samochodu, oszczędzał pedał gazu. Katarzyna wodziła wzrokiem po wnętrzu:
– Luksus. Na każdym kroku go widać…
– Chodzi ci o to co mam?
– Tak.
– W takim razie, ja chyba ślepnę …Też byś oślepła – odparł.
– Za krótko tu jestem.
A właśnie! …Musze porozmawiać z Twoją siostrą wieczorem, ale najpierw zapytam ciebie…
Tom na chwile zamilkł , jakby układał pytanie. Lecz Katarzyna, był niecierpliwa:
– O co chce mnie pan zapytać?
– Ty masz teraz wakacje, tak?
– No tak…
– Czy zgodziłabyś się spędzić tu, te wakacje?
– Głupie pytanie.
– Dlaczego głupie?! – Tom nie pojął aluzji.
– Mając do wyboru matkę, która jest nią tylko dla tego, że mnie urodziła, i że dziele z nią pokój na pół w obskurnym mieszkaniu… A ludźmi , w których towarzystwie czuję się wyjątkowa i wszechobecnym luksusem? – To przecież odpowiedź jest prosta – Jasne że tak! – Jej oczy szkliły się z radości, gdy on spojrzał na nią w tym momencie.
– Nie byłem pewny czy się zgodzisz z innego powodu… Niewiele wiem o dzieciach. Nawet tych wyrośniętych.
– Spokojnie … Jakby co?! To ja pana wszystkiego nauczę!
…I w kabinie samochodu rozległ się głośny rechot. Trwał z krótkimi przerwami do momentu, aż Tom zaparkował w miasteczku obok magistratu. Tom nie wybrał się tu tylko dlatego, że Katarzyna nie miała w czym spać. Miasteczko, choć było małą mieściną, nosiło status miasta powiatowego. Tu znajdowały się ważne urzędy i instytucje.
A przecież Tom był człowiekiem od „załatwiania” ,to jeszcze przed wyjazdem uprzedził Kasię, że nie będzie brał udziału w jej zakupach.
-Telefon masz?
– Mam! – Kasia sięgnęła ręką , łapiąc w dłoń swój plecak – W tym plecaku jest! – I uprzedziła jego dalsze pytania – Telefon działa, numer do pana zapisałam.
– I pięknie! To spotykamy się za dwie godziny na plantach, obok fontanny. Centrum handlowe, jest parę kroków stąd za tamtym kościołem – Tom wskazał ręką na kościelną wierzę wystającą ponad dachy domów.
Oboje wysiedli z samochodu. Tam przewiesił przez ramię swoje etui z laptopem i dokumentami, a Katarzyna przewiesiła przez jedno ramię, obie szelki swojego plecaka. Tom podszedł do niej:
– Zapomniałem o najważniejszym – i sięgając do tylnej kieszeni spodni, wyciągnął z niej plik banknotów – Powinno wystarczyć?! – i podał je Katarzynie.
Katarzyna bez wahania, nie czując żadnego skrepowania faktem, że daje jej pieniądze – Wzięła je z zadowoloną miną ; ” W końcu zostałam jego jedyną siostrzenicą” -pomyślała przekornie, lecz z nieukrywana radością, odparła – Dziękuję wujciu !
– Nie ma za co „Skarbeńku” – Odparł. I rozeszli się w dwie- przeciwległe strony.
Gdy po półtorej godzinie zakupowego szaleństwa Katarzyna wychodziła z centrum handlowego. Nie była obwieszona torbami. Kupiła tylko najpotrzebniejsze i niezbędne rzeczy na „już” i upchnęła do małego plecaka …Choć nieco spuchł, pomieścił wszystko. Do spotkania zostało jeszcze sporo czasu. Na kościelnej wierzy zegar wskazywał 12:30. A , że poniedziałkowe popołudnie zrobiło się upalne, pomyślała o lodach. Szybko znalazła lodziarnię- tuż obok plant. Kupiła trzy gałki lodów o smaku waniliowym, posypanych białą czekoladą, i usiadła w alejce na ławce pod wielkim liściastym drzewem. Jego rozłożyste konary tworzyły wielki baldachim wypełniony zapachem róż. Pieły się po pergoli za jej plecami . Kasia jeszcze dobrze nie rozsmakował się lodem, gdy po przeciwnej stronie alejki na takiej samej ławce, usiadła młoda matka z trójką małych dzieci …Choć ta kobieta wyglądała schludnie, to miała na sobie nieco sfatygowaną sukienkę, a na stopach założone , zdarte starością trzewik. Ubiór dzieci, też nie błyszczał nowością. ” Na bank ciuchy z MOPS-u!” – pomyślała
…Cała czwórka wyglądała na bardzo zmęczoną . Matka odkładając wielka torbę, posadziła córeczkę na ławce po swojej prawej stronie. Dwaj starsi chłopcy wgramolili się sami, siadając z drugiego końca ławki. Ona usiadła pomiędzy nimi:
– Mamusiu chce mi się pić – odezwała się jej córeczka ,usiłują wtulić w jej objęcia, jakby to miało złagodzić pragnienie.
– Aluś, przestań …Nie wspinaj się po mnie. Butelka jest już pusta, nie ma w niej picia.
Wtedy odezwał się jeden ze jej starszych braci dziewczynki :
Mamusiu to kupmy, mi też się chce pić.
– Dobrze zaraz, tylko odpocznę – odparła
Na chwilę uwalniając się z objęć córeczki, zanurzyła obie ręce w torbie, którą postawiła obok stup – przed sobą. Wyciągnęła z niej portmonetkę, rozpinając wysypała na rozwartą dłoń jej zawartość a potem ,palcem drugiej- przegarniała bilon jakby go liczyła. Po chwili zawartość z dłoni wsypała z powrotem do portmonetki, mówiąc:
– Wiecie co?! …Tu niedaleko jest fontanna. To może jest też woda do picia?
– Ale ja już nie mam sił mamusiu. Poniesiesz mnie?… Proszę – odezwała się jej córka.
Obaj chłopcy, popatrzyli na siebie i zsunęli się z ławki, stając przed matką.
– Mamuś, daj butelkę …My poszukamy wody – Powiedział starszy z nich.
Kobieta nic nie odpowiedziała, tylko znów sięgnęła jedna ręką do torby, bo druga obejmowała swoje dziecko . Wyciągnęła z niej pustą butelkę, mówiąc:
– Jasiu. Tylko do fontanny, i wracacie z powrotem!
– Tak , tak Mamusiu…
Katarzyna cały czas im sie przyglądała i nasłuchiwała ; ” Znam ten ból , proszę pani” – pomyślała, wtedy, gdy matka przeliczała ostatnie drobniaki. Chłopcy odeszli a mama przesuwając się na ich miejsce, jedną ręką wyjęła ze swojej torby damski żakiet i rozłożyła na ławce, potem uwolniła z drugiej reki swoją córkę , kładąc ją na żakiecie:
– Poleż Alusiu na chwilkę – powiedziała, obcierając czule jej spocone czoło.
Katarzyna, gdy poczuła na nadgarstku zimną strużkę, roztopionego loda – Wtedy to , co zostało z niego w dłoni, włożyła do buzi na raz. Wstała i podeszła do matki z córką siadając na skraju , obok matki.
– Dzień Dobry – przywitała się pogodnym tonem.
– Dzień dobry …Ale troszkę za ciepły – odpowiedziała kobieta, z lekkim grymasem uśmiechu na zmęczonej twarzy.
– Pani wybaczy, ale obserwowałam całą waszą czwórkę. I słyszałam całą rozmowę… – zaczęła.
– Ładnie to tak dziewczynko?! – przerwała jej podirytowana kobieta.
– Wiem , że nie ładnie. – Katarzyna zamilkła .
Przekładając plecak z ramienia na kolana. Wyszarpała z wypchanej opuchlizną bocznej kieszonki plecaka portfel . Wydobyła z niego stu złotowy banknot, a potem wyciągając rękę z banknotem w stronę kobiety – powiedziała:
– Proszę. Niech pani weźmie. Nie kradzione – moje ! …Z dobrego serca daję. Widziałam jak pani przeliczała te drobniaki.
Katarzyna przez dłuższą chwile , trzymała wyciągniętą rękę w stronę kobiety. Po kobiecie było widać, że się krępuje.
– Niech pani weźmie! Też jestem takim dzieckiem jak one …Dlaczego ja mogą ugasić pragnienie a one nie?!
W oczach kobiety pojawiły się łzy. Wzięła banknot, zaciskając w swojej ręce i z uśmiechem odparła: – Bardzo ci dziękuję kochanie. …Tom załatwił swoje sprawy szybciej niż zakładał. Gdy wychodził z urzędu, na jego zegarku była 12:00. Miał zadzwonić do Kasi, ale zrezygnował. Wizja bagażowego, obwieszonego zakupowymi torbami przeraziła go. Więc postanowił cierpliwie poczekać w cieniu drzew parku . Usiadł w jednej z bocznych alejek, tuż za rabatką na której stała pergola pachnących – dzikich róż. …Lubił ten zapach.
Oparł się wygodnie, zakładając ręce za głowę, rozprostował zmęczone nogi i zamknął powieki. Po parkowych alejkach, razem z zapachem róż, rozchodził się cichy gwar miasta. Szum samochodów na oddalonej nieco ulicy, odgłosy kroków na chodniku, jakieś rozmowy!? …Było to jak brzęczenie roju pszczół …Nie był meczący, przeciwnie działał jak mantra przy której można było wyciszyć umysł. Lecz w pewnym momencie w tym pomruku , wydało mu się, że usłyszał głos Kasi. Otworzył oczy, rozglądając się na boki, ale nigdzie jej nie zobaczył. Po chwili jednak znów usłyszał jej głos dochodzący zza jego pleców. Wstał i obrócił się w kierunku z którego dochodził – Kilka metrów za różanym klombem, przy głównej alejce Plant , zobaczył Katarzynę. Siedziała na skraju ławki obok jakiejś kobiety z leżącą dziewczynką, której główka opierała się na jej udach. Kasia wyciągała w kierunku kobiety swoją rękę w której dłoni ściskała jakiś banknot. Coś mówiła do niej, lecz jej głos mieszając się z gwarem miasta, był niezrozumiały. Kobieta jakby chwile się wahała, lecz po chwili złapała banknot, zamykając go w swojej dłoni. Katarzyna wstała z uśmiechem, zawiesiła plecak na ramię i poszła alejką w stronę fontanny. Po kilku krokach spotkała dwóch małych chłopców, przykucnęła, czochrając jednego z nich po czuprynie. Coś chwile do nich mówiła śmiejąc się a potem wstała i robiąc ręką gest „pa, pa”- Poszła przed siebie.
Tom złapał z swoje etui, i bocznymi alejkami poszedł do fontanny. Dochodząc do niej, zobaczył Katarzynę przy niecce fontanny. W obie dłonie łapała warkoczyki spadającej wody.
– O Tu jesteś?!– udał zaskoczonego jej obecnością.
Obróciła się w jego stronę i śmiejąc, odparła – …A gdzie mam być?!
Tom popatrzył na nią, robiąc zdziwiona minę:
– A gdzie torby z zakupami?!
Ona ściągając przełożony przez ramie plecak, poklepała po nim mówiąc – Tu… – wszystko zmieściło się do mojego plecaka.
– To co Ty kupiłaś?! – odparł z jeszcze większym zdziwieniem.
– Wszystko! – Czyli najpotrzebniejsze rzeczy – i zaczęła wyliczać jednym tchem – Kupiłam dwu-częściową piżamę, dwie pary majtek, staniczek, 2 pary białych skarpet, szczoteczkę do zębów z pastą, szczotkę do włosów, i własny szampon – zrobiła przerwę na oddech i po chwili wahania dodała – Kupiłam jeszcze dżinsową spódniczkę i biały podkoszulek – powiedziała to tak, jakby chciała się wytłumaczyć z ostatniego zakupu zaraz jednak dodała – Przecież powiedział pan, że mogę zaszaleć…
Szum fontanny zmieszał się z głośnym śmiechem Toma. A i tak, kilka siedzących na ławeczkach wokół fontanny osób skierowało na niego swoje spojrzenia. Zauważył to. Zdławił śmiech przystawiając dłoń do ust. Gdy ją cofnął nadal miał zaciśnięte usta i parskał nosem. Po chwili jednak powiedział:
– I to miało być zakupowe szaleństwo?! – i znów dłoń przyłożył na chwilę do ust.
A po chwili zaczął: – Ja miałem na myśli, że kupisz sobie jakiś modny ciuch i markowe obuwie, i to nie jedna parę… – znów zaczął się śmiać, tym razem dyskretniej – Przecież miałaś czym zapłacić – dodał.
– Na ale już mam fajne ciuchy od Pani Martyny.
Kasia, wypinając pierś, obiema rękami wskazała na pomarańczową bluzkę, jakby chciała pokazać swój ubiór.
– No chyba nie będzie chciała, żeby jej to zwrócić?!
Tom, choć się bardzo starał, nie mógł opanować głośnego śmiechu. Jedną ręką wskazał pustą ławkę , nieco na uboczu. Poszli i usiedli na niej. Tom dłońmi obtarł łzy radości z oczu, a potem wytarł dłonie o spodnie i najpierw głęboko wzdychając ;„Ech Kasiu, Kasiu!” – powiedział:
– Wróćmy się lepiej na prawdziwe zakupowe szaleństwo – potem patrząc na jej brudne stopy w zakurzonych sandałach – dodał:
– Choćby po to, żeby kupić uczciwe buty i pantofle… Nie będziesz wciąż paradować na boso po domu.
– Jak wujcio uważa… – Katarzyna nie zaprotestowała – ” W końcu to jego kasa!”– pomyślała .
Tom popatrzył na nią skrzywiona miną:
– Proszę cię, tylko nie mów do mnie „wujcio”!
– Dobrze proszę pana!- odparła z uśmiechem.
…Było parę minut po czternastej, gdy wracali. Katarzyna szła z przodu, wpatrzona na nowe sportowe buty na stopach. Tom szedł za nią, robiąc za tragarza – Niósł dwie torby z zakupami. Ułożył je na tylnych siedzeniach razem ze swoim etui. Katarzyna usiadła na miejscu pasażera z swoim spuchniętym plecakiem na kolanach. Tom usiadł za kierownicą i ruszyli w drogę powrotna do domu. Po krótkiej chwili milczenia, pierwsza odezwała się Katarzyna:
– Teraz ja się panu do czegoś przyznam… – zaczęła z strapioną miną – Dałam pewnej kobiecie w parku sto złotych z tych pieniędzy, które dostałam od pana.
Tom nie wspomniał, że był tego świadkiem. Lecz nie znał powodów dlaczego tak postąpiła, spytał więc:
– A dlaczego?
– Bo nie miała pieniędzy, za to trójkę małych spragnionych picia dzieci – wyjaśniła.
Wtedy Tom patrząc na nią – odparł :
– Nie rób takiej miny, to nie jest powód do strapienia a do dumy.
Po tych słowach jej policzki poróżowiały na uśmiechniętej buzi:
– Tak czułam, że nie będzie pan miał mi za złe.
Gdy wrócili do domu, Tom chwile później poszedł do biura. Katarzyna do swojego pokoju nacieszyć się zakupami. Długo przeglądała nowe nabytki, aż w końcu ubrana w dżinsową -krótką spódniczkę i biały podkoszulek. Założyła na stopy białe skarpety, ubrała na nie sportowe białe obuwie marki „Nike” i wyszła do baru. Nie tylko po to, by się pokazać- Zgłodniała.
W barze nie było wielu osób. Za bufetem stały panie Marysia i Emilka. Na widok Emilki Katarzyna się ucieszyła , głośno to oznajmiając:
-Hejka Emilko!
A potem przywitała panią Marysię:
– Dzień dobry pani Marysi – i dygnęła .
– Wow! Aleś się wystroiła?! – odezwała się , zdziwiona zachwycona jej ubiorem Emilka.
– W mieście byliśmy – wyjaśniła, lecz zaraz dodała – Ale tych ciuchów od ciebie nie oddam!.
Po tych słowach obydwie parsknęły śmiechem.
– I tak bym ich nie chciała z powrotem zołzo! – odparła Emilka.
Katarzyna podeszła do lada bufetu, przyglądając się menu:
– Głodna jestem nie wiem co sobie kupić?!– powiedziała, gdy zauważyła, że obie panie śledzą ją wzrokiem.
– Yy… Kupić?! – zdziwiła się Emilka – To wujek ci nic nie wspomniał!?
Katarzyna z zakłopotaną miną odparł:
– Nie wiem, co masz na myśli?!
Wtedy zamiast Emilki odpowiedziała pani Marysia:
– Przecież obiad na panienkę Kasię już dawno czeka.
– Aa?! Czeka… – odparła zmieszana.
Katarzyna była niewtajemniczona w panujące tu zwyczaje. Nic o nich nie wiedziała, dlatego często ją czymś zaskakiwano ; „Na pewno pomyślały, że jestem niekumata” – przeszło jej przez myśl.
Lecz szybko uciekło w niepamięć. Bo Emilka widząc jej zakłopotanie, wydeklamowała jednym tchem; „Nie stój tu jak słup soli, tyko pakuj się za stolik! ” – ten tekst spowodował , że znów się roześmiały.
Katarzyna usiadła przy stoliku, jak zawsze na swoim miejscu. Gdy jadła obiad przyrządzony przez pana Bogdana, uważała, by nie poplamić białej podkoszulki. Bo raz po raz trzęsła się ze śmiechu z powodu Emilii, która siedziała naprzeciw niej. Po obiedzie była kawa latte i kawałek pysznego ciasta. Wszystko w towarzystwie nowej przyjaciółki Katarzyny. Poznając się nawzajem – tak jak wtedy, gdy spotkały się po raz pierwszy – nie zwracały uwagi na to, co dzieje się wokół. Rozmawiały, żartowały. Dopiero gdy obok Emilii usiadła jej mama i spytała ;„Co dzisiaj będzie na kolację?!” – dziewczęta wróciły do rzeczywistości. Katarzyna mogła co chwilę wysłuchiwać ochów i achów zachwytu jej nowym wyglądem, bo miejsca przy stoliku powoli wypełniły się rodziną Emilki. Przyszedł też Tom, siadając tam, gdzie zawsze. Katarzyna domyśliła się, że każdy ma tu stałe miejsce wtedy, gdy przyszedł dziadek Emilki i usiadł naprzeciw Toma – …I nie tylko usiadł tam dlatego, że po kolacji rozłożyli szachy a Zofia postawiła na stole butelkę czerwonego wina.
Kasia ,odkąd tylko pojawił się Tom, przez cały czas siedziała obok niego . On pochłonięty był grą i rozmową z swoim przyjacielem, lecz często odzywał się również do Katarzyny , co sprawiało, że czuła się przy nim jak przy kimś naprawdę bliskim- Polubiła to uczucie. Dlatego gdy po miłym wieczorze wracali o 22:00 do domu, ona spytała:
– Powiedział pan, że mnie polubił i zaczyna szanować …A lubi pan moje towarzystwo?
– A jak myślisz?!
– Lubi! – Inaczej nie trwoniłby pan swojego czasu na wysiadywanie ze mną – odpowiedziała , a on nie zaprzeczył – Bo nim oboje poszli spać, spędzili jeszcze sporo czasu, razem na kanapie w salonie.
W zasadzie przez kolejne dwa dni niewiele się zmieniło. Tom znikał po śniadaniu, a dopiero późnym południem spotykali się razem. On czas bez Katarzyny spędzał na pracy, ona natomiast spędzała go w towarzystwie Emilii . Spacerowały razem po ośrodku, przesiadywały w barze, rozmawiając na różne tematy, poza jednym – Katarzyna nie zwierzała się z niczego, co dotyczyło jej dotychczasowego życia… Do momentu, gdy w środowe przedpołudnie obie, siedząc na kei przystani, moczyły nogi w wodzie. Wtedy dobiegł je głos mamy Emilki – Martyny, która szła z hotelu w stronę baru. Gdy je zauważyła, zawołała:
– Emilka! Miałaś pomagać pani Marysi w barze …Kończcie te plotki!
Jej córka nic nie odpowiedziała, tylko popatrzyła w jej kierunku, robiąc kwaśną minę. A potem odezwała się do Katarzyny:
– Twoja mama musi być fajna, skoro pozwala ci wakacje spędzać u wujka …Ja każde wakacje spędzam tu!.
Katarzyna przez chwile milczała ; „Co ja mam odpowiedzieć?! … Mam powiedzieć prawdę, że chla, ćpa i się kurwi , i nie ma dla mnie czasu?! …A wujek nie jest wcale żadnym wujkiem? – myśli w jej głowie się kłębiły, przedłużając milczenie . Emilia zauważyła jej wahanie, więc dodała:
– Tylko mi Kaśka nie mów, że twoja mama jest do niczego, a te wakacje spędzasz tu za karę!?
– Moja mama jest do niczego. A to, że jestem u wujka to tylko przypadek…
Katarzyna nie chciała brnąć w kłamstwa, zależało jej na znajomości z Emilią, więc odpowiedziała prawie -prawdę …A, że półprawda to nadal kłamstwo, poczuła się nieswojo.
Eno?! – Co ty gadasz Kaśka?! Na pewno nie jest aż tak źle?
Błędem Emilki w tej odpowiedzi było to, że wątpiąc w wypowiedź Katarzyny – uśmiechnęła się z niedowierzaniem.
– Całkiem serio! Nie jestem złotym dzieckiem jak ty!.
– Wyluzuj Kaśka! …Ja nie jestem złotym dzieckiem. To samo mogłabym pomyśleć o tobie. Odkąd pojawiłaś się w domu bogatego wujka – Masz wszystko.
Obie przyjaciółki na chwile zamilkły, bu pozwolić ostygnąć emocją, mocząc nogi w zimnej wodzie. Milczenie przerwała Katarzyna:
– Nie gniewaj się, ale moje życie jest całkiem inne… – na moment znów zamilkła, by po chwili dodać- Nie mówmy już o tym!
Emilia odparła tylko „Dobrze”- A potem wstały i poszły w kierunku baru, rozmawiając o obowiązkach, jakie Emilka ma w barze. Ich przyjaźń nie ucierpiała z powodu ich rozmowy.
Jednak wieczorem, gdy Katarzyna spędzała wspólne chwile z Tomem , opowiedziała to, co się wydarzyło na przystani. Wtedy on odparł:
– Mnie też wypytują o ciebie… To normalne, że chcą cie poznać . Znając- łatwiej jest zrozumieć drugiego człowieka.
– I co pan im o mnie mówi?!
– …Same kłamstwa! – odparł i się roześmiał. Po chwili jednak dodał – Nie no?! – Nie kłamię mówiąc o tobie, że jesteś miła, wrażliwa i uczuciowa – Bo taka właśnie jesteś?.
– Nie, nie jestem taka, ale taką zaczynam się robić… To wszystko przez pana!.
– Ech, Kasiu, Kasiu – westchnął po jej słowach i zaraz dodał – …Jesteś, jesteś! Tylko o tym nie wiedziałaś – nadal się uśmiechał.
– A te kłamstwa?
– Kłamstwa dotyczą bardziej nas obojga niż ciebie samej… Mówię, że jesteś wnuczką mojej kuzynki – przerwał na chwilkę , jakby się zastanawiał – …po polsku to chyba będzie wnuczka cioteczna?
– Nie wiem?!. Mam tylko siostrę.
-A teraz wujka !- Przecież i tak, nazywają cię moją siostrzenicą – Uśmiech wciąż nie znikał z jego twarzy.
– A pan ich w tych kłamstwach utwierdza?
– Kłamię w dobrej sprawie. Mówienie tylko prawdy, czasem przynosi więcej złego niż dobrego – Tom przestał się uśmiechać – Więc czasem kłamię, i wcale z tego powodu nie mam wyrzutów sumienia.
– A czy mógłby pan okłamać i mnie?
Tom przez chwilę dobierał w myślach słowa, bo to co powie, nie uraziło Katarzyny, a potem odparł:
– Oczywiście …W wielu sprawach, błoga jest nieświadomość Kasiu …A ty, zawsze mówisz mi prawdę?
Katarzyna kręcąc zaprzeczająco głową – odpowiedziała „Nie”. Na co, Tom doparł:
– Nie oczekuję od ciebie, że zawsze będziesz mówić mi prawdę… Okłamuj Emilkę, okłamuj mnie – Tylko nie wyrządzaj swoimi kłamstwami nikomu świadomie krzywdy.
– To trudne… Bo można skrzywdzić nieświadomie.
Tom pokręcił tylko głową z niedowierzaniem – ” Co za mądralińska?!” …Uśmiechnął się i unikając odpowiedzi na to pytanie – rzucił:
– Dość na dzisiaj! Ty zadzwoń do siostry …Jej okłamywać chyba nie ma powodów?
– Codziennie dzwonię proszę pana i mówię tylko całą prawdę – Moją prawdę! – uśmiechnęła się.
Po tej rozmowie Katarzyna jednak postanowiła, że będzie unikać kłamstw; ” No chyba, że w słusznej sprawie – skłamię” – Gdy to pomyślała – uśmiechnęła się… I odtąd zawsze można było domyśleć się, kiedy kłamie – lecz mogli to zauważyć tylko ci, którzy potrafili oddzielić radość od kłamstwa, bo Katarzyna często się uśmiechała.
Kolejne dni, przemknęły jeden za drugim tak szybko, że Katarzyna nawet nie pamiętała, jakimi były dniami tygodnia. Codziennie po śniadaniu ogarniała porządek w domu Toma. A potem spędzała czas z Emilią, na spacerach, lub asystując jej w barze – potem wspólne wieczory z Tomem . Choć każdy z dni był inny, niewiele się różniły – do momentu, gdy któregoś poranka, Tom jak co rano w piżamie, sięgał do szafki po swój ulubiony kubek na kawę. Zauważył wtedy, że kubki, jak nigdy wcześniej – starannie poukładane, oddzielone są od szklanek …Otworzył kolejną szafkę – w niej też panował idealny porządek; „Jakoś wcześniej nie zwracałem na to uwagi” -pomyślał i ogarnął kuchnię wzrokiem – lśniła. Na blacie segmentu nie było żadnego brudnego naczynia, których umycie odkładał zawsze na potem. Na stole, nie było widać nawet drobinki kurzu, wschodzące słonce za oknami, odbijało się w nim jak w lustrze . Dopiero wtedy uzmysłowił sobie, że to wszystko zasługa Katarzyny.
Gdy Tom właśnie kładł na stole talerzyk z kanapkami obok kubka z herbatą, do wewnątrz weszła rozespana Kasia. Ziewając przeciągle, usiadła przy stole.
– Pan coraz wcześniej wstaje? – stwierdziła, widząc Toma już ubranego, a nie, jak zwykle, w piżamie.
– Bo mam coraz więcej obowiązków. Sezon się rozkręcił – odparł, siadając obok niej, po czym nieśmiało zaczął: – Dotąd nie zwracałem uwagi na ten idealny porządek… Należy ci się wynagrodzenie.– No co pan?! Jakie wynagrodzenie?– Na pewno lepsze niż za zbieranie truskawek – roześmiał się.
– Ale przecież, póki co, mieszkamy tu razem. Pan zajmuje się mną, a ja domem.
– Nie, nie! Robisz to, o co ja powinienem zadbać, a na co nie mam czasu i chęci… Więc wybacz, ale to już postanowione.
Tom sięgnął do tylnej kieszeni spodni, wyciągając podobny plik banknotów jak kilka dni temu na jej zakupy. Położył go na skraju stołu, mówiąc:
– Oto twoje, zaległe wynagrodzenie… Jesteś tu już dziewięć dni.
Katarzyna popatrzyła na banknoty. „On chyba oszalał?! Tam będzie z tysiąc złotych?!” – pomyślała.
– Nie za dużo?!
– No może troszkę?! Ale to dla siostrzenicy.
Po tych słowach, uśmiech na jego twarzy był tak promienny, że udzielił się i Katarzynie:
– Dziękuję wujku! – odparła zarażona uśmiechem.
Wtedy pomyślała tylko ; „…No i gites!. Wrócić już mam za co!”
Siedzieli jeszcze razem chwilę, rozmawiając o pogodzie …Bo ostatnie dni zrobiły się upalne. Potem Tom wyszedł, zostawiając ją jedzącą śniadanie. Gdy tylko zniknął z pola widzenia, Katarzyna, wycierając obie dłonie o bluzkę piżamy, złapała w nie banknoty i zaczęła przeliczać; ” Sto, dwieście, trzysta” – liczenie zajęło jej chwilę, a z każdym przekładanym banknotem w dłoniach, jej uśmiech powiększał się proporcjonalnie do ich ilości; ” On chyba oszalał!? „ – pomyślała, gdy suma okazała się znacznie większa niż przypuszczała; ” To stanowczo za dużo! Ale skoro tak postanowił?!” – zwinęła banknoty w rulonik i włożyła je do kieszonki piżamy.
Dwie godziny później w barze, gdy rozmawiały z Emilką Katarzyna w pewnym momencie spytała przyjaciółkę:
– Czy ty dostajesz pieniądze za te pracę?! Czy tylko pomagasz mamie?.
Emilia popatrzyła na nią z uśmiechem, odpowiadając:
– Ja tutaj legalnie pracuję. Moja mama uznała, że nie będzie dawać mi pieniędzy na moje widzimisie, a jak chce je zaspakajać, powinnam sama na nie zapracować – zamilkła na moment, przekładając coś na bufecie a potem mówiła dalej:
– Twój wujek mnie zatrudnił …I powiem ci, ma gest w wypłacaniu wynagrodzeń – uśmiechnęła się.
Katarzyna dzisiaj właśnie się przekonała, że Tom ma gest, tylko zastanawiało ją jedno; ” Bogaty facet, daje przybłędzie kasę za nic?! …Przecież mogłabym się obejść bez tych ciuchów … A to sprzątanie w domu – Tyle to nawet mama nie zarobiła w ciągu miesiąca !?” – Nigdy do tej pory nie zdarzyło się jej, by ktoś bezinteresownie jej pomagał; ” No może tylko siostrzyczka i Wredota …I ta pani z MOPS-u i teraz On?!”
– To, że ma gest to wiem… – odparła, lecz była jakaś zamyślona.
Zauważyła to Emilka: – Coś taka odklejona!?
– Bo, bo… – zaczęła niepewnie Katarzyna – Bo mówiłaś mi , że masz 16 lat… 16-latki mogą pracować legalnie?!
– No skoro tu pracuję?! Kaśka ja się na tym nie znam . Kiedyś pomagałam mamie i za to dostawałam od niej pieniądze. Teraz robie to samo, tylko za to mi oficjalnie płacą – odparła, znów poprawiając coś na bufecie a potem wychodząc za niego , dodała– A co!?. Też cierpisz na brak kasy?!
– Na to cierpi większość takich małolat jak ja – uśmiechnęła się .
Lecz nadal jej myśli obijały się jedna o drugą; ” Dziewczyno ty chyba nigdy nie jadłaś, niedojedzonego przez kogoś posiłku?! Bo nie miałaś nawet za co kupić bułki! …Pewnie, że cierpię na brak kasy, ale jak ją już mam, nie trwonię na zachcianki tylko na zwykłe, życiowe potrzeby”
-Ej ! Kaśka! – brutalnie wyrwała ją z myśli Emilia -Całkiem dzisiaj jesteś odklejona!
– Sory no! –zreflektowała się Katarzyna – Pytałam o pracę, bo właściwie skoro tu wysiaduje godzinami, to mogłabym coś przy okazji zarobić.
– Jak znam moją babcię i twojego wujka … Uznają, że to kiepski pomysł – odparła Emilka.
Potem obracając się w stronę Marysi powiedziała:
– Pani Marysiu, ja na chwilę przysiądę z Kasią. Dobrze?!
– A pewnie, pewnie! …A kawę panienką zrobić?
– Gdyby pani była tak uprzejma to poproszę – doparła Emilka, siadając przy ich stoliku.
Siedziały długo, popijając kawę podaną przez wiecznie uśmiechniętą panią Marysię . Na temat pieniędzy już nie rozmawiały. Młode dziewczęta maja w swoim repertuarze więcej tematów …One zajęły się tym ulubionym …Nie! Nie chłopcami a modą!
Lecz temat pieniędzy powrócił wieczorem. Bo od rana do wieczora w jej głowie prym wiodła tylko jedna myśl; ” To jedyna szansa, by odłożyć trochę gotówki na przyszłość …Przecież to bajka kiedyś się skończy …I lepiej mieć coś z tego więcej niż tylko dobre wspomnienia!” – Dlatego gdy wieczorem usiadła obok Toma, spytała:
– Czy ja mogę pomagać w barze i brać za to pieniądze?
– No nie bardzo! A skąd taka myśl? – spytał zaciekawiony Tom .
– Nie mam zbyt wielu zajęć …Nie mam co robić w „wypasionej chałupie” …Chyba zaczynam ślepnąć jak pan …A tak uciułam trochę pieniędzy na swoje potrzeby.
– Oficjalnie nie da się zatrudnić 12-latki …Ale nie oficjalnie możesz zostać moją asystentką.
– Asystentką?! A co robi asystentka?
– Pomaga w zarządzaniu – Odparł i się roześmiał.
– To by mi pasowało …A ile zarabia asystentka? – spytała, patrząc chytrze na Toma.
– No sporo, sporo! …Ale wiesz, musisz być zawsze na fonie – tu na chwile zamilkł, bo zaczął znów się śmiać, lecz po chwili dokończył – Tylko nie możesz za długo wysiadywać przy naszym stoliku , bo tam nie ma zasięgu – i znów się śmiał.
– To do kiedy mogę zacząć?!
– Od jutra rano! proszę pani …Ale po śniadaniu, przestają nas łączyć układy rodzinne a zaczynają się służbowe – Masz tego świadomość!? – Tom śmiał się coraz głośniej.
– Ale , że tak aż do wieczora!?
– A skąd?!. Małoletni nawet pracując na lewo mają skrócony czas pracy i bardzo dużo przerw – wciąż zanosił się od śmiechu.
– Niech się pan nie śmieje. Ja pytam poważnie – odparła patrząc na rozbawionego Toma.
– No przecież ci odpowiadam poważnie …To już nie można się cieszyć na myśl o nowym współpracowniku?! Ech Kasiu, Kasiu!
Ten dobry humor już nie opuścił Toma. Uśmiechał się do Katarzyny nawet mówiąc jej „Dobranoc” .
Następnego dnia, Tom jak zwykle wstał pierwszy. lecz nim wyszedł z łazienki, usłyszał szuranie jej pantofli po korytarzu holu. Pospiesznie przepłukał zęby , wypluwając wódę z ust i otworzył drzwi:
– To ty już wstałaś!? – zdziwił się.
– Aa no… – odparła ziewając i nawet nie przysłaniała ust – …No przecież to będzie mój pierwszy dzień pracy – dodała i znów ziewnęła.
W tym momencie w Toma wstąpił ten sam dobry humor z którym wczoraj kład się spać. Objawił się jak zawsze uśmiechem na jego twarzy:
– Nie wiem jak Ty, ale ja się muszę wpierw ogarnąć
– Ja się ogarnę po śniadaniu …Mogę?! – odparła nadal ziewając.
Tom parsknął śmiechem, mówiąc:
– Możesz, możesz . Ale teraz połóż się na kanapie i poczekaj na śniadanie.
Katarzyna szurając pantoflami, z na wpół otwartymi oczami, obrała kurs na kanapę. A potem ,dosłownie wywracając się a nią, ułożyła na boku. Tom szybko uporał się z ogarnianiem porannej toalety . Szybko ogarnął pokój i swój ubiór …Nie tylko wzrokiem. I wyszedł z sypialni. Mimo , że to wszystko trwało krótko, Katarzyna zdążyła na powrót zasnąć . Więc Tom na spokojnie, najpierw złają się zaparzeniem swojej kawy a dopiero potem śniadaniem dla Katarzyny. Gdy już porcja , pożywnej jajecznicy z pieczarkami …Bo bekonu zabrakło a zapasów nikt nie uzupełnił – Tom podszedł do śpiącej na boku Katarzyny i lekko łapiąc za ramię – potrząsł mówiąc:
– Śniadanie pani zje , pani asystentko? – i roześmiał się.
– Yy?! …A już, już – ocknęła się ze snu, przewracając na wznak i gdy ujrzała nad sobą uśmiechnięta postać Toma, dodała – Pół nocy nie spałam, bo cały czas myślałam, żeby rano nie zaspać.
On nadal się śmiejąc odparł:
– Nawet nie wiesz ile potrafisz sprawić człowiekowi radości .
– To chyba był komplement? – siadając ,odparła z uśmiechem.
– To była prawda moja droga! …A teraz śniadanko – i wskazał ręką na kuchnię.
Katarzyna już nie szurając pantoflami, ale tak samo ociężale poszła w wyznaczonym kierunku, siadając przy stole.
-O kaloryczne śniadanie?! – odezwała się widząc sporą porcje jajecznicy i kilka kromek chleba posmarowanych masłem.
– Bo asystentka spali dzisiaj dużo kalorii – odparł.
– Będę pracować fizycznie?!
-Yhm! …Będziesz dźwigać ciężary, bo zaraz po śniadaniu, jak się już ogarniesz , na parking przed domem podjedzie pan Marek. Pojedziesz do Jamników zrobić jakieś zakupy …Zapomniałem o tym zupełnie.
Tom, tym razem z trzymanego w dłoni portfela, a nie jak dotychczas z tylniej kieszonki spodni – wyciągnął kilka banknotów i kładąc obok niej powiedział:
– Kup dużo, tego co lubisz, ale tanio …Muszę oszczędzać na wynagrodzenie dla asystentki! – i znów parsknął śmiechem.
Katarzyna nie uśmiechała się jednak – z pełną buzią jajecznicy to niebezpieczne. Jak przełknęła, też się nie uśmiechnęła, tylko zalała Toma pytaniami zaczynającymi się od litery „A”:
– A panu co kupić?! A mogę zabrać ze sobą asystentkę – asystentki!? …Emilkę znaczy? A pan Marek nas z powrotem odwiezie?
Tom nie był dłużny, odpowiadając zdaniem, zaczynającym się na „A”
– … A zabieraj kogo chcesz!? Tylko upewnij się, że już nie śpi. Co do zakupów, to zdaje się na ciebie …A pan Marek będzie tam gdzie wy, aż nie wrócicie na ośrodek.
– Dobrze, jak szef tak mówi!? – i dopiero teraz się roześmiała.
Gdy Tom wyszedł z domu a ona zjadła śniadanie. Nim cokolwiek zaczęła robić , zadzwoniła do Emilki – Ta od razu zgodziła się na asystowanie asystentce na zakupach. Po godzinie, obydwie wlokąc za sobą wózek na zakupy, wsiadały do dostawczego samochodu pana Marka. Do Jamników nie było dalej niż kilometr. Dziewczęta równie dobrze, mogły się przespacerować. Ale Tom w trosce o ich bezpieczeństwo i wygodę wolał, by wybrały się samochodem w towarzystwie Marka. W osadzie wszyscy się znali, bo stałych mieszkańców było kilka razy mniej niż przyjezdnych. Więc gdy pan Marek zaparkował na jedynym parkingu przy kościele, spytał patrząc na Emilkę:
– Idziecie do marketu, czy do pani Danki?!
Choć pytanie było do Emilii, odpowiedziała na nie Kasia.
– A gdzie taniej, proszę pana?!
W tym momencie zarówno pan Marek jak i Emilka uśmiechnęli się:
– Kaśka nigdy specjalnie nie zwracałam uwagi na cenę …Kupuje to, co mi jest potrzebne – Emilię rozbawiło, ale i zdziwiło pytanie Kasi.
– Wujek wyraził się jasno – Tanio i dużo! – odparła i też się roześmiała.
Lecz wtedy pomyślała ; „Lepiej jest kupić za dużą cenę- dużo na jeden dzień . Czy za te samą cenę, kupić mniej na dużo dni? …Emilka chyba nigdy nie miała takich dylematów?!”
Marek wysiadł z samochodu i obchodząc szoferkę, kurtuazyjnie otworzył dziewczętom drzwi – oznajmiając:
– No to się zastanówcie drogie panie . Ja musze do Krzysztofa hurtowni podjechać, po towar na kuchnię. Zajmie mi to jakieś 30 minut?! Szef mówił, żebym z wami wszędzie łaził, ale chyba nie pobłądzicie?! – Po tym pytaniu się roześmiał.
– Ochroniarz nam nie potrzebny proszę pana – Odparła Emilka.
– Ja się nie martwię o was, bardziej o tych którzy staną wam na drodze – nadal się śmiał – Ale panienko Kasiu , wujkowi ani słowa?
– Dobrze proszę pana …Ani mru, mru! – odparła Katarzyna.
Obydwie wysiadły. Emilka przewiesiła przez szyję pasek od swojej torebki. Katarzyna poprawiła swój czarny plecak i ciągnąc za sobą wózek poszły na zakupy. Najpierw jednak, postanowiły podejść do budki z lodami, koło przystani ; „Przecież zakupy planuje się na chłodno”
Jamniki były małą wioską, która tętniła życiem tylko w czasie lata. Usytuowana w dolnie pomiędzy górami, przylegała do jeziora …A dokładniej do zatoki, która kończyła się szerokim wąwozem górskiego potoku, spływającym do jeziora. Nad wąwozem rozciągał się długi wiadukt, łączący dwa przeciwległe brzegi zatoki. Pod nim, wzdłuż jeziora była promenada i przystań …Przez tubylców dumnie nazywana „Portem” One z lodami w dłoniach, usiadły na jednej z ławeczek obok przystani.
– Ładnie tu jest – powiedziała Katarzyna rozglądając się wokoło.
– Ładnie, to jest w Chorwacji, albo na Ibizie …Tak myślę, bo nigdy nie byłam?! – odparła Emilka mlaskając językiem. – Zimny ten lód !
– A jadłaś gorące lody?! – To pytanie rozśmieszyło obydwie dziewczyny.
Katarzyna jednak w pewnym momencie przestała się śmiać. Jej twarz zastygła w nic nie wyrażającej pozie, jak woskowy odlew. Szeroko otwarte oczy , patrzyły w dół języka wąwozu, w którym tkwiły filary wiaduktu. Emilia popatrzyła najpierw na Kasię, wyglądała jakby zobaczyła ducha?! … A potem spojrzała w miejsce, w które Kasia wlepiła swój wzrok. Obok jednego z filarów podtrzymujących wiadukt, po drugiej stronie wąwozu w zaroślach, Emilka dostrzegła postać dziewczyny , siedzącej na koczowisku z łachów. Skulona. Ręce miała skrzyżowane na kolanach , i zapierała się za nie głową. Po chwili podniosła głowę. W długich kruczo-czarnych włosach, pełno było zaschłych liści, źdźbła trawy. Wyglądało, jakby nie czesała się od tygodni. Na brudnej i mokrej od łez twarzy, widać było zmęczenie , rozpacz i smutek.
– Jakaś ćpunka na głodzie!? – odezwała się do Katarzyny, oczekując potwierdzenia.
– Znam ją! …Nie jest ćpunką …Emilka nie obraź się, ale musze z tamtą dziewczyną pogadać …Poczekasz tu na mnie?
– Coś Ty !? Niema takiej opcji …Idę z tobą.
W pierwszej chwili Katarzyna nie chciała by Emilka dowiedziała się, że tą dziewczyną jest Wredna Olka ; „Wredota nie jest damą z wyższych serw …A ja do tej pory tylko z takimi się zadawałam” . -Katarzyna na chwilę zamilkła. Jej przyjaciółka zauważyła , że się waha i odezwała się:
– Kaśka, przecież nie schowasz się przed swoim życiem…
Ten argument zadziałał, bo Katarzyna odparła tylko; „No to chodźmy tam” – i ruszyła po schodkach prowadzących na wiadukt, ciągnąc za sobą wózek. Emilka poszła za nią. Przez wiadukt przeszły na drugą stronę zatoki, potem na promenadę …Zjadając po drodze zimne lody. Na poboczu promenady zostawiły wózek i idąc w dół przez zarośla, doszły w miejsce w którym siedziała Olka.
Olka – czyli Aleksandra. Mieszkała w tej samej zatęchłej socjalnej kamienicy co Katarzyna, tylko piętro niżej. Znały się od dzieciństwa. Choć Aleksandra była w wieku Emilii – Starsza i większa od Katarzyny, nie stanowiło to żadnego problemu w ich przyjaźni. Obydwie wychowywały się w biedzie … W dzielnicy nazywanej potocznie „Biedulcem”. Aleksandra też nie miała lekkiego życia. Jej ojciec w wiezieniu odsiaduje wyrok. Jej matka, oprócz niej, ma jeszcze czworo jej młodszego rodzeństwa. Więc godzinami jest poza domem pracując, by mogła utrzymać rodzinę …Nie poświęcając czasu i miłości dla swojej najstarszej córki – Więc Olkę wychowała „ulica”.
Olka, gdy za plecami usłyszała szum, uginających się pod stopami zarośli ze strachem w oczach spojrzała za siebie …Zaraz za nią, stały dwie dziewczyny. Dopiero po chwili poznała, że jedną z nich jest Katarzyna:
– Oo?! Kaśka!? …Cześć Mała – wymamrotała ze zdziwieniem i strachem.
– Nie! …Księżniczka z bajki , małpo jedna! – odparła Katarzyna z trudem powstrzymując się od bluzgów.
Po tych słowach z już zapłakanych oczu Olki, trysnęły fontanny łez, i łkając powiedziała:
– Kórwa! – Sory Kaśka! …Sory Mała! …To nie tak miało być!
Olka z zadarta głową w gorę, chaotycznie kręciła się na boki, jakby nie wiedziała czy podnieść się czy nadal siedzieć. Po chwili jednak , wspierając jedna ręka próbowała wstać, lecz Katarzyna kładąc swoją rękę na jej ramieniu, usiadła obok niej:
– Parę dni temu, obiecałam sobie, że jak cie spotkam to ci wszystkie kudły z tej łepetyny powyrywam …Ale teraz jak patrzę na twoje włosy, to zrobiłabym ci tylko przysługę .
Olka przecierając zapłakane oczy, powtórzyła to samo co przed chwilą:
– Kórwa no!? …Nie tak miało być! …Znasz mnie przecież?!
Po drugiej szczerej, lecz kolokwialnej odzywce, Katarzyna zwróciła Olce uwagę:
– Zachowuj się kulturalnie bo robisz mi obciach …Właśnie ! Masz szczęście , że cię znam.
Lecz Olka nie słuchała, schowała zapłakaną twarz w rozwartych dłoniach.
– Nie maż się jak 12 latka! – odezwała się ironicznie Katarzyna.
Olka odrywając od twarzy, lepkie od łez dłonie patrząc popatrzyła w jej oczy:
-Sory Kaśka! …Wybaczysz?! – spytała z niepewnością w głosie.
Katarzyna w pierwszym momencie chciała uciec od jej wzroku. Ale gdy zobaczyła w jej zmętniałych oczach wymieszane z sobą smutek, rozpacz i ból, pomyślała ; „…Zawsze się Wredota uśmiechała … Choć czasem była dla mnie wredna, zawsze trzymała moja stronę …Wredna jest, ale gdyby nie ona, nie dałabym rady przetrwać na Biedulcu …Przecież to ona mnie zawsze przygarnęła jak nawalony Wiesio, wyrzucał mnie z domu …Była jak starsza siostra” – im więcej myślała o tym co je łączyło i było dobre, tym bardziej przestawała myśleć o tym, co je podzieliło. Więc odparła:
– Jasne! …Choć ci tego długo nie zapomnę …Masz wybaczone małpo jedna!
Olka, nadal nie spuszczając z niej wzroku, objęła Katarzynę za oba ramiona i potrząsając nią , odparła:
– Ja na prawdę przepraszam Mała!
Katarzyna przestala patrzeć w jej oczy. Swój wzrok przeniosła na jej, ściskające ją dłonie Olki:
– Ty?! …Ale ty widzisz w co jestem ubrana?!
Olka natychmiast uwolniła ją z uścisku, odchylając się nieco na bok i wtedy stało się coś dziwnego?! …Cała trójka dziewcząt parsknęła śmiechem.
– Ty, ty faktycznie wyglądasz jak księżniczka! – odezwała się Olka, gdy przestała się śmiać przez łzy, i ogarniała wzrokiem jej wygląd – Na cztery łapy spadłaś?!
– Tak jakby?! …Przygarnął mnie wujek .
– Zawsze byłaś farciarą …Nigdy nie chwaliłaś się wujkiem?!
Katarzyna w tym przypadku nie skłamała. Nie wyjaśniła tylko całej prawdy. A Po tych słowach do rozmowy włączyła się także Emilka, która dotąd stała w milczeniu, próbując je zrozumieć:
– Faktycznie mi nigdy nie wspominał o siostrzenicy …Kaśka ty masz jakaś dziwną rodzinę?!
– On mną też się nie chwalił …Dziwisz się? Wspomniałam ci kiedyś, że moje życie jest inne od twojego?!
– Wspomniałaś, ale jakoś nie bardzo mogłam w to uwierzyć .
Po tych słowach Na chwilę zapanowało ogólne milczenie. Przerwała je Katarzyna, pytając Olkę:
– I co dalej?!
– Jak co?! Lokum mam… – po tych słowach zamilkła .
Wskazując ruchem głowy swoje legowisko, potem znów z jej oczu pociekły łzy, które spływały do kącików ust – Przełykając je, mówiła dalej:
– Zero forsy. Zero żarcia …Zero godności !
Znów schowała swoja twarz w obie dłonie, wspierając ręce na swoich kolanach z pochylona głowa łkała. Gdy pomiędzy zaciśniętymi palcami, zaczęły przeciekać łzy, odezwała Katarzyna, przekładając swój plecak na kolana:
– Mam pieniądze …Nie są moje, ale ci dam – Katarzyna wyciągnęła z kieszonki swój portfel a z niego 2-stuzłotowe banknoty – Dam ci je. Na żarcie i bilet powinno wystarczyć – dodała wyciągając rękę z banknotami do Olki.
– Dasz?!
– Dam …I tak byś mi ich nigdy nie oddała. Ale na więcej nie licz.
Olka chwyciła banknoty w swoją dłoń. Drugą obcierając łzy z policzków spytała znów niepewnym głosem:
– Mała, ja naprawdę nie chciałam …Na pewno mi to wybaczyłaś!?
– Już ci powiedziałam – Byłaś i jesteś jak starsza siostra …I nie zmieni tego nic małpo jedna! – Katarzyna uśmiechnęła się, znów zarażając swoim uśmiechem pozostałe dziewczęta.
Potem podniosła się z miejsca, rozglądając po barłogu, spytała:
– Moje rzeczy gdzie?
Po tym pytaniu Olka łapiąc za wymiętoszone posłanie z koca, odsłoniła legowisko:
– Na czymś musiałam spać?!
Katarzyna ogarnęła wzrokiem po brudnej – wygniecionej i wilgotnej odzieży z których zrobione było posłanie :
-Nie wiem co zrobisz z moimi ciuchami, ale też są już twoje…
-Za małe na mnie – Zabiorę co do jednego ciucha. Wypiorę i będą jak nowe …Słowo Mała!
„Po tym co się stało, chyba nie liczysz na to, że w to uwierzę Wredoto”- Przeszło przez myśl Katarzynie, lecz odparła tylko „Ok! – Tak zrób” I podeszła do Emilki:
– Chodźmy …Olka już da radę się pozbierać – mówiąc to, popatrzyła na Olkę wymownym spojrzeniem.
– Dzięki Mała! …Przytulasków na pożegnanie nie będzie?!
– No weź!?
Ta odzywka znów wywołała uśmiech na ich twarzach. Obie dziewczyny ruszyły w górę. Katarzyna po parku krokach odwróciła się na moment do Olki, i podnosząc dłoń, powiedziała:
– Trzymaj się Wredoto …Do zobaczenia na Biedulcu.
– Narka mała . Dzięki za wszystko! …Będę czekać i tęsknić!- usłyszała już za plecami Katarzyna.
Emilka która przez cały czas stała obok nich, odezwała się tylko raz …Choć w jej głowie pojawiło się wiele pytań i wątpliwości, nie chciała im przeszkadzać. Teraz gdy już zostały tylko we dwie, idąc w stronę sklepu pani Danusi , spytała:
– Nie przyjechałaś tu, tylko do Wujka? …To była twoja siostra czy koleżanka?!
– Koleżanka …Nadal nią będzie – odparła po chwili Kasia – Dużo jej zawdzięczam i nie zepsuje tego nic – a potem dodała : – Nie! …Nie przyjechałam tu specjalnie do wujka…
– A ten „Biedulec”? …Ty nie jesteś z Domu Dziecka?!
– Nie, nie! …Biedulce to dzielnica w której obie mieszkamy.
Na chwile zamilkły. Ale Katarzyna wiedziała, że Emilka nadal będzie zadawać pytania.
” No śmiało dziewczyno, nie krępuj się …Im mniej nas będzie dzieliło, tym lepiej” – myśli w głowie Katarzyny, szukały już odpowiedzi na pytania, które mogą paść:
– Ta dziewczyna „Olka” …Wyglądało jakby zrobiła ci coś złego?
Na to pytanie Kasia nie była przygotowana ;” Czy Ona zrobiła mi coś złego!? …Gdyby nie Olka, nie znalazłabym się w tej bajce?! …Co mam jej powiedzieć, że krzywdząc mnie, sprawiła, że jest mi dobrze …Chyba głupio by to zabrzmiało?”
– Czy to do końca było „złe”?! …Odwaliło jej i popełniła błąd …Kto ich nie popełnia? – Odparła wymijająco Kasia.
– …A to nie był błąd, że jej wybaczyłaś i jeszcze dałaś pieniądze na powrót?
– To nie błąd, tylko miłosierdzie – odparła Katarzyna półgłosem – …Do kościoła nie chodzisz czy jak?!
Ta uwaga znów wywołała uśmiech na ich twarzach. I z tym uśmiechem obie weszły do sklepu pani Danusi, nie zamieniając tam wielu sów rozmowy …Kasia wypatrywała najniższych cen a Emilka kręcąc głową z dezaprobatą, wrzucała wybrany towar przez Kasię do koszyka. Gdy już zapłaciły i pożegnały z sprzedawczynią, niewymuszonymi uprzejmościami i uśmiechem, Emilka po paru krokach w drodze na parking znów zaczęła pytać:
– A pan Tomasz – Twój wujek znaczy …Wie co cie spotkało nim do niego trafiłaś?
– Wie! …Akurat o tym doskonale wie.
– A o czym nie wie!? – Emilka uśmiechnęła się po tym pytaniu.
– O tym o czym mu nie powiedziałam. Ale skoro o to nie pytał, chyba to dla niego i tak jest bez znaczenia? – odparła z takim samym uśmiechem Katarzyna.
– Ty Mała! …Ty się nie wymądrzaj ! – rzuciła Emilka, akcentując „Mała”
– Miałam 8 lat, jak ją poznałam . Wtedy faktycznie byłam w porównaniu z nią mała …I tak już zostało.
– Ona jest w moim wieku?!
– Tak.
– Pytam, bo tam, wyglądało to trochę dziwnie?! …Gdyby ktoś was obie wtedy tylko słyszał a nie widział, pomyślałby, że to ty jesteś dorosła a ona dzieckiem…
– Ja jestem dzieckiem a ona tylko ma coś w sobie z dziecka …Bywa nieobliczalna, pochopna i nieprzewidywalna. Ale to raczej jej zaleta niż wada.
– Zaleta?!
– Emilka , jej świat …Nasz świat! Niema w sobie nic z bajki. Zafajdana codzienność. Nie ma w niej nic pewnego i przewidywalnego. Żyjemy z dnia na dzień. Nie robimy planów na przyszłość …Tylko czasem zdarzy nam się pomarzyć.
Po tym zdaniu Emilka przestała wypytywać Kasię. Szła obok niej w milczeniu, zastanawiając się, która z nich obojga , jest bardziej dorosła.
(cdn)