Gwieździsta noc.

*

Obolały życiem.

W pancerzu niepokoju i zgiełku.

W empirycznym chaosie codzienności.

 – Wyszedłem naprzeciw ciemności.

Zmęczyło mnie światło dnia.

…Nie mogłem doczekać się Nocy.

Teraz Oczy gwiazd , patrzą na mnie.

W hipnotyczny wprawiając trans.

Cisza wypełnia umysł.

Realiów Świat nareszcie zgasł.

…I już szybuję ponad ziemią

w srebrzystej poświacie.

Na przekór grawitacji.

..Tak lekko jest.

Unoszę się jak  puch

z podmuchem  wiatru.

Bez  trosk, bez zmartwień.

Bez celu.

Wolny od   ciężaru,

 który trzymał mnie przy ziemi.

Płynę pomiędzy gwiazdami,

pławiąc się w zapomnieniu.

…Nie wrócić już? – Marzeniem!

Żyj, abyś mógł żyć…

Tak lekko przemija czas.

Bezszelestnie, niezauważalnie,

bezpowrotnie znikając w wspomnieniach.

Ale w tych odległych.

W tych świeżych – Na te kilka godzin wstecz, na wczoraj,

jeszcze niesie się echem…

Nawet nie zastanawiasz się,

co przydarzy się jutro a ono już przemija.

Liczysz tylko dobre chwile

-Ile ich straciłeś!?… Czy jednak zyskałeś?

Patrzysz wieczorem w odbicie lustra, przed snem

a rano gdy wstajesz,

ono wciąż tam trwa, wciąż takie samo…

Tak lekko przemija czas.

A ty, nie czujesz ciężaru zmian,

czerpiąc  z życia garściami.

 – Mogło by trwać i trwać.

…Wciąż tyle jest przed nami.

Za nic miej myśl;

Vanitas vanitatum et omnia vanitas „.

Nadal przed siebie idź; – „Vive ut vivas”.

… Czas i tak w miejscu nie stanie.