Siedem.

Odrzucenie, agresja, przemoc,

nietolerancja, wypalenie, zmęczenie

… I samotność.

Siedem warstw ciemności,

spowiło twoje oblicze.

Anhedonia wypełniła wnętrze.

Mówisz, że  słońce już

 nie ożywi  grymasu radości,

na martwej smutkiem twarzy.

Bo zapominałeś  co to uśmiech?

Nie pamiętasz , co to szczęście,

bo ciemność zaległa się w myślach.

Nie widzisz już  barw swojego życia?

…Przecież stoisz na skraju tęczy.

Wystarczy tylko, byś wyciągnął rękę

i policzył kolory na dłoni.

Ich blask przecież nie wypali ci źrenic.

 – Czerwony, pomarańczowy, żółty, zielony,

niebieski, granatowy, fioletowy.

…Siedem kolorów życia,

po burzy nieszczęść.

To dobry początek na więcej…

Odstaje?

Trzy kroki w bok.

Odstaje od reszty.

…Choć podobno w tę sama stronę idziemy!?.

Mówią, że mylę im krok,

i kłody rzucam pod nogi.

…Tą swoją moralnością!?.

Idą, nie patrząc pod nogi.

Wdeptają zasady w błoto.

… Chodzi o to, by tylko  dojść  do celu

i nie ważne jaką drogą!?

Jak stado owiec, co zaspokoić chce tylko głód.

Jak ćmy do światła.

… Nie chcę tak!

Trzy kroki w bok,

pójdę obok, smakując każdy krok

i szczęścia chwile…

Niepewność.

Choć  kocha, boi się miłości.

Uniezależni i zniewoli.

… Lecz  boi się też samotności.

Tych wszystkich pustych chwil.

Bez dotyku ciepłych rąk i czułych słów.

Dość ma już niemych dni,

 których godziny  ciągną się w nieskończoność.

…. Tak bardzo chce powiedzieć mu o tym,

że  pragnie jego obecności.

Lecz między nimi mur niepewności.

– Czy po drugiej stronie, znajdę cząstkę siebie?

Czy szczęście tam stoi?.

…Czy ból i utrapienie?

…Za rogiem czeka przeznaczenie.

Trzeba się tylko zdecydować  i postawić

pierwszy krok.

…Jeden krok bliżej miłości.

Wzlecieć.

Wbita  szponami w monotonię mijających dni.

Podobnych w nich  chwil.

Tych  samych słów.

Tych samych gestów, w tych samych twarzach.

…W beznadziei  tkwisz, choć wszystko wokół

ku niebu się wznosi.

Wysoko,  ponad obłoki samotności.

Ponad beznadziei mrok  do światła,

Anioły marzeń szybują.

…Pochwyć  jednego  za stopę.

Unieś się razem z nim.

Zgrabiałych szponów,  rozewrzyj uścisk.

…Nie bój się.

Przecież nie musisz wciąż twardo stąpać po ziemi.

Na te kilka chwil, możesz się zapomnieć.

Poczuć lekkość beztroski.

…By potem opaść jak drobinka puchu.

Lekko i zwiewnie.

…Łaskocząc szczęście.