Listopad.

I znów jak co roku,

cmentarna aleją  przewalą się  tłumy

szukając  wspomnień…

Ból już wygasł.

Żal wypalił się do garstki popiołu.

Lecz pamięć  tli się jeszcze,

dając  odrobinę ciepła.

… To nie z zimna drżą dłonie,

zapalając świecę;

– Gdzie jesteś i czy Tam ci lepiej?

Bo wiesz. …Nie da się zapomnieć!

                    ***

Od trzepotu myśli, migocą w zniczach płomienie,

wprawiając w tan długie , żywych cienie.

Co umarłym przyszli powiedzieć,

że nie zapomnieli ich jeszcze…

Szczęście…

Czasem masz twarz małego dziecka.

A czasem wyglądasz jak majowa łąka.

Jesteś jak oddech świeżego powietrza.

Jak droga mleczna na bezchmurnym nocy niebie.

… Przychodzisz, odchodzisz.

Niby jesteś a niby cię nie ma.

Czasem spłyniesz uśmiechem po twarzy.

A innym razem, ulecisz  żałosnym westchnieniem.

Często widuję cię w oczach mijanych ludzi.

 – Najczęściej  zakochanych w sobie par.

Śmieją się, idąc przed siebie nie patrzą w dal…

Widziałem cię na wielu twarzach, ale nigdy na stałe.

Co nie znaczy, że cię nie było.

…Tak przywykli do ciebie, że ślepi zostali na twój widok.

Znam tych, co szukają cię zawzięcie, choć siedzisz na ich ramieniu.

Znam też tych, dla których nawet twoje lekkie muśnięcie,

sprawia, że czują się jak w siódmym niebie…

Chwila dla Duszy.

Umysłem rządzi muzyka.

Realny świat przestał istnieć.

Miraże myśli przed oczami,

przesuwają się slajd po slajdzie,

wyimaginowanych sytuacji.

Już czujesz , że unosisz się – Tak lekko Ci.

…I jeszcze chwila a Dusza się zbudzi,

bo usnęła zmęczona monotonią życia

I  przecierając rozespane oczy,

uśmiechnie ,  mówiąc;

– Zatańczę z tobą. …Poprowadź.

Estera.

Otworzyłaś oczy w momencie,

gdy jego usta składały się do pocałunku.

 … I wezbrała sentymentalna fala .

Rozszalały uczucia – 10 stopni w skali Beauforta.

A Ty daleko od bezpiecznego portu,

 pośrodku oceanu samotności.

                  ***

Wstałaś.

Odziana w białą piżamę  z niebieskimi grochami,

zamaskowaną  sfatygowanym   szlafrokiem.

Stoisz, zapierając  o martwy kaloryfer,

bez krztyny ciepła.

A za oknem ziąb i plucha.

… Dobrze, że kawa gorąca.

Topisz w niej resztki snu,

grzejąc przy tym  dłonie i duszę.

A później, tak rozgrzana, rzucisz się w wir dnia.

Zostawiając szlafrok i piżamę,

na niezaścielonym łóżku.

              ***

Podniesiesz  żagle, przekręcając jak zwykle

dwa razy klucz w drzwiach .

… I płyniesz dalej.

Na horyzoncie znów widać codzienność.

Ale może dzisiaj, dopłyniesz poza nią!?.

Nuda.

Jesienne wieczory są tragiczne.

Za oknem  zimny i mokry smutek.

A ja wewnątrz,  przy oknie owijam nudę wokół palca.

…Kłębek lub dwa już nawinąłem

 i wciąż czekam na sen.

A temu jakoś się nie spieszy.

To tu, to tam zagląda, chowając się po kątach.

Gdybym tak  szalik  sobie uplótł?.

 Z puchatej nudy włóczki?.

Lub parę ciepłych rękawiczek!?…

A  może leniwe bamboszki, ciepłe i miłe w dotyku?.

 A może, …Może bym sznur mocny uplótł

 i zrobił huśtawkę!?.

 …I w te i we te, kołysał byłbym się czekając na sen?.

Bo  kiedyś przyjdzie .

 Wylezie z ciemnego kąta  a ja  dam się mu opętać.

Jak Ty?

jak Ty,

idąc  chodnikiem ulicy, posągi ludzi mijam.

… Jakby żywi, bo dokądś idą w szalonym pędzie.

Lecz są jak drewniane kukły, bez ducha.

Nie ma w nich nic,

co wcześniej było.

– Gdzieś uleciała z nich wrażliwość.

…I nie ma nic,

tylko  pustki pełno wokół,

– Wypełnia całą życia przestrzeń.

Milczeniem jest na ustach.

Ciemnością wzroku.

Brakiem czucia i innych bodźców.

. …Zapominają , tego co wypełniało duszę,

 bo przecież w głowie tylko wirtualny wiatr hula.

Zapominają doznań – Nie czuli!

Zapominają jak to jest się tulić,

– Tonąc w  ciepłych objęciach.

Zapominają kochać.

Zapominają twarzy.

… Zapominają pamiętać.

Idąc  jak Ty. – Powoli idę.

Nasz czas się wlecze?.

…Czy im przemija zbyt  szybko?