&

Przestałem  liczyć czas.

Sekundy, minuty, godziny. …Lata.

Wiadomo, dzień trwa od wschodu

do zachodu słońca.

Nie pamiętam wszystkich poranków.

Nie pamiętam wszystkich zachodów.

… Następują po sobie tak szybko

a w pamięci miejsca coraz mniej.

Realnymi chwilami żyję.

To co mineło  – Nie wróci.

To co będzie – Nieprzewidzialne.

Więc  łapię się każdej  chwili,

która trwa.

Te szczęśliwe – Smakuję je, głaszczę i tulę.

 Te nieszczęśliwe –  Wypluwam,  odpycham, przeklinam.

…Nie mierzę żadnej z nich. Nie segreguję.

Przestałem  biec.

Przestałem czekać.

…Codziennie rodzę się na nowo.

Lecz wciąż ten sam.

Jesteśmy tylko chwilą…

Przychodzisz na świat.

…I jesteś tylko chwilą w jego istnieniu.

Przychodzisz na świat, bo tak ktoś postanowił.

…Nie masz wpływu no to że jesteś.

Lecz  od ciebie zależy to,  jakim jesteś.

Więc nie  pytaj się nikogo jak żyć, bo żyjesz sam za siebie…

 Nikt nie wyręczy cię w tym

 a nawet będzie rzucał pod nogi kłody

 i liczył twoje potknięcia.

Przychodzisz na świat bez celu.

Lecz to wcale nie znaczy, że donikąd masz zmierzać.

Sam wybierasz swoją drogę.

To od ciebie zależy jak jest  kręta

i dokąd  cię zaprowadzi.

Przychodzisz na świat… I  wydaje ci się,

że sam jeden niewiele w nim znaczysz.

Lecz świat jest  pełny  podobnych istnień,

które przecież zmieniają jego oblicze...

Rozmowy z samym sobą 2.

Popołudnie jak na koniec Lipca, było bardziej Jesienne niż Letnie – Mokre, zimne a zamiast błękitnego nieba, brudne szare chmury.                                                                                                                                                       Usiadłem w rogu balkonu. Zachodzi na niego dach mojego domu, wiec krople deszczu, które spadały z brudnego nieba, omijały ten kąt. Usiadłem z kubkiem , co dopiero zaparzonej kawy w dłoniach.  …Pieściło je przyjemne ciepło. Ale by zrobić łyk kawy, delikatnie schłodziłem, dmuchając w ciemnobrązową taflę  kubka. Wtedy zobaczyłem moje odbicie w tym nietypowym zwierciadle.;

– I czego się gapisz!?. …I tak niewiele zobaczysz.

Faktycznie.  Moja facjata  była ledwo widoczna a na dodatek  przysłaniała ją pianka, którą wprawiłem w ruch, dmuchając. …Zrobiłem łyk, ale okazało się, że jeszcze jest za gorąca dla moich warg.  Więc niech jeszcze chwile, kubek pogrzeje dłonie.                                                                                                                      

Spojrzałem na ogród – Był  ciężki i mokry od deszczu. Niektóre krzewy, uginały się pod ciężarem kropli osiadających na ich liściach. Nawet żywopłot. którym się kończył ogród od ulicy, jakby przechylił się na bok. Zauważyłem  za nim znajomą postać człowieka. Często  pojawiał się o tej samej porze, każdego dnia ,bez względu na pogodę. …Poza Sobotą i Niedzielą. Wyglądało na to, że to jego powrotna droga do domu. …Na pewno nie jest to żaden z moich sąsiadów, którego bym znał. …Szedł trzymając w jednej ręce parasol a w drugiej  małą buteleczkę z alkoholem. …Nie wiem czy zawsze tak dogadzał sobie w marszu, ale na pewno,  gdy tylko było mi dane go zauważyć, zawsze coś trzymał w dłoni, przechylając do ust… Czasem puszkę z piwem. Innym razem butelka piwa a czasem tak jak teraz „Małpka”. Nigdy się nie zastanawiałem dlaczego!?. …Jego życie, jego wola. Ale dzisiaj, gdy przechylił butelkę do ust, wypijając z niej ostatek alkoholu, nie rozglądając się na boki, obojętnym ruchem ręki rzucił butelkę za żywopłot wprost do mojego  ogrodu. Mógł mnie nie zauważyć. …Ludzie zazwyczaj idąc patrzą pod nogi. Zwłaszcza on, zawsze z pochyloną głową wpatrywał się przed siebie.  Zirytowało mnie jego postępowanie, wiec głośno zawołałem

– Co Ty robisz człowieku!? .

Ów „człowiek” nawet się nie obrócił w moją stronę. Nie zwracając uwagi  skąd dochodzi mój głos, wzruszył tylko ramionami i krótko, lecz wulgarnie odparł;

– A  odpier*** się ode mnie!  – I jak gdyby nigdy nic, szedł dalej.

Całe zdarzenie, jak się okazało, śledziła także moja  sąsiadka  z naprzeciwka. Gdy się odezwała, zobaczyłem ją w otwartym oknie , na piętrze jej domu;

– …Lepiej tak!. …Jakby miał rozbić butelkę na drodze. – głośno stwierdziła, znikając wewnątrz mieszkania , zamykając za sobą okno.                                                                                                                         

To stwierdzenie, jeszcze bardziej wzburzyło moją krew. …I nie tylko, bo kawa w kubku rozlała się , plamiąc moje spodnie. …Przy okazji okazało się, że ostygła.;

– Co z ludźmi nie tak!?.  – zacząłem się zastanawiać – …On przecież z pewnością, jeszcze nie raz przejdzie obok mojego ogrodu. …Będzie udawał, że mnie nie widzi, gdy mu zwrócę uwagę na jego zachowanie!? …Bo na pewno to zrobię, gdy go spotkam. A sąsiadka!?.

Ona pojawia się w domu po swoich rodzicach, tylko w czasie Lata. Resztę roku, spędza gdzieś zagranicą, gdzie mieszka na stałe.  Choć znam ją  od dzieciństwa,  to jednak nie utrzymujemy z sobą jakichkolwiek zażyłości i kontaktów , poza „Dzień Dobry”.  …To jej 'lepiej tak”, uświadomiło mi, że  dobrze zrobiłem, nie wdając się z nią w jakiekolwiek relacje. …Robiąc łyk kawy, zerknąłem  jednym okiem w odbicie;

 – Wiesz. … Coraz częściej mam takie uczucie , że wszystko wokół Mnie,  to bezkresny ocean absurdu i bezsensu. A ja tkwię  po szyję w jego głębi.

– To chyba dobrze, że nadal utrzymujesz się na powierzchni?

– Nie wiem czy to dobrze!?. …To taki bezwarunkowy odruch, ale kosztuje sporo wysiłku i  nerwów.

Zrobiłem kilka następnych łyczków. …Przełykając niesmak odczuć.

  – …I po co mam się utrzymywać na fali, skoro gdziekolwiek się nie obrócę, tam wszędzie horyzont realiów, łączy się z niebem głupoty. …Niema na nim, żadnej linii, żadnego lądu…

– Mówisz, że to bezwarunkowy odruch, wciąż utrzymywać się na powierzchni i płynąć? …Jak oddychanie!?.  …To dlaczego wciąż trafiają się samobójcy?. …Przecież  możesz się poddać. Możesz przyjąć świat takim,  jakim jest i tym samym stać się jego częścią.

– Częścią  irracjonalnych zachowań i postępowania?

– Tylko mi nie mów, że nigdy się nawet nie zachłysnąłeś tą breją w której pływasz!?. …Mnie nie oszukasz…

– A tak, tak!. …Przecież to nieuniknione. Przesiąkam tym, w czym jestem zanurzony.

Tu pełen skruchy, przez moment oglądałem w pamięci, wszystkie niechlubne postępki przeciw zdrowemu rozsądkowi,  dobremu wychowaniu i słowom. …Z tymi słowami bywa ciężko. Coraz częściej z moich ust wyrwie się jakieś wulgarne. …Kultura Słowa nam zubożała. Odzywamy się mniej. … Mniej elegancko a coraz bardziej wrednie…

Gdy  opuszczałem balkon, trzymając kubek z fusami po kawie w dłoni, przeszło mi tylko przez myśl;

– Jak długo jeszcze nim sięgnę dna!?…

Nie.

To  jest ostatni utwór z serii ; „Czego nie robić, by żyć pełnią życia” – Więcej już o tym nie napiszę,  ani słowem. Bo przecież każdy ma własny sposób na życie i zbędne jest to, co o nim  myślę … I jak to widzę.

Nie chowaj się przed emocjami.

…Wiem, że czasem są mroczne i zimne

a ty  pragniesz słońca,

ciepła, bezpieczeństwa i miłości.

Nie ukryjesz się przed

brutalną  rzeczywistością.

Nie ma tak ciemnego kąta,

 żeby do niego nie dotarła…

Niema tak szczelnego muru,

by do wnętrza nie przenikła.

…Mówisz, że cię przeraża!?

Wolałbyś wyimaginowane widziadła?

W których wszystko jest jasne i przejrzyste.

Nie ma w nich fałszu i podłości.

a prawda jest przeźroczysta.

Proste zasady i  serca czyste.

Nie trwaj w utopi omamie.

Świat nie jest idealny.

Śmiej się i płacz realiami.

Trwaj codziennością.

…Przed nią i tak  nie schowasz się,

nie znikniesz.

Poza zasięgiem…

Odrzucasz zewnętrzny świat,

zamykając się w swoim.

Znasz jego każdy kąt.

– A mimo wszystko boli!

Zamiast słów, używasz gestów.

Nieudolnie malując swój portret.

– Milczące oblicze, skazane jest  na domysły.

Mówisz, że miłość to tylko kolejny ciężar

a ty lekko chcesz przejść przez życie.

 – A przecież życie to balast,

na który grawitacja działa.

                          *                                                                                                                                                                                  

Nie da  się schować przed światem w samotności.

– On cały czas na ciebie patrzy.

Nie można milczeniem zdobyć przyjaźni.

– Ta, nawet gorzkie słowa przyjmie.

Nie sposób żyć bez miłości.

– Bo miłość jest wszystkim!

Ot, tak…

Nie ma nic gorszego, jak bezduszne serce

które, nie zna smutku.

Niema nic piękniejszego,

jak radość w duszy.

Niech Kamień zostanie

kamieniem a serce- sercem. …

…Nikt nie powiedział, że kamień,

choć bez serca nie ma duszy

a nikt nie zaprzeczy, że są bezduszne serca.

Niech smutek zostanie smutkiem

a radość – radością.

… Przecież bez smutku,

nie poczułbyś smaku radości…

Wieczny dylemat…

Nie jestem cichym człowiekiem.

lecz gadatliwym też nie.

Nie jestem poetą.

…Czy Ktoś, zabroni Mi pisać poezję!?

Za dużo myślę, za mało mówię.

…Czy Ktoś moich słów wysłuchać pragnie?

Czy, żebym milczał chce?

*

Płoche myśli, uciekają  przed rozmową.

Jakby wstydziły się świata poza moją głową.

 …Niewypowiedziane kłębią się w pamięci.

Jedna , Drugą trąci.

Jedna,  Drugą nęci…

Wiją się jak  osnowy,

na który wyobraźnia zaplata wątek.

Koniec jednej, zaczyna kolejnej początek.

Lubią ciszę i spokój.

…I samotność lubią. – Tam uwiły sobie zakątek.

*

Płochych myśli,

nie przemieniam w słowa wypowiedziane.

Milcząc, wypisuję je,  strofa po strofie.

…Może twój szept polubią!?

I czytane  półgłosem,

w pamięci  zostaną na dłużej.

*

Za dużo myślę.

Za mało mówię.

Lecz czasem coś napiszę.

…Mam chować to w szuflady dnie?

Rozmowy z samym sobą…

Duszny dzień lata a właściwie późne popołudnie. Usiadłem na balkonie, stawiając na stoliku z okrągłym blatem, szklankę z grubego szkła  i zimne piwo w puszcze;

– Spragniony!?. … Czy to tylko  rytuał, przyzwyczajenie?… Nie popadłeś czasem w nałóg?

– Może to i nałóg, ale kontrolowany. …Ileż ja tych piw wypijam!?. 2-3 w ciągu tygodnia?

Otworzyłem puszkę a ta syknęła , uwalniając zapach sfermentowanego chmielu. Nalałem do połowy szklanki;

– Ciekawe!?.  Szklanka  jest duża, lecz nie zmieści się w niej cała zawartość puszki na raz. …A na dwa razy, nigdy nie dzieli się idealnie na pół?

– Gdybyś był zdolny z matematyki, nie zadawałbyś tak  głupich pytań!. …Tylko przeliczył objętość.

– Tracąc przyjemność chwili na działanie?. …Czy to nie powinno być tak, że połowa szklanki, równa się połowie zawartości puszki?. Nie musiałbym się zastanawiać, mnożyć, dzielić…

– Ta!. …Bo ten kto odlał te szklankę, wiedział, że akurat Ty będziesz pił z niej  to piwo!?. …

Zrobiłem następny łyk;

– No tak, nie ma jednej rzeczy, służącej  do wszystkiego i  dla Wszystkich …

– Jak nie ma!?…  A Czas?. Niezależnie od pochodzenia, statusu, zainteresowań i charakteru – Czyli tego Kim jesteśmy, dla każdego z nas on płynie tak samo.

– Ee tam!. …Czas  jako  fizyczna wielkość i owszem, Wszystkim upływa tak samo. …Ale w tym nie fizycznym wymiarze, dla każdego jest inny… Czasem się dłuży. Czasem szybko przemija… Czasem też, nie ma znaczenia, choć wciąż  w nim tkwimy.

Poprawiłem się w fotelu, wyciągając obie nogi ,  zsuwając kapcie ze stóp, wsparłem na blacie stolika;

–  Nie za dobrze Ci!?

– Owszem jest błogo. …Ale czy to grzech?

–  Dobra, dobra, do tego zagadnienia jeszcze wrócimy, ale poprzestaliśmy na  „Nie fizycznym wymiarze”. …Znasz jakieś poza szerokością, wysokością , długością i czasem?. …Naczytałeś się o teorii „strun'?

– Oj tam!. Czytałem „Po łebkach” . … Koncepcja Dualizmu, odrobinę definiuje ten nie fizyczny wymiar.

– O proszę! . …Przecież wiem, że to co wiesz o dualizmie, wyczytałeś w Google . …”AI” Ci powiedziało…

– Wytłumaczyło. – Jak już!. …Lub jak kto woli, zaspokoiło ciekawość…

Po kolejnym łyku, wkładając nieco wysiłku, by z wyciągniętymi nogami ,pochylić się po puszkę z piwem – Wlałem resztę zawartości puszki . …Wypełniając szklankę po brzegi.;

– Zresztą, nawet nie szukając znaczenia pojęć. …Ten nie fizyczny wymiar to,  to co człowiek czuje.

– Oczywiście nie masz na myśli analizy bodźców na organizm?…

– W zasadzie, te bodźce to  świadomość. …Miałem na myśli uczucia. To jak odbieramy i interpretujemy te świadomość , to co się dzieje wokół nas i w nas samych…

– Na przykład to, że gadasz sam do siebie!?.

– Oj tam, oj!. …Przecież tego i tak nikt nie usłyszy…

Znów wkładając nieco wysiłku, odstawiłem pełną szklankę piwa  na blat stolika, kładąc obok stóp, odzianych w przepocone skarpety.  Łapiąc za poręcze fotela, nieudolnymi ruchami ciała, usiłowałem przesunąć go tak, by widok z balkonu, obejmował większy zasięg ogrodu pod nim. ;

– Nie dość, że gadasz sam do siebie, to jeszcze chcesz sam podźwignąć własny ciężar!?

– Podobno wszystko jest możliwe!. …Liczy się tylko czas i koszty.

…Może za mało włożyłem wysiłku, albo za szybko chciałem osiągnąć cel!?. Bo fotel ani drgnął z miejsca. Musiałem wstać na obie nogi. Gdy stopy z stolika, powędrowały na posadzkę balkonu, uwalniając w ten sposób fotel od mojego ciężaru, pchnąłem go bliżej poręczy. Znów rozsiadając się w nim, z wyciągniętymi nogami , wspartymi na blacie stolika. …Oczywiście z szklanką piwa w dłoni. Wysiłek zmiany pozycji siedzenia, był na tyle wyczerpujący, że sięganie po szklankę na stoliku, było by daremne. Zrobiłem kilka łyków wodząc wzrokiem po ogrodzie.;

– Ładnie jest!.

– „Ładnie” to znaczy jak?.

– Przyjemnie dla moich oczu. …Co nie znaczy, że inni maja to samo odczucie.

– Ciekawe, czy jakby bili podobni do Ciebie, Ich odczucia też byłyby podobne do twoich?

– Wątpię, by ktoś mógłby być podobny do mnie. …Podobno każdy Człowiek jest wyjątkowy. …To jedyny wspólny mianownik Człowieka.

– 'Mianownik” !? . Znów chłodna matematyka? …Myślisz, że nikt poza Tobą, nie mówi sam do siebie?. Nikt nie neguje własnych przemyśleń. …I każdą myśl poddaje w wątpliwość?

– Chłodne to jest piwo. …Schładza rozgrzany nadmiernym myśleniem  umysł. Wtedy łatwiej dociera do mnie to, że to piękne!. … Że nie jestem doskonały,  mądry, zdolny, nie zastąpiony…. Że popełniam błędy  i głupstwa. …I to, że mam tego świadomość.

Siedziałem jeszcze długo  na balkonie, patrząc na ogród pełen drzew, krzewów i kwiatowych rabat. Raz po raz przechylając szklankę z piwem, aż zupełnie opustoszała. …A wokół mrok wieczoru , rozlał się po ogrodzie.

…Artificial Intelligence

Potrafimy odpowiadać na wszystkie pytania.

Lecz zdaniem z pięciu wyrazów – … I tak zbyt długie.

Zamiast rozmowy – Komunikaty.

Obojętność, nieufność. – Zero-jedynkową analizą.

… I wieczny brak czasu.

Zagonieni jak Harty w gonitwie o szczęście,

kto pierwszy dopadnie sztuczną przynętę.

Pędzimy na oślep – Wciąż dalej, wciąż więcej…

Przetwarzając dane – Bez sumienia ,uczuć, pomyłek.

Ewoluujemy czyniąc z siebie Monstrum  nie Człowieka.

…Co nas czeka, co nas czeka!?.

Pusto.

Obraz słów, już oprawiłem w ramy.

Zawisł na białej ścianie

w Pokoju Duszy.

*

I choć wypalił się ogień,

tego co było do powiedzenia,

to  tli się jeszcze pogorzeliskiem,

grzejąc  zmysły.

…Lecz jeszcze się zdarzyć może,

że z powiewem natchnienia,

przed burzą uczuć,

wznieci się wiersza płomień.

*

Teraz cisza

 i biała kartka milczenia.

 Czysta i niczemu niewinna.

… Jej widok,

naiwną myśli, spłynął strużką;

– Nic więcej nie mam do powiedzenia!?.

*

Człowieka w różnych pozach postaci.

Człowieka w różnych stanach życia.

Człowieka. …Los jego i utrapienie.

Nie namaluję już,  nigdy więcej!?…

Gwieździsta noc.

*

Obolały życiem.

W pancerzu niepokoju i zgiełku.

W empirycznym chaosie codzienności.

 – Wyszedłem naprzeciw ciemności.

Zmęczyło mnie światło dnia.

…Nie mogłem doczekać się Nocy.

Teraz Oczy gwiazd , patrzą na mnie.

W hipnotyczny wprawiając trans.

Cisza wypełnia umysł.

Realiów Świat nareszcie zgasł.

…I już szybuję ponad ziemią

w srebrzystej poświacie.

Na przekór grawitacji.

..Tak lekko jest.

Unoszę się jak  puch

z podmuchem  wiatru.

Bez  trosk, bez zmartwień.

Bez celu.

Wolny od   ciężaru,

 który trzymał mnie przy ziemi.

Płynę pomiędzy gwiazdami,

pławiąc się w zapomnieniu.

…Nie wrócić już? – Marzeniem!