
Świat nie pęka od wielkich wzruszeń,
nikt nie płacze nad pękniętą szybą.
A ja w tym chłodzie jakoś muszę
zobaczyć kroplę, co spływa żywą.
Dotykam palcem szorstkiej codzienności.
Nie szukam skrzydeł ani olśnień.
W tej małej cichej uważności.
jest tylko zgoda, by żyć prościej.
Czasem zakłuje z lewej strony,
zwyczajny ból, co serca nie łamie,
tylko je drapie jak małe licho
…I rozdrapuje absurdów ranę.
Wszystko wydaje się tak bliskie,
tak bardo proste i nie święte.
Dni upływają jak woda ciurkiem,
– Wyschnięta pamięć więdnie.
Już nie oddzielam prawdy od kłamstw,
bo pełne nich obie dłonie.
Garściami rzucam je na wiatr,
naiwnie myśląc, że zakiełkują szczęściem.

