Ot, tak…

Nie ma nic gorszego, jak bezduszne serce

które, nie zna smutku.

Niema nic piękniejszego,

jak radość w duszy.

Niech Kamień zostanie

kamieniem a serce- sercem. …

…Nikt nie powiedział, że kamień,

choć bez serca nie ma duszy

a nikt nie zaprzeczy, że są bezduszne serca.

Niech smutek zostanie smutkiem

a radość – radością.

… Przecież bez smutku,

nie poczułbyś smaku radości…

Wieczny dylemat…

Nie jestem cichym człowiekiem.

lecz gadatliwym też nie.

Nie jestem poetą.

…Czy Ktoś, zabroni Mi pisać poezję!?

Za dużo myślę, za mało mówię.

…Czy Ktoś moich słów wysłuchać pragnie?

Czy, żebym milczał chce?

*

Płoche myśli, uciekają  przed rozmową.

Jakby wstydziły się świata poza moją głową.

 …Niewypowiedziane kłębią się w pamięci.

Jedna , Drugą trąci.

Jedna,  Drugą nęci…

Wiją się jak  osnowy,

na który wyobraźnia zaplata wątek.

Koniec jednej, zaczyna kolejnej początek.

Lubią ciszę i spokój.

…I samotność lubią. – Tam uwiły sobie zakątek.

*

Płochych myśli,

nie przemieniam w słowa wypowiedziane.

Milcząc, wypisuję je,  strofa po strofie.

…Może twój szept polubią!?

I czytane  półgłosem,

w pamięci  zostaną na dłużej.

*

Za dużo myślę.

Za mało mówię.

Lecz czasem coś napiszę.

…Mam chować to w szuflady dnie?

Rozmowy z samym sobą…

Duszny dzień lata a właściwie późne popołudnie. Usiadłem na balkonie, stawiając na stoliku z okrągłym blatem, szklankę z grubego szkła  i zimne piwo w puszcze;

– Spragniony!?. … Czy to tylko  rytuał, przyzwyczajenie?… Nie popadłeś czasem w nałóg?

– Może to i nałóg, ale kontrolowany. …Ileż ja tych piw wypijam!?. 2-3 w ciągu tygodnia?

Otworzyłem puszkę a ta syknęła , uwalniając zapach sfermentowanego chmielu. Nalałem do połowy szklanki;

– Ciekawe!?.  Szklanka  jest duża, lecz nie zmieści się w niej cała zawartość puszki na raz. …A na dwa razy, nigdy nie dzieli się idealnie na pół?

– Gdybyś był zdolny z matematyki, nie zadawałbyś tak  głupich pytań!. …Tylko przeliczył objętość.

– Tracąc przyjemność chwili na działanie?. …Czy to nie powinno być tak, że połowa szklanki, równa się połowie zawartości puszki?. Nie musiałbym się zastanawiać, mnożyć, dzielić…

– Ta!. …Bo ten kto odlał te szklankę, wiedział, że akurat Ty będziesz pił z niej  to piwo!?. …

Zrobiłem następny łyk;

– No tak, nie ma jednej rzeczy, służącej  do wszystkiego i  dla Wszystkich …

– Jak nie ma!?…  A Czas?. Niezależnie od pochodzenia, statusu, zainteresowań i charakteru – Czyli tego Kim jesteśmy, dla każdego z nas on płynie tak samo.

– Ee tam!. …Czas  jako  fizyczna wielkość i owszem, Wszystkim upływa tak samo. …Ale w tym nie fizycznym wymiarze, dla każdego jest inny… Czasem się dłuży. Czasem szybko przemija… Czasem też, nie ma znaczenia, choć wciąż  w nim tkwimy.

Poprawiłem się w fotelu, wyciągając obie nogi ,  zsuwając kapcie ze stóp, wsparłem na blacie stolika;

–  Nie za dobrze Ci!?

– Owszem jest błogo. …Ale czy to grzech?

–  Dobra, dobra, do tego zagadnienia jeszcze wrócimy, ale poprzestaliśmy na  „Nie fizycznym wymiarze”. …Znasz jakieś poza szerokością, wysokością , długością i czasem?. …Naczytałeś się o teorii „strun'?

– Oj tam!. Czytałem „Po łebkach” . … Koncepcja Dualizmu, odrobinę definiuje ten nie fizyczny wymiar.

– O proszę! . …Przecież wiem, że to co wiesz o dualizmie, wyczytałeś w Google . …”AI” Ci powiedziało…

– Wytłumaczyło. – Jak już!. …Lub jak kto woli, zaspokoiło ciekawość…

Po kolejnym łyku, wkładając nieco wysiłku, by z wyciągniętymi nogami ,pochylić się po puszkę z piwem – Wlałem resztę zawartości puszki . …Wypełniając szklankę po brzegi.;

– Zresztą, nawet nie szukając znaczenia pojęć. …Ten nie fizyczny wymiar to,  to co człowiek czuje.

– Oczywiście nie masz na myśli analizy bodźców na organizm?…

– W zasadzie, te bodźce to  świadomość. …Miałem na myśli uczucia. To jak odbieramy i interpretujemy te świadomość , to co się dzieje wokół nas i w nas samych…

– Na przykład to, że gadasz sam do siebie!?.

– Oj tam, oj!. …Przecież tego i tak nikt nie usłyszy…

Znów wkładając nieco wysiłku, odstawiłem pełną szklankę piwa  na blat stolika, kładąc obok stóp, odzianych w przepocone skarpety.  Łapiąc za poręcze fotela, nieudolnymi ruchami ciała, usiłowałem przesunąć go tak, by widok z balkonu, obejmował większy zasięg ogrodu pod nim. ;

– Nie dość, że gadasz sam do siebie, to jeszcze chcesz sam podźwignąć własny ciężar!?

– Podobno wszystko jest możliwe!. …Liczy się tylko czas i koszty.

…Może za mało włożyłem wysiłku, albo za szybko chciałem osiągnąć cel!?. Bo fotel ani drgnął z miejsca. Musiałem wstać na obie nogi. Gdy stopy z stolika, powędrowały na posadzkę balkonu, uwalniając w ten sposób fotel od mojego ciężaru, pchnąłem go bliżej poręczy. Znów rozsiadając się w nim, z wyciągniętymi nogami , wspartymi na blacie stolika. …Oczywiście z szklanką piwa w dłoni. Wysiłek zmiany pozycji siedzenia, był na tyle wyczerpujący, że sięganie po szklankę na stoliku, było by daremne. Zrobiłem kilka łyków wodząc wzrokiem po ogrodzie.;

– Ładnie jest!.

– „Ładnie” to znaczy jak?.

– Przyjemnie dla moich oczu. …Co nie znaczy, że inni maja to samo odczucie.

– Ciekawe, czy jakby bili podobni do Ciebie, Ich odczucia też byłyby podobne do twoich?

– Wątpię, by ktoś mógłby być podobny do mnie. …Podobno każdy Człowiek jest wyjątkowy. …To jedyny wspólny mianownik Człowieka.

– 'Mianownik” !? . Znów chłodna matematyka? …Myślisz, że nikt poza Tobą, nie mówi sam do siebie?. Nikt nie neguje własnych przemyśleń. …I każdą myśl poddaje w wątpliwość?

– Chłodne to jest piwo. …Schładza rozgrzany nadmiernym myśleniem  umysł. Wtedy łatwiej dociera do mnie to, że to piękne!. … Że nie jestem doskonały,  mądry, zdolny, nie zastąpiony…. Że popełniam błędy  i głupstwa. …I to, że mam tego świadomość.

Siedziałem jeszcze długo  na balkonie, patrząc na ogród pełen drzew, krzewów i kwiatowych rabat. Raz po raz przechylając szklankę z piwem, aż zupełnie opustoszała. …A wokół mrok wieczoru , rozlał się po ogrodzie.

…Artificial Intelligence

Potrafimy odpowiadać na wszystkie pytania.

Lecz zdaniem z pięciu wyrazów – … I tak zbyt długie.

Zamiast rozmowy – Komunikaty.

Obojętność, nieufność. – Zero-jedynkową analizą.

… I wieczny brak czasu.

Zagonieni jak Harty w gonitwie o szczęście,

kto pierwszy dopadnie sztuczną przynętę.

Pędzimy na oślep – Wciąż dalej, wciąż więcej…

Przetwarzając dane – Bez sumienia ,uczuć, pomyłek.

Ewoluujemy czyniąc z siebie Monstrum  nie Człowieka.

…Co nas czeka, co nas czeka!?.

Pusto.

Obraz słów, już oprawiłem w ramy.

Zawisł na białej ścianie

w Pokoju Duszy.

*

I choć wypalił się ogień,

tego co było do powiedzenia,

to  tli się jeszcze pogorzeliskiem,

grzejąc  zmysły.

…Lecz jeszcze się zdarzyć może,

że z powiewem natchnienia,

przed burzą uczuć,

wznieci się wiersza płomień.

*

Teraz cisza

 i biała kartka milczenia.

 Czysta i niczemu niewinna.

… Jej widok,

naiwną myśli, spłynął strużką;

– Nic więcej nie mam do powiedzenia!?.

*

Człowieka w różnych pozach postaci.

Człowieka w różnych stanach życia.

Człowieka. …Los jego i utrapienie.

Nie namaluję już,  nigdy więcej!?…

Gwieździsta noc.

*

Obolały życiem.

W pancerzu niepokoju i zgiełku.

W empirycznym chaosie codzienności.

 – Wyszedłem naprzeciw ciemności.

Zmęczyło mnie światło dnia.

…Nie mogłem doczekać się Nocy.

Teraz Oczy gwiazd , patrzą na mnie.

W hipnotyczny wprawiając trans.

Cisza wypełnia umysł.

Realiów Świat nareszcie zgasł.

…I już szybuję ponad ziemią

w srebrzystej poświacie.

Na przekór grawitacji.

..Tak lekko jest.

Unoszę się jak  puch

z podmuchem  wiatru.

Bez  trosk, bez zmartwień.

Bez celu.

Wolny od   ciężaru,

 który trzymał mnie przy ziemi.

Płynę pomiędzy gwiazdami,

pławiąc się w zapomnieniu.

…Nie wrócić już? – Marzeniem!

Żyj, abyś mógł żyć…

Tak lekko przemija czas.

Bezszelestnie, niezauważalnie,

bezpowrotnie znikając w wspomnieniach.

Ale w tych odległych.

W tych świeżych – Na te kilka godzin wstecz, na wczoraj,

jeszcze niesie się echem…

Nawet nie zastanawiasz się,

co przydarzy się jutro a ono już przemija.

Liczysz tylko dobre chwile

-Ile ich straciłeś!?… Czy jednak zyskałeś?

Patrzysz wieczorem w odbicie lustra, przed snem

a rano gdy wstajesz,

ono wciąż tam trwa, wciąż takie samo…

Tak lekko przemija czas.

A ty, nie czujesz ciężaru zmian,

czerpiąc  z życia garściami.

 – Mogło by trwać i trwać.

…Wciąż tyle jest przed nami.

Za nic miej myśl;

Vanitas vanitatum et omnia vanitas „.

Nadal przed siebie idź; – „Vive ut vivas”.

… Czas i tak w miejscu nie stanie.

Finał.

Utkwiłem w  myślach

których wątki plączą się bez kontroli,

tworząc  sieć.

…To nie sploty, starannie utkane i regularne,

które tworzą przejrzystą fakturę chwil.

-To chaos!

Plątanina zdarzeń, przypadków i  słów

…A Ja, ich mimowolną ofiarą.

Bo choć przeciwnością losu,

codziennie nadstawiam pierś – Walczę!

 To, po każdej potyczce, zostają rany.

… Sumienie już nie jest  aksamitne i gładkie.

Szorstka i sztywna, stała się moja Dusza.

Jak zimne dłonie umarlaka.

 – Nie  wezmą już nikogo w objęcia.

…Poezja odeszła!

Zrzęda…





To  moje życie jakieś takie!?…

Czuję niedosyt.

 …Choć nie zamienił bym na inne.

Przecież nie zawrócę w pół drogi,

choć  i tak nie wiem dokąd dotrę.

 …Właściwie to wiadomo – Śmierć jest finałem .

A mi już do niej bliżej niż dalej.

 – Bez sensu było by zawracać.

Bo kawał życia zostawiłem za plecami.

Już zdarłem stopy, stawiając kroki.

Już bolą nogi…

– Nawet w wspomnieniach ciężko.

 Bo choć zaginam umysłu czasoprzestrzeń,

to wpadam w czarną dziurę – Demencja, starość

…I lepiej nie pamiętać wszystkiego,

by żal nie sprawiał bólu.

…Przecież nie zawrócę w pół drogi.

Nie da się zacząć życia od nowa.

…Co prawda, można zawsze  zmienić jego  kierunek.

Lecz po co!?.

 – Każdej przyczyny życia,   ten sam skutek,

którego  nie zmienią wcale, żadne detale…

W oczekiwaniu na sen.

Znów…

W pościelowym gnieździe,

przewracam się z boku na bok.

Rozbełtane myśli, skutecznie

odganiają sen.

– Za długi to był dzień…

Choć zamknięty w nim czas,

z tą samą,  jednostajnie przyśpieszoną

prędkością – Podążał ku zachodowi słońca.

To jednak chwile zdarzeń w nim,

przystawały w pamięci,

wydeptując w niej dołek.

– Życie nie jest wesołe…

Choć, radości nieraz zbierasz jego owoce,

to jednak zrywasz je zawsze

z  gałęzi dzikich drzew.

Przecież nie ma sadów Idylli

które obradzają szczęściem.

– Tak bywa tylko we śnie…

Czarno na białym?.

Pogrążyłem się w czarno-białym świecie,

Zapominając  że istnieją inne kolory.

Tworząc świat w którym

Tak – znaczy Tak  a Nie, znaczy Nie.

Zapomniałem, że to co mnie czyni Człowiekiem,

to wątpliwości.

… Bo przecież moje  życie nigdy

nie będzie idealnie białe.

–  Nie jestem  bez grzechów.

…Nigdy też, nie zniknę bezpowrotnie,

w  mrocznej otchłani podłości.

–  Moje sumienie mi nie pozwoli.

Zapomniałem, że Prawda

potrafi boleć bardziej niż Kłamstwo.

–  Nie znam człowieka, który nigdy nie skłamał.

Bo życie nie jest tylko czarno-białe.

Pełne jest uczuć, emocji i doznań.

Pamiętaj jednak o tym,  że to co pełne jest barw, wcale nie musi być piękne…