
Wyszedł wieczorem z domu.
…Nikt go nie chce!.
Ojciec pije.
Kazał się wynosić.
A Matka w „rejsie”.
… Boi się ciemności
i samotność boli:
– Chciałbym, by ktoś podał mi rękę...
Wtedy zmierzchem Noc się pojawiła.
W balowej sukni mroku.
Srebrną kulę Księżyca zawiesiła
i parę gwiazd dla ozdoby.
– Chodź, nie bój się.
To dla Ciebie ten blask.
…Chodź pójdziemy w tan!
– Z nieśmiałością małego chłopca,
pochwycił jej dłoń.
Ona wzięła go w ramiona.
Tuląc jak kochane dziecko.
– Zatańczymy Sennego Walca.
…Tak lekko na palcach,
prawie wcale nie dotykając ziemi.
– I zawirowały sny,
na parkiecie z kartonowych pudełek.
Zima tego roku była biedna – bez śniegu,
ale mroźna.
…On nie poczuł chłodu.
Z ciepłym uśmiechem radości,
zniknął z Nocą.
…W krainę, gdzie nigdy nie wypuszczają
go z objęć miłości.