Wzlecieć.

Wbita  szponami w monotonię mijających dni.

Podobnych w nich  chwil.

Tych  samych słów.

Tych samych gestów, w tych samych twarzach.

…W beznadziei  tkwisz, choć wszystko wokół

ku niebu się wznosi.

Wysoko,  ponad obłoki samotności.

Ponad beznadziei mrok  do światła,

Anioły marzeń szybują.

…Pochwyć  jednego  za stopę.

Unieś się razem z nim.

Zgrabiałych szponów,  rozewrzyj uścisk.

…Nie bój się.

Przecież nie musisz wciąż twardo stąpać po ziemi.

Na te kilka chwil, możesz się zapomnieć.

Poczuć lekkość beztroski.

…By potem opaść jak drobinka puchu.

Lekko i zwiewnie.

…Łaskocząc szczęście.

Jeden komentarz do “Wzlecieć.”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.