
Jesienne wieczory są tragiczne.
Za oknem zimny i mokry smutek.
A ja wewnątrz, przy oknie owijam nudę wokół palca.
…Kłębek lub dwa już nawinąłem
i wciąż czekam na sen.
A temu jakoś się nie spieszy.
To tu, to tam zagląda, chowając się po kątach.
Gdybym tak szalik sobie uplótł?.
Z puchatej nudy włóczki?.
Lub parę ciepłych rękawiczek!?…
A może leniwe bamboszki, ciepłe i miłe w dotyku?.
A może, …Może bym sznur mocny uplótł
i zrobił huśtawkę!?.
…I w te i we te, kołysał byłbym się czekając na sen?.
Bo kiedyś przyjdzie .
Wylezie z ciemnego kąta a ja dam się mu opętać.