Spóźniony wiersz, który zaplątał się gdzieś pomiędzy Latem a Jesienią.

DO…

znowu melancholijny październik

mruczy sennie w konarach

zamykając zmierzch

w rdzawych zmarszczkach liści

*

maki nie zakwitną

*

czerwienią jarzębiny

zaklinaj blade usta dnia

*

wiatr szumi więc drżyj 

*

nim zapachniesz jesienią

a słodkie dzikie wino

oplecie twe ciało

nie dając żyć 

nie dając żyć 

2 komentarze do “Spóźniony wiersz, który zaplątał się gdzieś pomiędzy Latem a Jesienią.”

  1. Taki tam urodzinowy wiersz, dla siebie. Bo przemijanie, bo wchodzenie w inny etap życia. Już nie lato, a może babie lato, a może już bliżej mi do jesieni… Bardzo jednak cenię sobie ten spokoj „po lecie”. Dobrze mi z nim 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *