Razem.

Bo nie ma nic nieznaczących słów. Nie ma gestów, które nic nie wyrażają. Nikt nie jest pozbawiony uczuć, a w każdej głowie pojawiają się myśli.

Więc nie mów mi, że lubisz milczeć. Że nic nie czujesz – nawet bólu. Nie mów mi, że bezmyślnie można przejść przez życie, byleby iść dobrą drogą.

Nawet twardy granit z czasem obróci się w piach, a lśniące ostrze stali pożre rdza. Bo nic nie jest stworzone na wieczność. Dziecięcy uśmiech traci blask na twarzy pełnej zmarszczek.

Lecz przecież zawsze możesz odwlec ten czas – i ze mną wolno się zestarzeć. Więc mów do mnie, mów. Łap mnie w objęcia i tul. Uczuć rozdawaj obrazy i marz o wiecznej miłości – bo warto jest marzyć.

Nie pytaj.

Pytasz mnie, jak to jest,

gdy uczucia przelewają się

poza krawędź duszy.

-Cóż mogę ci odpowiedzieć?

…Spływają po ściankach serca

cienką strużką strof.

We wrażliwości lśnią

jak w nocy mroku gwiazdy na niebie.

W dotyku tulą jak czułe objęcia.

…Spływając zmywają  ślady trosk

spłukując cierpienie.

Są ukojeniem nawet największego bólu,

ale i utrapieniem.

– Już wiesz?!

…Nie pytaj mnie więcej

– Wypełniaj własną duszę aż się przeleje.

Bo życie to nie bajka!?

Bo życie choć nie bajka – pełne jest chwil jak z bajki.

Wystarczy ich okruchy poskładać w całość

i wsadzić pomiędzy realia.

…Nadal idziesz.

 Na przekór przeciwnością losu.

Powoli stawiasz kroki, wciąż patrząc pod nogi.

…Realiów kłody i rzeczywistości padoły

nie pozwalają, byś dumnie uniósł głowę.

 – Życie jest pełne pokory!

 Lecz ty łapiesz okruchy chwil, miłych duszy

 i zapisujesz w pamięci jako bajkę.

A  przed snem czytasz ją na dobranoc.

…W niej wszystko jest możliwe

i zawsze kończy się szczęśliwie.

W niej zło i ból z góry skazane są na przegraną

a miłość  i dobroć – zwyciężają.

…I choć morał tej bajki nie zawsze jest po twojej myśli.

 – Ty zasypiasz spokojnym snem.

…By rano wstać i znów iść.

***

Długo mnie tu nie było …Zraziłem się do publikowania swoich wierszy i opowiadań. Bo w ocenie wielu osób – Tych którzy maja coś do powiedzenia w kwestii poezji – Marny ze mnie poeta. Nawet ci niby najbliżsi , powątpiewają w mój talent …Choćby mój zięć ( …Wprawdzie, to nie najbliższa rodzina, bo to tylko maż mojej córki i tatuś moich trojga wnucząt) , to stwierdził, że taka poezję to nawet „AI” wygeneruje lepiej – Nie mylił się. Bo gdy dałem do przeczytania mojej nastoletniej wnuczce , treść stworzoną przez sztuczną inteligencję, po przeczytaniu odparła ” O Dziadku, nareszcie napisałeś cos co mi się spodobało”

…Tak to już jest, że coraz bardziej wyzbywamy się człowieczeństwa. Wyzbywamy się tego, co stanowiło o tym,  że sentencja z dramatu Maksima Gorskiego   „Człowiek brzmi dumnie ” – Była faktem. A teraz za pomocą ” artificial intelligence” pozbawiamy się tego, co w człowieku było najlepsze – Duszy!.

Nie poddam się tak łatwo! …Postanowiłem, że opublikuję w kilku częściach jedno z moich opowiadań „Bajka”. Ktoś, kto przeczytał „12 Dni Cudu” i nie spodobało mu się tamto opowiadanie – Lepiej niech nie czyta ! …Bo akcja tego opowiadania, fabułą przypomina właśnie tamto. jest „Starszy Pan” i „Dziewczynka” …Tylko ich losy, splątały się w nieco innych okolicznościach.

Lojalnie uprzedzam –  W tekście  jest wiele błędów gramatycznych, stylistycznych i co naganne i karygodne, mogą się znaleźć błędy ortograficzne …Bo Ów tekst nie został wygenerowany przez AI, tylko przez niedoskonałego i popełniającego błędy – Człowieka.

Wszystkim perfekcjonistą odradzam czytanie …Niech w tym czasie, który mieliby poświęcić na czytanie-  Przeglądną śmieszne rolki na FB i Tik-Toku …Albo niech popracują nad zwiększeniem lajków na Twitterze , publikując poważne treści …

Nie zachęcam, nie polecam …Nie odradzam.

                                                                               Miłosz.

&

Przestałem  liczyć czas.

Sekundy, minuty, godziny. …Lata.

Wiadomo, dzień trwa od wschodu

do zachodu słońca.

Nie pamiętam wszystkich poranków.

Nie pamiętam wszystkich zachodów.

… Następują po sobie tak szybko

a w pamięci miejsca coraz mniej.

Realnymi chwilami żyję.

To co mineło  – Nie wróci.

To co będzie – Nieprzewidzialne.

Więc  łapię się każdej  chwili,

która trwa.

Te szczęśliwe – Smakuję je, głaszczę i tulę.

 Te nieszczęśliwe –  Wypluwam,  odpycham, przeklinam.

…Nie mierzę żadnej z nich. Nie segreguję.

Przestałem  biec.

Przestałem czekać.

…Codziennie rodzę się na nowo.

Lecz wciąż ten sam.

Jesteśmy tylko chwilą…

Przychodzisz na świat.

…I jesteś tylko chwilą w jego istnieniu.

Przychodzisz na świat, bo tak ktoś postanowił.

…Nie masz wpływu no to że jesteś.

Lecz  od ciebie zależy to,  jakim jesteś.

Więc nie  pytaj się nikogo jak żyć, bo żyjesz sam za siebie…

 Nikt nie wyręczy cię w tym

 a nawet będzie rzucał pod nogi kłody

 i liczył twoje potknięcia.

Przychodzisz na świat bez celu.

Lecz to wcale nie znaczy, że donikąd masz zmierzać.

Sam wybierasz swoją drogę.

To od ciebie zależy jak jest  kręta

i dokąd  cię zaprowadzi.

Przychodzisz na świat… I  wydaje ci się,

że sam jeden niewiele w nim znaczysz.

Lecz świat jest  pełny  podobnych istnień,

które przecież zmieniają jego oblicze...

Rozmowy z samym sobą 2.

Popołudnie jak na koniec Lipca, było bardziej Jesienne niż Letnie – Mokre, zimne a zamiast błękitnego nieba, brudne szare chmury.                                                                                                                                                       Usiadłem w rogu balkonu. Zachodzi na niego dach mojego domu, wiec krople deszczu, które spadały z brudnego nieba, omijały ten kąt. Usiadłem z kubkiem , co dopiero zaparzonej kawy w dłoniach.  …Pieściło je przyjemne ciepło. Ale by zrobić łyk kawy, delikatnie schłodziłem, dmuchając w ciemnobrązową taflę  kubka. Wtedy zobaczyłem moje odbicie w tym nietypowym zwierciadle.;

– I czego się gapisz!?. …I tak niewiele zobaczysz.

Faktycznie.  Moja facjata  była ledwo widoczna a na dodatek  przysłaniała ją pianka, którą wprawiłem w ruch, dmuchając. …Zrobiłem łyk, ale okazało się, że jeszcze jest za gorąca dla moich warg.  Więc niech jeszcze chwile, kubek pogrzeje dłonie.                                                                                                                      

Spojrzałem na ogród – Był  ciężki i mokry od deszczu. Niektóre krzewy, uginały się pod ciężarem kropli osiadających na ich liściach. Nawet żywopłot. którym się kończył ogród od ulicy, jakby przechylił się na bok. Zauważyłem  za nim znajomą postać człowieka. Często  pojawiał się o tej samej porze, każdego dnia ,bez względu na pogodę. …Poza Sobotą i Niedzielą. Wyglądało na to, że to jego powrotna droga do domu. …Na pewno nie jest to żaden z moich sąsiadów, którego bym znał. …Szedł trzymając w jednej ręce parasol a w drugiej  małą buteleczkę z alkoholem. …Nie wiem czy zawsze tak dogadzał sobie w marszu, ale na pewno,  gdy tylko było mi dane go zauważyć, zawsze coś trzymał w dłoni, przechylając do ust… Czasem puszkę z piwem. Innym razem butelka piwa a czasem tak jak teraz „Małpka”. Nigdy się nie zastanawiałem dlaczego!?. …Jego życie, jego wola. Ale dzisiaj, gdy przechylił butelkę do ust, wypijając z niej ostatek alkoholu, nie rozglądając się na boki, obojętnym ruchem ręki rzucił butelkę za żywopłot wprost do mojego  ogrodu. Mógł mnie nie zauważyć. …Ludzie zazwyczaj idąc patrzą pod nogi. Zwłaszcza on, zawsze z pochyloną głową wpatrywał się przed siebie.  Zirytowało mnie jego postępowanie, wiec głośno zawołałem

– Co Ty robisz człowieku!? .

Ów „człowiek” nawet się nie obrócił w moją stronę. Nie zwracając uwagi  skąd dochodzi mój głos, wzruszył tylko ramionami i krótko, lecz wulgarnie odparł;

– A  odpier*** się ode mnie!  – I jak gdyby nigdy nic, szedł dalej.

Całe zdarzenie, jak się okazało, śledziła także moja  sąsiadka  z naprzeciwka. Gdy się odezwała, zobaczyłem ją w otwartym oknie , na piętrze jej domu;

– …Lepiej tak!. …Jakby miał rozbić butelkę na drodze. – głośno stwierdziła, znikając wewnątrz mieszkania , zamykając za sobą okno.                                                                                                                         

To stwierdzenie, jeszcze bardziej wzburzyło moją krew. …I nie tylko, bo kawa w kubku rozlała się , plamiąc moje spodnie. …Przy okazji okazało się, że ostygła.;

– Co z ludźmi nie tak!?.  – zacząłem się zastanawiać – …On przecież z pewnością, jeszcze nie raz przejdzie obok mojego ogrodu. …Będzie udawał, że mnie nie widzi, gdy mu zwrócę uwagę na jego zachowanie!? …Bo na pewno to zrobię, gdy go spotkam. A sąsiadka!?.

Ona pojawia się w domu po swoich rodzicach, tylko w czasie Lata. Resztę roku, spędza gdzieś zagranicą, gdzie mieszka na stałe.  Choć znam ją  od dzieciństwa,  to jednak nie utrzymujemy z sobą jakichkolwiek zażyłości i kontaktów , poza „Dzień Dobry”.  …To jej 'lepiej tak”, uświadomiło mi, że  dobrze zrobiłem, nie wdając się z nią w jakiekolwiek relacje. …Robiąc łyk kawy, zerknąłem  jednym okiem w odbicie;

 – Wiesz. … Coraz częściej mam takie uczucie , że wszystko wokół Mnie,  to bezkresny ocean absurdu i bezsensu. A ja tkwię  po szyję w jego głębi.

– To chyba dobrze, że nadal utrzymujesz się na powierzchni?

– Nie wiem czy to dobrze!?. …To taki bezwarunkowy odruch, ale kosztuje sporo wysiłku i  nerwów.

Zrobiłem kilka następnych łyczków. …Przełykając niesmak odczuć.

  – …I po co mam się utrzymywać na fali, skoro gdziekolwiek się nie obrócę, tam wszędzie horyzont realiów, łączy się z niebem głupoty. …Niema na nim, żadnej linii, żadnego lądu…

– Mówisz, że to bezwarunkowy odruch, wciąż utrzymywać się na powierzchni i płynąć? …Jak oddychanie!?.  …To dlaczego wciąż trafiają się samobójcy?. …Przecież  możesz się poddać. Możesz przyjąć świat takim,  jakim jest i tym samym stać się jego częścią.

– Częścią  irracjonalnych zachowań i postępowania?

– Tylko mi nie mów, że nigdy się nawet nie zachłysnąłeś tą breją w której pływasz!?. …Mnie nie oszukasz…

– A tak, tak!. …Przecież to nieuniknione. Przesiąkam tym, w czym jestem zanurzony.

Tu pełen skruchy, przez moment oglądałem w pamięci, wszystkie niechlubne postępki przeciw zdrowemu rozsądkowi,  dobremu wychowaniu i słowom. …Z tymi słowami bywa ciężko. Coraz częściej z moich ust wyrwie się jakieś wulgarne. …Kultura Słowa nam zubożała. Odzywamy się mniej. … Mniej elegancko a coraz bardziej wrednie…

Gdy  opuszczałem balkon, trzymając kubek z fusami po kawie w dłoni, przeszło mi tylko przez myśl;

– Jak długo jeszcze nim sięgnę dna!?…

Nie.

To  jest ostatni utwór z serii ; „Czego nie robić, by żyć pełnią życia” – Więcej już o tym nie napiszę,  ani słowem. Bo przecież każdy ma własny sposób na życie i zbędne jest to, co o nim  myślę … I jak to widzę.

Nie chowaj się przed emocjami.

…Wiem, że czasem są mroczne i zimne

a ty  pragniesz słońca,

ciepła, bezpieczeństwa i miłości.

Nie ukryjesz się przed

brutalną  rzeczywistością.

Nie ma tak ciemnego kąta,

 żeby do niego nie dotarła…

Niema tak szczelnego muru,

by do wnętrza nie przenikła.

…Mówisz, że cię przeraża!?

Wolałbyś wyimaginowane widziadła?

W których wszystko jest jasne i przejrzyste.

Nie ma w nich fałszu i podłości.

a prawda jest przeźroczysta.

Proste zasady i  serca czyste.

Nie trwaj w utopi omamie.

Świat nie jest idealny.

Śmiej się i płacz realiami.

Trwaj codziennością.

…Przed nią i tak  nie schowasz się,

nie znikniesz.

Poza zasięgiem…

Odrzucasz zewnętrzny świat,

zamykając się w swoim.

Znasz jego każdy kąt.

– A mimo wszystko boli!

Zamiast słów, używasz gestów.

Nieudolnie malując swój portret.

– Milczące oblicze, skazane jest  na domysły.

Mówisz, że miłość to tylko kolejny ciężar

a ty lekko chcesz przejść przez życie.

 – A przecież życie to balast,

na który grawitacja działa.

                          *                                                                                                                                                                                  

Nie da  się schować przed światem w samotności.

– On cały czas na ciebie patrzy.

Nie można milczeniem zdobyć przyjaźni.

– Ta, nawet gorzkie słowa przyjmie.

Nie sposób żyć bez miłości.

– Bo miłość jest wszystkim!

Ot, tak…

Nie ma nic gorszego, jak bezduszne serce

które, nie zna smutku.

Niema nic piękniejszego,

jak radość w duszy.

Niech Kamień zostanie

kamieniem a serce- sercem. …

…Nikt nie powiedział, że kamień,

choć bez serca nie ma duszy

a nikt nie zaprzeczy, że są bezduszne serca.

Niech smutek zostanie smutkiem

a radość – radością.

… Przecież bez smutku,

nie poczułbyś smaku radości…

Wieczny dylemat…

Nie jestem cichym człowiekiem.

lecz gadatliwym też nie.

Nie jestem poetą.

…Czy Ktoś, zabroni Mi pisać poezję!?

Za dużo myślę, za mało mówię.

…Czy Ktoś moich słów wysłuchać pragnie?

Czy, żebym milczał chce?

*

Płoche myśli, uciekają  przed rozmową.

Jakby wstydziły się świata poza moją głową.

 …Niewypowiedziane kłębią się w pamięci.

Jedna , Drugą trąci.

Jedna,  Drugą nęci…

Wiją się jak  osnowy,

na który wyobraźnia zaplata wątek.

Koniec jednej, zaczyna kolejnej początek.

Lubią ciszę i spokój.

…I samotność lubią. – Tam uwiły sobie zakątek.

*

Płochych myśli,

nie przemieniam w słowa wypowiedziane.

Milcząc, wypisuję je,  strofa po strofie.

…Może twój szept polubią!?

I czytane  półgłosem,

w pamięci  zostaną na dłużej.

*

Za dużo myślę.

Za mało mówię.

Lecz czasem coś napiszę.

…Mam chować to w szuflady dnie?