Snuję sie po domu z kąta w kąt… Nie mogę sobie znaleźć zajęcia, które „wciągnęłoby ” mnie na dłużej… Głowę rozsadza Mi ból i ciśnienie. Czuć każdą „tętniącą” żyłkę ( … A może każdą żylastą tętniczkę?!)… Na zewnątrz nie mogę wyjść a poza tym, Tam mgliście, szaro, mokro i zimno… Oczywiście na skutek wysokiego ciśnienia wewnątrz- czaszkowego kiepsko z widzeniem… Trzy pary okularów i żadne się nie nadają… Żeby choć jedne z nich!?… Książkę bym poczytał , albo coś!? . Choć właściwie, nie ma w domu żadnej ciekawej książki, którą chciałoby sie, drugi raz czytać… Można by , coś „naskrobać” … Jakiś rysunek ołówkiem. W „Moim” rysowaniu detali brak, więc bez różnicy, czy okulary miałbym na nosie… Ale i tak, potem oczy łzawią . Jak łzawią, to potem nie wiedzieć dlaczego – Katar. .. Podciąganie nosem… Nie wiadomo od czego ręce się kleją i „paćkają” rysunek – Łeee!.
Włączyłem trzeszczącą płytę i siadłem przed komputerem. Pomyślałem, że napiszę kilka zdań… Które Was wciągną, zmuszą do myślenia… Ale zaraz po tym, pomyślałem; – Nosz Kurcze! ?( …. Oczywiście pieczone z rusztu), Sam nie mogę zebrać myśli, co będę „Czytaczy” przymuszał, żeby myśleli ?… A może Oni nie chcą myśleć… W ogóle myśli nie chcą!?… Bo bezmyślność, raz za czas, jest błoga!… Tyle, że trzeba się nachodzić w poszukiwaniu ” czegoś”, co odciąga od myśli! ( … I od działania)… I właśnie, jak Tak zastanawiałem się, jaką struną wrażliwości dziś zabrzdąkać? – Uświadomiłem sobie, że już od kilkunastu minut, szarpię wers po wersie, który w całości brzmi jak „kocia muzyka” ( …W Tym momencie, Dwa z moich kotów, które wylegują się obok …tak dziwnie na mnie popatrzyły!?)…. Nieee!. Od takiej ” muzyki” , jak najdalej! … Lepiej posłuchać tej prawdziwej, pisanej nutami na pięciolinii – klasyki. Nie wciskanych literek na mojej klawiaturze!… ( Edvard Grieg https://www.youtube.com/watch?v=cz992RFVU3g )
Ps.
Osobą nadpobudliwym ( Nie koniecznie z zespołem ADHD)… Nie polecam Owego koncertu!
Szarością dzień się okrywa,
po słońcu, już tylko brudnoczerwona łuna.
…Pokój wypełnia muzyka;
Edvard Grieg: a-mol, op.16
… Nagle trzasnęły otwarte okiennice!.
Wiatr garścią martwych liści,
rzucił o szybę;
– A teraz cisza! – Zawył;
– Wyłącz to, bo teraz Jesień usiądzie przy klawiszach!
Raz czarne, a raz białe. Ciche przez chwilę, potem wrzeszczą gardłem całym. Doktor Jekyll i Mister Hyde. Słodkość cukru i smak goryczy – Myśli.
Nie zostawiaj mnie z Nimi sam na sam, wtedy czują moją słabość i slajdami wyobraźni rozświetlają cztery ściany Wernisażu Sumienia.
Nie zostawiaj mnie z Nimi… Najpierw gryzą, drapią aż do krwi, jak bestie, a potem jak balsam dają ukojenie.
Powiedz im, że to widzisz?
***
… Owszem, nie jestem „mistrzem ortografii”… Ledwo balansuję na granicy poprawności języka polskiego. Czasem popełnię jakiś lapsus … ,Ale najprawdopodobniej wszystko co napiszę i o czym piszę – Jest zrozumiałe i nie razi oczu?… Mam taka nadzieję, bo inaczej Nikt nie zadawał by sobie trudu, by czytać… Pisałem w komentarzach o tym.
Dlaczego dziś Tu? ( , Że na głównej stronie)… To, że język polski zrobił się kolokwialny i wulgarny to betka! – „Taki mamy klimat” … Klimaty. Przestajemy zwracać uwagę na To… Jedni tłumaczą , że w ten sposób „akcentują formę wypowiedzi” – Używając siarczystego przekleństwa… Drudzy, przyjmują wulgarny język za bardziej „swojski”, mniej oficjalny… Jakby to, określiło młode pokolenie „luzacki” ( Nie piszę tu, o gwarze, czy slangu)… Jeszcze Innym wydaje się, że skoro obyczajność zeszła na plan drugi, to nieobyczajny język, jest czymś normalnym.
… Oczywiście wszystkie Te teorie są błędne… Są zasłoną, dla niechlujstwa, obojętności i bezduszności, pogardy… Są lekceważenie swojego pochodzenia – Polskości. ( Gadkę o „Patriotyzmie” już przerabialiśmy)… Mało-który język posiada tyle synonimów wyrazów ( równoznaczników), które występują w pisowni języka Polskiego… I Cholera* ! . Używajmy Tych „zamienników” w stosunku do pojedynczych wyrazów, oraz spójnej całości wypowiedzi… Jak wulgarne słowo, to napisane tak, żeby wystarczyło za dziesięć innych słów ( Które miałyby go określić)… Jak przekleństwo, to twarde , zdecydowane i nie odnoszące się wprost do człowieka… I przynajmniej jeden taki wyraz w dziesięciu złożonych i rozbudowanych zdaniach… Bo im więcej, tym bardziej „kolokwialnie” ( potocznie, niedbale… Byle jak!)
Następną kwestią, rozpatrując nasz Polski język, jest „szacunek”… Każdy go oczekuje, że będzie traktowany z szacunkiem i takiego samego, wymaga od innych… Szanujmy się wzajemnie!… I co z tego, że z niektórymi Ludźmi trudno wytrzymać!?… I czasem chce się ich pogonić „Won” , słowem też na „W”- Lecz nie piękniej jest powiedzieć, bądź napisać ; „..A idź z Bogiem!”? … Bo nawet jak Ów niewierzący – Ateista ( Ten co przegania i przeganiany), to lepiej, żeby rozstali sie w niezrozumieniu, niż w przeświadczeniu , że Obaj chamy* …
( Autor Paula Gauguina) (oryginalny francuski tytuł: D’où venons nous? Que sommes nous? Où allons nous?)
Sala po operacyjna na oddziale Neurochirurgicznym, zawsze budzi we mnie nieprzyjemne uczucia… Wnętrze przypomina bardziej „laboratorium” – Pomieszczenie pełne dziwnych urządzeń, podłączonych do ludzi, które zaczynają emanować ich energią… Choć to podobno jest odwrotnie – To Owe „urządzenia” przekazują ludziom swoją energię… Mniejsza!. W każdym razie sala rozświetlona jaskrawym światłem przez 24 godziny na dobę ( Pomimo zasuniętych żaluzji w oknach… Po co te okna?)… Co chwilę zjawiają sie postacie w białych kitlach, maseczkach, rękawiczkach i przyłbicach – Które przebywają przeważnie za szklaną szybą – Obserwując… Rzadziej pojawiają się istoty w zielonych wdziankach … Lecz one w przeciwieństwie do Tych „pierwszych” nie robią właściwie nic, tylko zatrzymują sie nad człowiekiem i po głośnej weryfikacji myśli, czyli wymruczanym ” Hmmmm?” – Odchodzą… W ogóle, poza „pikaniem” i szumem urządzeń ( … Odgłosów rodem z filmu „scenice fuction”)- Panuje cisza… No nie zupełnie, czasem przerywa ja cicha rozmowa dwu istot leżących na szpitalnych łóżkach… Odcięci od świata w wyizolowanym pomieszczeniu z niekończącym sie dniem ( …Owe jaskrawe światło, które nigdy nie gaśnie), gdy odzyskują świadomość po operacji w oczekiwaniu na diagnozę pooperacyjną… Jest ta krótka chwila, te kilka godzin z którymi nie wiadomo co zrobić!?… Wtedy zazwyczaj słychać rozmowę…
– Pić, pić! – Rozległo się po sali ciche wołanie, które zaraz gasło w monotonnym szumie urządzeń.
– Niech Pan naciśnie „guzik” – Usłyszałem zaraz po tym „wołaniu”… To młoda kobieta leżąca obok spragnionej osoby…. Była Tu, już wtedy, nim Mnie na nią wwieziono … A przynajmniej jak wróciłem do świadomości miejsca w którym jestem…
– Co !?…Jaki guzik? – Człowiek nie bardzo mógł zebrać myśli…
– Pomiędzy palcami – Kciukiem i wskazującym… Ma Pan „kaczy dzióbek”… Niech pan złączy oba palce – Zaczęła tłumaczyć kobieta, lecz Ów, nie był zdolny do logicznej reakcji… Na Jego szczęście, pojawiła się pielęgniarka zwabiona przez aparaturę tegoż pacjenta ( … Te różne urządzenia, tak jak i pacjenci wołają czasem o „pomoc”…Choć chyba bardziej chodzi im o towarzystwo ludzi!?)
– O Pan się obudził już!?… I jak się spało? – Spytała lekko drwiąc, Pani Jadzia ( ..Tak zwracali się do niej wszyscy pozostali członkowie personelu). Oczywiście nie doczekała sie odpowiedzi.. Nawet pewne, że samo pytanie było tylko retoryczne, ot taka próba nawiązania dialogu z pacjentem… – Już podłączymy ” kroplóweczkę”… Od nie chce się Panu pić – Mówiła do pacjenta, krzątając sie obok niego. A Tymczasem na salę weszła druga pielęgniarka; – Co jest Jadziu? – Spytała jakby od niechcenia; – Weź zresetuj „kardio” i pulsometr na „trójce”… Pan się nam właśnie obudził – Odpowiedziała, nawet nie obracając się w stronę koleżanki, ta z kolei obleciawszy całą salę wzrokiem, wymamrotała ; – Dobra!… A poza tym, wszystko „ok”?… – Pani Jadzia nie odpowiedziała, zajęta wkłuwaniem igły w rękę pacjenta, więc druga z pań znikła za drzwiami, pojawiając się po chwili za przeszklona szybą…
– … No i już, proszę Pana… Gdyby Pan „czegoś” potrzebował, lub coś się działo… Proszę zacisnąć kciuk ze wskazującym palcem.. – Zaczęła tłumaczyć, to samo polecenie, które wcześniej usiłowała mu przekazać kobieta z sąsiedniego łóżka
– …On chyba jeszcze „nie łapie” !? – Wtrąciła Owa kobieta; – Przed chwilą mu tłumaczyłam…
– Oj Pani Kasiu – Odparła „siostra” – Po kroplówce „załapie” !… Ale jakby co?…Niech Pani da znać – Odpowiedziała siostra Jadzia i poprawiając przewód połączony do ręki pacjenta … Znikła za matowymi drzwiami, pojawiając sie obok swojej koleżanki za szybą….
W pokoju znajdowały się „cztery stanowiska”… Cztery lóżka z pacjentami, na przeciw siebie.. Ponumerowanie naprzemiennie tak, że po jednej stronie były nieparzyste a po drugiej parzyste… Pani Kasia, zajmowała – 1… Ja naprzeciw niej – 2, Pan który właśnie sie obudził po narkozie – 3… A człowiek obok mnie, który pogrążony w „naturalnej” drzemce , spał – 4… I właśnie gdy wychodziła z sali pielęgniarka, On sie przebudził ;
– Ale Mi się kimnęło! – Oznajmił reszcie; – … Się mi śniło, że leże w domu na kanapie i oglądam mecz… Szkoda, że to tylko sen! – Westchnął.
– A tam Panie Ziutku.. – Odezwała się Kasia, do mojego „sąsiada”.. Który też, już był Tu – Przede mną. Może dlatego znali swoje imiona?…
– Pewnie dziś ordynator przeniesie Pana na „ogólną”? – Zawyrokowała.
– Oby, oby… – Odparł Pan Ziutek; – … Nie znoszę tej sali – Dodał… I jakby z tego wynikało, nie tylko Mnie, To miejsce napawa „niechęcią”.
– … To już Pana kiedyś tu gościli? – zaczęła dociekać Kasia.
– Trzeci raz.. – odpowiedział Ziutek – … Pierwszy raz po ” kranektomi”…
– Uuu!? – Przerwała Kasia – To nie lepiej dać sobie wywiercić małą ” dziurkę” w głowie? – Spytała.
– Akurat trepanacja nic by nie dała… Obrzęk miałem za duży .. – Odparł Pan Ziutek.
– To miał pan „więcej” mózgu.. – Parsknęła śmiechem Pani Kasia.
– …Większy!…Większy nie „więcej” – Odparł Ziutek, z przekorom w głosie i uśmiechem, dodając od razu; – … Ale nic przez to nie byłem mądrzejszy!…
– A Pan?… – Zaczęła dywagować Kasia; – Pan, to podobno „jakiś” profesor?
– A no tak się złożyło.. – Odparł Pan… Był mniej – więcej w moim wieku ( sądząc po wyglądzie… I zachowaniu); – Mam wykłady w „Jagiellonce”…
– … Uu, to Pan „mądry człowiek”? – Spytała.
– Czy mądry!?… Ot dużo wiem i tylko tyle… – Pan Józef ( Bo tak właściwie brzmiało jego imię) , usiłował podnieść głowę, by obadać lepiej wzrokiem postać Kasi… Lecz niestety nie miał tyle sił…
– A Pani ?… – Spytał zrezygnowany po niepowodzeniu – Pani nie po studiach?…
– Nieee.. – Odparła przeciągle. -Wprawdzie maturę zdałam celująco, ale dalej do wiedzy mnie już nie ciągło…
– … I może lepiej!? – Przerwał Jej pan Profesor; – Nadmiar wiedzy bardziej szkodzi, niż pomaga… Co widać na Moim przykładzie -… Nie bardzo mogłem domyśleć się owego „przykładu” …Niby na czym polegał?…lecz nie odzywałem sie słowem, by zaspokoić ciekawość, nie chciałem Im przeszkadzać… Dla mnie On wydał się naprawdę „mądrym człowiekiem” …Cokolwiek niesie z sobą stwierdzenie „mądrość” .
– …To co Pan „wykłada”? – Zaintrygowało to Kasię.
– Filozofię.. – Odparł z uśmiechem. – Choć tak po prawdzie jestem Teologiem … Więc jak mówiłem… To nie „mądrość” a „mądrzenie” – Stwierdził.
– Filozofię – Czego? – Dociekała nadal.
– Filozofię o Człowieku… O wszystkim co z Tego wynika – Sprecyzował.
– A to może pan Mi tu…Nam Tu wszystkim „jakiś ” wykładzik?…- Zaczęła pani Kasia nagabywać starszego współlokatora – Próbka umiejętności? – Zaczęła podpuszczać Pana Ziutka.
– A proszę bardzo.. – Odparł i zaczął swój wywód;
– Człowiek… – Miliony stronic już o nim zapisano…. Jego portretów niezliczonych „twarzy” też w milionach można policzyć… – Zaczął swój wywód, jakby nauczył się go na pamięć – Deklamował; – Każdy aspekt Człowieczeństwa został już „przemielony”… Poeci, artyści, teolodzy, naukowcy … – Porozbierali nas na „cząstki” naszego DNA… Teraz Te cząstki rozbiera się na jeszcze mniejsze ” cząsteczki”… A jak nic z nich nie zostanie, to będziemy rozbierać „nicość” po nich!… Byle tylko dowiedzieć się – ” Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?”… Wyczytałem gdzieś, że jest nas ( Nas Ludzi) na świecie ok. 7,8 mld… Ciekawe ilu z Nas zastanawiało się nad Owymi pytaniami „skąd, kto i gdzie” ?… Większość ludzi na świecie jest wierząca… Ponad ośmiu mieszkańców na dziesięciu, naszej planety ( 84 proc), przynależy do jakiejś grupy religijnej ( Najwięcej jest Chrześcijan)… W większości wyznań, dominującą doktryną jest Ta, że to „Bóg” ( Różne wyznania różni Bogowie) , nas stworzył… A jak nie stworzył, to dzięki jego „działaniu” i ingerencji – Teraz jesteśmy Tym, Kim jesteśmy…
– Więc… – Przerwała mu Kasia; – Więc ludzie wierzący, nie powinni się zastanawiać nad sensem swojego istnienia o ile, Ich wiara jest silna i prawdziwa!?
– … No zasadniczo tak.. – Odparł profesor. – Pismo święte mówi; „Miej ufność w Panu i postępuj dobrze, mieszkaj w ziemi i zachowaj wierność.”)… – W Biblii jest określone „skąd, po co i dokąd”?… W Koranie też. i Talmudzie – Też jest jasno określone Nasze miejsce!… I w innych nie mniej świętych księgach… – W tym miejscu przerwał swój wykład, bo w matowych drzwiach pojawiła sie postać pani Jadzi; – Za dwadzieścia minut będzie obchód… Nie wywińcie Mi jakiegoś numeru! – Oznajmiła i znikła za zamykającymi się drzwiami. A pan Ziutek, zaczął kontynuację, swojego wywodu;
– … Może dlatego na Ziemi z każdym rokiem ubywa ludzi „wierzących”?… Coraz więcej agnostyków… Przez naukę! (…Ta nas oddala od Boga) – Poznając „siebie” – Oddalamy się od bogów… Właściwie „Kto to jest Bóg”?…- Istota nadprzyrodzona?.. Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego… Ale nigdzie…Nigdzie! nie jest określone ” jedno” zrozumienie dla Wszystkich – Więc, przez to, że dla różnych wyznań i ludzi, znaczy „co innego” z czasem przestaje oznaczać cokolwiek… Za to „Człowiek” – Jakkolwiek brzmi, interesuje nas o wiele bardziej – Bo Nim jesteśmy! (..). Nie chcemy istnieć wiecznie, gdzieś na „zapiecku” u boga…Chcemy sami być jak bóg!… 7,8 miliardów Bogów… Dociekamy, poznajemy, jesteśmy coraz mądrzejsi ( w wiedzę) … Wszechmogący, wszechmocni… Wprawdzie umieramy jeszcze na grypę ( tudzież SARS-CoV-2) ..I z tego powodu, „wieczność ” jeszcze jest poza naszym zasięgiem… Ale to przecież „no problem!” … Kiedyś będziemy idealni… – Tu zamilkł, przełykając ślinę…
– ..Wtedy pytania ; ” Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?”… Nie będą zaprzątały nam głów ( O ile jeszcze je będziemy mieli?). – Spytała Kasia.
– O tak!…Brawo Kasiu… Właśnie zdałaś zaliczenie ! – Odparł Pan profesor…
Po „obchodzie” to mnie przeniesiono na salę ogólną… A następnego dnia „wypuszczono” do domu… Byłem tylko na obserwacji… Niepokojące symptomy po zabiegu znikły… Wyniki badań histopatologicznych też dobrze rokują… Nie ma potrzeby mnie „obserwować”… W końcu jak powiedział Pan Profesor – Jest nas 7,8 miliardów… Nie sposób wszystkich obserwować!… I najlepiej nich sie Każdy pilnuje sam!…
Wróciłem do własnego domu… Ciepło w nim ( nie tylko miłością). Gwarno w nim… Dobrze w Mi we własnym domu. Ale po tych kilku dniach, spędzonych w miejscu, gdzie „walczy” sie o życie… Całego , tego chaosu i zgiełku tej walki… Chce sie chwili spokoju. Choć nie powinienem, to jednak,wyszedłem na spacer po ogrodzie w ciemna noc – Mroźną i srebrną… Pełną gwiazd i ciszy. Ogród już śpi snem przemijania… Wiosną się zbudzi. Nad licho odzianymi – Owocowymi drzewami, zauważyłem lśniące rysy… A to poruszane blaskiem Księżyca pajęcze nici tną nocny mrok, żeglując gdzieś tam… – Byle dalej od Jesieni, deszczu i chłodu! Osiwiały mrozem, bezlistny drzewa pień chce je pochwycić w gałęzi szpony; – Nie zostanę tu sam!. Wrośnięty jestem w ziemię. Lecz one, pod osłoną nocy w tajemnicy – uciekają… Nie chcą, zginąć w jego objęciach, marnym schronieniem są…I juz się ścieli szarością smutek ,skracając dni, chłodem i deszczem…. A Mnie za latem się ckni, radością upalnych chwil, dniem długim jak wieczność. … I nie pomoże barwnych plam, pejzaż utkany z liści lasu, Babiego Lata srebrzyste nici… Juz urok twój Jesieni – dogasa. Płowieją twe barwy pod szronem, co w blasku Księżyca nocą, skrzy sie szklaną bielą – Odejdą w przeszłość. Zimą mróz i śnieg i nagie szkielety konarów drzew. … A Mnie za latem się ckni, ciepłym promieniem słońca na twarzy, beztroskich dni zabawy. Porami roku odmierzam czas. Każda z nich inna… Każdej, gdy mija jest mi brak. Lecz wiem, za czym tęsknię, bo przecież były moim udziałem. …I znowu będą. Szkoda że, życie nie wraca porami szczęścia. … Byłoby za czym tęsknić i niecierpliwie czekać.
Pogodna myśl… Jest, lecz wyziębnięta zimą obojętności, co z chmur trosk smutek zsyła i czeka, jak mała roślinka. Czeka na wiosnę, wtulona w zeschłe liście…Pod łachą śniegu; – Bo ja z wiosną jeszcze urosnę!. Bo ja z wiosną zakwitnę… – Pogodną myślą będę i ciepłą. W kąciku duszy znajdę swój skrawek, pachniała będę Bzem – W chwilach nostalgii… W radości chwilach – cukrowej waty smak będę miała… Od Wiosny do Jesieni. Od poranka poprzez dzień w jego blasku Słońca… W taka noc jak teraz; – W bezsenne noce znajdziesz mnie w świetle Księżyca… Tam gdzie Wenus. W Twoich oczach, w Twoim sercu. W skrawku duszy Twojej… – W ogrodzie uczuć rozkwitać będą najpiękniej!
… Tyle zwykłych bliźniaczych dni, tygodni, miesięcy, lat.. Podobnych sytuacji i twarzy, koło zdarzeń obróciło się już kilka razy, lecz wciąż zadziwia mnie świat… Dotknął mnie smutek, żal i rozpacz, moim udziałem jest radość i śmiech. Widziałem narodziny, widziałem także śmierć… Co jeszcze dane będzie mi zobaczyć? Jak długo jeszcze krążył będę wokół słońca, porami roku wyznaczając czas?.
… Te wszystkie myśli, to zlepki „nieudanych” wierszy… Zawsze nocą zaczynają swój taniec w głowie, żeby sen nie mógł śnić…
Kładąc się do łóżka, zamykam oczy, wrota do rzeczywistości. Zostawiam za nimi realny świat. Nie chcę widzieć zła, cierpienia i bólu Dłońmi obejmując głowę, zatykam uszy, by nie słyszeć podłości, bluźnierstw, upokorzeń.
… Lecz wciąż obrazy życia, świecą w pamięci jasno tak… I słowa złe nie zamilkły, złowieszczo szemrają w sumieniu, nie dając spać…
O, dobry Boże! Panie mój.. Ześlij mi błogi sen…
… Nie karz mnie za to, że patrzę na świat, szeroko otwartymi oczami…
Mogę dla Was rozpłynąć się w jesiennej mgle, mogę rozpuścić się w kroplach deszczu lub z korowodem chmur odpłynąć za poszarpany grzbietami gór horyzont. Mogę dla Was zamienić się w nicość, w „bzdurę” lekko wypowiadanych słów. … Nic nie znaczącym spojrzeniem, też mogę być. Mogę dla Was zaginąć w pamięci – gdzieś tam, pod stertą błahych spraw. Mogę być jak powietrze – przeźroczyste. Mogę dla Was nakryć się peleryną „niewidką”. Mogę zrobić wszystko, by zniknąć. … Lecz czy to znaczy, że nigdy mnie nie było?
Znikałem, rozpływałem się z każdą literką słowa, z każdą strofą wiersza. Teraz, by mnie dojrzeć, nie wystarczy oczu Twoich spojrzenie.
Gdy patrzysz w uczuć zawiłe korytarze – tam jestem. Gdy dotykasz czyjegoś bólu i cierpienia, współczuciem swoim Go obejmując – tam jestem. Gdy zapuszczasz się w otchłań własnego sumienia, szukając w nim swojej „dobrej” cząsteczki – tam jestem!
Nie patrz w puste miejsce po mnie, nie wyłonię się realną postacią. Gdzieś w pamięci swej umość dla mnie kącik, zawieś portret mój w galerii napotkanych przyjaciół…
Już szepty sumienia, jak pierwszy podmuch wiatru, poruszyły zmysłami. Już chmur oblicze twarzy pełne. Nadciąga burza uczuć. Każdy szuka schronienia, zamyka okna i drzwi. Żywioł emocji już zbiera ofiary. Ciężkie to będą dni! W deszczu milczenia nasiąkasz myślami, ciężka od łez. Miłości, jak słońca wyczekujesz. Pogodzie samotności niech przyjdzie już kres. Jak małe dzieci tulisz do ciała swych smutków zatroskane buzie, w uścisku mocnym, lecz troskliwym z miłością, z czułością, z życiem.
I znów Anioł z nieba spadł.. nie widział go nikt. W inną stronę zagapieni. Ikar znów się w ziemię wbił, a po Anioła skrzydłach tylko biały puch, tańczący w błękitnej przestrzeni.
I po co tyle słów, tyle łez, co spadając spod oczu drążą skałę serca? To też boli!
W ciszę zapadam, w mrok, gdzieś na dno Duszy… Nie chcę być ziarnkiem piasku w oku. Mój Anioł wdeptany w ziemię przez stopy ludzi, z których każdy w swoją stronę idzie…
***
Znów pora odejść i nie zajmować miejsca. Może ktoś inny Tu usiądzie – Lepszy? … I piękniej i łatwiej, władał będzie słowem?
Co z słomianego ognia, wypalić sie miało, już dawno ostygłe – Niedocenione. … Tylko popiół, wiatr roznosi nad paleniskiem.
Pora się schować z oczu, niech się nie gapią jak na dziwadło; – To Ten… Co wzlatuje w górę a potem spada na dno !
Sekundy, minuty, godziny, dni, tygodnie, miesiące, lata… W każdym określeniu czasu, coś się dzieje… Nic nie przystanie „panta rhei” – Wszystko Płynie , jedyną malutką wysepką pośród czasu, jest nasza pamięć… W niej czas nie ma znaczenia . Raz zatrzymana w pamięci chwila, zostaje tam na bardzo długo… Lecz chwil tych tysiące, Wysepka Pamięci mała!… Przeróżne sploty zdarzeń, nakładają się na siebie, plączą… I cóż z tego, że zatrzymałeś czas – Skoro nałożone na siebie sekwencje pamięci, tworzą inny obraz od rzeczywistego… A Im mniej „sięgasz” w pamięć, tym bardziej „zarasta” … Zapominasz Tych, o których warto pamiętać…
..Ja wspomagam się pisaniem – Bo to, o czym piszę, może też „zatrzymać” się w waszych sercach i umysłach… I potem kiedyś, połączone ogólną pamięcią, stworzą realny obraz zatrzymanej „chwili”… Jednej z Tych, tu uciekających…
… Obserwujemy, oceniamy, wydajemy osądy… Dobrze gdy te „osądy” są poparte wiedzą na dany temat ( chodzi mi o te, dotyczące innych ludzi)… Znaczy się, wiemy na tyle dużo, by nasza opinia była wiarygodna… Cóż można dowiedzieć się o „człowieku” z paru linijek tekstu?- niewiele…. Z jednej zapisanej kartki? – można wyciągnąć pochopne wnioski… Dopiero gdy przeczytamy całe opasłe tomisko, pisane przez kilkunastu autorów ( a dotyczące jednego człowieka)… Wtedy dopiero można przyjąć , że się te „osobę zna”.( nie widząc jej na oczy ) … Obserwujemy, nabywamy doświadczeń, poglądów… Dobrze jest mieć „swój własny pogląd”… Ale kurczowe trzymanie się „jego słuszności” jest niczym innym jak – zarozumialstwem… Poglądy nie są „rzeczą stałą”. Poddawanie wątpliwości swoich poglądów, powinno być czymś normalnym… … Obserwujemy, uczymy się, nabywamy wartości, staramy się zrozumieć Innych… Dobrze, gdy nasze „wartości” pokrywają się (lub są pokrewne) z wartościami Innych, ogólnie przyjętymi za „żelazne wartości” . … Obserwujemy… I mówimy o tym, co widzimy… Możemy jedynie przekazać to co widzimy naszymi oczami.. jakie są nasze myśli, uczucia… Ale to wcale nie znaczy , że nas ktoś zrozumie….
Sprzeczności
Sprzeczności własnych myśli, sumienia dywagacje, w każdym ruchu, w każdym geście, w słowie… wahanie: – Czy ja, to ja? Niepewnie stawiając kroki idę do Ciebie. Przyjmiesz mnie takim, jakim jestem? Czy wskazując palcem drzwi, powiesz: – Wróć. Nie chcę cię tu! – Twoją Duszę skazuję na wygnanie, niech błąka się między niebem, a piekłem…
Nie jesteś ani dobry, ani zły. Po prostu „Jesteś”, więc żyj.
***
07,04,2009
– Stary Fotel zawył boleśnie sprężynami, pod Moim ciężarem; – Mógłbyś w końcu wziąć się za odchudzanie!. Był przesiąknięty zapachem stęchlizny, wilgotny… Wstałem a On zamamrotał; – Zdecyduj się!? Łapiąc za dębowe oparcia przeciągnąłem go z rogu balkonu, gdzie stał całą Zimę, na środek do słońca. – Człowieku! – Zaskrzypiał każdą swoją cząsteczką. – Nie szarp mnie! Moje nogi w przeciwieństwie do twoich nóg – są z drewna… Gdy już stał na środku balkonu zemną, wygodnie w nim usadowionym z fajką w ustach i kieliszkiem wina, On znów zaskrzypiał: – Tylko nie wypal mi dziury w tapicerce!… I nie gaś jej winem. Ten fotel stoi na balkonie już kilka ładnych lat. Jest jedną z pamiątek po mojej babci. Wiekowy mebel, który przytaszczyła z sobą na Ziemie Odzyskane, gdzieś spod Mariampola. Z wyblakłym i wytartym obiciem, łuszczącym lakierem, nie pasował do żadnego wnętrza a wyrzucić żal, więc wylądował najpierw w moim gabinecie, potem wprost z niego na balkon… O ile droga w „tamtą” stronę była możliwa, powrotna droga już nie, więc został tam na stałe. Malutki balkon od południowej strony domu z zachodzącym na niego dachem. Pod nim taras, frontowa część ogrodu, widok na drogę i dom sąsiada – Cały Jego świat. Późną Jesienią i Zimą trochę zapomniany przeze mnie… Z Wiosną, to mój najlepszy kompan. Tkwimy na tym „naszym” balkonie, obserwujemy, słuchamy, gadamy – Bo trudno nazwać „rozmową” jego skrzypienie sprężyn przy każdym moim najmniejszym ruchu…
***
15,11,2020
Jesień, mglistych poranków i chłodnych wieczorów… W wędrówce bez celu, zatrzymałem się przed oknem wychodzącym na balkon… Czasem miewam tak, że snuje się po domu jak duch z przeszłości, szukając różnych „chwil” które bezpowrotnie przeminęły … Jak Ów fotel… Po starym fotelu zostało tylko wspomnienie, nie był zrobiony „na wieczność”… Korniki rozsmakowały się w dębowym drzewie… Skruszało przez tyle lat. .. Zmiękło. Nie oparło się ” zębowi czasu” i apetytowi Kornika… Z poręczy powstał stojak do wieszaka( jedyne części, którym dało się nadać jakąś postać)… Reszta znikła ( … To najlepsze wytłumaczenie, dla niechcianych już rzeczy)… Jego wygody, nie zastąpił , żaden inny fotel… I ten „bujany” równie stary, a tym bardziej te „nowe”… Obite skórą z nowoczesnym „desing – iem” ( Te w ogóle są całkiem nieme…). Tęskno mi było za nim… Jak i za wszystkim innym – miłym sercu i duszy… Co na trwałe zapisało się w wspomnieniach.
… Zwykła rozmowa, taka „o niczym”, żarty, poważne dyskusje… kłótnie. Wszystko wynika z tego, że człowiek nie jest stworzony do milczenia. Chce się dzielić tym co widzi, czuje…. Chce rozmawiać o tym o czym marzy, za czym tęskni…. Chce przedstawiać swoje poglądy, opinie…. Opowiedzieć o tym , co go trapi i to, co sprawia mu radość. Chce poczuć się „wysłuchanym”, zauważonym… Chce pokazać, że widzi, słyszy, czuje… żyje. Przeglądałem cały mój watek od początku… Kilka bzdur, trochę marudzenia, parę frazesów, mądrości parę i troszkę powagi – zwykła rozmowa.( Czasem z sensem lecz bez znaczenia. Czasem ma znaczenie, choć trudno do patrzeć się w niej sensu). … Przeglądałem i w trakcie przypomniał mi się chłopak… Leżał na łóżku jak „kłoda”. Sparaliżowany, jego ciało było bezwładne… Pisałem o Nim tu w wątku ” Jak Motyl”…Uwielbiał gdy siadało się na kraju łóżka i mówiło… mówiło do Niego. Nie miało, to większego znaczenia „o czym”, byle było „prawdziwą” rozmową. …. Źrenice jego oczu reagowały na te „opowiadania” gwałtownie. Jak gdyby chciał odpowiedzieć; – Słucham… Żyję!.
Niemoc
W bezwładnym ciele wciąż jeden gest na twarzy… Gdyby nie łzy w kącikach oczu, nie wiedziałbym nic o tym, jak niemoc potrafi boleć. Był jak Marionetka, która leży w Muzeum Lalek. Już nie ożywi jej niczyja dłoń. Pokryta kurzem i pajęczyną niespełnionych marzeń. Żyje, ale czeka na śmierć. Dlaczego nie mam daru uzdrawiania.. Chwytając za jego zimne dłonie, powiedziałbym: – Wstań i idź! Nie jestem Bogiem.
Trzymając jego zimne dłonie, obcieram z Jego policzków łzy.