Człowiek II…

( Autor Paula Gauguina)  (oryginalny francuski tytuł: D’où venons nous? Que sommes nous? Où allons nous?)

Sala po operacyjna na oddziale Neurochirurgicznym, zawsze  budzi we mnie nieprzyjemne uczucia… Wnętrze przypomina bardziej „laboratorium” – Pomieszczenie pełne dziwnych urządzeń, podłączonych do ludzi, które zaczynają  emanować ich energią… Choć to podobno jest odwrotnie – To Owe „urządzenia” przekazują ludziom swoją energię… Mniejsza!. W każdym razie sala rozświetlona jaskrawym światłem przez 24 godziny na dobę ( Pomimo zasuniętych żaluzji w oknach… Po co te okna?)… Co chwilę zjawiają sie postacie w białych kitlach, maseczkach, rękawiczkach i przyłbicach – Które przebywają przeważnie za szklaną szybą – Obserwując…  Rzadziej pojawiają się istoty w zielonych wdziankach … Lecz one w przeciwieństwie do Tych „pierwszych” nie robią właściwie nic, tylko zatrzymują sie nad człowiekiem i po głośnej weryfikacji myśli, czyli wymruczanym  ” Hmmmm?” – Odchodzą… W ogóle, poza „pikaniem” i szumem urządzeń ( … Odgłosów rodem z filmu „scenice fuction”)- Panuje cisza… No nie zupełnie, czasem przerywa ja  cicha rozmowa dwu istot leżących na szpitalnych łóżkach…  Odcięci od świata w wyizolowanym pomieszczeniu z niekończącym sie dniem ( …Owe jaskrawe światło, które nigdy nie gaśnie), gdy odzyskują świadomość po operacji  w oczekiwaniu na diagnozę pooperacyjną… Jest ta krótka chwila, te kilka godzin z którymi nie wiadomo co zrobić!?… Wtedy zazwyczaj słychać rozmowę…

– Pić, pić! – Rozległo się po sali ciche wołanie, które zaraz gasło w monotonnym szumie urządzeń.

– Niech Pan naciśnie „guzik” – Usłyszałem zaraz po tym  „wołaniu”… To młoda kobieta leżąca obok  spragnionej osoby….  Była Tu, już wtedy, nim Mnie na nią wwieziono … A przynajmniej jak wróciłem do świadomości miejsca w którym jestem…

– Co !?…Jaki guzik? – Człowiek nie bardzo mógł zebrać myśli…

– Pomiędzy palcami – Kciukiem i wskazującym… Ma Pan „kaczy dzióbek”… Niech pan złączy oba palce – Zaczęła tłumaczyć kobieta, lecz Ów, nie był zdolny do logicznej reakcji… Na Jego szczęście, pojawiła się pielęgniarka zwabiona przez aparaturę tegoż pacjenta ( … Te różne urządzenia, tak jak i pacjenci wołają czasem o „pomoc”…Choć chyba bardziej chodzi im o towarzystwo ludzi!?)

– O Pan się obudził już!?… I jak się spało? – Spytała lekko drwiąc, Pani Jadzia ( ..Tak zwracali się do niej wszyscy pozostali członkowie personelu). Oczywiście nie doczekała sie odpowiedzi.. Nawet pewne, że samo pytanie było tylko retoryczne, ot taka próba nawiązania dialogu z pacjentem… – Już podłączymy ” kroplóweczkę”… Od nie chce się Panu pić – Mówiła do pacjenta, krzątając sie obok niego. A Tymczasem na salę  weszła druga pielęgniarka; – Co jest Jadziu?  – Spytała jakby od niechcenia; – Weź zresetuj „kardio” i pulsometr na „trójce”… Pan się nam właśnie obudził – Odpowiedziała, nawet nie obracając się w stronę koleżanki, ta z kolei obleciawszy całą salę wzrokiem, wymamrotała ; – Dobra!… A poza tym, wszystko „ok”?… – Pani Jadzia nie odpowiedziała, zajęta wkłuwaniem igły w rękę pacjenta, więc druga z pań znikła za drzwiami, pojawiając się po chwili za przeszklona szybą…

– … No i już, proszę Pana… Gdyby Pan „czegoś” potrzebował, lub coś się działo… Proszę  zacisnąć kciuk ze wskazującym palcem.. – Zaczęła tłumaczyć, to samo polecenie, które wcześniej usiłowała mu przekazać kobieta z sąsiedniego łóżka

– …On chyba jeszcze „nie łapie” !? – Wtrąciła Owa kobieta; –  Przed chwilą mu tłumaczyłam…

– Oj Pani Kasiu – Odparła „siostra” – Po kroplówce „załapie” !…  Ale jakby co?…Niech Pani da znać – Odpowiedziała siostra Jadzia i poprawiając przewód połączony do ręki pacjenta … Znikła za matowymi drzwiami, pojawiając sie obok  swojej koleżanki za szybą….

W pokoju znajdowały się  „cztery stanowiska”… Cztery lóżka z pacjentami, na przeciw siebie.. Ponumerowanie naprzemiennie tak, że po jednej stronie były nieparzyste a po drugiej parzyste… Pani Kasia, zajmowała  – 1… Ja naprzeciw niej  – 2, Pan który właśnie sie obudził po narkozie – 3… A człowiek obok mnie, który pogrążony w „naturalnej” drzemce , spał – 4… I właśnie gdy wychodziła z sali pielęgniarka, On sie przebudził ;

– Ale Mi się kimnęło! – Oznajmił reszcie; – … Się mi śniło, że leże w domu na kanapie i oglądam mecz… Szkoda, że to tylko sen! – Westchnął.

– A tam Panie Ziutku.. – Odezwała się Kasia, do mojego „sąsiada”.. Który też,  już był Tu – Przede mną. Może dlatego znali swoje imiona?…

– Pewnie dziś ordynator przeniesie Pana na „ogólną”? – Zawyrokowała.

– Oby, oby… – Odparł Pan Ziutek; – … Nie znoszę tej sali – Dodał… I jakby z tego wynikało, nie tylko Mnie, To miejsce napawa „niechęcią”.

– … To już Pana kiedyś tu gościli? – zaczęła dociekać Kasia.

– Trzeci raz.. – odpowiedział Ziutek – … Pierwszy raz  po ” kranektomi”…

– Uuu!? – Przerwała Kasia – To nie lepiej dać sobie wywiercić małą ” dziurkę” w głowie? – Spytała.

– Akurat trepanacja nic by nie dała… Obrzęk miałem za duży .. – Odparł Pan Ziutek.

– To miał pan „więcej”  mózgu.. – Parsknęła śmiechem Pani Kasia.

– …Większy!…Większy nie „więcej” – Odparł Ziutek, z przekorom w głosie i uśmiechem, dodając od razu; – … Ale nic przez to nie byłem mądrzejszy!…

– A Pan?…  – Zaczęła dywagować Kasia; – Pan, to podobno „jakiś”  profesor?

– A no tak się złożyło.. – Odparł Pan… Był mniej – więcej w moim wieku ( sądząc po wyglądzie… I zachowaniu); – Mam wykłady w „Jagiellonce”…

– … Uu, to Pan „mądry człowiek”? – Spytała.

– Czy mądry!?… Ot dużo wiem i tylko tyle… – Pan Józef ( Bo tak właściwie brzmiało jego imię) , usiłował podnieść głowę, by obadać lepiej wzrokiem postać Kasi… Lecz niestety nie miał tyle sił…

– A Pani ?… – Spytał zrezygnowany po niepowodzeniu – Pani nie po studiach?…

– Nieee.. – Odparła przeciągle. -Wprawdzie maturę zdałam celująco, ale dalej do wiedzy mnie już nie ciągło…

– … I może lepiej!? –  Przerwał Jej pan Profesor; – Nadmiar wiedzy bardziej szkodzi, niż pomaga… Co widać na Moim przykładzie -… Nie bardzo mogłem domyśleć się owego „przykładu” …Niby na czym polegał?…lecz nie odzywałem sie słowem, by zaspokoić ciekawość, nie chciałem  Im przeszkadzać…  Dla mnie On wydał się naprawdę „mądrym człowiekiem” …Cokolwiek niesie z sobą stwierdzenie „mądrość” .

– …To co Pan „wykłada”? – Zaintrygowało to Kasię.

– Filozofię.. – Odparł z uśmiechem. – Choć tak po prawdzie jestem Teologiem … Więc jak  mówiłem… To  nie „mądrość” a „mądrzenie” – Stwierdził.

– Filozofię – Czego? – Dociekała nadal.

– Filozofię o Człowieku… O wszystkim co z Tego wynika – Sprecyzował.

– A to może pan Mi tu…Nam Tu wszystkim „jakiś ” wykładzik?…- Zaczęła pani Kasia nagabywać starszego współlokatora – Próbka umiejętności? – Zaczęła podpuszczać Pana Ziutka.

– A proszę bardzo.. – Odparł i zaczął swój wywód;

– Człowiek… – Miliony stronic już o nim zapisano…. Jego portretów niezliczonych „twarzy” też w milionach można policzyć…  – Zaczął swój wywód, jakby nauczył się go na pamięć – Deklamował; –  Każdy aspekt  Człowieczeństwa został już „przemielony”… Poeci, artyści, teolodzy, naukowcy … – Porozbierali nas na „cząstki” naszego DNA… Teraz  Te cząstki rozbiera się na jeszcze mniejsze ” cząsteczki”… A jak nic z nich nie zostanie, to będziemy rozbierać „nicość” po nich!… Byle tylko dowiedzieć się  –  ” Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?”… Wyczytałem gdzieś, że jest nas ( Nas Ludzi) na świecie ok. 7,8 mld… Ciekawe ilu z Nas zastanawiało się nad Owymi pytaniami „skąd, kto i gdzie” ?… Większość ludzi na świecie jest wierząca… Ponad ośmiu mieszkańców na dziesięciu, naszej planety ( 84 proc), przynależy do jakiejś grupy religijnej ( Najwięcej jest Chrześcijan)… W większości wyznań, dominującą doktryną jest Ta, że to „Bóg” ( Różne wyznania różni Bogowie) , nas stworzył… A jak nie stworzył, to dzięki jego „działaniu” i ingerencji  – Teraz jesteśmy Tym, Kim jesteśmy…

– Więc… – Przerwała mu Kasia; – Więc ludzie wierzący, nie powinni się zastanawiać nad sensem swojego istnienia o ile, Ich wiara jest silna i prawdziwa!?

– … No zasadniczo tak.. – Odparł profesor. – Pismo święte mówi;  „Miej ufność w Panu i postępuj dobrze, mieszkaj w ziemi i zachowaj wierność.”)…  – W Biblii jest określone „skąd, po co i dokąd”?… W Koranie też. i Talmudzie – Też jest jasno określone Nasze miejsce!… I w innych nie mniej świętych księgach… – W tym miejscu przerwał swój wykład, bo w matowych drzwiach pojawiła sie postać pani Jadzi; – Za dwadzieścia minut będzie obchód… Nie wywińcie Mi jakiegoś numeru! – Oznajmiła i znikła za zamykającymi się drzwiami. A pan Ziutek, zaczął kontynuację, swojego wywodu;

– … Może dlatego na Ziemi z każdym rokiem ubywa ludzi „wierzących”?… Coraz więcej agnostyków…  Przez  naukę! (…Ta  nas oddala od Boga) – Poznając „siebie” – Oddalamy się od bogów… Właściwie „Kto to jest Bóg”?…- Istota nadprzyrodzona?.. Najbardziej powszechnie pod pojęciem bóg rozumie się określenie istot będących przedmiotem kultu religijnego… Ale nigdzie…Nigdzie!  nie jest określone ” jedno” zrozumienie dla Wszystkich – Więc, przez to, że dla różnych wyznań i ludzi, znaczy „co innego” z czasem przestaje oznaczać cokolwiek… Za to „Człowiek” – Jakkolwiek brzmi, interesuje nas o wiele bardziej –  Bo Nim jesteśmy! (..). Nie chcemy istnieć wiecznie, gdzieś na „zapiecku” u boga…Chcemy sami być jak bóg!… 7,8 miliardów Bogów… Dociekamy, poznajemy, jesteśmy coraz mądrzejsi ( w wiedzę) … Wszechmogący, wszechmocni… Wprawdzie umieramy jeszcze na grypę ( tudzież SARS-CoV-2) ..I z tego powodu, „wieczność ” jeszcze jest poza naszym zasięgiem… Ale to przecież „no problem!” … Kiedyś będziemy idealni… – Tu zamilkł, przełykając ślinę…

– ..Wtedy pytania ;  ” Skąd przyszliśmy? Kim jesteśmy? Dokąd idziemy?”… Nie będą zaprzątały nam głów ( O ile jeszcze je będziemy mieli?). – Spytała Kasia.

– O tak!…Brawo Kasiu… Właśnie zdałaś zaliczenie ! – Odparł Pan profesor…

Po „obchodzie” to mnie przeniesiono na salę ogólną… A następnego dnia „wypuszczono” do domu… Byłem tylko na obserwacji…  Niepokojące symptomy po zabiegu znikły… Wyniki badań histopatologicznych też dobrze rokują… Nie ma potrzeby mnie „obserwować”… W końcu jak powiedział Pan Profesor – Jest nas 7,8 miliardów…  Nie sposób wszystkich obserwować!… I najlepiej nich sie Każdy pilnuje sam!…

***

Cierpienie

… Wykrwawiam się patrząc na świat
Mówią mi: – Zamknij oczy!
– Nie patrz.
– Nie myśl.
– Nie czuj.

Pod zamkniętymi powiekami
nabrzmiała krew, krzepnąc
staje się skałą, marmurem twardym.
Zamknięty w zimnym mroku kamienia.

Głuchy na świat, bez uczuć.
Przestanę patrzeć, myśleć i czuć,
to nie jest życie!
To jest przetrwanie.

…I choćbym nawet ślady swego istnienia
odcisnął w rozgrzanej do białości lawie,
te ślady już zastygłe teraz – donikąd Cię zaprowadzą.

Nie żałuj mojej krwi, nie żałuj cierpienia. … Żyjemy wciąż a reszta!?- Bez znaczenia.

Jestem.

Wróciłem do własnego domu… Ciepło w nim ( nie tylko miłością). Gwarno w nim… Dobrze w Mi we własnym domu. Ale po tych kilku dniach, spędzonych w miejscu, gdzie „walczy” sie o życie… Całego , tego chaosu i zgiełku tej walki… Chce sie chwili spokoju. Choć nie powinienem, to jednak,wyszedłem na spacer po ogrodzie w ciemna noc – Mroźną i srebrną… Pełną gwiazd i ciszy. Ogród już śpi snem przemijania… Wiosną się zbudzi. Nad licho odzianymi – Owocowymi drzewami, zauważyłem lśniące rysy… A to poruszane blaskiem Księżyca pajęcze nici tną nocny mrok, żeglując gdzieś tam… – Byle dalej od Jesieni, deszczu i chłodu! Osiwiały mrozem, bezlistny drzewa pień chce je pochwycić w gałęzi szpony; – Nie zostanę tu sam!. Wrośnięty jestem w ziemię. Lecz one, pod osłoną nocy w tajemnicy – uciekają… Nie chcą, zginąć w jego objęciach, marnym schronieniem są…I juz się ścieli szarością smutek ,skracając dni, chłodem i deszczem…. A Mnie za latem się ckni, radością upalnych chwil, dniem długim jak wieczność.
… I nie pomoże barwnych plam, pejzaż utkany z liści lasu, Babiego Lata srebrzyste nici… Juz urok twój Jesieni – dogasa. Płowieją twe barwy pod szronem, co w blasku Księżyca nocą, skrzy sie szklaną bielą  – Odejdą w przeszłość. Zimą mróz i śnieg i nagie szkielety konarów drzew.
… A Mnie za latem się ckni, ciepłym promieniem słońca na twarzy, beztroskich dni zabawy. Porami roku odmierzam czas. Każda z nich inna… Każdej, gdy mija jest mi brak. Lecz wiem, za czym tęsknię, bo przecież były moim udziałem. …I znowu będą. Szkoda że, życie nie wraca porami szczęścia. … Byłoby za czym tęsknić i niecierpliwie czekać.

Pogodna myśl… Jest, lecz wyziębnięta zimą obojętności, co z chmur trosk smutek zsyła i czeka, jak mała roślinka. Czeka na wiosnę, wtulona w zeschłe liście…Pod łachą śniegu; – Bo ja z wiosną jeszcze urosnę!. Bo ja z wiosną zakwitnę…
– Pogodną myślą będę i ciepłą. W kąciku duszy znajdę swój skrawek,
pachniała będę Bzem – W chwilach nostalgii… W radości chwilach – cukrowej waty smak będę miała… Od Wiosny do Jesieni. Od poranka poprzez dzień w jego blasku Słońca… W taka noc jak teraz; – W bezsenne noce znajdziesz mnie w świetle Księżyca… Tam gdzie Wenus. W Twoich oczach, w Twoim sercu. W skrawku duszy Twojej… – W ogrodzie uczuć rozkwitać będą najpiękniej!

… Tyle zwykłych bliźniaczych dni, tygodni, miesięcy, lat.. Podobnych sytuacji i twarzy, koło zdarzeń obróciło się już kilka razy, lecz wciąż zadziwia mnie świat… Dotknął mnie smutek, żal i rozpacz, moim udziałem jest radość i śmiech. Widziałem narodziny, widziałem także śmierć… Co jeszcze dane będzie mi zobaczyć? Jak długo jeszcze krążył będę wokół słońca, porami roku wyznaczając czas?.

… Te wszystkie myśli, to zlepki „nieudanych” wierszy… Zawsze nocą zaczynają swój taniec w głowie, żeby sen nie mógł śnić…

Prośba

Kładąc się do łóżka,
zamykam oczy, 
wrota do rzeczywistości.
Zostawiam za nimi realny świat.
Nie chcę widzieć zła, cierpienia i bólu
Dłońmi obejmując głowę,
zatykam uszy, 
by nie słyszeć podłości, 
bluźnierstw, upokorzeń.

… Lecz wciąż obrazy życia,
świecą w pamięci jasno tak…
I słowa złe nie zamilkły,
złowieszczo szemrają w sumieniu,
nie dając spać…

O, dobry Boże! Panie mój..
Ześlij mi błogi sen…

… Nie karz mnie za to,
że patrzę na świat,
szeroko otwartymi oczami…

(K.Miłosz)

Mogę dla Was rozpłynąć się w jesiennej mgle,
mogę rozpuścić się w kroplach deszczu
lub z korowodem chmur odpłynąć
za poszarpany grzbietami gór horyzont.
Mogę dla Was zamienić się w nicość,
w „bzdurę” lekko wypowiadanych słów.
… Nic nie znaczącym spojrzeniem, też mogę być.
Mogę dla Was zaginąć w pamięci – gdzieś tam,
pod stertą błahych spraw.
Mogę być jak powietrze – przeźroczyste.
Mogę dla Was nakryć się peleryną „niewidką”.
Mogę zrobić wszystko, by zniknąć.
… Lecz czy to znaczy, że nigdy mnie nie było?

Znikałem, rozpływałem się z każdą literką słowa, 
z każdą strofą wiersza.
Teraz, by mnie dojrzeć, 
nie wystarczy oczu Twoich spojrzenie.

Gdy patrzysz w uczuć zawiłe korytarze
– tam jestem.
Gdy dotykasz czyjegoś bólu i cierpienia, 
współczuciem swoim Go obejmując 
– tam jestem. 
Gdy zapuszczasz się w otchłań
własnego sumienia, 
szukając w nim swojej „dobrej” cząsteczki
– tam jestem!

Nie patrz w puste miejsce po mnie, 
nie wyłonię się realną postacią.
Gdzieś w pamięci swej umość dla mnie kącik,
zawieś portret mój w galerii napotkanych przyjaciół…

Nie  okrywaj mnie mgłą milczenia.

… Czy nie jestem wart ani promyka słowa?.

Emocje.

Burza uczuć

Już szepty sumienia,
jak pierwszy podmuch wiatru,
poruszyły zmysłami.
Już chmur oblicze twarzy pełne.
Nadciąga burza uczuć.
Każdy szuka schronienia,
zamyka okna i drzwi.
Żywioł emocji już zbiera ofiary.
Ciężkie to będą dni!
W deszczu milczenia
nasiąkasz myślami,
ciężka od łez.
Miłości, jak słońca wyczekujesz.
Pogodzie samotności niech przyjdzie już kres.
Jak małe dzieci tulisz do ciała
swych smutków zatroskane buzie,
w uścisku mocnym, lecz troskliwym
z miłością, 
z czułością, 
z życiem.

Błądzę…

I znów Anioł z nieba spadł..
nie widział go nikt.
W inną stronę zagapieni.
Ikar znów się w ziemię wbił,
a po Anioła skrzydłach tylko biały puch,
tańczący w błękitnej przestrzeni.

I po co tyle słów, tyle łez,
co spadając spod oczu drążą skałę serca?
To też boli!

W ciszę zapadam, w mrok,
gdzieś na dno Duszy…
Nie chcę być ziarnkiem piasku w oku.
Mój Anioł wdeptany w ziemię
przez stopy ludzi,
z których każdy w swoją stronę idzie…

***

Znów pora odejść
i nie zajmować miejsca.
Może ktoś inny Tu usiądzie – Lepszy?
… I piękniej i łatwiej, władał będzie słowem?

Co z słomianego ognia, wypalić sie miało,
już dawno ostygłe – Niedocenione.
… Tylko popiół,
wiatr roznosi nad paleniskiem.

Pora się schować z oczu,
niech się nie gapią jak na dziwadło;
– To Ten… Co wzlatuje w górę a potem spada na dno !

Pamięć.

Sekundy, minuty, godziny, dni,  tygodnie, miesiące, lata… W każdym określeniu czasu, coś się dzieje… Nic nie  przystanie  „panta rhei” – Wszystko Płynie , jedyną malutką wysepką pośród czasu, jest nasza pamięć…  W niej  czas nie ma znaczenia . Raz zatrzymana w pamięci chwila, zostaje tam na bardzo długo… Lecz chwil tych tysiące,  Wysepka Pamięci mała!… Przeróżne sploty zdarzeń, nakładają się na siebie, plączą… I cóż z tego, że zatrzymałeś czas – Skoro nałożone na siebie sekwencje pamięci, tworzą inny obraz od rzeczywistego… A Im mniej „sięgasz” w pamięć, tym bardziej „zarasta” … Zapominasz Tych,  o których warto pamiętać…  

..Ja wspomagam się pisaniem – Bo to, o czym piszę, może też „zatrzymać” się w waszych  sercach i umysłach… I potem kiedyś, połączone ogólną pamięcią, stworzą realny obraz zatrzymanej „chwili”… Jednej z Tych,  tu uciekających…

Jesienne dywagacje II

… Obserwujemy, oceniamy, wydajemy osądy… Dobrze gdy te „osądy” są poparte wiedzą na dany temat ( chodzi mi o te, dotyczące innych ludzi)… Znaczy się, wiemy na tyle dużo, by nasza opinia była wiarygodna… Cóż można dowiedzieć się o „człowieku” z paru linijek tekstu?- niewiele…. Z jednej zapisanej kartki? – można wyciągnąć pochopne wnioski… Dopiero gdy przeczytamy całe opasłe tomisko, pisane przez kilkunastu autorów ( a dotyczące jednego człowieka)… Wtedy dopiero można przyjąć , że się te „osobę zna”.( nie widząc jej na oczy )
… Obserwujemy, nabywamy doświadczeń, poglądów… Dobrze jest mieć „swój własny pogląd”… Ale kurczowe trzymanie się „jego słuszności” jest niczym innym jak – zarozumialstwem… Poglądy nie są „rzeczą stałą”. Poddawanie wątpliwości swoich poglądów, powinno być czymś normalnym…
… Obserwujemy, uczymy się, nabywamy wartości, staramy się zrozumieć Innych… Dobrze, gdy nasze „wartości” pokrywają się (lub są pokrewne) z wartościami Innych, ogólnie przyjętymi za „żelazne wartości” .
… Obserwujemy… I mówimy o tym, co widzimy… Możemy jedynie przekazać to co widzimy naszymi oczami.. jakie są nasze myśli, uczucia… Ale to wcale nie znaczy , że nas ktoś zrozumie….

Sprzeczności

Sprzeczności własnych myśli,
sumienia dywagacje,
w każdym ruchu,
w każdym geście,
w słowie… wahanie:
– Czy ja, to ja?
Niepewnie stawiając kroki
idę do Ciebie.
Przyjmiesz mnie takim, jakim jestem?
Czy wskazując palcem drzwi, powiesz:
– Wróć. Nie chcę cię tu!
– Twoją Duszę skazuję na wygnanie,
niech błąka się między niebem,
a piekłem…

Nie jesteś ani dobry, ani zły.
Po prostu „Jesteś”, więc żyj.

***

07,04,2009

– Stary Fotel zawył boleśnie sprężynami, pod Moim ciężarem; – Mógłbyś w końcu wziąć się za odchudzanie!.
Był przesiąknięty zapachem stęchlizny, wilgotny… Wstałem a On zamamrotał;
– Zdecyduj się!?
Łapiąc za dębowe oparcia przeciągnąłem go z rogu balkonu, gdzie stał całą Zimę, na środek do słońca.
– Człowieku! – Zaskrzypiał każdą swoją cząsteczką. – Nie szarp mnie! Moje nogi w przeciwieństwie do twoich nóg – są z drewna…
Gdy już stał na środku balkonu zemną, wygodnie w nim usadowionym z fajką w ustach i kieliszkiem wina, On znów zaskrzypiał: – Tylko nie wypal mi dziury w tapicerce!… I nie gaś jej winem.
Ten fotel stoi na balkonie już kilka ładnych lat. Jest jedną z pamiątek po mojej babci. Wiekowy mebel, który przytaszczyła z sobą na Ziemie Odzyskane, gdzieś spod Mariampola.
Z wyblakłym i wytartym obiciem, łuszczącym lakierem, nie pasował do żadnego wnętrza a wyrzucić żal, więc wylądował najpierw w moim gabinecie, potem wprost z niego na balkon… O ile droga w „tamtą” stronę była możliwa, powrotna droga już nie, więc został tam na stałe.
Malutki balkon od południowej strony domu z zachodzącym na niego dachem.
Pod nim taras, frontowa część ogrodu, widok na drogę i dom sąsiada – Cały Jego świat.
Późną Jesienią i Zimą trochę zapomniany przeze mnie… Z Wiosną, to mój najlepszy kompan.
Tkwimy na tym „naszym” balkonie, obserwujemy, słuchamy, gadamy – Bo trudno nazwać „rozmową” jego skrzypienie sprężyn przy każdym moim najmniejszym ruchu…

***

15,11,2020

Jesień, mglistych poranków i chłodnych wieczorów…  W wędrówce  bez celu, zatrzymałem się  przed oknem wychodzącym na balkon… Czasem miewam tak, że snuje się po domu jak duch z przeszłości, szukając różnych „chwil” które bezpowrotnie przeminęły …  Jak Ów fotel… Po starym fotelu zostało tylko wspomnienie, nie był zrobiony „na wieczność”… Korniki rozsmakowały się w dębowym drzewie… Skruszało przez tyle lat. .. Zmiękło. Nie oparło się ” zębowi czasu” i apetytowi Kornika… Z poręczy powstał stojak do wieszaka( jedyne części, którym dało się nadać jakąś postać)… Reszta znikła ( … To najlepsze wytłumaczenie, dla niechcianych już rzeczy)… Jego wygody, nie zastąpił , żaden inny fotel… I ten „bujany” równie stary, a tym bardziej te „nowe”… Obite skórą  z nowoczesnym „desing – iem” ( Te w ogóle są całkiem nieme…). Tęskno mi było za nim… Jak i za wszystkim innym – miłym sercu i duszy… Co na trwałe zapisało się w wspomnieniach.

… Zwykła rozmowa, taka „o niczym”, żarty, poważne dyskusje… kłótnie.
Wszystko wynika z tego, że człowiek nie jest stworzony do milczenia. Chce się dzielić tym co widzi, czuje…. Chce rozmawiać o tym o czym marzy, za czym tęskni…. Chce przedstawiać swoje poglądy, opinie…. Opowiedzieć o tym , co go trapi i to, co sprawia mu radość. Chce poczuć się „wysłuchanym”, zauważonym… Chce pokazać, że widzi, słyszy, czuje… żyje.
Przeglądałem cały mój watek od początku… Kilka bzdur, trochę marudzenia, parę frazesów, mądrości parę i troszkę powagi – zwykła rozmowa.( Czasem z sensem lecz bez znaczenia. Czasem ma znaczenie, choć trudno do patrzeć się w niej sensu).
… Przeglądałem i w trakcie przypomniał mi się chłopak… Leżał na łóżku jak „kłoda”. Sparaliżowany, jego ciało było bezwładne… Pisałem o Nim tu w wątku ” Jak Motyl”…Uwielbiał gdy siadało się na kraju łóżka i mówiło… mówiło do Niego. Nie miało, to większego znaczenia „o czym”, byle było „prawdziwą” rozmową. …. Źrenice jego oczu reagowały na te „opowiadania” gwałtownie. Jak gdyby chciał odpowiedzieć; – Słucham… Żyję!.

Niemoc


W bezwładnym ciele
wciąż jeden gest na twarzy…
Gdyby nie łzy w kącikach oczu,

nie wiedziałbym nic o tym,
jak niemoc potrafi boleć.
Był jak Marionetka,
która leży w Muzeum Lalek.
Już nie ożywi jej niczyja dłoń.
Pokryta kurzem i pajęczyną
niespełnionych marzeń.
Żyje, ale czeka na śmierć.
Dlaczego nie mam daru uzdrawiania..
Chwytając za jego zimne dłonie, powiedziałbym:
– Wstań i idź!
Nie jestem Bogiem.

Trzymając jego zimne dłonie,
obcieram z Jego policzków łzy.


Jak bardzo niemoc boli!

Cząstka…

cząstka elementarna – Wrażliwość.

… Już poza Światem, który wokół istnieje.

Myślami w inne Galaktyce.

Już szukam Tam, miejsca

z którego cząstka Mnie na Ziemię,

spłynęła w poświacie

i teraz szepce;

– Ja wrócić chcę…

 – Buntuje się za każdym razem,

 w pogodną noc – Gwieździstą,

w Księżyca blasku wyje;- Wypuść !

… Lecz przecież prędzej umrę,

niż  wolności  posmakować jej dam.

Bez tej „cząstki”  zapadnę się w próżnię,

rozpływając w nicości jak mgła.

Prawdziwy Patriota.

1. patriota  – człowiek kochający swoją ojczyznę, gotów do poświęceń dla niej… 2.poświęcenie – oddać coś komuś lub jakiejś ważnej sprawie lub zrezygnować dla nich z kogoś, z czegoś (…) , zrezygnować z czegoś dla czyjegoś dobra, dla jakiejś sprawy…

…To było latem. spotkałem mojego sąsiada w  Parku Dębnickim… Mieszkał naprzeciwko w kamienicy. Mało bywam w Krakowie,  przywykłem do bycia  z własną rodziną, w wielkim domu z ogrodem, z dala  od „Wielkiego Miasta” a w Dębnikach!?.. Mieszkalibyśmy z żoną sami w „czterech” ścianach kamienicy bez balkonu… Zdecydowanie „stadne” życie, bardziej mi odpowiada…Więc, gdy  spotkałem swojego sąsiada, jak to zwykle bywa, rozmowa zaczęła się od ;”..I co tam u Pana słychać?”… On oczywiście zaczął zdawać relację, z „przypadków” codziennego życia i problemów które go dręczą… Ja odwzajemniałem się tym samym… Do pewnego momentu. Otóż, gdy rozmowa zeszła na sprawy finansowe a później na polityczne… Przestała już być „sąsiedzką” rozmową… Zaczęło się od mojego pytania; – ..A co tam u dzieci?..

– A wie Pan, syn siedzi w Szwecji już pięć lat… Tu nie miał szans na dobry zarobek… A tam zarabia nieźle, mieszkanie kupił… Sam Mu mówiłem, żeby Tu nie wracał , bo nie ma do czego…

– ..Jak to „nie ma”? – Zacząłem dociekać.

– Panieee – Tu machnął ręką w geście dezaprobaty; – Popatrz Pan co się porobiło!?… Nie widzi Pan?..

– …Co się miało „porobić”? – …Niegrzecznie odpowiedziałem pytaniem na pytanie.

– … Żrą się w tym Rządzie, kłócą… Opozycja blokuje wszystkie inicjatywy, jakie PiS chce wdrożyć, żeby było lepiej…A Ci cholera „Nie”… I to mają być Polacy!?… Sądy sprywatyzowali „pod siebie”. Unia Europejska dla nich ważniejsza… Uchodźców by przyjmowali, Muzułmanów…Czy jak Im tam!?… Kościoła się czepiają i to parszywe „Gender” chcą wprowadzić… Tu u Nas „wirus” i wszelakie inne „dizdostwo”…. Niech On już siedzi w tej Szwecji… Tam Wszystko lepsze…

– Ale w Szwecji też przyjmują uchodźców.. I wirusa też mają – Rzuciłem od niechcenia…

– Ale Tam ich na to stać! – Odburknął… – A u Nas na nic pieniędzy nie ma. Emerytury głodowe, wszystko drożeje… Unia pieniędzy nie chce dać…A patrz Pan , Morawiecki walczy o każdy grosz dla Polaków… A co chwile „lewactwo” mu kłody pod nogi rzuca… Ja to bym Ich wszystkich wyrzucił na zbity pysk z Polski…

– Ee, coś Pan chyba przesadza?..Oni tez przecież Polacy?- Zacząłem oponować. On spostrzegł się, że nie podzielam jego poglądów… Patrząc na mnie „spode łba” z irytacją w głosie, rzucił; – To Pana też już przeciągli na swoją stronę!? – Nie czekał aż cokolwiek odpowiem, spojrzał na zegarek i dodał – Miło było sąsiada spotkać, ale ja musze do sklepu… Do zobaczenia. – I wstając z ławeczki odszedł znikając za fontanną…

Dziś rano wybrałem się do Krakowa… Puste mieszkanie wymaga czasem „doglądnięcia”… Przewietrzyć pokoje..Posprawdzać to i owo… Po drodze jadąc busem, wszędzie widać było narodowe flagi… Wiadomo „Święto Niepodległości”… Ale nie na każdym domu, w każdym oknie… Symbole i owszem, są ważne, ale nie tylko One świadczą o patriotyzmie przecież… Na „mojej” ulicy, też w oknach i na balkonach kamienic – Flagi… Gdy wszedłem do mieszkania z kuchennego okna, na przeciwko widać kamienicę mojego sąsiada… Uwagę moją zwrócił biało-czerwony sztandar!..Nie, nie flaga a „sztandar”… Długi na dwa metry i szeroki co najmniej na metr, zwisał przytwierdzony do balustrady balkonu – Robił wrażenie… Posiedziałem w mieszkaniu może z godzinę?… Zajmując się różnymi drobiazgami. Gdy wychodziłem, w bramie kamienicy natrafiłem na sąsiada, więc grzecznościowo się przywitałem; – Dzień dobry Panu.. – Aa…Dzień dobry, dzień dobry… Byłem u Wiśniewskich… Popatrzeć jak z drugiej strony ulicy wgląda Moja kamienica…

– No też widziałem…Okazale się prezentuje flaga! –  Odpowiedziałem z uśmiechem. Lecz jemu wcale nie było juz tak wesoło;

– No właśnie… Zauważyłem, że Pan nawet w oknie nie wstawił w doniczkę biało-czerwonej chorągiewki… Taki z Pana Polak i Patriota!?…

Nic nie odpowiedziałem… Miałem jeszcze w pamięci nasza ostatnią rozmowę w parku…Obróciłem się  na pięcie i bez „Do widzenia” poszedłem na przystanek…

***

Na

Na pokaz.

Na zysk.

Na własny interes.

… Moja przynależność tylko wtedy ma byt.

Na żal.

Na złość.

Na znienawidzenie.

… Jestem sobą, więc wolno Mi!

Na pamięć.

Na honor.

Na wolności krzyk.

… Wyczulona moja godność.

Na  krzywdę.

Na cierpienie

Na ból.

… Moja odporność.

Na pustkę.

Na nietolerancję.

Na pogardę.

… Nikt nie jest godny Mi!

(K.Miłosz)