Szepty…

W szepcie jest czar.

w szepcie jest moc.

… Szepcąc  –  Przemawiasz  rozumem.

Czasem jeden szept,

pośród zgiełku i wrzasku,

jest jak sztylet wbity w duszę.

Powstaje wtedy rana milczenia,

co broczy ciszą…

Innym znów razem,

jeden szept potrafi wywołać sztorm,

na oceanie spokoju.

Spienione usta, bryzgają słowami

 fala za falą…

Szept –  Głos z serca.

Głos z wnętrza istnienia.

Miłości broń.

Zagłady broń.

… Szeptane słowa, nie są bez znaczenia.

Blisko Ziemi.

Skowronek

Tuż nad ziemią.

Obok gniazda.

Swoje arie na pół świata głosi.

Trwożny na krzyk Jastrzębia ,

lecz bezpieczny,

bo nie wzbija się wysoko w przestworza…

Nie muszę sięgać chmur,

drapiąc błękit nieba,

by oglądać swój świat.

… Bo nie jest wielki aż po horyzont.

W kilku krokach mogę go przejść;

W lewo patrz;  – Dom mój.

Z prawej; – Dobre życie.

Nie muszę wznosić się ponad głowami,

by  wszyscy mnie  dostrzegli.

… Wystarczy że mówię

a oni potrafią słuchać.

Wystarczy, że biorę w objęcia

a oni spragnieni czułości…

Arię  o szczęści Wam śpiewam.

Tuż nad ziemią.

… Nie potrzeba wyżej.

Jak najdalej od polityków…

Nie od dzisiaj wiadomo, że życie robi się coraz bardziej „agresywne”… O błogości i spokoju, możemy śmiało zapomnieć!… Za dużo życiowych „wyzwań” bierzemy na siebie, problemów, trosk… Czas zaczyna mieć we wszystkich aspektach życia coraz większe znaczenie… Jesteśmy w ciągłym biegu – Tym „myślowym” też… Rozsądek coraz mniej dochodzi do głosu, górę biorą szybkie decyzje… Zamiast marzeń, mamy „wizję”… I najgorsze jest to, że te „swoje wizje” narzucać chcemy innym – Nieświadomi tego, że każdy z nas, choć podobni, całkiem rożni od siebie…
Właśnie, coraz więcej nas różni. Coraz więcej nas dzieli. Słowo „społeczeństwo” ( tak ostatnio nadużywane) nie scala nas do” kupy”, a jest tylko politycznym sloganem , hasłem dla „naganiaczy”. Podobnie jest ze słowem „hipokryzja”. – Tak lubianym, przez rządzącą partię władzy… Który polityk nie jest „dwulicowy”?… Który z nich jest tylko i wyłącznie dobry, prawy, bezinteresowny? – Nie mógłby być przecież politykiem, tylko musiałby być „świętym” … I właśnie w polityce pojawia się temat „świętości” – Absurd! , skrajna głupota, idiotyzm… Do Jesieni w polityce znikną wszystkie inne „tabu”. Dobrze będzie, jak nie zaczną publicznie okładać sie pięściami a w przemówieniach z mównicy, co trzecie słowo nie będzie wulgarne…
Życie jest coraz bardziej agresywne… I czemu tu się dziwić?

Wy!

Wy, co chcecie sprawować władzę w moim imieniu, choć nawet go nie znacie…

… Rozdrapujecie zabliźnione rany,
po to tylko, by sprawdzić
czy płynie we mnie jeszcze krew.
… Bo przecież żywy jestem wam potrzebny,
jako pionek w grze.
Na ambonach wciąż głosicie „prawdy”;
… Coś o wolności, honorze i Bogu.
– Szczując mnie nimi, na swoich wrogów;
– Jako trofeum, damy ci ucho ofiary – Doceń to,
że pamiętamy o „zwykłym człowieku”
… Bo Oni przecież „ponad”.
Wybrańcy, suwereni – Lepsi!

Zapominają, że demokracja nie jest utopią,
a Oni nie są wszechmogący…

Rzeka czasu.






… Kim byłem? – Człowiekiem,

co w rękach trzymał własny los.

Jak kamień w wodę, przeleciały dni,

na tafli tylko kręgi wspomnień.

Lecz czas wygładzi je – Zapomną.

Odpłyną daleko gdzieś od miejsca,

gdzie ich dom…

Kto by spamiętał wszystkie imiona na wieczność

i  wszystkie daty w kalendarzu?

… Jak zmącona wody toń,

pamięć rozmywa przeszłości obrazy.

… Kim jestem? – Wciąż jak  chłopiec,

na brzegu Rzeki Czasu…

Cierpliwości.

Znów granatowo-sine chmury nad horyzontem, i płatki śniegu tańczące opętany taniec, w parze z kroplami deszczu. Spadają na zlodowaciałe łachy śniegu, co rozsypane po ziemi jak piegi. Marcowy pejzaż już mi obrzydł.  Przedłuża się Zimy umieranie, a  ja znów, nie mogę doczekać się Wiosny. Zielonej trawy. Pąków liści i kwiatów….I ciepłych promieni słońca na twarzy. Nie mogę doczekać się zapachu życia, co kiełkuje z ziemi. Nie mogę doczekać się kolorowych płatków – Obrzydły mi białe płatki śniegu… Wczoraj wybrałem się na spacer, na wzniesienie niedaleko domu, skąd ponad „głowami” domów  widać „pół świata”. Przenikliwy chłód zimnego wiatru miałem za towarzysza i ciszę. Stanąłem pośrodku łąki,  tak naprzeciw obłokom, patrząc na ich potęgę; – Jak długo jeszcze?… Nagle od strony lasu, pojawiła się postać. Szła powoli, z głową zadartą do góry, wyciągała rękę,  wyglądało jakby chciała łapać chmury… Drapać je natrętnie. Przystanęła gdy Mnie zobaczyła. Zawahała się,  opuszczając rękę wzdłuż tułowia. Zatrzymała się w czasie, który wokół nas gnał bez opamiętania. Lecz po chwili znów ruszyła, prosto w moją stronę…

– Dzień Dobry – Usłyszałem wypowiedziane kobiecym głosem… W tym głosie było słychać także zmęczenie.

– Dzień Dobry – Odparłem, ale przekornie dodałem ;

– Oj mógłby być lepszy…

Kobieta uśmiechnęła się… Była starsza Ode mnie … Spod wełnianej czapeczki, na oczy spadały siwe włosy.

– … I jeszcze będzie, będzie….Proszę Pana – Odparła.

– Ale jeszcze nie teraz nie „już”… Cierpliwością Pan nie grzeszy?.

– Oj…Nie, to nie to! – Zaprzeczyłem jej domysłom… Choć wiedziałem, że ma rację.

– Ot  dość już mam Zimy… Przesiąkłem nią  na wskroś. – Wymamrotałem, wodząc wzrokiem wokół…  Z jej twarzy,  wciąż nie znikał ów uśmiech, którym mnie powitała;

– No widzę… Wciąż jeszcze leży śnieg,  Tu i Ówdzie… Ale  mamy Zimę, czy Pan chce czy nie chce… Było do niej przywyknąć! – Roześmiała się serdeczniej… Poczym już , tym zmęczonym głosem spytała

– Co Pan robi tu, w tak paskudna pogodę?.

– Wyszedłem na spacer… – Odparłem cicho;

– Ruch to zdrowie… Nadwagę mam, więc dobrze się „poruszać”.

– A ja Proszę Pana, wyszłam chłonąć piękno… Czy to wszystko nie jest piękne!?.

– Ten przymglony widok, te kłębiaste chmury… Ta  „pustka” wokół i cisza, ten  ziąb i śnieg z deszczem?

– Nic nie odpowiedziałem. Bo „piękno” w swej piękności, wcale nie musi być kolorowe i ciepłe… Nie musi  tulić, głaskać i pieścić…Ma „chwytać za serce”. Nic nie powiedziałem słowem, odparłem wzajemnym uśmiechem. Kobieta odwzajemniła – Odchodząc. Gdy uszła kilka kroków dalej, znów wyciągnęła do chmur rękę….

… Dziś poranek, po odsłonięciu okiennych zasłon, przywitał mniej jaskrawom bielą… Śniegiem okrył się ogród, jakby naciągnął kołdrę na siebie; – Jeszcze chcę pospać troszeczkę!…

Na uwięzi.

Jednego życia aż nadto chwil

w każdej sekundzie przemijania,

by można było w słowach trzech

streścić sens własnego istnienia…

Jestem , bo jestem.

Nie ja wybrałem czas i miejsce,

na swoje objawienie.

…Bo gdybym wiedział „jakim” jest Świat,

wolałbym zostać tylko marzeniem.

Nie  miałbym uczuć.

Nie wiedziałbym co to łzy.

Nie czułbym smaku radości.

Ani goryczy porażek.

Obcy miłości, nieznany śmierci .

–  lecz jestem!

Żywy aż do bólu.

… Tak często boli serce.

Bo patrząc – Widzę.

A widząc – Czuję.

 – I cóż chcieć więcej?

Jednego życia aż nadto chwil.

… Jestem spełnieniem, każdej z nich.

Ukraina.

… Nie zabijaj Mnie!

Podobno jestem taki sam jak Ty

Też uśmiecham się, gdy dotykam szczęścia.

…Też  nim płonę.

Tak jak ty, ja też wiem  co to smutek.

A gdy mnie przepełnia – Płaczę.

… Choć wiem, że płakać można także ze szczęścia.

Tak samo jak ty, chcę czuć życie,

czerpiąc z jego dobrodziejstwa.

Chcę chłonąć  wszystkimi zmysłami miłość.

… I mieć wiarę w drugiego Człowieka.

Podobno jestem taki sam jak Ty…

Więc dlaczego Mi to robisz?

; Budzisz w środku nocy wyciem alarmowych syren.

Burzysz dom mój bombami.

Zabijasz dziecko moje.

… Niszczysz wszystko, co dawało nadzieję.

Dlaczego chcesz bym cierpiał?

… Przecież tobie ból też nie jest obcy.

Nie mam niczego więcej, ponad to, co ty posiadasz,

więc dlaczego chcesz mi to zabrać?

Mam siłę by się odrodzić!

Chłonąć szczęście…

W ciszy.
W upragnionej chwili samotności.
… W błogości spokoju.
Gdzie wszystko jest przyjazne.
Gdzie wszystko jest dobre
… Gdzie nie ma żadnych wojen.
Tam człowiek ,człowiekowi – Człowiekiem.
Tam miłość spływa strumieniami
… Tam płacze się tylko ze szczęścia.

Za krótko żyjemy.
Za szybko żyjemy.
… Za dużo trosk posiadamy
, By trafić w to miejsce
i chłonąć tylko szczęście…

Zjawa.

Pojawiła się we śnie,

wyłaniając z płomieni.

Miała postać kobiety;

Jej smukła sylwetka ,

 szła powoli w moją stronę

… Już,  już miałem zobaczyć jej uśmiech.

Poczuć już miałem jej ciepło,

jej oddech,

delikatność jej warg.

… Gdy nagle znikła,

rozpływając się w blasku dnia

w jaskrawych barwach rzeczywistości.

W świetle słońca.

–  Już nie mogę doczekać się nocy,

kiedy znów wyjdzie mi na spotkanie.

– … Kolejny dzień stracony.

Więcej barw.

Czerwony, żółty, pomarańczowy , różowy – Jakiego koloru jest  radość?

Czy światłem swym podobne słońcu?

…A może pełne blasku uśmiechu dziecka?

Czarny, szary,  fioletowy – Ile kolorów ma smutek?

Czy cień rzuca?

… Czy zawsze boli,  gdy widzisz samotność

 w oczach dziecka ?

***

Daj  Mu wszystkie kolory świata!

Niech go obejmą, otulą

… Niech głaszczą.

Niech wirują!

Niech będą jak cyklon

 – … Nieokiełznanym żywiołem „kochania”.