My?…

Zawiść.

Pół dobra, a pół zła, 
już Twoja dusza, jak hybryda, 
co w jednej dłoni sztylet ma, 
a w drugiej białych Róż bukiet.

… I mówisz mi:
– Nie jestem zły. To tarcza, 
za którą się chowam.

Błysk w oku.
Wskazujący palec prawej dłoni drgnął, 
jakby naciskając spust broni.
I choć nie słychać huku wystrzału,
trafiłeś celnie..
prosto w serce.

Jeszcze o tym nie wie, 
że nie żyje.
Jeszcze na ulicy mijając Cię, 
mówi, to swoje:
– Dzień dobry – uśmiechając się przy tym 
życzliwie.
Jego dzieci z Twoimi chodzą do jednej szkoły, 
jedna klatka schodowa w bloku, 
jeden klucz do drzwi wejściowych, …
lecz to wróg!
Bo nie myśli tak samo jak Ty, 
bo ma w życiu więcej szczęścia, 
bo jest „inny”, dziwny…

Przeładujesz zazdrość, 
wkładając w nią myśl nienawiści
i już jesteś gotów..
pozabijać ich wszystkich…

… Taki fach

Klaun

Szarego życia ciężkie przypadki
zamieniał w dobry wesoły żart.
… Święcił tryumfy swe i upadki.

Gdy zjawił się, gdy przyszedł,
mówili; – To tylko błazen
Mówili szydząc z niego…
Kowal, co w kuźni rozgrzany kawał żelaza kuje
Bratem jest pewno Onego kuglarza,
bo Ów pośród obelg i razów, dzień po dniu,
z złych charakterów, wykłuwał podkowy szczęścia,
obręcze śmiechu, co beczkę ściskały sarkazmu.

… I kończąc swe dzieło
obmył ręce, ogień wygasił w palenisku.
I gdy wychodzić już prawie miał
Wszyscy spytali – Już pan odchodzisz panie klaun?

Szarego życia ciężkie przypadki
zamieniał w dobry wesoły żart.
Święcił tryumfy swe i upadki

… Smutny maleńki klaun.

***

Losu przypadki jak młot kowala
wciąż walą w nas i walą…
Raz żarem ognia paląc,
raz zimnej wody hartując strumieniem.

Zmienia wciąż nasze kształty kowal, 
co zwą go Przeznaczeniem.

Dni…

Zamknę je w sercu,
będą kapitałem czasu,
z którego uczuć
czerpać będziemy dobro..

Dobre dni i złe.
Te, w których chce Ci się tańczyć i śpiewać,
miłość rozdawać wkoło i brać ją od wszystkich..

Złe i dobre dni.
Te, gdy w otwarte dłonie chowasz zapłakaną twarz,
by smutku i żalu nie widział świat.

Wszystkie dni.
Te poukładane i spięte w segregator,
a także te, które chciałabyś pogubić, zapomnieć…

Daj mi je!
Te wszystkie chwile przy Tobie..

Głód

Pokusa

Delikatnego miąższu, słodkiego soku

– Czerwone Jabłko Miłości zerwała;

– Masz… Zakazanego owocu poznaj smak.

– On, gdy je zjadł, odparł;

-Wciąż czuję głód… Więcej mi daj!

-, Co smaku miało być tylko doznaniem

– Głód  wznieciło w trzewiach…

Gdy chcesz by  docenić, nie jadło a smak – Sytemu Daj!

Poświata.



Barwa samotności.

Samotność ma blask księżyca,

choć lśni na firmamencie myśli

i pięknem swym zachwyca,

to jednak  chłodna, zimna…

Zmrożone serce, nie chce do życia.

Z namiastką  ciepła.

Z namiastką radości.

… Bo lodem skute już uczucia.

Choć czasem zrywa się do lotu.

Z otchłani mroku  –  Bliżej słońca

by jego promień poczuć.

… W trzepocie skrzydeł wnet osiada,

pełna  lęku;

– Gdzieś tam, w przestworzach – Przestrzeni

Ludzkich emocji,

drapieżne szpony już Ktoś ostrzy…

Zamknięta w Księżyca poświacie,

pieknośćią lśni.

… Jak ptak z srebrnej klatce.

Jej wszystkie dni…

(Wierszowy „remake”)

Kobieta…

Stworzona  z ognia i wody,
czerni i bieli, 
żelaza i szkła.
Zamknięta w przestrzeni
pomiędzy niebem, a ziemią,
w czułym objęciu 
i wrogim spojrzeniu,
w tęsknocie.
Wypowiedzianej szeptem.
…Wykrzyczany w głuchej ciszy!
Zamknięta  w milczeniu- Wtedy,

gdy najbardziej pragniemy jej słów.
Zapleciona w rozmowach bez końca – Wtedy,

gdy milczenia pragnie mężczyzna.

Uczuciem emanuje w każdym oddechu,

 pragnieniu … W sercu.
W pogodzie i niepogodzie.
Na dobre i złe.
Na teraz i potem.
… Na jedną chwilę i na wieczność.

Wysiadam…

Nie po drodze mi z takim Światem,

gdzie ideałem są gwiazdy Top show

– Współczesne ikony modlitwy dziękczynienia czekające…

Tu, gdzie słowa jak kamienie – Rzucane po to, by zranić,

zimne, nic nie znaczące – Kolejnego muru fundament.

Tu, gdzie wyzbyte wszelkich wartości obrazy,

wiesza się w galerii sławy.

Tu, gdzie chaos, zgiełk i zamęt…

 Wysiadam!.

Postoję w miejscu.

Podróży tej nie dla mnie atrakcje.

Wolę już cofnąć się – Zawrócić w kąt z którego wylazłem,

niż podążając w przód, ugrząźć w bezsensu marazmie.

(Miłosz)

Istota rzeczy

…Nie wydaje się Wam czasem dziwne, że patrząc na jakąś rzecz, przedmiot czy miejsce – W myślach rodzą się wspomnienia, przemyślenia, medytacje… Jakby były bazą „danych” , która samoistnie uruchamia się, gdy zwrócimy na nią uwagę… I wcale nie muszą to być rzeczy i miejsca, które wcześniej były naszym udziałem – Te, których już doświadczaliśmy, poznali. .. dotknęli .

…  Podobno wszystko ma Duszę – Bliżej nieokreślona substancja „istoty” … A ta substancja w niewiadomy dla nas sposób, pozostawia ślad na wszystkim, na co „emanowała”        … Trwale wchłania się w strukturę każdego przedmiotu  rzeczy –  Rzeczywistego ( czyli  posiadającego własna masę i kształt)  i nie rzeczywistego ( nie  posiadającego własnej masy i kształtu)… Stając  się kolejnym zmysłem ( jak smak, węch, dotyk, wzrok)

Wciąż chłoniemy „nowe” – Piękne, trwałe… Ale „jałowe”, bezduszne…Ile czasu strawimy, żeby nadać wszystkiemu nowemu „Duszę”… O ile w ogóle chcemy czemukolwiek ją nadawać!?… Po co obdarzać rzeczy i myśli „istotą”? ( ironia)

***

… To był zwykły kawałek modrzewiowej deski, z podbitki dachu…Zmurszały, pokryty patyną czasu..Pyłem i brudem przemijania. Nie wyglądała „okazale”… Ów „upływ czasu” i korniki  nadwyrężyły jej istnienie… Cała podbitka w 150 letniej chałupie wymagała naprawy, bo nie spełniała swojej funkcji…

Co Pan zrobi z tymi deskami? – Spytała  Lucyna, patrząc na stertę desek leżącą w obejściu i nie czekając na odpowiedź, dodała – … Niech Pan zetnie do pieca… Jakiś pożytek z nich będzie!

Nie można! – Odparł „Pan”… – One wrócą na swoje miejsce…No może nie wszystkie, ale większość z nich na pewno…

A nie lepiej obić nowymi deskami?… Zdrowe, dłużej przetrwają.

Można – Odpowiedział Pan,  wyrywając kolejną deskę z poddasza; – Ale to tak samo, jakby wyrwać z Pani brewiarza kartkę i wkleić na jej miejsce inną…Świeżą, prosto z drukarni – Dodał z lekką ironią w głosie.

Co Pan opowiada !? – Oburzyła się Siostra Lucyna; – Ten brewiarz ma prawie tyle samo lat co ta chałupa… Po co niszczyć?… Przecież to wytwór ludzkich rąk..Każda karteczka odciskana ręcznie na matrycy…”Prawdziwym” atramentem!

No! – Przekornie odburknął Pan; – Po co niszczyć?…

Oj!? -Wydostało się z ust Lucyny…Owe „Oj” było  „słyszalnym” przykładem , że jej rozum nadal  wyśmienicie pracuje; – No tak… Te deski też „Ktoś” przybił… Zbudował ten dom.

Ano właśnie, proszę Siostry… Może nie ma tu nigdzie wypisanego tekstu modlitwy… Historii  tego domu… Jego mieszkańców… – Tu  Pan zlazłszy z drabiny, wziął w rękę deskę i pokazując jedno z miejsc na desce, dodał; – Niech Lucyna popatrzy…Ta deska heblowana i gładzona była kawałkiem szkła – Ręcznie!… Ile godzin trzymały ją ludzkie dłonie… Ile myśli nad nią się przetoczyło, ile wchłonęła potu, trudu i wysiłku?… I ja miałbym to wszystko puścić z dymem?.

( Miłosz)

Inne spojrzenie…

Struktura

Rzeczywistości obraz,

już pełny rys,

choć jasny i klarowny dla wzroku,

w myśli już pęka niepokojem.

W spękanej strukturze całości

zniekształcone odbicie

w każdym kawałku…

Kilka par oczu  patrzy na ciebie,

zadając to samo pytanie;

– Czy to nadal Ja? – Twoje lustrzane odbicie?

– Jak bardzo prawdziwe… Jak bardzo rzeczywiste?

Czy twoje sumienie, jest takie samo w odbiciu?

 … – Ile tajemnic przede Mną masz?

Pogmatwane

On

Mówię:
– Patrz na mnie…
A Ty wzrokiem pustym
patrzysz gdzieś w dal.
Mówię:
– Słuchaj…
A Ty ręce opierając na kolanach,
dłońmi zakrywasz uszy.
Mówię:
– Chodź, zabiorę Cię do siebie…
A Ty, skulony w kącie,
kręcisz głową na „nie”.

…Gdy odchodzę,
Ty wtedy wołasz:
– Zostań! Jesteś potrzebny mi!
I powracam, mówiąc:
– Patrz na mnie…

Rozstanie

Idę powoli,
dostawiając stopę do stopy.
Idę, odmierzając odległość
pomiędzy mną, a tobą.
Mierzę czas milczenia…
Kiedy wreszcie zawołasz!?
– Stop! Zatrzymaj się!
Lecz wciąż ciszą wypełniony
każdy krok.
Już nie mam odwagi
odwrócić głowy za siebie
i spojrzeć:
– Czy jesteś tam jeszcze?