Wystarczy… Wrażliwości człowiek uczy sie przez całe swoje życie…Składa cegiełkę po cegiełce, tworząc „dom uczuć”… Mieszkanie Duszy. Ale jak nie raz Tu pisałem, takie mury mogą z czasem zamienić się w więzienie… Odizolowany człowiek od Świata – ,Bo wszystko odbiera zbyt emocjonalnie… Wrażliwość przemienia się w „przewrażliwienie”…
Wystarczy już tej mojej wrażliwości… Niech każdy trzyma się swojej.- Dozując ją Sobie , w odpowiednim momencie i w odpowiednich ilościach
Wątpię, by Ktoś szedł po moich śladach… Są inne ciekawsze ścieżki , na których postawione są widoczne i czytelne znaki w którą stronę trzeba iść… Nikt nie będzie się spieszył, błądził nikt nie będzie i śladów szukać też nie… I tak zawsze Wszyscy dojdziemy w to samo miejsce!- Więc po co iść za Mną?… Każdemu dana „droga”. Można wybierać spośród wielu i iść, iść…
Wystarczy… Ja już i tak doszedłem daleko… Odpocznę, nim znów zacznę stawiać kroki. „Życia głód” już jakby syty?… Niech się w brzuszku uleży, niech przetrawi się – Krzepiąc Ducha.
Na rozstaju dróg siedzi wędrowiec, w którą stronę spoglądnie – każdą z nich poznał. W niejednym sercu gościł, znajdował tam miłość i gniew. I dobrzy ludzie dobrem go obdarowali, a źli mówili: – Idź sobie dalej! Więc szedł… Nie zostawał nigdzie na długo, wciąż tyle przed nim nieznanych rzeczy było i ta chęć ich poznania wciąż kusiła. … Co tam będzie, gdy dojdę za horyzont!?
Lecz gdy już poznał wszystko, wszędzie już był i wszystko widział… Na rozstaju dróg usiadł i się zadumał.
Nawet wtedy, gdy idziesz drogą uczuć donikąd, przychodzi czas, że stajesz przed drogi tej rozstajem i musisz dokonać wyboru: – Co dalej? Zdać się na ślepy los? Przeznaczeniu wyjść na spotkanie? Czy iść za drogowskazem ludzkich serc, tam gdzie cię kochają?
Jestem bardzo wrażliwym człowiekiem, choć zarzucają Mi, że mam serce z kamienia… Nie zwykłem wpraszać się tam, gdzie mnie nie chcą… (Lub, gdy mówią ; ” – Skoro jesteś wśród Nas… Masz być dokładnie jak My!”) – Dlatego świadomie wybieram samotność … Nie zwykłem udowadniać za wszelką cenę swoich racji..Narzucać je Innym – Bo choć mam pewność, co do ich słuszności, cóż mi po niej, skoro i tak nikt z niej nie korzysta!… Nie uważam się, za „mądrego” – Choć ludzie twierdzą, że bywam „przemądrzały „… Nie uważam się, za Kogoś ” wyjątkowego” – Choć posiadam wyjątkowe zdolności ( … Jak Każdy, jak Każdy!)… I w końcu, nie uważam, by moje zachowanie i postępowanie względem ludzi, w jakikolwiek sposób niewłaściwe i mogło wyrządzić komuś krzywdę – Choć nie zawsze postępuję i zachowuję się „godnie”.. Nie jestem typem zdobywcy, wojownika.- Choć zarzucają mi, że zniewalam ( …przeważnie głupotą)… Nie jestem typem „płaczka” , marudy – Choć uważają mnie za malkontenta………. – Taki jestem „prawdziwy”!… (Myśli „prawdziwe” – ironia).
Ta strona istnieje już dość długo. Każdy kto wczyta się w moje teksty i wpatrzył w obrazy z pewnością wyrabia sobie o Mnie swoje zdanie, „obraz Mnie” – Na ile prawdziwy?… – Na tyle, ile posiada w sobie wrażliwości i empatii – Te odnoszą się również, do innych aspektów mojego życia „towarzyskiego”… Nie mam zbyt wielu „przyjaciół”, zarówno w realnym , jak i wirtualnym Świecie… Pewno dla tego, że większość z czytający po lekturze utworów , zastanawia się '”Co autor miał na myśli?”. – Wiem, wiem!… Niezrozumienie nie świadczy źle o Nas, ale o Tym , Którego nie potrafimy zrozumieć!… ( auto ironia).
Do czego zmierzam? – Ano do tego, ze jest Mi zupełnie obojętne, jak mnie „widzicie” – Choć Każdy chce sie pokazać z jak najlepszej strony. Jest mi zupełnie obojętne, czy potraficie mnie zrozumieć czy nie? – Choć nie uważam się, za nazbyt skomplikowanego człowieka…
Czas nie ma znaczenia, to My chcemy coś zaznaczyć w czasie; – Moją obecność, Twoje istnienie… Nasze przemijanie. Jak tępym scyzorykiem na pniu drzewa, Ktoś wydłubał inicjały na korze .
Przetrwają lata.
Żywicznych soków litry się przeleją, obrosną w mchu balsam.
… Przetrwają lata nim się zabliźnią. Przetrwają lata nim znikną…
Nie chcę oszpecać pnia czasu. … Mało w nim już wyryte? Wygląda jak totem – ” To My Ludzie”. … A „wilkiem”, Człowiek na Człowieka patrzy.
Mój Czas nie ma znaczenia. Przemija w chórze , podobnych twarzy. … To dla solistów są oklaski!
Dawno nic nie pisałem „od siebie”…Bez metafor, koronek i rymów… Dziś obudziło mnie piękne słońce za oknem… Wieczorem zapomniałem zaciągnąć zasłony w sypialni której okna wychodzą na wschód a dodając do tego drobny szczegół ; „Zmiana czasu” ( Choć czas jest niezmienny w swoim przemijaniu)…Jak w każdy Niedzielny poranek, zamiast wylegiwać się w łóżku – Wstałem pełen energii na „lepsze”!.
Wokół szaleje pandemia. Zakazy, nakazy, obostrzenia… Szarymi myślami ścielą się dni. Więcej w Nas trwogi niż pogody ducha…No to pomyślałem, że Wam trochę pozbieram ( nazbieram) tej swojej lepszej „energii”…I dam!
Choć czarno-białe rysunku barwy, kolorem kładą się w wyobraźni, choć pozbawione detali, każdą kreską przemawiają…
Wpatrz się w moje słowa! W obraz mojego jestestwa, prowadzony cienką czarną linią. …Bez wrażliwości nie odczytasz go.
Uczuć bohomazy… I cóż z tego, że na pozór banalne są? I tak maluję szeptem. Jeżeli chcesz usłyszeć, wsłuchaj się…
A Ty stoisz, jak na targowisku, pośród tłumów i wrzawy. Między kramami, w których sprzedają jelenie na rykowisku.
***
Już słychać Wiosny oddech…Zapach Ziemi wpełzł przez uchylone okno do sypialni, a za nim ćwierkanie gromadki Wróbli, co nad oknem mają gniazdo… Poranek we własnym łóżku. Jeszcze resztki snu wyciskam, tuląc się do poduszki. Obejmując ją czule, nie chcę jeszcze oczu otworzyć… Miłe, błogie chwile.
Między snem, a jawą. Tam, gdzie wszystko jest bez znaczenia. Myśli żyją sennym widziadłem, a rzeczywistość jest tylko ich cieniem… – Jeszcze chwileczkę! Nim znów z poranną kawą, problemy życia, wypełnią dzień.
***
Zima, co już tylko po szczytach gór jeszcze trwała, dziś zeszła białymi płatkami śniegu… Kwiecień przeplata dni, wiosenna euforia, rodzące się życie i długiej Zimy, apatii chwil… Splot za splotem, powstaje koszyk, w którym raz mi wesoło i radośnie, a za chwileczkę smutno mi. Wiosna i Lato i Zima, Zima i Wiosna i Lato… Ech! zaplecione to wszystko, a ja tak chciałbym pogodnych dni.
***
Resztki smutku topnieją, jak cynowa śniegu powłoka. Małe wysepki radości, z zielenią trawy na morzu bieli… Wiosna w duszy! Choć wokół jeszcze Zima, chłodne poranki i noce. Myśli już wystawiają buzię do słońca. Już wyobraźni oczyma widzisz, Majowe łąki…
***
Głęboki oddech Ziemi… Pęka zmurszała powłoka śniegu, co uciskała jak gorset. Rozpadła się zimy zbroja, uwalniając wiosny bezbronne, nagie ciało, a ono teraz łasi sie do Słońca. Ciepło chłonie całą powierzchnią, by resztki białych łat pokryć trawy zielenią… Uwolniona, radosna tak, barwą kwiatów przyozdabia się. Uśmiechem jej każdy piękny dzień, łzą szczęścia… ciepły majowy deszcz.
***
Już słońce jak wierny psiak Liże promykami twoją twarz No wstań… Proszę, Uśmiechu dzień Ci przynoszę Radości pogodę I jedną białą chmurkę, malutką Ot tak… Gdyby smutku nadszedł czas Więc wstań! Ze Słońcem zacznij dzień Tak twarzą w twarz
***
Jeszcze marzenia uniosą mnie w górę, dam nura w błękit nieba. Słoneczne zajączki promyków, na roześmianą twoją buzię ześlę. I pogilgotam Cię białym piórkiem, z mojego skrzydła. Zakręcę beczkę i korkociąg, dwa salta i piruet. I wyląduję tuż przed tobą i dając Ci pocałunek, powiem: – Masz! Ot tak na szczęście. i chodź… Nieba wystarczy dla wszystkich.
.. Odchodzisz gdzieś w bok?. Zawsze milczący. Zawsze ostatni podajeszdłoń na powitanie. … Zawsze wymuszone! Niedopasowany element. Rezydent pustelni w czterech ścianach rozsądku. Patrząc na ludzi z boku, nie podziwiasz kształtów profilu. Zawsze ważniejszy był Ów „środek”. … Dlaczego szukasz wciąż podobnych do siebie? Takich przecież już nie ma ! Nikt nie chowa się w mroku, rozpamiętując barwę kolorów życia, Lecz staje w pełnym słońcu. Samotność czai się w kącie, Nie, nie zapomniała o tobie. Cierpliwie czeka. Nie daj jej satysfakcji zwycięstwa. Przyjmij nienawiść, wrogość. Zaraź się głupotą. … Spróbuj pobyć „Człowiekiem”
… I ciąży mi ta kula u nogi, Choć nikt nie zakuł mnie do niej siłą. Tę kulę los dał mi w chwili narodzin, Nie świadom tego byłem. I z każdym krokiem dzwonią łańcuchy I coraz trudniej mi jest chodzić. Wolności nie ma i nigdy nie było. Nie mam odwagi tyle, by zerwać więzy, By się uwolnić choć na chwilę. Przykuty do życia dni swoje liczę. By ta niewola się nie skończyła…
I dzień do dnia Jak kropelka do kropelki, po brzegi wypełnia czarę życia. Ile to godzin, lat ile minęło? Jak długo zbierać się będzie W naczynku istnienia Twoje objawienie?
… Ja jestem dla ciebie! Więc wyjdź z ciemności, W promieniach słońca stań, pokaż mi moje życie. Niech dojrzę, może jest w nim coś pięknego?
O losie przeznaczenia! Bogini nieuchronności. Jak długo jeszcze wodzić mnie będziesz w nieznanym?