(*) Alina.

Dziś dotarła do  Mnie smutna wiadomość, że w Niedzielę 15.08. 2021 zmarła po długiej chorobie moja „przyjaciółka” – Alina ( * )… ( Lokatorka „Znajomych miejsc w sieci”). Łączyła Nas nasza wrażliwość i wzajemne „pokrzepianie” w chwilach słabości… Dziwna to była przyjaźń, ale bardzo serdeczna… Potrafiliśmy nie odzywać się do siebie przez rok, lecz to milczenie było drążeniem skały samotności,  przez kropelki pamięci… Będzie mi Jej brakować, choć nigdy nie weszła w moje życie „butami” ,to jednak zawsze czułem,  że jest gdzieś obok… A teraz, gdy już jest w innym wymiarze wrażliwości, gdzie nie ma trosk i cierpienia… Gdzie będzie mogła istnieć nadal , pomimo Ziemskiej nieobecności… W tym nie realnym Świecie, chciałbym, by miała o Mnie „serdeczną myśl” taką samą, z  jaką zostanie w mojej pamięci… Wieczny Odpoczynek racz jej dać Panie.

( Napisano – 2017-02-14)

Wiersz dedykowany Alinie… Tak mało razy skrzyżowały się nasze drogi a tak Mi czasem tęskno za Tobą.

Odchodzisz, choć nie bardzo Ci się chce. Jeszcze nie pora – Wiem.. Ale już wstałaś sprzed wiklinowego stolika, trącając kolanem w jego nogę, rozlałaś w wazonie z kwiatami, wodę… Pobądź jeszcze, daj się zapamiętać, tak zwyczajnie piękną, tak zwyczajnie kochaną.. – Proszę zostań!. Nie odwracaj się do Nas plecami. Błądzącym wzrokiem nie szukaj klamki. Jeszcze chwile posiedź z Nami. Jeszcze tyle słów nie zostało wypowiedzianych, szkoda, by je zmarnować ot- tak , przemilczając.
… Albo wiem, pomilcz z Nami, szybując ponad Fiordem, jak biała Mewa. Zapamiętuj pejzaż, chłonąc uczuć doznania… A potem dziel się z nami ich „słodkością”!.
Proszę posiedź jeszcze.. Przyjaciółką pobądź.

Zdrowiej, zdrowiej Alinko, by mieć siłę… A nuż, w końcu stając naprzeciw siebie, postoimy tak dłużej?

***

Czekając na falę

 

Utulone w niepamięci sny,
te, co wyrosły w ciszy nocy,
teraz milczeniem zakwitły, 
na zaciśniętych wargach, 
spękanych od wiatru.

Jak perła lśni kropla łzy,
srebrząc się w księżyca blasku…
samotnie tak, 
na ostrokole,
co jak sztylet wbity w morze tkwi.

Na przeciw Oceanu Myśli
czekając na falę… – Wspomnę!

 …Ne raz nie dwa, trzy.

Wspomnienia kołem pamięci toczyć się będą.

– Ja z Tobą, Ty ze Mną.

… To nic, że w innych światach przyszło nam być.

To nic!…

Miłosz.

Tylko ją trochę pamiętaj

Nie motylem odleci, za foką odpłynie.
Powróci nad obce wody?
Kiedy wokół szepty:
to tamta jest młoda,
to on jest w świeżym jeszcze kwiecie.
Długie już życie
szybciej wieniec plecie – z odchodzenia.
Czas bez miłosierdzia, dni zapamiętania.
Tylko pieśń rzewna, niesiona brzegami,
szczęście duszy kładzie
na grzbietach tataraków.
Przez zmarszczki łza młodością kapie
stęsknioną za pamięcią – ty i ja, jak wtedy.
Myśl woła – raz, tylko raz
zagrajcie nam jeszcze tango w ogniu serc.
Później… to już trąbka,
wichrem kołysana cisza.
Rozejście spod tui cmentarnej.
Pamięć nieżywa, rzucona na wiatr,

niech spoczywa.

14 sierpnia 2009
Autor: Alina

( Pomórzcie zapamiętać na dłużej!)

Przejrzyj…


Otwórz wreszcie oczy!.

Patrz!

Dotykaj!

Poczuj!

Nie bój się, drugiego człowieka.

On z takim samym wahaniem w sercu.

Mocniej bije za każdym razem,

gdy Ktoś dłoń wyciąga.

 A potem spokój.

… Nie chciał uderzyć, tylko chwycić w objęcia.

 Właściwie On, różni się tylko opakowaniem,

zawartość Duszy, prawie taka sama…

Nie stój z boku!

Emocje!

Uczucia!

Doznania…

Pokaż, że chcesz być wart kochania

i kochać – Za „nic”.

Powiedz, że  patrzysz, słuchasz i starasz się zrozumieć.

Powiedz, że dotykając czujesz puls, który bije.

Powiedz, że nie jesteś stworzony do samotności.

…I że zawsze będziesz przy Nim.

Na moment…

Chwilka zapatrzenia.

***

Jesteś w każdej myśli…
Cichutko, nieśmiało wkradasz się w nie,
a potem rozpychając się łokciami, pytasz :
– No co? Jest ktoś ważniejszy ode mnie?
Czasem pojawiasz sie we śnie
i choć to wcale nie był sen o tobie,
cicho w nim szepczesz:
– Kocham…
I wtedy budzę się.
Już pozmieniałaś moje marzenia, 
tak wszechobecna jesteś w nich
i choć nasze ciała daleko wciąż od siebie,
to nasze dusze już wzięły ślub.

***

Czas zatrzymał się w przestrzenie dzielącej ich oboje.

..I nic nie było już ważne,

Zewnętrzny Świat przestał istnieć.

Wpatrzeni w siebie tak.

Swoje myśli złączyli w jeden krwiobieg .

…Już wyobraźnia łudzi zwidami wspólnych dni i lat.

Już życia im za dużo w samotności.

..Trwaj chwilo zamknięta w spojrzeniu!

Marzenia wzniosły się ponad rzeczywistość;

– Te kilka sekund są szczęśliwi,

Na przeciw swojego spojrzenia,

bo mijając się, Każde z nich w swoją stronę podąży…

Chandra…

Codziennie patrząc na swoje odbicie w lustrze, nie dostrzegamy zmian, które na naszym wygładzie odciska czas… Podobnie jest z naszym „wnętrzem” ( Nie tym anatomicznym… ). Nie dostrzegamy zmiany w naszym postrzeganiu świata… Zmieniają się upodobania, poglądy, priorytety, wartości… Choć uważamy, że mamy stały charakter, niestety tak nie jest… Ale to widzą w nas Inni, sami w siebie nie jesteśmy w stanie zajrzeć…

Zawsze uważałem, że jestem „niezmienny ” w tym o czym wyżej napisałem. Że moje zasady pozostają niezmienne…  Lecz coraz częściej słyszę od ludzi, że jednak nie! … I twierdzą, że ta zmiana we Mnie nastąpiła na „gorsze”. Że z wiekiem,  jestem bardziej radykalny w swoich poglądach i zasadniczy ( …wiem, za dużo tego „że”).

Mówię tu o ludziach z „sieci”… Internetowych znajomych – niepoznanych do końca… Wiecie, takich znajomych z „literek” ,nie z realnej codzienności obcowania razem. Znajomość  bez patrzenia sobie prosto w oczy, dotyku i  dźwięku słów w uszach… Gdzie obraz człowieka tworzy treść, którą pisze.

Wiadomo, że nigdy nie będzie pewności, czy taki obraz ( na podstawie tego co ktoś napisze) ,  jest prawdziwy,. Pomimo dystansu, który powinno się mieć , jednak na podstawie takiego „dzieła” wyrabiamy sobie opinie o tym  Kimś…  

I właśnie ( teraz będzie „sedno” całej tej mojej pisaniny)… Skoro ja ulegam wewnętrznym przemianom, to czy  zmiana poglądów wygłaszanych przez Innych na mój temat, nie jest wywołana tym samym? … Zrozumiałe?… Ja faktycznie mogę nadal tkwić w „niezmienności”, lecz Ci którzy na mnie patrzą, pozmieniali swoje wartości i nieświadomi tego, zafałszowują mój obraz…

Tego niestety się nie dowiem!

Jestem zapobiegliwym człowiekiem ( Pomimo rozlicznych wad… Choć jedna zaleta- zapobiegliwość)… I w trosce o swoje dobro ( to duchowe), postanowiłem mniej rzucać ( i narzucać)  się „userom” w oczy… Będę tkwił w błogości przeświadczenia o swojej niezmienności!

Pewnie stracę kilkoro „fanów”… I narażę się Tym, co pozostaną wierni. Lecz dziś teraz, nie będzie „nowego” wiersza i rysunku a „coś” co już zostało opublikowane na jednej ze stron [ http://www.afiks.pl/index.php/2021/01/10/mosty/  ] ( Bo jest najbardziej adekwatne!)

Odbicie

Po moście zawistnych spojrzeń,
opartych na filarach bzdurnych zasad,
usiłujesz uciec od siebie,
co rano mówiąc do lustra:
– To nie jest moje odbicie.

Ile zdepczesz głów
raniąc stopy,
na ich myśl o tobie.
Ile razy wpatrzysz się
w obraz swój,
by powiedzieć:
– Mam siłę.

I pokonując lęk wysokości,
mostem rozwieszonym
nad ich osądami,
zaczniesz iść?…

Miłosz.

Gościnnie ..

Rąbek talentu „Kazi”

***

Bajka według „Bukowej”:

Dawno , dawno temu , za górami, za lasami  istniało Królestwo ludzie tam mieszkający byli szczęśliwi , bogaci , a co najważniejsze idealnie  piękni …Kobiety smukłe , długonogie o mlecznej cerze , mężczyźni postawni ,niebieskooki .Nie imały się ich choroby , kłopoty …. Dzieci rodziły się niczym amorki …Tą  idylliczną kraina rządził dobry król , z piękna żoną i  córką , o zniewalającej urodzie. Wszyscy się w niej kochali , szambelan , koniuszy …trubadurzy opiewali jej powab.

 Wśród ludności krążyła legenda ,że w zamierzchłych czasach państewko odwiedzili “obcy….mężczyzna o czarnych oczach i niewiasta o dziwnych kształtach , krótkich nogach i kostropatej twarzy .Byli , jak twierdzili  , wędrowcami między dwoma światami ..głosili osobliwe idee ,opowiadali o innych  plemionach ,różnorodności , o ogorzałych twarzach ludzi pracujących w polu .Mieszkańcy Królestwa przyjmowali te rewelacje to ze śmiechem ,to z niedowierzaniem …Ale wróćmy do czasów dzisiejszych ….

  Pewnego poranka królewna przeglądając się w lustrze zauważyła zaczerwienienie na swym pięknym licu . Wezwała służebne , medyka dworskiego i nakazała czym prędzej zapobiec katastrofie .Pomimo wysiłków, upuszczania krwi , picia mikstury z ziół, kąpieli w kozim mleku , pryszcz był coraz bardziej widoczny .. Blady strach padł na wszystkich dworzan , rozesłano heroldów w najdalsze zakątki monarchii z edyktem ….Kto ulży w cierpieniu księżniczki , ten zamieszka po wsze czasy w zamku , otoczony bogactwem i szacunkiem .Wszyscy rzucili się do wymyślania specjalnych maści , płynów ..przestali uprawiać rolę, zaniedbali zwierzęta gospodarskie , kuźnie , warsztaty tkackie , garncarskie , gospody  świeciły pustkami .Mężczyźni osiwieli , kobiety straciły blask , dzieci krzyczały z głodu ..

  Wtem usłyszeli tętent kopyt i w tumanie kurzu ukazał się jeździec na czarnym jak smoła koniu . Okutany w czarną pelerynę patrzył na ludzi ze złością i przerażeniem .Spiął konia i popędził dalej , zostawiając ogłupiałych mieszkańców.

  Tymczasem na zamku księżniczka wpadała w coraz większą rozpacz , tupała , rzucała cennymi przedmiotami …im bardziej była wściekła tym więcej pryszczy pojawia się na jej nadobnym licu . .Zszokowani dworzanie usuwali się z pola rażenia …Nagle w sali tronowej pojawił się Mężczyzna w czerni , zatrzymywany przez strażników , opędzał się od nich jak od much , taranując wszystkich swoja potężną posturą .Chwycił młodą kobietę , wybiegł z dworu , posadził za sobą na koniu i odjechał. Królewna mocno  objęła nieznajomego czując jak bije mu serce , jak napinają się jego mięśnie ….Pędzili przez wzgórza , las , mijali pojedyncze domy … Dotarli do wioski , księżniczka ze zdumieniem obserwowała obcych jej ludzi , którzy z zapamiętaniem mieszali w kotłach , wrzucając tam różne zioła .Są zaniedbani …prychnęła  z odrazą odwracając wzrok …To twoi poddani usłyszała syk z ust mężczyzny , przez ciebie , przez twoją próżność …Chcesz pozbyć się pryszcza ??? To okaż współczucie , pokochaj tych ludzi , a nie tylko swoje odbicie w lustrze .Lekiem jest miłość  moja piękna , miłość i  miłosierdzie .Lekko pocałował w policzek zdumioną jego słowami pannę i nagle stał się cud …Pryszcze zniknęły ….

 I tak oto “bajkopisarka” , czyli ja utknęła .Bo czy bajki muszą się kończyć I żyli długo i szczęśliwie ?  Niekoniecznie , choć i taki finał przewiduję .Teraz po nocach będę układać trzy rozwiązania , trzy puenty, moralizatorskie jak na wymyśloną legendę przystało .

Zakończenie 1  

Można i tak …przewidywalnie .Serce księżniczki mocno zabiło , wpatrywała się w czarne oczy  jeźdźca. Zostaniesz ze mną na zawsze ? wyszeptała …Tak … I żyli  długo , choć niezbyt szczęśliwie. Urodziło im się pięć córek , wszystkie rude ))

Zakończenie2 

Mężczyzna z pogardą zareagował na prośbę Dziewczęcia , piękna , lecz …spiął konia i odjechał .Tam gdzieś  czekała na niego  dobra , pełna rozwagi i współczucia kobieta , w domu pełnym roześmianych małych chłopców.

Zakończenie 3

 Królewna zalała się łzami, poczuła w sercu dobroć …nagle mężczyźni wstali wyprostowani , kobiety odzyskały urodę , zabrzmiał śmiech dzieci…Pola uginały się od zboża .Po latach wyszła za lorda Farquaada , który choć  mizernej postury , okazał się być władcą sprawiedliwym

Bukowa.

Więzy.

Zaplątane  kreski,

na  papierze.

Bez początku i końca;

– Szybki szkic  ich oboje,

rysowany niewprawną ręką.

Pełen obaw i niepewności,

pełen wątpliwości…

A Ty mówisz o portrecie,

pełnym feerii barw

oprawionym w złote ramy,

takim 2×4 – Na całą ścianę w salonie!

… Jak goście przyjdą, niech zobaczą

i zazdrością mówią o ich „kochaniu”;

– Tak bardzo, zaplątani w miłości!.

***

… Czy tylko nią skrępowani?

Biała flaga…

Po upalnych dniach Lata, dziś zaciągnięte niebo ołowianymi chmurami i chłodne powiewy wiatru – Być może spadnie deszcz?… Chwila błogości o poranku z kawą w ogrodzie,  pomiędzy puszystą zielonością krzewów i barwnymi rabatkami kwiatów… Na leciwej sośnie Cukrówka  natrętnie oznajmia swoją obecność; „Jestem Tu… Jestem Tu„, płosząc tym samym Wiewiórkę, która właśnie dobierała się do zielonych zaczątków Modrzewiowych szyszek… Leniwie wchodzę w dzień, jak mawiała moja Babcia ( Kresowianka) – „Niespieszno”… Bo i do czego się śpieszyć?. Więcej życia poza mną, niż przede mną. Wiadomo, że każdy dzień jest wyzwaniem, od Poniedziałku do Niedzieli… Lecz cóż by, to było za życie, gdyby składało się tylko z udręki codzienności?…                                                                                            

Czas odciska swoje piętno na życiu. Sił coraz mniej i chęci. Zdrowia coraz mniej i werwy. Częściej wyczekuję takich chwil, okazji jak ta teraz- Dzisiaj ( Błogości poranka)… Niż wyzwań, z którymi mam walczyć… Wywieszam biała flagę, nie jestem stworzony do walki… Patrząc z pespektywy przemijanego czasu, tych wszystkich lat i dni,  „wojny” które prowadziłem  z przeciwnościami życia ( ..i losu) na niewiele się zdały… I tak zawsze będzie to, co ma „Być”- Choć czasem wbrew mojej woli i zamysłom, coś się dzieje, to człowiek zawsze ustawia się z wiatrem losu…Nie pod wiatr! ( ..O tym sporo pisałem).

Wiem, wiem… Was to z pewnością niewiele obchodzi; „… Co Miłoszowi  na myśli”,  po co generuje emocje, a potem je wywala na widok publiczny, skoro Wy macie swoich myśli aż nadto…

W komentarzach pod ostatnią publikacją, pytałem, czy Ktoś z „czytaczy” nie chciałby skorzystać z miejsca w moim „przybytku wrażliwości”… I publikować To i Owo … Pytanie niestety przeszło bez odzewu. Nikt nie czuje takiej potrzeby?  ( Tylko Ja?)… Pytałem o to dlatego, że coraz skromniej będzie Tu… Moje oczy coraz gorzej widzą… Przegrałem „patrzenie”!… A miała być już tylko  wygrana  ( …Ot kolejna złośliwość losu)… A strona traci, gdy tylko na niej „tekst”  – Obraz jakby piękniejszy i dopełnia słowa ( wątpliwej treści). W  głowie coraz częściej „pustka”… Długo trzeba w niej brodzić, żeby wyłowić choćby parę sensownych zdań ( … widać?). Mniej Mnie będzie w związku z tym…( O tym też już było?)… I niestety, coraz większe problemy z pamięcią… Zapominam prostych słów rzczy, które dzieją się wokół Mnie…

…Najpierw nieśmiało spadło kilka kropli. Przeprowadziły zwiad. Po nich spadło więcej… Lecz rozbryzgując się na liściach, nie dotknęły ziemi. Dopiero kolejna fala, zmasowanym atakiem, przegoniła mnie z ogrodu… Czekałem na deszcz… Ogród czekał!. Spragniony wody.

Wojownik

Pełny własnych słabości,
pełny niemocy, naiwności,
ubrany w niepewność,
zamiast w zbroję wiary,
trzymając swój los
w drżących rękach,
miast pewności miecz,
aż do krwi ściskając.
Z tak lichym orężem
na bój wyruszył
między ludzi,
naprzeciw nich stając.
– Oto jestem!…
Zauważcie mnie wreszcie!


Gdyby siedział cicho w kącie własnych myśli.
Z bezpiecznego i ciepłego zapiecka,
na świat patrząc,
pewno żyłby do dziś dnia…
a oni mówili by o nim:
– A, ten.. Znam go, ze słyszenia, znam.

Spóźniona Wena.

Pojawiła się w srebrnym blasku Księżyca.

…Całkiem naga, sfrunęła na skrzydłach.

– Pragnąłeś mojego towarzystwa, więc jestem!

Jak mogę Ci pomóc?…

Ile to razy Jej pragnąłem, w te Księżycowe noce – Nieprzespane.

Gdy myśli zamęt, tańczył w głowie i nie chciał spełnić się obrazem.

A teraz przyszła, ot tak – „od niechcenia”,

w chwili gdy pustka w głowie!?

… Spóźniona Wena.

***

Już się wypalił kaganek doznań,

strasząc  czarnym szkieletem ogarka.

Już  się nie wzruszam.

Już nie płaczę.

… Oślepła wyobraźnia.

W jaskrawym świetle życia,

poświata księżyca to mrzonka…

Zamiast nostalgii – Realia.

Zamiast poety – Pismak.

***

I znów się odradzasz…

W obeschłej z uczuć duszy,

co nawet kropli łzy nie uroni.

Na zmurszałym szkielecie wrażliwości,

jeden mały pąk się zazielenił.

***

Dzień po dni, składasz ten swój domek z kart,

licząc, że jak twierdza będzie trwać,

na wysokiej skale pośród chmur.

… A wystarczy jeden  nierozważny ruch.

by pozostał po nim, tylko pył i gruz.

Nasze drogi życia niepojęte tak,

wąskie, kręte i donikąd czasem wiodą nas.

A My resztkami sił w górę pchamy się na szczyt,

aby potem w dół na złamanie karku gnać!

„E’est la vie!”

– Czy dobrze jest nam, czy jest  źle.

…Bo przecież jeszcze nie jesteś wrak,

jeszcze się podnieść możesz nie raz.

Miłosz K.

Utkane ze Słońca.

Z dachu gotyckiego klasztoru, było widać rozległy obszar  miasta… Stare kamieniczki I wielkie „blokowiska” odległych dzielnic… To był upalny dzień. Usiadłem zmęczony pracą i  skwarem, gasząc pragnienie, oglądałem roztaczający się pejzaż miasta wokół mnie… Na jednej ze starych , piętrowych kamieniczek, zauważyłem tego chłopca –  Na ostatnim piętrze. Najpierw otworzyły się przeszklone drzwi i z półmroku wnętrza pokoju, wytoczył się na balkon,  wózek inwalidzki… „Wytoczył” pchany przez Kobietę… Chyba mamę Tego dziecka… On siedział w wózku. Od pasa w dół, okryty  brązowym kocem. Kobieta ustawiła wózek tak, że słonce padło tylko właśnie na ów kocyk… I spoczywające na nim dłonie chłopca… Pogłaskała go po głowie, coś mówiąc do Niego…Poprawiła koc…Znów pogłaskała i znikła w  czeluściach kamienicy… Po zniknięciu mam, na jego twarzy tkwił przez chwilę uśmiech… Potem zgasł a chłopiec zamykając oczy najpewniej usnął, bo wszystko zastygło w bezruchu… Ja zakręcając butelkę z wodą, znów pogrążyłem się w pracy, lecz  od czasu do czasu, zaglądałem na balkon… Raz uchyliły się drzwi i jakaś postać wynurzyła sie w połowie z mroku , po chwili znikając… Drugim razem, zauważyłem tylko kosmyki długich włosów, które przy otwieraniu drzwi, wyfrunęły na balkon, zawijając się jak biczysko…. Chłopiec nadal tkwił w bezruchu.  Pochłonięty pracą, nie liczę czasu…. Ten w swym nieustannym przemijaniu, dał znać o sobie dopiero wtedy, gdy poczułem głód i pragnienie… Usiadłem na  trzystuletniej krokwi, zapierając się nogami o jętki… Z zwisającego obok plecaka, zawieszonego na gwoździu, wyciągnąłem pojemnik z kanapkami i nagrzaną od słońca butelkę wody … Już samo wdrapanie się na ten dach, było nie lada wyczynem!… A że do skończenia pracy zostało niewiele, to schodzenie z niego i ponowna wspinaczka, byłyby tylko daremnym wysiłkiem… Dlatego  drugie śniadanie, zabrałem z sobą… Córka zapakowała do pojemnika kilka trójkątnych tostów z serem. Wyciągając pierwszy z nich, i robiąc wielkiego kęsa, popatrzyłem znów na balkon… Sporo czasu musiało upłynąć, bo słońce, które przedtem opierało się tylko o „brązowość” kocyka, teraz zaczynało nieśmiało lizać policzki chłopca… Poczuł je!.   Otwierając szeroko oczy , natychmiast je zmrużył… Jakby wystraszyły się jaskrawego światła… Coś zawołał… Coś jak; – Mamo!… Ale jego okrzyk zginął, rozbijając się o budynki… Przechylając twarz w lewą stronę, te po której było wejście na balkon,  znów coś zawołał… I znów jego głos rozpłynął się, mieszając z odgłosem ulicy… Siedział tak przez chwilę – Te „chwile” mierzyłem zjedzonymi tostami… Po trzecim ostatnim kawałku, chłopiec , powoli z wielkim wysiłkiem… Który był widoczny na jego twarzy, podniósł prawą rękę przysłaniając natrętne promienie słońca, które teraz zaczęły pchać się do oczu. Tarcza cienia dłoni, nie na długo chroniła  od napastliwości światła – Dłoń wyczerpana wysiłkiem opadła… Chłopiec znów, powoli z trudem podźwignął rękę… Lecz już nie zasłaniał twarzy… Rozkładając szeroko palce i przymykając lewe oko, patrzył , na „cedzone” palcami Słońce … Poruszał  palcami, jakby moczył je w promieniach …Zaczął się uśmiechać – Na krótko! – Ręka znów opadła!. Lecz On w swej upartości, znów ją podniósł. Wystawiając wskazujący palec, ją nim nawijać promień słońca… A potem rozciągał na boki…I znów, i znów… Nie wiem, czy zdążył z niego coś „utkać”!?… Bo z szarości ( już nie z mroku) wyłoniła się postać Owej kobiety… Uśmiechając się do niego , coś powiedziała…Pogłaskała znów i łapiąc za uchwyty wózka, wciągnęła do środka mieszkania…

Mały chłopiec, wystawiając w niebo  rękę,

pochwycił w dłoń promień słońca.

Owinąwszy kilka razy wokół wskazującego palca,

– Co Ty robisz? – Spytałem.

– Sprawdzam promień, czy dobrze trzyma… – Odrzekł.

– Słońce na uwięzi?

– Tak , jak dmuchany balonik… Będzie zawsze nade mną.