Starość?

Minionych czasów szept…

Dotąd zaklęty w przemijaniu,

teraz natarczywie wkrada się w sny.

– Czy to już „starość”?

…  – Pytam, pytaniem postaci z czarno-białych,

starych fotografii.

Oprawione w drewniane ramki,

zawieszone na ścianie w sypialni,

miały nigdy nie dać zapomnieć o przeszłości

… Lecz Kto by się na nie gapił?

Czas absorbuje uwagę,

na to, co „teraz i tu”…

Pogrążeni  w realiach,

minionych czasów zapominamy szczęścia,

 do momentu, gdy w naszej świadomości

pojawi się przeczucie,

że właśnie przeminęło!

… Minionych czasów słyszę szepty;

– Czy to już starość?.

Błogo…

Błogostan
Daleko od lata, daleko od Jesieni,
gdzie czas leniwy, a chwile błogie,
z rękoma pod głową, na wznak…
– Wpatrzony w białe obłoczki,

leżałem tak, gdy nagle
mały pajączek przemknął obok mnie,
uczepiony na końcu złotej nici,
zabarwionej promieniami słonecznego dnia.

A teraz snuje się nad łąką,
w pożółkłych trawy źdźbłach,
miedzy pniami wysokich drzew,
gdzieś głęboko w las.

– A on, jeszcze zielony!
Soczystą barwą szumi echem lata…
Jeszcze liście mocno uchwycone gałęzi,
poruszane wiatrem, wcale nie myślą
odlecieć w świat.

Leżę tak… cykad orkiestra
„Rapsodię o wieczorze” gra…
Białe obłoki znikły gdzieś
a na poszarzałym błękicie nieba,
pokazały się pierwsze gwiazdy…

„Dziwoląg” ( Czyli historia Polaka, opwiedziana przez Polaka- Polakowi)

… Po deptaku wypoczynkowego kurortu nad morzem – Morzem Śródziemnym a „deptak” ciągnął się wzdłuż plaży w miasteczku Sutomore ( Czarnogóra) . Właśnie po nim, codziennie przechadzał się młody człowiek ( … Jak później wynikło z mojej rozmowy z nim, miał 28 lat). Brudny, zarośnięty… Na nogach miał coś na kształt „japonek”, ale widać było, że powstały z dwu różnych podeszew i kawałków sznurka. Był szczupły – Chudy „szkielet” . Wyglądem przypominał „Hindusa” a to przez jego opaloną słońcem skórę na ciele i czarny zarost brody oraz kruczo- czarne włosy na głowie – Długie i pozlepiane brudem… W wymiętolonym i brudnym podkoszulku na ramiączkach w krótkich, też wymiętoszonych spodenkach po kolana, z przewieszoną przez ramię szmacianą torbą, spacerował tak od kosza do kosza… Widywałem Go codziennie – Rano gdy wychodziłem do pracy. W południowej przerwie na lancz, czy czasie wieczornych spacerów po pracy… Zawsze milczący, jego wzrok zazwyczaj skierowany w dół , przed siebie…Nie widziałem, by patrzył na mijających go ludzi, rozglądał się…Zaintrygował mnie na tyle, że zacząłem wypytywać Polaków, którzy pracowali tam od lat ( … ja tylko na moment do nich dołączyłem).
– To podobno Polak, wiesz!? – Rzucił Pan archeolog
– Tak, tak – Zawtórowała mu ” Nasza” sekretarka , Pani Wiesia ( mieszkająca w Czarnogórze już 7 lat)- Wiem, bo w tamtym roku , za czasów prezesa Piechty, to Tu nawet policja się o niego wypytywała…
– Ale On podobno jest niemową? – Dorzucił swoje kierowca Józiu.
– Nieee – Zaprzeczyła Wiesia, przeciągle akcentując „e”. Poczym tonem „znawcy sprawy” dodała – On jest „lekko” upośledzony… Ale ma Tu obywatelstwo. – Tu Wiesława zadarła nos do góry, sygnalizując tym samym, że jest zorientowana w tej kwestii i gdy spostrzegła na naszych twarzach zdziwienie, znów dodała; – Jego Matką była Polka, umarła 5 lat temu, na raka, czy „coś innego”!?… Ojcem był „jakiś” Serb, podobno po jej śmierci wyjechał stąd na stałe a syna zostawił samego…Mieszka gdzieś ” pod Vrelo” ( …Góra a raczej cześć góry z urwiskiem, spod której wypływa potok….Właśnie zwący się Vrelo)
– Jego chcieli ubezwłasnowolnić i wysłać do Polski… Ale skoro Tu jest!? ..To pewnie „Im” się nie udało? – Zakończyła pani Wiesia .
– ..Ja raz do Niego zagadywałem „po naszemu”, ale ani słowem się do mnie nie odezwał – Skomentował wszystko Pan archeolog.
– Ee tam Rysiu – Parsknął kierowca – Ja „rasowy” Polak, ale ni cholery też Cię czasem zrozumieć nie mogę.
… I tyle się dowiedziałem na jego temat!… Dwa dni po tej rozmowie, gdy przed snem, poszedłem na spacer, schodząc z deptaka wąskimi schodkami na plażę, „On” siedział na ostatnim stopniu schodków, wytrzepując piasek, ze swoich „dziwacznych klapek”. W pierwszym momencie, przyszło mi na myśl, żeby do Niego zagadać … Ale równie szybko zdałem sobie sprawę, że może nie umieć po polsku…Bo to, ze jego matka była Polką, nie musiało znaczyć, że zna język… Więc tylko burknąłem; – Przepraszam chciałem przejść…
– On pochylony nad sandałami, odwrócił tylko głowę do mnie i przesuwając ciało, zsunął się ze schodka na piasek… A w mojej głowie zaiskrzyła myśl, że jednak zrozumiał co do Niego powiedziałem…Więc postanowiłem, mimo wszystko „kłuć żelazo póki gorące” i nie patrząc na Niego, rzuciłem, jakby od niechcenia; – Bardzo dziękuję!.On ku mojemu zdziwieniu, odparł;- Nie ma za co – I nadal zajmował się otrzepywaniem mokrych stóp z piasku, nie podnosząc głowy… Udając zdziwienie spytałem – A to ” Ty” Polak jesteś? – Nie odpowiedział od razu, więc odwracając się w stronę plaży zacząłem iść w kierunku morza… – Nie, nie jestem Polakiem – Usłyszałem za plecami po paru krokach; – Jestem z Stąd…Z Montenegro – Dodał, gdy już stałem twarzą zwrócona do Niego. „Montenegro” to, „ueuropiona” nazwa Czarnogóry ( Tutejsi nie przywykli do tej nazwy).

– Ale świetnie mówisz po polsku !?
– Mama pochodziła z Polski … Mieszkała niedaleko Krakowa…
– Oo! – Mojego zaskoczenia nie dało się ukryć; – Też Stamtąd pochodzę.
– … Dawno temu nawet tam byłem… Ale niewiele pamiętam… Wiem, że byliśmy w takiej Cerkwi na górze nad miastem….A na szczycie był krzyż i grób Zbawiciela…
– To może z Kalwarii pochodziła Twoja mama?- Dociekałem.
– Nie… To się nazywało „Zebzywicze” ? -” Zebrzydowice” ! – Poprawiłem; – Ale to mało ważne – Dopowiedziałem półgłosem.
– Dal mnie wszystko jest „małoważne” – Odparł.
– Dlaczego tak? – Spytałem.
– Co, „dlaczego”? – Odpowiedział, nadal nie odrywając oczu od stopy i zastygłej na niej w bezruchu dłoni.
– Dlaczego wszystko dla Ciebie jest „małoważne”. – Powtórzyłem już pełnym zdaniem, uświadamiając sobie, że Ów wcale nie wygląda na osobą upośledzoną.
– … Bo to, co miało jakiekolwiek znaczenie dla mnie, przestało istnieć?… Bo ja sam, nie mam znaczenia dla Nikogo Tu?. – Zaczął odpowiadać pytaniami.
– Chwila! – Głośno przerwałem. – Co to znaczy, że to , co miało dla Ciebie znaczenie przestało istnieć?
– Mama, tata…Rodzina. Dom?. – Znów odparł pytająco… Coś Mi w jego słowach nie „grało”… Mówił poprawnym polskim językiem, zwięźle, logicznie…
– A ile lat Ty już tu mieszkasz? – Znów zacząłem dociekać, przerywając jego „pytające odpowiedzi”
– Od urodzenia! – Zaspokoił moją ciekawość dwoma słowami…
– A od kiedy jesteś sam? – Nie zrezygnowałem.
– Miałem 23 lata, jak umarła mama… Pół roku później, mój ojciec wyjechał, zniknął dla Mnie…
– A Ile teraz masz lat? – Wiem, że zauważył… ,Że moje pytania stawały się „natarczywie-dociekliwe'
– 28… Proszę Pana ! – Odparł i zaraz dodał, jakby wyprzedzając tok moich dociekań; – To, że mówię płynnie po polsku, to zasługa książek… Mamusia lubiła bardzo czytać… Te książki mi tylko po niej zostały..Żadnej fotografii… Książki i wspomnienia… Ojca zapomniałem i nie chcę o nim nic pamiętać – Powiedział i nakładając „sandał” na nogę, zaczął z kolei wypytywać Mnie; – Skąd, po co…i dlaczego Tu się znalazłem… Siedzieliśmy długo na tej plaży ( …O 22,00 wróciłem do własnego lokum a opuściłem je tuż po dziewiętnastej…). Rozmawialiśmy o „wszystkim i niczym” … Przez ten cały czas, ani raz nie popatrzył na mnie… Ani razu nie padło pytanie na temat, dlaczego akurat do mnie się odezwał. A odchodząc już, powiedział; – Przepraszam, ale Ja będę Pana omijał na swojej drodze i proszę…Niech Pan robi tak samo! – Nie posłuchałem Go…Następnego dnia , mijając , rzuciłem radosne „Dzień dobry” … Nie odpowiedział!. Wpatrzony w zawartość śmietnika, wyciągnął z niego papierowy kubek po kawie i wkładając w szmacianą torbę – Obrócił w drugą stronę i poszedł…Jak zwykle nie odrywając wzroku od ziemi. Napotykałem Go jeszcze parę razy… Z daleka widziałem Jego sylwetkę, ale mijając, też odwracałem wzrok ku ziemi…

Niebawem rocznica…

…I minął rok! – Zleciało prawda?. Udało Mi się, zbytnio nie ingerować w rzeczywistość  przeminionego czasu. Udało obyć się bez odniesień do wydarzeń, które przez ten czas absorbowały Moją ( i Waszą)  uwagę – Prawie się udało, bo przecież każdy aspekt życia, odciska na nas ślad, wydeptując ścieżkę własnych poglądów, przemyśleń i upodobań ( wspominałem o tym już sporo razy)… Ale jak widnieje w ” opisie” strony, nie chcę, by Ktoś szedł Moim tropem… Tropem  opinii, które zdarzyło mi się tu publikować. Chcę tylko, by Każdy, kto czyta Mnie, choć przez chwilę zastanowił się nad tym, czy podąża „dobrą” drogą swojego życia…  Ja „prosty człowiek” jestem! – ” Najmniejsza drobinka z drobinek” – Ktoś powie, że  nie Mnie, pokazywać drugiemu co dobre a co złe… Że każdy przecież widzi  i sam  wybiera – … Wiem, wiem, ale jakoś tak, nie opuszcza mnie natrętne przeświadczenie, że patrząc – Widzimy tylko wielkie rzeczy ( ..w ludziach). A wybierając – Wybieramy to, z czym bez żalu możemy sie rozstać. porzucić.. Dlatego nie angażujemy  we wszystko wrażliwości… A szkoda, bo gdy odczuwa i odbiera się świat pełnią własnych uczuć i emocji, wtedy można zobaczyć jego piękno i wartość – Te prawdziwą!.

Możliwe ( a raczej „pewne) , że powtarzam się w swoich wywodach, jak uszkodzona winylowa płyta na której igła przeskakuje co jakiś czas w ten sam rowek… I mija sporo czasu nim dobrnie do końca utworu –  To może irytować i zniechęcić – Wiem. Dlatego życzę Wszystkim, którzy odwiedzają ” tę stronę” o cierpliwość, wyrozumiałość i spokój

***

… Igła znów przeskoczyła.

Żłobiąc kolejną rysę w płycie,

która nie przedłuży jej życia…

Lecz przecież nadal gra muzyka

a gdy nieszczęśliwie przestanie;

– Zawsze się można wsłuchać w ciszę…

Tam w pustce zgasłych dźwięków,

myśli żeglują wspomnieniem nut.

… Na Oceanie Błogości – Przepiękny to widok;

Bez wiatrów i burz.

Skłębionych fal, sztormu

i nieprzyjaznych wirów losu.

– Po lustrze błękitu płynę

w którym odbija się słońce .

Daleko od brzmienia głosu.

nad głębią milczenia  – …Spokój?

… Ja prosty człowiek jestem. Nawet w własnym rodzinnym gronie, mało kto, zwraca uwagę na Moją „poezję”… „- Chłop sobie „bazgrze”? A niech sobie rysuje i pisze, skoro lubi….Kto by go słuchał i patrzył w głąb Jego duszy. Zwyczajny ” człek” ..I taki wzruszy?” – Wyszli z założenia, że z moim talentem i zdolnościami krzywdy nie zrobię Nikomu –  Obrazem i słowami… ( przekora). Mój zięć, kilka dni  temu, oznajmił Mi; – Przedłużyłem Pana” stronę” ( „Pana”… W jego ustach brzmi to rozsądniej, niż „tatusiu” bądź co gorsza –  „teściu”)… Przedłużyłem, bo jak przeczytałem Pana ” pisaninę” doszedłem do wniosku, że ma Pan „potencjał”… Może się kiedyś przydać. – Jest informatykiem, czy tam programistą!? … Więc istnienie „Zwyczajnej wrażliwości” zawdzięczam temu, że łaskawie pozwolił na skorzystanie ze swojej „witryny”… Dlatego póki co. nadal zamierzam tą „prostotą” szpecić biel apletu… Bo przecież wiadomo nie od dziś, że jak „coś” jest bardzo szpetne – To jest „aż” piękne!

Brzegiem myśli.

Co z samotności się zrodziło,

kocha dalekie pejzaże,

puste przestrzenie ,

 ciszy szum – Co jak westchnienie…

Co ze spokoju powstało,

ucieka od tłumów,

głosu ludzi  – Błogością milczenie.

***

… Idziesz skrajem Morza Myśli,

zanurzając  stopy

 w jego spienionych falach…

, Bo nie rzucisz się odmęty ,

aż do dna.

 – Potrafisz oddychać tylko realiami.

Nie zerwiesz więzi,

ze Światem w którym trwasz.

Świat myśli zbyt niebezpieczny.

Dotyk Jesieni.

Dziś od samego rana chłodno  i deszczowo… Długo nie chciało mi się zwlec z pościelowych pieleszy w sypialni… Właściwie to nie było powodu. Na ten moment , ani praca , czy inne obowiązki mnie nie przymuszały do wstawania  – Błogie chwilki lenistwa…. Niestety, w Moim Domu, oprócz mnie, mieszkają ( miedzy innymi) Trzy moje wnuczki … Nie wiedzieć dlaczego, ale bardo lubią swojego dziadka!?…  Dorośli w moim domu, twierdzą, że to dlatego, bo jestem z nimi w podobnym mentalnie wieku i  sposób myślenia podobny… Ot złośliwość z ich strony i tyle!. Więc dziś, gdy  jeszcze dobrze nie przekroczyłem widnokręgu snu, w realny świat. Pogrążony jeszcze w sennych widziadłach – Leżałem, nagle dobiegł mnie głos… Właśnie od tej strony gdzie było jasno na widnokręgu; – Dziadek , śpisz jeszcze?… Nie powiem, to pytanie całkowicie zmąciło mój sen. A śniła mi się piękna polana, pełna traw i kwiatów…I nad nią Skowronek, ze swoimi trelami w chórze Cykad. I Ja, leżący na wznak, wpatrzony w błękit nieba… Skąd nagle pytanie o jakiegoś „Dziadka”!?… Że Kto?. , Że niby o Mnie pytają?… To ja  „Dziadkiem” jestem?… Ale jak , kiedy?… Tu piękna łąka w pełni Lata. Błękitne niebo i spokój … Co to za Dziadek!?… Zafrapowany tym pytaniem otworzyłem jedno oko… Ukazała mi się przednim moja średnia wnusia- Jagódka. Otwierając druga powiekę ,dostrzegłem  też , starszą od niej wnuczkę – Hanię…  – Dzień dobry Dziewczynki – Wymamrotałem, najbardziej radośnie jak potrafiłem, choć szczerze, to Ów fakt Ich pojawienia się, nie był „radosny” – Dziadku spisz jeszcze? – Znów padło pytanie.. – Nie, już nie śpię przecież – Odburknąłem podnosząc się i siadając na krawędzi łóżka… Wraz z obraniem pionowej pozycji. wszystkie resztki snów, spłynęły z głowy  w dół do przełyku… – Czekajcie już wstaję, muszę się tylko napić. – Dodałem i zakładając kapcie tkwiące pod łóżkiem, obrałem kurs na kuchnię. One oczywiście podążyły za mną; – Bo wiesz Dziadku, mama pojechała na zakupy…I My przyszłyśmy do Ciebie – Tłomaczyła młodsza. -… Pobawisz się z nami? – Dodała pytając, gdy już wypiłem kilka łyków zimnej herbaty. – Oj Dziewczyny… Musze przebrać piżamę, kawę wypić… Włączcie sobie jakąś bajkę póki co!?. – Dziadku!?…  Myśmy już bajki oglądały. – Rzuciła starsza. – No to weźcie kredki i pomalujcie – Poddałem kolejną z propozycji, które miały je zająć na tyle… Bym zdarzył się  na dobre obudzić, ogarnąć i żyć … – A co mamy namalować? – Zaczęła dociekać Jagoda. – Może namalujcie lato?…  – Odpowiedziałem. – Ee tam Dziadku… Popatrz na taras… Pada deszcz i jest zimno. Bardziej wygląda to na Jesień – Odezwała się Hania. – No To namalujcie Jesień!… – Phi! – Obruszyła się Jagoda. – Na Jesień to jeszcze za wczas! – Kwitując swoją wypowiedź nadymaniem. – No dobra Jagoda! – Zaczęła starsza wnuczka; – Ty namaluj jak się kąpiemy w basenie a Ja domaluję potem obok,  kupę zeschłych liści … – Tu obie parsknęły śmiechem. Poczym wpakowały się do mojego pokoiku, wyciągając z sekretarzyka „moje” kredki,  usiadły przed nim  i zaczęły na „moich” kartkach malować „swoje” obrazki…  Gdy już ogarnąłem się i z zaparzoną kawą usiadłem obok Nich, po blacie sekretarzyku tarzały się zamalowane kartki… Było na nich wszystko. Jakieś postacie ludzi i zwierząt, domki z ogródkami, oraz inne gryzmoły i bazgroły w stylu ” wczesnego” Picassa ( ..Bardzo wczesnego, z takiego wieku, jak wiek moich wnuczek).

… Więc siedziałem tak z Nimi a One „tworzyły”… Przy okazji powstał  wiersz…  I Ich rysunki „Jesieni” … Hania namalowała „Rudą Jesień” …I „Jesienne ciapki”  ( ciapki – Plamy farb stawiane z przemyśleniem w czysto przypadkowych miejscach) …  A  Jagódka „Jesień wyskakującą z kąta” …Co widać!

Jesień , co w szarym kącie,

uwiła sobie lokum – Na przeczekanie,

Tych trzech pór roku…

Teraz wystawia swój zakatarzony nosek;

– Czy to już pora na mnie?

,Bo słyszę na szybach deszczu krople.

I parasol ktoś obok mnie postawił…

O poranku, widziałam mgły woalkę,

co pokryła ogród…

 Powiedz  proszę;

 – Co z Latem? ..Czy jeszcze się panoszy?

– Ech Jesieni, Jesieni!

Lato już zmęczone, wiec kapryśne ;

Płacze deszczem, w szumie wiatru.

A w wieczory jakieś chłodne?.

…  Ale  pewnie – Jak znam Lato,

jeszcze się rozhula.

Wnet rozbłyśnie promieniami,

ciepłem pootula.

… Więc kochana Ma Jesieni.

Wytrzyj nosek.

Ułóż się wygodnie i poczekaj

… Jeszcze troszkę!

Całkiem spokojnie…

Sprzedawczyk.

Sprzedajecie , swój wyimaginowany  – Ten

 najpiękniejszy z Waszych autoportretów.

By obnosili się z nim, jak z świętością.

Śpiewając o Was pieśni uwielbienia.

… Gdyby wiedzieli jak fałszywy to obraz!?.

Sprzedajecie słowa, z którymi nic Was nie łączy,

lecz podpisujecie się pod nimi.

obiema rękoma.

By czasem Ktoś Wam nie ukradł praw autorskich!

… Zapisane są przecież na liście „dokonań”

Sprzedajecie nieprawdę,

 pisaną złotym atramentem.

Mówiąc, że „od serca”

, Że prosto z trzewi Duszy

… – Prawdziwiej wygląda co piękne!

Sprzedajecie, za garść srebrników.

… Pobrzęczeć nimi i zachwycić.

Kilka słów do Poety.

Stoisz tak, nad Człowieka istnieniem,
jak przydrożny znak ostrzegawczy.
A Ten;
– …I na co się gapisz!? – Odszczeknie.
– Ty Daimonion?…Ja ciebie tu nie chcę!
Nie mów mi, co złe jest…
– Nie jesteś moim sumieniem.

Stoisz tak, nad Człowieka losem,
dzierżąc ster przeznaczenia.
A ten;
– …I po co sterem kręcisz!? – Warknie.
-Ty Fatum?… Ja płynę z nurtem!
…Nie chcę byś kurs ten zmieniał.

Stoisz tak, nad Człowiekiem,
jak Anioł, mając go w swej pieczy.
A Ten gryząc się we własny ogon – Skamle;
– Odejdź… Jesteś mi niepotrzebny.
– Sam sobie jestem Bogiem
i własnej woli Panem…

Stoisz tak, nad Człowiekiem;
– Rusz się!, bo czynisz tylko
w jego głowie zamęt…

 

… Dlatego szeptem mówię

Jednego dnia, moje słowa są balsamem dla duszy, 
co ulgę przynosi w cierpieniu uczuć.
Drugiego dnia; – ranią, choć ostrze ich tępe.
Ale czyż nie takie jest życie nasze?

Zrywając zioła, co pośrodku łąki wyrosły

a panaceum są na wszystko zło – idąc,
zadeptujesz kwiaty, piękne kształtem i barwą, 
pachnące tak…

„Czynię to, dla własnego dobra”; – tłumaczysz sumienie.

Dla umysłu, co zaplątany w myśli ponurych chaosie,
szukając ratunku;

 – idziesz, depcząc kwiaty…

Na spokojnie…

Skoro to o czym piszę nie „naprawi” serc,

to może gdy pomilczę,

 nie zepsuje Ich bardziej?

… To jak wyrwać serce tęczy,

nie broczy kolorami.

…Czarne się staje,

bez barw pryzmatu – Czarny kamień.

… I nie ożywi żadnego ciała.

Przeszczep nie przyjmie się w innym miejscu.

…Ucichnąć prościej.

Milczenie goi.

… Z czasem odżyje w kolory.

***

Półgębkiem się uśmiechnie Ten i Ów…I Owa, jak sczyta moje słowa; – On znów coś mamroce… Te jego ciche szepty, jak natrętny komar- Za uchem brzęczy … Wciąż o Tym samym!?- Ileż można!?… ,Bo dla każdego, co Inne wartość ma … Niema, że dwóch jest takich samych…  Pierwszemu brzydkie – pięknym jest. Drugiemu piękne – brzydkim… –  I nikt nie będzie prostował Nas!… My lepiej wiemy sami!, autorytetów przecież brak, bo każdy przemądrzały… A Pan Tu jak Iluzjonista, magiczną sztuczką oczarować chce… I po co to? .. – My wiemy,  te wszystkie triki  dobrze znamy…

Poezja to  nie czary a ja magikiem nie jestem. Nie oczaruję Wszystkich swoimi słowami, klepiąc w denko cylindra – Trzy razy różdżką i wyciągnę Waszą wrażliwość za uszy, jak białego króliczka… Mówią Mi, że mam „dar” do pisania (!?) (…I już na myśli „Grafoman”)…To nie dar, to tylko przemyślenia – A Kto ich nie ma?… I ilustracji do tego mroczny obraz – ludzkich postaci cienie…Obraz i słowa,  jakby kalekie – Jakbym kuśtykał na jedna nogę.                                                                                                                                                  Może powinienem pisać o miłości, o zakochaniu i serduszkach – Z rymem, na każdym końcu wersu?… O pięknie przyrody, sarenkach… Malować jelenie na Rykowisku, bądź odpustowe obrazy świętych?. Czy może tworzyć limeryki – Po trzy co dnia! – Płodnie, na bogato z rubasznym humorem… A o czym? – A bo to ważne!?…Byleby sie przypodobać!.

Zablokowano Mi możliwość publikowania swoich wierszy , na jednym z serwisów autorów… Dlaczego nie wiem!?… Nikt nie wyjaśnił a ja dociekać  nie mam zamiaru… Byłem, gościłem – Nie będę więcej, ot tyle z mojego pisania…

(*) Alina.

Dziś dotarła do  Mnie smutna wiadomość, że w Niedzielę 15.08. 2021 zmarła po długiej chorobie moja „przyjaciółka” – Alina ( * )… ( Lokatorka „Znajomych miejsc w sieci”). Łączyła Nas nasza wrażliwość i wzajemne „pokrzepianie” w chwilach słabości… Dziwna to była przyjaźń, ale bardzo serdeczna… Potrafiliśmy nie odzywać się do siebie przez rok, lecz to milczenie było drążeniem skały samotności,  przez kropelki pamięci… Będzie mi Jej brakować, choć nigdy nie weszła w moje życie „butami” ,to jednak zawsze czułem,  że jest gdzieś obok… A teraz, gdy już jest w innym wymiarze wrażliwości, gdzie nie ma trosk i cierpienia… Gdzie będzie mogła istnieć nadal , pomimo Ziemskiej nieobecności… W tym nie realnym Świecie, chciałbym, by miała o Mnie „serdeczną myśl” taką samą, z  jaką zostanie w mojej pamięci… Wieczny Odpoczynek racz jej dać Panie.

( Napisano – 2017-02-14)

Wiersz dedykowany Alinie… Tak mało razy skrzyżowały się nasze drogi a tak Mi czasem tęskno za Tobą.

Odchodzisz, choć nie bardzo Ci się chce. Jeszcze nie pora – Wiem.. Ale już wstałaś sprzed wiklinowego stolika, trącając kolanem w jego nogę, rozlałaś w wazonie z kwiatami, wodę… Pobądź jeszcze, daj się zapamiętać, tak zwyczajnie piękną, tak zwyczajnie kochaną.. – Proszę zostań!. Nie odwracaj się do Nas plecami. Błądzącym wzrokiem nie szukaj klamki. Jeszcze chwile posiedź z Nami. Jeszcze tyle słów nie zostało wypowiedzianych, szkoda, by je zmarnować ot- tak , przemilczając.
… Albo wiem, pomilcz z Nami, szybując ponad Fiordem, jak biała Mewa. Zapamiętuj pejzaż, chłonąc uczuć doznania… A potem dziel się z nami ich „słodkością”!.
Proszę posiedź jeszcze.. Przyjaciółką pobądź.

Zdrowiej, zdrowiej Alinko, by mieć siłę… A nuż, w końcu stając naprzeciw siebie, postoimy tak dłużej?

***

Czekając na falę

 

Utulone w niepamięci sny,
te, co wyrosły w ciszy nocy,
teraz milczeniem zakwitły, 
na zaciśniętych wargach, 
spękanych od wiatru.

Jak perła lśni kropla łzy,
srebrząc się w księżyca blasku…
samotnie tak, 
na ostrokole,
co jak sztylet wbity w morze tkwi.

Na przeciw Oceanu Myśli
czekając na falę… – Wspomnę!

 …Ne raz nie dwa, trzy.

Wspomnienia kołem pamięci toczyć się będą.

– Ja z Tobą, Ty ze Mną.

… To nic, że w innych światach przyszło nam być.

To nic!…

Miłosz.

Tylko ją trochę pamiętaj

Nie motylem odleci, za foką odpłynie.
Powróci nad obce wody?
Kiedy wokół szepty:
to tamta jest młoda,
to on jest w świeżym jeszcze kwiecie.
Długie już życie
szybciej wieniec plecie – z odchodzenia.
Czas bez miłosierdzia, dni zapamiętania.
Tylko pieśń rzewna, niesiona brzegami,
szczęście duszy kładzie
na grzbietach tataraków.
Przez zmarszczki łza młodością kapie
stęsknioną za pamięcią – ty i ja, jak wtedy.
Myśl woła – raz, tylko raz
zagrajcie nam jeszcze tango w ogniu serc.
Później… to już trąbka,
wichrem kołysana cisza.
Rozejście spod tui cmentarnej.
Pamięć nieżywa, rzucona na wiatr,

niech spoczywa.

14 sierpnia 2009
Autor: Alina

( Pomórzcie zapamiętać na dłużej!)

Przejrzyj…


Otwórz wreszcie oczy!.

Patrz!

Dotykaj!

Poczuj!

Nie bój się, drugiego człowieka.

On z takim samym wahaniem w sercu.

Mocniej bije za każdym razem,

gdy Ktoś dłoń wyciąga.

 A potem spokój.

… Nie chciał uderzyć, tylko chwycić w objęcia.

 Właściwie On, różni się tylko opakowaniem,

zawartość Duszy, prawie taka sama…

Nie stój z boku!

Emocje!

Uczucia!

Doznania…

Pokaż, że chcesz być wart kochania

i kochać – Za „nic”.

Powiedz, że  patrzysz, słuchasz i starasz się zrozumieć.

Powiedz, że dotykając czujesz puls, który bije.

Powiedz, że nie jesteś stworzony do samotności.

…I że zawsze będziesz przy Nim.