Zaduszki.

Dziś Premier ogłosił, że z powodu „pandemii”  Cmentarze i Nekropolie, będą zamknięte, by uniknąć większej liczby zakażeń… Często bywam na Cmentarzu. Odwiedzam groby bliskich Mi osób. Rozmawiam z Nimi. Wspominam… Zastanawiając się nad tym, „Kim” przez nich jestem?.Jakim człowiekiem… Jaki wpływ mieli na moje życie, że jest takie jakie „jest”… I jakie mogłoby być, gdyby nadal Oni żyli?… Ile straciłem, przez to,, że odeszli? – Czy może coś zyskałem?…

Gdyby cmentarne aleje emitowały „blask” wspomnień i myśli o pochowanych tam zmarłych, pewnie stale tonęły by w świetle… Jaśniejszym niż blask zniczy. Zabrzmi to dziwnie, ale „oswoiłem” się ze śmiercią, dotykała mnie pośrednio… Przez własne cierpienie ( Mniejsza jaki to rodzaj cierpienia), przez  cierpienie tych , Których dane mi było poznać i zatrzymać ich w swoim sercu, lecz nie w realnym świecie… Nie umiem płakać na pogrzebach. Ot śmierć jest dla mnie czymś naturalnym… Następną częścią „istnienia człowieka”, niewidoczną zmysłem wzroku, ale namacalną wszystkimi innymi zmysłami…

To, że w tych dniach nie można będzie wejść na Cmentarze, przyjąłem obojętnie… Nawiedzam zmarłych – Myślą o Nich!… Tłumy burzą ład myśli. Wybiorę się wtedy, gdy „spokój”  ogarnie alejki.

(K.Miłosz)

Zamglone.

Pokonany

Dzień przetoczył się przeze mnie
kamiennym głazem…
Nie dobrnąłem na szczyt.
Syzyf się uśmiechnął…
Coraz mniej we mnie sił,
coraz mniej we mnie wiary,
że wszystko w życiu ma sens.

Znów pokonany…

Wciąż od nowa i wciąż, 
z ręką na sercu powtarzam słowa:
– Ludzie są dobrzy…, 
lecz słowa te bez echa giną
w tumulcie wrzeszczących gęb:
– My chcemy igrzysk i chleba!
Swoje mądrości zabierz stąd…

I cóż mi robić?

Myśli już inną rzeką płyną.
Spokojnej tafli wody brak.
Już pełna wirów, rwących gardzieli,
już się jej nie da przepłynąć wpław.

***

(K.Miłosz)

Ad hoc.

***

Wszystkie chwile..
rzeczywiste i nierzeczywiste,
dobre i złe, 
pogodne i smutne.

Żyję każdym snem nocy, 
nierzeczywistych obrazów fabułą.
Żyję dotykiem każdego dnia.
Chwilą, co jak mrugnięcie powiek.
Żyję pamięcią ludzi, 
każdą ich myślą o mnie.
Żyję szukając wartości życia
w każdej drobince swoich uczuć…

 

… A Oni znów każą:
– Walcz!
A mi się już nie chce, 
do złej gry dobrą stroić minę
i jak paw napuszony stać,
choć zeszło już ze mnie powietrze..

I znów każą:
– Idź!
A ja nie wiem dokąd, 
cztery strony świata, wszystkie takie same
I znów każą:
-Żyj!
Lecz nie mówią po co..

Dobroć w sercu, 
w Bogu wiara i nadzieja, 
miłość w duszy – sens istnienia?

… I niczego więcej?

***

Zauważyliście, ciągle coś „musimy”… Nie tylko dla tego, że taki nacisk jest wynikiem normalnej egzystencji ( Jeżeli przestali byśmy „musieć” , zapomnieli byśmy, co znaczy „chcieć”)… Praca, dom… wszelaka nasza egzystencja,  bierze się z pośredniego lub bezpośredniego przymusu… Fajnie jest jak wynika on z Nas ( My sami narzucamy sobie pewne działania)… Ale już mniej „fajnie” jest,  jak Owe „przymusy” są wpływam „obcej potrzeby” (np.  pracodawca z naszej pracy czerpie zysk, albo żona w końcu doczeka się nie- cieknącego kranu w łazience…). Do przymusu, dochodzi wtedy presja… Presja wywierana na nas, powoduje często , że zaczynamy wykonywać coś w  stresie… A stres, powoduje w nas nieprzyjemne odczucie, że jesteśmy do czegoś zmuszani a nie zobligowani … Nie cierpię, gdy  Mi się narzuca jakieś działanie, które choć słuszne i w dobrej wierze – To jednak przymuszone!

( Ta krótka i patetyczna pogadanka, była wynikiem obserwacji realnej sytuacji na linii – Trybunał Konstytucyjny – Rząd – Kobiety… Tu Owo „Musimy” zaistniało bardzo boleśnie… A mogło się wszystko zacząć od słowa „Chcemy”… Pewnie też byłoby „głośne” i wzbudziło polemikę… Ale nie byłoby aż tak „zjadliwe” )

(K.Miłosz)

Jestem.

***

Wiem, że jesteś…

Pomiędzy jednym, a drugim uderzeniem serca
między głębokim wdechem, 
a westchnieniem.
Ciszą wypełniły się myśli i milczeniem, 
by po chwili krzyk rozdarł przestrzeń
wokół Ciebie..
– Jestem!
Ciężkie, stalowe wrota zaskrzypiały, 
ustąpiły pod naporem słów,
otwierając się na oścież.
Do ciemnego wnętrza wpadły promienie słońca…
Ile słów potrzeba, by otworzyć duszę
i wypełnić ją światłem radości?

…Wiem, powiesz, że czasem zapłaczę.

Wiesz, że nie potrafię nie okazywać wzruszeń.

Znasz Mnie – Nie jestem „macho”.

. Łatwo mnie zranić.

Odepchnąć łatwo.

…Wiesz , że zawsze wybaczam.

Czasem śmiejąc się, mówisz ;

” Równie dobrze mógłbyś być Kobietą”

a potem tuląc się w moje objęcia dodajesz;

– Jak Mi dobrze w objęciach prawdziwego Mężczyzny.

***

… Do ciemnego wnętrza wpadły promienie słońca.

gdy powiedziałaś;

Jesteś jaki jesteś, ale Kocham…

(K.Miłosz)

Inny punkt

O wrażliwości nieco inaczej . Bez westchnień , gwiazd na niebie , kwiatuszków … O wrażliwości tysięcy ludzi …

Trzy  lata temu „biegając” po necie trafiłam na komunikat – Szukamy wolontariuszy do Szlachetnej paczki .Chwilę pomyślałam , wypełniłam ankietę i ruszyło ..Spotkanie z liderką* ( Osoba zarządzająca zespołem) , czytanie regulaminu , spotkania z ludźmi działającymi tam od lat (na kawie , ciastku) – Chłonęłam ich opowieści … rady .

 Szlachetną paczkę założył ksiądz , wiec jest organizacja , która skupia wielu ludzi wierzących , szczególnie młodych , ale nikt tam nie pyta  o Twoje poglądy …

Może teraz przybliżę same procedury i organizację tej instytucji; Potrzebujących zgłaszają różne organizacje , a wolontariusze weryfikują , wypełniając mnóstwo papierków , odwiedzając potencjalnych odbiorców tej pomocy …Potem znów  pisanie ( na komputerze ) , wysyłanie do „lidera” , wprowadzanie poprawek ,oczekiwanie na akceptację . Potem musi to zatwierdzić Warszawa …Jeśli rodzina dostanie „zielone światło”… A nie wszystkie je dostają.

  – Więc znów odwiedziny , rozmowy , pytania o potrzeby.(To jest najtrudniejsze) Nie każdy jest w stanie przyznać się do swojej biedy –  Tak!.  Są w kraju bardzo biedni ludzie , szczególnie starsi …ledwo wiążący koniec z końcem , schorowani , opuszczeni przez bliskich . Czasami po powrocie do bezpiecznego  domu, w miarę dobrze sytuowanego – Miałam tzw. „kaca”.( …Z powodów chyba jasnych, nie mogę opisywać przypadków  z jakimi się zetknęłam , ale proszę uwierzyć do dziś je pamiętam) .

… Ideą Szlachetnej paczki jest nie tylko pomoc  w formie żywności , środków higienicznych , przedmiotów pierwszej pomocy , ale też wyciąganie ludzi z biedy , marazmu , czasami bezradności .Jacy są ludzie ? –  Różni …  Rodziny wielodzietne , samotna matki , emeryci .  czasami zdarzają się „roszczeniowycy”  . Czego pragną ? zwykłych rzeczy; ciepłych kapci , nowej kołdry, wymiany okna , porąbania drewna do pieca – I tu wkraczają darczyńcy … Po weryfikacji umieszczamy taką listę na naszej stronie i się zgłaszają , Jedni od lat , inni po raz pierwszy … Zadaniem wolontariusza jest rozmowa  z nimi , przedstawienie rodziny , ich potrzeb – Czasem niewypowiedzianych( Bo im po ludzku wstyd prosić o cokolwiek..)

Potem następuje Finał szlachetnej paczki , zapewne nie raz ktoś oglądał w telewizji uśmiechniętych „celebrytów” z pięknie zapakowanymi prezentami … Nie , nie! Nie pakujemy , nie mamy takiego papieru ..Darczyńcy nam przywożą opakowane ,my ich zapraszamy na kawę i ciasto , kupione za własne pieniądze .Następnie własnym  sumptem ( czyli prywatnymi  samochodami ) rozwozimy i zanosimy .

 … Te chwile są najcenniejsze , gdy władowujemy się do mieszkań z górą paczek .Nie wszyscy wierzyli , że dostaną  cokolwiek , a tu masz; … monitor do komputera , opiekacz do grzanek , nowy płaszcz dla babci , lodówka (używana , ale sprawna).

  Cos jeszcze o ludziach wrażliwych , spotykamy się tez poza „paczką”, rozmawiamy , zbieramy „klamoty”, co rok obchodzimy urodziny jednej z dziewczyn , w tym roku 20 , a jedna z naszych liderek w tamtym roku wyszła za mąż  za chłopaka , którego poznała  w wolontariacie.

 … Ktoś zapyta; – Po co piszesz ?.  Chwalisz się ? – Trochę tak! Ale przede wszystkim, chylę czoła przed każdym , który pomaga , bo wiem ile to wymaga czasu i pracy . 

  W poniedziałek pójdę do kolejnej rodziny ( zrobić wywiad, czego im trzeba) … Mój mąż nadal uważa , że jestem stuknięta .

( Bukowa)

***

(kolejne)Dlaczego?

Znajoma, która czasem „podczytuje” moją stronę, zaczęła w pewnym momencie odpytywać mnie o sens istnienia „mojego przybytku”;  –  … Powiedz Mi…Twój” blog”  jest o „wrażliwości”? … Jakieś teksty, które można dwuznacznie interpretować… Obrazy, na których ludzie są tylko „cieniem” – Paroma kreskami bez grymasów na twarzy… Miłosne niuanse – filozoficzne rozterki  nad plasterkiem „kiełbasy”, którą się kładzie na pajdę chleba, konsumując związek…  Jakieś wiersze o słabościach ducha i ciała – Oderwane od rzeczywistości i realiów?… I może pięknie napisane, ale ni jak nie mają się, do tego co dzieje się wokoło „Tu i teraz”… Epidemia i wszystko wokół niej… Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego i reakcje wśród kobiet po jego wydaniu – To jest szkoła wrażliwości!…Ty wielu „fanów” mieć nie będziesz..- Zawyrokowała. Uśmiechnąłem się tylko, nic jej  nie odpowiadając… Pewnie by nie zrozumiała,  gdybym jej odpowiedział, że  ” Nie tylko ten, Kto dotyka – Czuje”… Że świat i wszystko wokół mnie, odbiera się wszystkimi zmysłami nie tylko jednym…  , Że wrażliwość to nie „słomiany pożar”, który równie szybko gaśnie jak się zapala…

Żeby Ów ogień nie zgasł, należy go podsycać…Ale nie co chwilę dorzucając na palenisko, kolejny „snopek” słomy ( Jak to czynią Rządzący, politycy…media) , żeby ta wrażliwość na wszystko wokół,  tliła się nieustannie, potrzeba czegoś bardziej „kalorycznego”… Uruchamiając wszystkie zmysły, nie tylko dotyk i emocje…

Tu nadal, będę pisał o tym, co pozornie  ma mniejsze znaczenie na  rzeczywistość –  Pozornie!. Bo zmusza do sięgnięcia „wewnątrz” siebie… Wyostrzając postrzeganie  zewnętrznej rzeczywistości, nadając „kalorii” wrażliwości… Czy nie tak?…Co do „fanów”…No cóż – Są póki co..Są : ) i dziękuje im za To …

Dlaczego?.

Coraz mniej słów „proszę”…
Zamiast tego słychać kąsające „czego!?”
Coraz mniej uspakajającej ciszy.
Zamiast niej natrętne ujadanie.
Spokój zastępujemy agresją
obnosząc się z nią , jak z złotym medalem,
godnym zazdrości.
… W ogóle , coraz więcej jest „zamiast”.
Nikt nawet nie stara się o oryginał,
wszyscy wybierają zmieniki
; Łatwe życie, kupa forsy i uwielbienie przez tłumy…
Nikt nie chce oglądać się za siebie,
ani zbyt daleko patrzeć w przyszłość.
Nikt nawet przez chwilę nie zastanawia się – Dlaczego?

…Dlaczego zawsze jest więcej pytań niż odpowiedzi?.

Życie to jedna wieka scena.

… Tak, tak, jedna wielka scena a ja akurat wczoraj usiadłem w pierwszym rzędzie ( Choć trudno powiedzieć, że ławeczki w parku stoją „rzędami”)…To był jeden z ostatnich  – Pięknych i ciepłych dni tegorocznej Jesieni. Spacerkiem  wybrałem się po moim miasteczku… Popatrzeć na ludzi, popatrzeć na „zmiany” wokoło, albo na to, co się nigdy nie zmienia, czy jeszcze stoi w swej niezmienności ( !?)… Mało kiedy wychodzę ot tak, bez  celu, bez konkretnej potrzeby – Zdrowie nie pozwala a i „pandemia” … Nie, nie strach przed nią, raczej „rozsądek” – Zatrzymuje w czterech  ścianach…  Ale ileż można?….Więc wybrałem się korzystając z dobrodziejstwa chwili… I stałem się mimowolnym widzem sceny wyjętej jak z filmu, czy opowiadania… A to tylko – Proza życia ! ; W Miejskim Parku, usiadłem na jednej z ławeczek obok stawu i z wcześniej zakupioną bułką w piekarni, oddałem się bezmyślnemu karmieniu (tą bułeczką) – Kaczek. Opodal stała druga ławeczka…Pusta była do momentu, gdy „wyskubałem” połowę pieczywa, drugą ocalałą połówką, zająłem się sam… Widać nie  był to Kaczy przysmak, albo już miały pełne brzuszki, bo odpłynęły, nie zwracając uwagi na moje „Taś, taś”  . Wtedy właśnie na ławeczkę obok usiadło Ich Dwoje… Mogli mieć po 30… 30-parę lat. Ona zapłakana, rzucając niedbale torebką, usiadła chowając twarz w obie dłonie… On  usiadł obok; – Nie rób „cyrków” – Warknął do niej. – Ja robię „cyrk”!?… Ty się zastanów co mówisz! – Odpowiedziała , odsłaniając twarz, schowaną w obu dłoniach… Rozmazany tusz z rzęs, przecinały krople łez… Na policzkach przez chwile tkwiło  czerwone „widmo” dłoni. – Tak, przesadzasz Kochanie… – Dodał już łagodniejszym tonem. – „Kochanie”!?…  A do Niej, jak mówisz? – Rozpaczliwe pytanie odbiło się od lustra wody, i poleciało w głąb Plantów… Na tyle głośnie, że  małe stadko wodnych ptaków zerwało się do lotu, lecz tylko „depcząc” wodę, osiadło na jej wzburzonej tafli  kilkanaście metrów dalej – Ile razy mam Ci mówić, że mnie z nią nic nie łączy!?… Koleżanka z pracy – Tak , tak „koleżanka”! – Zadrwiła przekornie – … I „koleżeńskim” rytuałem jest witanie się w Parku , namiętnym pocałunkiem? – Dodała. On zerwał się z ławki; – Nie będę Tego, tu  roztrząsał… Ludzie się gapią..Chodź do domu – …To „choć do domu”, które do niej powiedział, zabrzmiało jak komenda… Stanowcze, zimne…agresywne. – Idź dokąd  tylko chcesz!..Mnie zostaw w spokoju! – Wykrzyczała i jej twarz znów zasłoniły obie dłonie…  Tym razem stado ptaków wzbiło się pionowo w powietrze,  jej rozpaczliwy okrzyk nadał im impetu… On nachylił się , łapiąc ją za ramię, jakby chciał zabrać Ją z tamtego miejsca, lecz ona odchylając się do tyłu  znów wrzasnęła rozpaczliwie – Zostaję!… – On postał jeszcze nad nią chwilę, przestępując z nogi na nogę… Pewnie szukał w myślach jakiegoś wytłumaczenia, usprawiedliwienia?… Sposobu na „udobruchanie”?… Ale w końcu machając ręką, burknął – A siedź sobie i wieczność!.. – Obrócił się i odszedł. Gdy mijał Mnie, usłyszałem za plecami jak mamroce wiązankę przekleństw…Taki kolokwialny „paciorek” zła, pod Jej adresem. …Ona siedziała tak pochylona z twarzą w dłoniach… Raz po raz, odrywała jedną z nich, do reszty rozmazując tusz pod oczami… Zrobiło Mi się jeż żal, choć nie znałem przyczyn owej „kłótni”… W pierwszym momencie chciałem „przysiąść” obok niej…Zagadać, pocieszyć… Tylko co by to dało?. Mogło by tylko pogorszyć sytuację ( Moją….sytuację ) – Znalazł się „Starszy troskliwy Pan”… Co dosiadł się „pocieszyć”… ( przekora?) –  Odszedłem, połykając ostatni kęs „bułeczki”… Ciekawe czy promienie słońca, które, gdy odchodziłem , „zalały” promieniami ławkę na której Ona została.. – Czy te promienie, osusza jej łzy…Rozgonią rozpacz i żal?.

&…

Życie męczy (  Przewrotnie zwana „Prawdą  P.Coelho ” ) ….Meczy każdym dniem. Choć każdy z nich – Inny…To wszystkie One sie powtarzają… I właśnie ten rysunek, ciągle mi przypomina o tym, żeby nie dać się „wmurować”  w żaden z murów, które ograniczają moje „ja” (Freuda by się uśmiechnął)… Rysunek powstał lata temu… Nawet nie pamiętam, Kto jest posiadaczem oryginału. Często go „publikowałem”… Za każdym razem z innym „wierszem”… Żeby choć słowa się zmieniały, skoro obraz ten sam.. niezmiennie.

(K.Miłosz)

Ot tak…

Podobno całe nasze istnienie, to wielki krąg…Kręgi – Powstają cywilizacje a potem giną i znów się odradzają i giną i znów…i znów. Podobno wszystko już kiedyś było…Ale że nie takie samo, inni ludzie, inne miejsce, lecz sytuacje te same… Te same myśli, problemy, smutki – Życie wciąż takie samo… Podobno Wiecznością Człowieka, jest jego pamięć, powielana z pokolenia na pokolenie..( okrąg)Stale tak będziemy się „kręcić”?….Czy kiedyś w końcu, siłą rozpędu oderwiemy się, nie zataczając  kolejnego okręgu i ulecimy gdzieś w zapomnienie?…

Ufność.

Wczoraj koleżanka spytała mnie, czy  napisałem coś o „zaufaniu”?

… Uczucie, przeczucie , pokładanie w kimś nadziei, bezgraniczna wiara i pewność, że to co powierzam drugiej osobie, nie zostanie wykorzystane przeciwko Mnie, wbrew moim oczekiwaniom, odczuciom. Nie sprawi bólu, nie przysporzy cierpienia … Bedzie wizją współistnienia z drugim człowiekiem- Czym jest zaufanie?… Oddajemy się w Czyjeś ręce pewni,  że będą nas tylko czule obejmować?. Czy w ogóle jest możliwe „zaufanie” bez odrobiny „wiary”?. Wydaje Mi się, że niema czegoś takiego jak bezgraniczne zaufanie, bo to  zrównało by sie z  właśnie pojęciem „wiary”.. I stąd wszystkie problemy! …Ufać- Tak!… Bo to podstawa wszelkich działań miedzy ludźmi, lecz obdarowując kogoś zaufaniem, zostawmy sobie margines błędu, do którego ono ma sięgać…

 W przypadku tworzenia związku z druga osobą ( stałego związku) , zaufanie jest podstawą, lecz nie jest jedynym budulcem!… Złamanie zaufania , nie powinno naruszyć wspólnych fundamentów na którym opiera się związek… Ktoś , kto potrafi wybaczać… Ktoś świadomy tego, że człowiek nie jest doskonały i popełnia błędy, zostawia sobie właśnie Ów „margines” zaufania.

… Co innego zaufanie wynikające z aspektu życia…. Wtedy, gdy jesteśmy od kogoś zależni ( Podobno zawsze jesteśmy zależni od czegoś, kogoś).Powierzając Komuś nasz los – Kogo kompletnie  nie znamy, i nie poznamy … Też obdarzamy zaufaniem … Nie mamy bowiem innego wyjścia. Nieufność , rodzi większe problemy, niż zawiedzione zaufanie… Brak zaufania do ludzi, skutkuje samotnością. Więc ufajmy i róbmy wszystko, żeby Ktoś inny mógł zaufać i mi…

Nie tak dawno opisywałem moje spotkanie z pewna osobą… Była niewidoma. Takie osoby jak nikt inny musza polegać na zaufaniu… Ten tekst  nie tak dawno opublikowałem ( ..W innym miejscu „sieci”), ale  u f a m, że nikogo nie zawiodę pokazując go Tu…

***

… Tego dnia wsiadłem właśnie w ów tramwaj… Nie było wielu pasażerów ,” koronawirus” zniechęca do podróżowania tym środkiem lokomocji. Usiadłem zaraz obok wejścia, na drugim siedzeniu… Pokonywanie odległości pomiędzy czterema przystankami, upłynęło bardzo szybko… Za oknami tyle się działo, że obserwacja i analiza wszystkich „przypadków” , pochłonęła poczucie przemijającego czasu, ledwo zauważyłem , że to już przystanek na którym mam wysiąść. Zerwałem się energicznie na równe – obie nogi. Nie oglądając się nawet za siebie… I w tym samym momencie ; … – Przepraszam Pana bardzo! – Usłyszałem za plecami kobiecy głos i poczułem, jej rękę na plecach. Wsparła się o mnie bardzo mocno, tak, że musiałem zrobić pół kroku w przód, by sie nie przewrócić.
– Och! To ja przepraszam. – Odparłem, nie odwracając głowy. Bo byłem święcie przekonany, że to przez moje nagłe „zerwanie” się z miejsca. Ale w tym samym momencie, jej druga dłoń wylądowała na moim lewym ramieniu!?…
– Nie, nie!. – Wyprzedziła mój tok myślenia .
– Ja też tu wysiadam, tylko nie wiem jak daleko jesteśmy od drzwi… Dlatego pozwoli Pan, że pójdę za panem?. – … Owszem w tramwaju panował lekki półmrok, bo prawa strona torowiska była zarośnięta drzewami a po lewej ściany kamienic, ale bez przesady!?… Miałem sie odwrócić, by „ogarnąć” wzrokiem Ową Panią, ale Ona znów wyprzedziła moje zamiary.
– Niech się Pan nie odwraca, bo się jeszcze wywrócimy! – Zakomunikowała głosem, który miał w sobie odrobinę pewności . – Jestem niewidoma proszę Pana – Dodała.
Mi oczywiście od razy włączył sie tryb „Dobry Samarytanin”… – Teraz tramwaj sie zatrzymał…Uwaga trzy stopnie!…Wchodzę na pierwszy…Uwaga ostatni! – Zacząłem nadawać komunikaty, co ku mojemu zdziwieniu rozbawiło Ową Panią , na tyle, że jej śmiech był głośniejszy niż łoskot odjeżdżającego tramwaju.
– A Cóż tak Panią rozbawiło? – Zapytałem zdziwiony nieco.
– Sposób w jaki Pan mnie holował – Zaczęła się śmiać jeszcze głośniej!. Odwróciłem się… Za plecami stała młoda kobieta o bladej cerze twarzy, blond włosach i piwnych oczach , co oczywiście zburzyło mój stereotyp ” niewidomego” ( Osoby w ciemnych okularach z białą laską bądź psem przewodnikiem)… A Ona miała zwyczajną, ładną buzię z ładnymi oczętami… Może tylko źrenice były nieco większe?…
– A co, robiłem „nie tak”?. – Zacząłem dociekać.
– Poza ” gadaniem”, wszystko było dobrze ! – Parskała ze śmiechu. Zreflektowała się jednak, że mogę nie zrozumieć …
– Mi wystarczyło tylko , że dotykam pana nad biodrem i trzymam rękę na Pańskim ramieniu… Wtedy wykonuję te same ruchy a gdy Pan do mnie mówi, dekoncentruje pan moją uwagę…. Zwłaszcza Tym – „Uwaga!” – Tu znowu mimowolnie zaczęła chichotać.
– W takim razie przepraszam, za swoje nieumyślne i niezamierzone „gadanie”…Byłem przekonany, że tak jeszcze bardziej pomogę… A tu proszę – Utrudniłem!
– Nie!…Naprawdę bardzo mi Pan pomógł.. Dziękuję !…
Nie ma za co! – Odpowiedziałem lekko zabarwionym skromnością głosem i odwróciłem się na pięcie, z zamiarem udania się w kierunku mostu Dębnickiego, gdy Ona znów złapała mnie za ramię…
– Przepraszam, Czy my jesteśmy obok „Jubilata” – Zapytała.
– No tak.. Na Zwierzynieckiej. Po prawej jest Jubilat, po lewej Wisła – Odpowiedziałem i w tym samym momencie mnie olśniło ” …No Tak!, przecież my jesteśmy na „wysepce”.
– To w którą stronę idziemy? – Zreflektowałem się.
– Na Bulwary – Odpowiedziała rozbawionym głosem i ruszyliśmy a Ja, musiałem się bardzo starać, by nie odezwać się ani słowem!… Tu się liczył dotyk!

Gdy juz znaleźliśmy się, na chodniku od strony bulwarów, grzecznie oznajmiłem – Już dotarliśmy na chodnik Proszę Pani… – Uśmiechając się i wyciągając do mnie rękę rzuciła – Magda jestem.- Uścisnąłem jej dłoń… Była całkiem blada, z długimi palcami.
Ja mam na imię Tomasz… ( Już nie chciałem mówić, że właściwie Miłosz-Tomasz…Po co komplikować?). Gdybyś ( Od razy przeszedłem na „TY”) nie powiedziała, że nie widzisz w życiu bym się nie domyślił .
– A no Jestem… Tomaszu? – Chciała utwierdzić się w przekonaniu , że dobrze usłyszała moje imię.
– Tak, tak „Tomasz” Pani Magdo …
– Jaka znów ze mnie „Pani”, samo” Magda” wystarczy!… Ty z pewnością jesteś o wiele starszy ode-mnie? – Upewniała się.
– No swoje lata mam… Ale o ile jestem starszy, czy akurat o to „wiele” to już zależy ile lat masz Ty?. – Tu się szelmowsko uśmiechnąłem w przekonaniu, że przecież i tak nie zobaczy…
– Czuję, że pan się teraz uśmiecha Tomaszu… – Odpowiedziała, grzebiąc ręką w torebce przewieszonej przez ramię.
– Mam 36 lat… A Ty? – Dodała z ciekawością i wyciągając z torebki, biały przedmiot i jednym machnięciem rozłożyła białą laskę… – Teraz już widać, że jestem niewidoma?
Widać, widać – Wymamrotałem – A ja, coś tak koło sześćdziesiątki jestem… – Zacząłem nieśmiało.
… – Nie, nie!…Póki co jesteś obok 36-latki – Zanów zaczęła się uśmiechać.
– W którą stronę idziesz? – Usłyszałem w jej głosie nadzieję, że idę w tym samym kierunku co i Ona…
– Na most i drugą stronę Wisły – Odpowiedziałem też z nadzieją w głosie, ze idzie w tym samym kierunku… Bardzo miło się z Nią rozmawiało.
– Oj, ja Bulwarami też na most… Tyle, że Grunwaldzki… Po prostu , zachciało mi się pospacerować. – ( !?)Tak jak pomyślałem – Jej też nasza rozmowa sprawiała przyjemność…
– Wiesz co Magdo, jeżeli nie masz nic przeciwko temu, to chwilę z Tobą „pospaceruję”… Właściwie to nie mam dokąd się śpieszyć … – Gdyby widziała moją twarz w tym momencie, spostrzegłaby, że czerwienią mi się uszy… Zawsze gdy kłamię!
– Byłoby Mi bardzo miło Tomku – Jej głos znów nabrał promieni słońca… Schodkami zeszliśmy na bulwarową alejkę, skręcając w stronę Podzamcza.
– Pierwszy raz zawierasz znajomość z Kimś Takim jak ja? – Zagadnęła.
– Nie, no znam osobę…Znałem, bo znikła gdzieś w zawierusze życia… To był chłopiec – Dzieciak. – Ale nie prowadzałem Go, tak jak Ciebie… Od „zawsze” nie widzisz?
– W zasadzie, to przestałam widzieć podobno w wieku 2 lat… Ale nie pamiętam, dla mnie nie widzę „od zawsze”…
– Jakiś uraz?
– Nie… LCA.
– „LCA”?. To jakiś skrót?.
– Tak, po „naszemu” to Wrodzona ślepota Lebera… Choroba genetyczna.
– …Po mamusi, czy po tatusiu?
– Nie… Obydwoje dobrze widzą i moja siostra, też nie narzeka na wzrok… Babcia miała to samo. Odziedziczyłam pewnie po babci?
– … Skoro rodzice żyją i masz siostrę, to co tak samotnie na ten spacer się wybrałaś?.
– Och!. Rodzice mieszkają daleko… Tu w Krakowie mieszkam „kątem” u siostry… Dobra siostra, zawsze mogę na nią liczyć, ale wyjechała z moim szwagrem i siostrzeńcem na wakacje a Mi znudziło się siedzenie w czterech ścianach… – Jej głos znów zrobił się „szary” ( Nie, nie smutny a taki jakiś… Nostalgicznie- zadumany). Właśnie dochodziliśmy pod zamkowe mury, zauważyłem opustoszała ławkę.
– … Z pięć kroków przed nami , po twojej lewej stronie jest ławka… Usiądziemy?
– Dobrze – Odpowiedziała rozpinając swoją torebkę, zagłębiając w niej swoją prawą dłoń. Gdy dłoń się wynurzyła z czeliści torebki, trzymała poskładaną w prostokącik podkładkę do siedzenia
– Ty w tej torebce, to masz chyba wszystko… nawet Karimatę? – Zażartowałem.
– Gdybyś nie zauważył, mam ubrane białe spodnie – Uśmiechnęła się. Specjalnie ją zabrałam, żeby jak przyjdzie mi ochota gdzieś przysiąść.
-Skąd wiesz jaki mają kolor Twoje spodnie?… Znaczy się, wiesz jak wygląda „biel”?. – Wydało mi się to troszkę idiotyczne, że tak pytam…
– Biel to ; czystość, niewinność, nowy początek – Zaczęła … Ale zaraz przestała a po chwili wahania dopowiedział – …Wiem co to biel, ale nie mam pojęcia jak wygląda… Guzik jest wypukły , każda rzecz jest inna, wystarczy tylko zapamiętać różnicę… – Jej „kijek” uderzy w szczebel ławki a Ona pochylając się nad nią, rozłożyła swoje „siedzisko”… I usiadła centralnie pośrodku rozłożonej maty… Ja to bym z dwa razy sprawdził kierunek kupra przy sadzaniu, żeby trafić w punkt!…
– Naprawdę, gdyby nie ta laska w twojej ręce, nikt by nie uwierzył …
– Lata pracy Tomaszu! – Przerwała Mi, dotykając prawą dłonią w nadgarstek lewej.. – O już szesnasta!?- Skonstatowała lekko zdziwiona. Na przegubie miała coś, co wcześniej wziąłem na srebrzącą się bransoletę… A to był zegarek.
– Zawsze się zastanawiałem, czy przy dotykaniu tarczy, nie krzywią się wskazówki?… – Ona parsknęła śmiechem.
– Uwierz, nie krzywią się… Mam wyczucie…
– Zauważyłem to właśnie w tramwaju, gdy się o mnie oparłaś – Odpowiedziałem z przekąsem.
– Faktycznie… Chciałam upewnić się, kto przede mną stoi. Tylko mocno zbudowany mężczyzna, pod takim naciskiem ręki , nie zrobił by kroku do przodu… Co w wypadku, gdyby tramwaj gwałtownie zwolnił, miała bym się na Kim zatrzymać… A po Twojej reakcji, wywnioskowałam, że jesteś , dobrze zbudowanym „starszym Panem”… Czyli w miarę „bezpiecznym” obiektem! – Cały czas w jej głosie słychać było „figlarne chochliki”
– „Bezpieczny Obiekt”?.
– Tak… Ty oceniając na podstawie wyglądu, oceniasz prawdopodobieństwo zachowania Owej osoby. Ja muszę wybierać w ciemno! – Miała ciepły, miły głos i śmiech… Prawie „dziewczęcy ” , nim właśnie sie teraz śmiała…
– Z mojej perspektywy Świat jest bardziej skomplikowany, Tomaszu … W wielu przypadkach muszę zdawać się na Innych… Ale takich, Którzy nie zrobią Mi krzywdy… Więc szukam „bezpiecznych” ludzi… Obliczalnych w swoim zachowaniu…
– No dobrze… Ale skąd pewność, że jestem „obliczalny”?
– … Choćby z Twojej reakcji… Nie zbyłeś mnie byle powodem.. Nie ” uciekłeś”… Ale też ton twojego głosu, nie słychać w nim natarczywości, agresji… Ciekawość słuchać. A ja akurat dziś mam dzień, na zaspokajanie „ciekawości” Starszego Pana…

***

Ufnosć.

Oddaję się w twoje ręce,

pełny ufności, że nie zawiedziesz

pokładanej w tobie nadziei…

lecz wiedz!

– Mam świadomość,

że mogę być ciężarem

nie do udźwignięcia.

… Więc gdybyś czasem nie podołał,

niosąc i upuścił – Zrozumiem,

lecz oczekiwał będę od ciebie,

 że podając dłoń,

pomagając wstać,

znów razem dalej,

we dwoje, pójdziemy przez życie…

(K.Miłosz)