Jak motyl

Ta historia wydarzyła się lata temu… Ów bohater, zmarł niedługo potem… Najprawdopodobniej jego Dusza, została na ziemi w ciele motyla…

Szary dzień , krople deszczu raz po raz, rozbryzgują się na oknie, tym  od wschodu… Ich szczątki zbierając w cienkie strużki, spływają po szybie w dziwnie powykrzywianych  wiatrem warkoczykach. Czasem jakiś liść, przez chwile przylgnie do szyby –  popatrzy co wewnątrz i odleci, zazdroszcząc  Mu ciepłego i suchego miejsca… Jak bardzo by się mylił!.

Po zachodniej stronie, okno nie było zapłakane… Lekko tylko przymglone źrenice szkła, na których osiadła mgiełka chłodu. I tak oba okna wpuszczały do wewnątrz tylko szarość… Szary Świat, bo jego całym światem było owe dwa okna… Wiedział kiedy zaczyna się dzień i kiedy kończy. Czasem w słoneczne dni, marzył, by przemierzać tę drogę ze Słońcem.. Napotkanym ludziom podając dłoń, mówiłby – Dzień dobry , a potem rozmawiał z nimi o” wszystkim i niczym”… Już dość ma samotności, już dość  natrętnych myśli, które razem z jego wzrokiem, wędrują od wschodu do zachodu, po białym suficie pokoju…

Gdy się pojawiłem w odgłosie skrzypiących drzwi,  nie powiedział „Dzień dobry”, popatrzył tylko z trudem podnosząc głowę znad leżącego ciała i spytał ; – Jakie to uczucie, chodzić boso po trawie?… Jakie to wrażenie, gdy zmęczony wspinaczka pod górę, nagle stajesz nad przepaścią?… Albo jak to jest, biegać po łące za motylem ? – Nie zdążyłem zrobić nawet trzech kroków, za każdym z nich, szukając odpowiedzi a On podekscytowany mówił dalej; – Kiedyś przez otwarte okno wleciał do pokoju Wędrowny motyl… – Wprost w moje dłonie!… Miał żółte z czarnymi pręgami skrzydła, takie delikatne były… – Chciałbym mieć choć takie skrzydła – Wyszeptał a w kąciku jednego oka pojawiła się łza żalu; – …W bezszelestnym locie oglądałbym świat… Cóż mi po obu nogach, kiedy nie mogę na nich stać?!

Miłosz.

Wspomnień łezka…

Babcia nigdy się nie przyznawała ile ma lat . Jaką Ja pamiętam ? Zawsze w chustce , choć farbowała siwe włosy ……..Nie była typową „babuszką” .Dziś myślę , że w jakiś sposób , wyprzedzała swoje czasy …Wnuczka zwaliła się  Jej na  głowę , nagle , bez ostrzeżenia , miała trzy lata , myślę , że nie przepadała za małymi dziećmi .Zawsze mnie  traktowała jak dorosłą , wymagała , nie przytulała , ale dużo rozmawiała .Nie nauczyła żadnych obowiązków , dawała tyle wolności ile mogłam unieść .Mieszkaliśmy w dużym mieście . w drodze do szkoły, mijałam kościół , kaplicę , sporo skrzyżowań , ale to były inne czasy .Nikt się nie przejmował dziećmi .Zdarzał mi się wsiąść w tramwaj objechać całe miasto, wrócić późno , zero bury …Nie darła się…czasami Lunia obiad (tak do mnie mówiła ),zgłodnieje to przyjdzie Czasami , w ferworze prania , ręcznego , lub gotowaniu rosołu , na kuchni węglowej , opowiadała , opowiadała …. O młodości , o miłości , o trudach macierzyństwa .Chłonęłam  …uwielbiałam .

Urodziła sie w malej wsi ,w 1912 roku miała dwie siostry i brata .Rozalia , Janka , Stefka i Józek. Cała rodzina żyła spokojnie i w miarę szczęśliwie …Aż tu nagle , jedna z córek jest brzemienna , panna , wieś w szoku . Urodziła syna , narzeczony wyemigrował do Argentyny , pisał , kochał , zapraszał , ale nie miał pieniędzy , żeby sprowadzić ich do siebie .Tu rodzina stanęła przed dylematem , za sprzedaż krów mogli Ją wysłać za morze , albo kupić synowi (uzdolnionemu ) skrzypce .Została , ze swoim wstydem na wsi ..Znaleźli jej męża , bogatego (miał swój sklep), starszego … poddała się ..urodziła w 1939 bliźniaki , syna i córkę. Tam gdzieś już była wojna , tu jeszcze nie dotarła , chociaż … mąż poszedł na wojnę , została sama z dziećmi, sąsiedzi nagle zaczęli patrzeć na nich jak na wrogów .Uciekała w nocy , spakowała na wóz co się dało , dzieci , maszynę do szycia , kilka zdjęć .Zdołała uciec . Dalszej drogi Babci nie znam , wiem , że znalazła się w  Wielkopolsce , potem przyjechała do Wrocławia , bo tam osiedliły jej siostry . Dziadek wrócił z wojny , jakiś czas mieszkali razem , drąc koty . i tam wylądowałam mając trzy lata , nic nie rozumiejąc ,z Babcią ,Dziadkiem i Ciocią .To były najpiękniejsze chwile mojego dzieciństwa , Dziadek za zasługi wojenne dostał działkę  , 43 ary , tam się wychowałam .

Opowiem dalszy ciąg rodzinnej sagi …..Janka wyszła za mąż, miała czworo dzieci , Stefka , którą uwielbiałam , zwariowała , nie dla mnie ,a Józek …Józek nie wrócił z wojny , Babcia jego zdjęcie traktowała jak relikwię , po latach mój Tato , jeden z bliźniaków, odnalazł go w Kanadzie z rodziną , taki los, wyładował w obozie dla oficerów w Niemczech ,  potem emigrował i bał się szukać kontaktu , zmarł niedługo po odnalezieniu. Ciocia Stefka , najcudowniejsza osoba w rodzinie , chora psychicznie , ale uwielbiałam ją .Tylko mnie wpuszczała do swojej samotni , gdzie budowała ze sreberek i złotek cudne pałace ….

Nikt z tu opisanych osób nie dożyli tej chwili , zostałam sama. Brakuje mi Babci , mam Jej maszynę, którą uratowała , kilka zdjęć i ….cudowne wspomnienia .

Bukowa.

***

Między palcami.

Nie pozwól rozpędzić się dniom, by umknęły obojętnie.

Przeleciały dni.
Zawiały wiatrem prosto w twarz
pyłem z ulicy „Życie”.
Drobinkami teraźniejszości kłując oczy.
…Ogniki bólu tańczą jak szalone.

Zaszumiały w uszach głosami ludzi,
których już zapomniałem.
Odeszli, zostały tylko po nich w oczach łzy
… Wciąż spoglądam na puste miejsca.

Chciałem minione dni złapać
w żagle wspomnień,
by poniosły mnie po Morzu Wyobraźni,
do Wyspy Ewokacji.
Lecz uczuć sztorm połamał maszt
… I w kółko kręci się wskazówka na kompasie.

Przeleciał dni galopem tabunu koni
i Step znów zarósł trawą czasu.
… – Nie odnajdę już ich.

Celebruj każdą chwilę, nawet tę niechcianą. Niech się wryją w życie, niech krwawią.

Miłosz

Spotkania…

Czasem na naszej drodze, staje Ktoś „dziwny”… Nie zatrzymuje nas świadomie, sami przystajemy na jego widok, bo nas zaciekawia, intryguje, bo emanuje od niego to „coś”. „Coś” co stanowi o wyjątkowości, mądrości… I zwykłej ludzkiej wrażliwości.

Miałem wtedy 6 lat, to było pod koniec Sierpnia 1968 roku… Był juz wieczór gdy do pokoju wpadł brat i łapiąc powietrze krzyknął – Na „Rzyckiej Drodze” stoją czołgi! – W jego oczach było widać iskierki szczęścia… Gdy bawiliśmy się za domem w „Czterech Pancernych” ,zawsze chciał być „Grigorim” ( brat miał na imię Grzegorz) a teraz… Proszę! – Kilkadziesiąt „Rudych” stało na wyciągniecie ręki… Starsze rodzeństwo rzuciło się do drzwi!… Zabrałem się i ja za nimi, lecz w połowie drogi pomiędzy gankiem a Jabłonką przed domem, usłyszałem za plecami krzyk mamy – A ty Tomciu gdzie!?…Wracaj mi tu zaraz! – … Chyba nie musze opisywać co w tym momencie poczułem?… Nie pomógł rozpaczliwy płacz, wrzask i tupanie nogami, mama pozostała w swym postanowieniu nieubłagana… Potem w domu, pogrążony w żalu i rozpaczy, zmęczony niegodziwością jaka mnie spotkała – usnąłem… Na moje szczęście, owa kolumna czołgów stała jeszcze cały następny dzień… Dopiero wiele lat później dowiedziałem się, że to była Dywizja Pancerna jedna z tych, które brały udział w operacji „Dunaj”… I najzwyczajniej w świecie pomylili drogę!.. Następnego dnia po tym, jak zniknęły czołgi, moja babcia Zosia zdecydowała, że wybierze sie do Kalwarii… Wszędzie wokół mówiono o wojnie, która niebawem miała wybuchnąć. Przejęta tym wszystkim babcia postanowiła więc udać się na Górę Kalwarii i pomodlić… Jak to mówiła ” Wybłagać łaskę dla ludzi idąc ścieżkami Chrystusa”… Było nas siedmioro rodzeństwa, więc moja Mama uprosiła Babcię, by mnie z sobą zabrała… Zawsze to jeden mniej do doglądania. … Pominę szczegóły całej wyprawy do Kalwarii. Dla mnie było to, tak wielkie przeżycie, że mógłbym nadmiernie się rozpisać, brnąc w nieistotnych detalach… Ważne, że w końcu, ciągnięty za rękę przemierzałem z Babcią od kapliczki do kapliczki – Klękając przed każdą i odmawiając pacierz… Bolały mnie nogi, chciało mi sie pić i w duchu pomstowałem ” Dlaczego to zawsze mnie wypychają z domu!?”… W jednej z kaplic babcia Zosia stwierdziła, że jestem zbyt mały by przemierzyć na klęczkach kamienne schody. Usadziła mnie tuż przy głównej nawie kaplicy ” u Piłata” w miejscu, niedaleko od wyjścia, wciskając do ręki kilka landrynek… „Ech! Jakaś nagroda za te zdarte kolana mi sie w końcu dostała!” – Pomyślałem, delektując się słodko malinowym-smakiem Landrynek …. Gdy już po ostatniej landrynce nic nie zostało, zacząłem sie niepokoić… Na wylocie korytarza, którym wiodły kamienne schody, zbyt długo nie pojawiała się Babcia … Podszedłem, spojrzałem w głąb – Widać było początek tunelu z półkolistym wejściem… ” Skoro ja jestem Tu – Na końcu i widzę początek a w środku nie ma nikogo…To gdzie jest moja Babcia .Zapomniała o mnie?” – Przejęty, wróciłem na miejsce w którym mnie usadziła i wlepiłem wzrok w koniec tunelu… Jakiś starszy pan w kapeluszu… Dwie kobiety, potem jakaś pani z dzieckiem na rekach… A po Babci ani śladu!?… Znów podszedłem do wylotu – Na kamiennych schodkach nie było nikogo… Postanowiłem obiec budowlę i popatrzeć na korytarz od strony wejścia. „Może tych korytarzy jest więcej a ja stoję przy wylocie tego niewłaściwego? ” – Pomyślałem i pędem ruszyłem w dół. Zamysł był według mnie dobry.. Niestety, wykonanie już nie!. Gdy rozpędzony wypadłem zza rogu budowli, moja głowa uderzyła w coś twardego… Ktoś zawołał ” Ojoj!” a ja siedziałem na ziemi.. – No co za smyk!? – usłyszałem  głos. Podniosłem głowę, przykładając rękę na czoło w miejsce które miało bezpośrednio styczność z brzuchem właściciela głosu… Nade-mną stał Ksiądz. Dziwnie był ubrany. Na czarnej długiej sutannie z rzędem mosiężnych małych gzików, ubraną miał marynarkę a na głowie, dziwna czerwona czapeczka,( wtedy jeszcze nie wiedziałem , ze to Biret) prawie jak berecik starszej siostry… – A Ty co wyprawiasz huncwocie mały?- Pytał duchowny, pochylając się i podnosząc z ziemi brewiarz który wypadł mu z rak przy zderzeniu. Bez namysłu odpowiedziałem ; – Babci szukam… – Na moje słowa rozległ sie gromki śmiech osób towarzyszących duchownemu – No przecież jej pod sutanną nie schowałem – Odpowiedział duchowny, uśmiechając się przy tym od ucha do ucha… ” Kto Cię tam wie!?” – Pomyślałem mierząc wzrokiem księdza… – Naprawdę nie schowałem jej tam – Odpowiedział duchowny, jakby czytając w moich myślach – Siostro- Odezwał się do zakonnicy stojącej tuż za nim – Nie mamy chusteczki? – Mamy…Mamy – Odrzekła z uśmiechem i wyciągając z kieszonki szarej kamizelki chusteczkę, przykucnęła przy mnie chcąc powycierać buzię… Cofnąłem się ” Czego Ona chce?”… Widząc to duchowny w czerwonym bereciku pochwycił mnie za ramie mówiąc – Nie bój się… Wyglądasz jak straszydełko, tak umorusaną masz buzię.. Nie elegancko wyglądasz. – Przekonał mnie, nie wiem dlaczego?… Ale dałem się katować przez siostrę zakonną, która z starannością wycierała mi twarz, a potem oblepione brudem ręce… Słodkość landrynek miała niezwykłe właściwości przyciągania wszelakiego brudu….Usadzili mnie na tym samym miejscu w którym zostawiła mnie babcia – kamienna ławeczka. On siadając obok mnie, położył poskładany w prostokąt koc.. ” Cwaniak!… Ma długą suknię a ja krótkie po kolana spodnie… I komu tu będzie zimniej w tyłek?” – Przemknęło mi przez myśl… I znów, któryś kolejny raz, jakby czytając mi w myślach, powiedział – Wstań, rozłożę koc tak, by zmieściły się na nim i Twoje pośladki.. Mały Huncwocie. – Nie byłem zadowolony z miana „huncwota”… Przecież byłem bardzo grzecznym dzieckiem!. Ale potem, bez żadnej trwogi w głosie odpowiadałem na jego pytania… Pytał ile mam lat, jak mam na imię, gdzie mieszkam…. Odpowiadałem w miarę składnie i rzeczowo aż do momentu w którym padło pytanie ' A jak wygląda babcia?”… – Zwyczajnie… jak Babcia Zosia – Odpowiedziałem, a na twarzach zgromadzonych obok mnie osób i mojego opiekuna, znów rozbłysnęły uśmiechy.. ” Co ich tak bawi? – Pomyślałem .. Duchowny objął mnie i przytulił do boku.. – Nikt nie jest „zwyczajny”, każdy nawet Ty jest wyjątkowy – zaczął – Już wiemy, że Twoja Babcia ma na imię Zosia, nie wszystkie babcie maja tak na imię, i nie wszystkim babcią zgubią się czasem wnukowie… Widzisz wiec, tak całkiem „zwyczajna” nie jest… Znajdziemy ją, nie martw się i pomódl do Świętego Antoniego… Oczywiście się nie pomodliłem, bo poza pacierzem, tym codziennym nie znałem innych modlitw… A On patrząc na mnie odrzekł – Nie martw się… Pomyśl o babci, że za chwilkę sie tu pojawi… Powiedz „Proszę Boże”.. Prośby do Boga, to też modlitwa… Zadziałało!… Ledwo w myślach wypowiedziałem prośbę a przed nami uklęknęła Babcia, całując duchownego po rekach – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus… Wasza wielebność…Siedzieliśmy tam jeszcze przez chwilę. Babcia i „Wielebny” Rozmawiali ze sobą… Przez cały ten czas tkwiłem przy jego boku… Materiał z której uszyto marynarkę, gryzł mnie w policzek.. Była przesiąknięta zapachem naftaliny…

Potem, kilkanaście lat później, z daleka widziałem Go na Krakowskich Błoniach… Ale wtedy już jako Papieża -Jana Pawła II… Rozdzielały nas tłumy ludzi… Nie wiem, czy mi się to tylko wydawało, czy naprawdę – Na białej sukmanie, zarzucona na ramiona czarna marynarka…Sfatygowana, kusa… Zupełnie jak ta, wtedy w Kalwarii.

***

Kraków.
… I w starych murach ciasny pokoik.
Podparty łokciami w małym okienku,
wzrokiem wodzę po Zaułku Niewiernego Tomasza.
Deszcz wystukuje na szybie „koronkę”,
modląc się za Mnie,
Bo widzi, że w sercu dobrze mi ze smutkiem.
… Dotykam Samotność.
Nie spłoszyła się, nie uciekła.
Zaczęła tulić się jak kot
spragniony głaskania.
– Odepchnąłem! – Idź sobie stąd!
– Lecz jakby głucha, ślepa?
Znów wraca na kolana.
szepcąc czule:
-… I Kto cię, tak dobrze zrozumie?

Odrobina Strachu.

 Dziś trochę o strachu ..temat aktualny , bo żyjemy w czasie pandemii , jedni  odczuwają , inni zaprzeczają .Ale nie o tym będzie . Czy odróżniamy strach od zwykłego lęku ? Strach podobno odczuwamy przy prawdziwym zagrożeniu, lek jest irracjonalny ..stąd wiele osób odczuwających różnorakie fobie . Taka „trypanofobia”  , lęk przed  zastrzykami (dotyczy większości mężczyzn ).Ale męskimi strachami zajmować się nie będziemy , bo przecież Oni odważni , niczego się nie boją …

Zacznę od Władcy pierścienia , pamiętacie, gdy Frodo wraz z towarzyszami chowa się przed czarnymi jeźdźcami ?Słyszałam tętent kopyt , widziałam te czarne peleryny …. wyobraźnia …Potem był S.King i wiele innych książek .
.
Początek lat 90 …Radziecki telewizor kolorowy …Oglądam film , nagle w drzwiach się pojawiają dwaj chłopcy ..
 _Mamo , możemyyyy ???po chwili wahania …no dobra. Zaznaczę , że tytuł filmu to Amitiville .Oglądali może niewiele rozumiejąc , ale mama pozwoliła po 22 ślipiać w tv , cudownie .w pewnej chwili mówię , no dobra , idę spać , posiedzicie sami ? taaaaa …Za dosłownie 10 minut pod kołdrę wsuwa mi się młodszy …. , po pół godzinie starszy (chojrak)…. eeee , spać   mi się chce .Nigdy się nie się nie przyznali do strachu …. (Ta anegdota od lat krąży w naszej rodzinie , ku niezadowoleniu dziś już dorosłych mężczyzn.)

(Bukowa)

***

Tkwię.

Za głęboko wlazłem w życie 
Utknąłem w tym, co już było – Wspomnień Czarownych bagno.
Wciąż Tkwiąc w „wczoraj”.
…Ja wiem, będzie znów kolejne 'jutro” 
i będą dni następnych tłumy.
I nocy nieprzespanych korowody.
I chwile z bliżej nieokreślonym szczęściem.
… A przeszłość jak „dzisiaj”.
, Jak chwilę temu!
Jeszcze Jej dotyku nie znikło znamię.
Pod zamkniętymi powiekami mieni się, jeszcze
w jaskrawych barwach.
…Może dlatego przyszłości nie widać
mocno i wyraźnie?
Niepewnie postawić w Niej następny krok.
… A przecież w połowie drogi nie zatrzymam się, nie stanę.
Nie wrzasnę – Dokąd cholera!?..Miałem dojść?
Kierunek zmienia się wciąż nieustannie.
(K.Miłosz)

Dziki Pęd.

Coraz częściej w oczach ludzi widać agresję… Coraz mniej pokory . Na widok krwi  zlatuje się zawsze wataha gapiów- nienasyconych  tragedii, przemocy, bólu… Nie ,że  pomóc!. Swoimi telefonami robią zięcia -… Znów na „fb” przybędzie „lajków” !. Mało kto, przejdzie obok, spuszczając wzrok pod nogi z pokorą, nad marnym ludzkim losem… Mało kto zareaguje; – W czym mogę pomóc?.

Coraz częściej w słowach ludzi słychać agresję… Coraz mniej pokory… Warczymy,  nie rozmawiamy a warczymy na siebie!.

Jesteśmy pyszni, butni… Najważniejsi .O tym Wszyscy wiedzą… Nie jedną stronę już zapisano, jak bardzo ułomnie się stajemy, uwsteczniając w ewolucji… Przyczyn jest wiele, o tym też już pisano; pośpiech, chęć  posiadania… beztroski styl życia. Choroby ( np. SARS-CoV-2), wojny…. Zachłanność, chciwość. Cały łańcuszek zła!… I zamiast to zatrzymać, wciąż dokładamy kolejne ogniwa…I owszem, czasem Ktoś  chce „stawiać tamy”, przerwać ów łańcuch… Głośno zawołać – Nie! …Dla Mnie, takim krzykiem buntu, stał się wiersz W. Szymborskiej;

„Nieczytanie”

Do dzieła Prousta
nie dodają w księgarni pilota,
nie można się przełączyć
na mecz piłki nożnej
albo na kwiz, gdzie do wygrania volvo.

Żyjemy dłużej,
ale mniej dokładnie
i krótszymi zdaniami.

Podróżujemy szybciej, częściej, dalej,
choć zamiast wspomnień przywozimy slajdy.
Tu ja z jakimś facetem.
Tam chyba mój eks.
Tu wszyscy na golasa,
więc gdzieś pewnie na plaży.

Siedem tomów – litości.
Nie dałoby się tego streścić, skrócić,
albo najlepiej pokazać w obrazkach.
Szedł kiedyś serial pl. Lalka,
ale bratowa mówi, że kogoś innego na P.

Zresztą, nawiasem mówiąc, kto to taki.
Podobno pisał w łóżku całymi latami.
Kartka za kartką,
z ograniczoną prędkością.
A my na piątym biegu
i – odpukać – zdrowi.]

Ona  została usłyszana!.Lecz; –  „Jednym uchem wleciało, drugim wleciało” – Podważa się jej osiągnięcia, jej mądrość i talent!… Nie tylko Jej!.( np.) Olga Tokarczuk…Że „trudno” pisze, że narracja anty Polska…I w ogóle o Żydach( !?)… Ofiar jest wiele „Tej” wszechobecnej agresji… Znikają „autorytety” w ich miejsce przybywa „specjalistów”…Znikają „ikony” w ich miejsce pojawiają się „wyjątkowi”- Lecz wszyscy Oni,  nie są dla Wszystkich, tylko dla Wybranych… A Każdy chce być „wybrańcem”, nie „wszystkimi” – To takie pospolite, trywialne!.. Ja jestem inny niż Inni – Najważniejszy jestem i najznaczniejszy…Pokorny – Nigdy!!! ( przekora).

***

I na co Nam przyszło?.

Życie już samo w sobie, nie łatwe jest
, przeważnie pod górkę
a jak w dół, to na złamanie karku.
… Dlaczego nie może być monotonią szczęśliwości?
Powtarzalnością dobra , tak w nieskończoność?
Zarażać nim jak wirusem – Pandemia Spokoju,
gdzie śmierć przychodzi spodziewana
a i tak, odwlekana w czasie „ze starości”.
… Gdzie nikt nie pragnie samotności.
Rękę wyciąga na powitanie bez obaw,
że ją ktoś ugryzie…
Na co nam przyszło?…
Że strach staje się dominującym uczuciem.
Izolacja – Oazą bezpieczeństwa
a człowiek człowiekowi – Ryzykiem.

K.Miłosz.

Dlaczego?…

( Próbka prozy ( talentu) Pani”cebulkowej”)

  To był Jego azyl, schronienie przed światem rzeczywistym .Schodziła po cichu na dół, drzwi lekko zaskrzypiały…Kubek parującej kawy i kanapki położyła na stole … nie zareagował .Rozejrzała się z ciekawością , ile lat tu nie była ?Pięć ? Sześć ?Niewiele się zmieniło , ten sam zapach farb , terpentyny, sztaluga w kącie przykryta płachtą , pod ścianą blejtramy .Sporo bibelotów , które juz dawno powinny wylądować na śmietniku .Spojrzała na niego , skupionego nad kawałkiem drewna …ciemne , miękkie włosy na skroniach przyprószone siwizną , ostry zarys podbródka .Czas obszedł się z nim łaskawie …z czułością obserwowała jego dłonie o smukłych palcach . które teraz przybrudzone , delikatnie pracowały w drewnie . Pewnie kolejna piękna płaskorzeźba .Usiadła w kącie  na taborecie .Poczuła zmęczenie i coś..jeszcze . Tak , niezwykłe ciepło i rozgoryczenie .

Kolejny raz zadaje sobie pytanie …Kiedy ?Dlaczego ?Czy to moja wina ?Dzieci , obowiązki .Zestarzała się , to fakt ,uśmiech , blask jej oczu przyćmiły zmarszczki i zgorzknienie .Rozejrzała się ponownie po pokoju …to na tej , starej teraz i wytartej kanapie poczęli pierwszą córkę .Namalował jej wtedy skrzydła anioła na plecach i motyle . Tak bardzo się kiedyś kochali i pragnęli ..Istnieli tylko dwoje , dwoje … zanurzeni w swoim pożądaniu .Zaszczekał pies, wyszła cicho z pracowni ..

Usłyszał jak wchodzi , poczuł jej zapach. Nie było jej tu kilka lat .Kątem oka obserwował , jest nadal taka piękna i  i krucha

i znów pomyślał Kiedy ?? Dlaczego ???

( Bukowa)

***

Burza uczuć

Już szepty sumienia,
jak pierwszy podmuch wiatru,
poruszyły zmysłami.
Już chmur oblicze twarzy pełne.
Nadciąga burza uczuć.
Każdy szuka schronienia,
zamyka okna i drzwi.
Żywioł emocji już zbiera ofiary.
Ciężkie to będą dni!
W deszczu milczenia
nasiąkasz myślami,
ciężka od łez.
Miłości, jak słońca wyczekujesz.
Pogodzie samotności niech przyjdzie już kres.
Jak małe dzieci tulisz do ciała
swych smutków zatroskane buzie,
w uścisku mocnym, lecz troskliwym
z miłością,
z czułością,
z życiem.

(Miłosz)

***

Bo gdyby…

Bo gdyby nie przemijanie, to trwalibyśmy w miejscu jak mur z kamieni – Głuchy na radość, na smutek obojętny. …, Bo gdyby nie przemijanie, zapomniałbyś co tracisz, wciąż chłonąc nowe.
,Bo gdyby nie smutek, to bylibyśmy jak posąg z brązu, wciąż z jednym grymasem uśmiechu na twarzy – Tak nienaturalni… Bo gdyby nie smutek nie doceniłbyś radości, każdej jej krótkiej chwili.
,Bo gdyby nie radość, to nasze serca zastygłyby, nie znając potrzeby by bić w rytm życia… Bo gdyby nie radość, nie szukałbyś sensu życia.
,Bo gdyby nie życie… Nie doświadczyłbyś wartości, które czynią cię wyjątkowym.

***

Nałóg.

A ja wciąż jestem.

Tworząc ornament z myśli

zakryłem delikatną ich fakturą swój obraz

Wtopiłem w tło uczuć

Rozpłynąłem w doznaniach



A ja jestem, wciąż jestem

Jak marmur trwały – zimnym

posągiem, monumentalny



Jak szkło kruche – kryształem

stłuczonym w kawałki

Jak żelazo twardy – w ogniu niemocy

stopiony

Jak człowiek … zapomniany i samotny



Jestem, wciąż i wciąż, trwam

Tu mnie postawili , mówiąc:

– Stój, tu jest Twoje miejsce….

***

Muszę się do czegoś przyznać… Od 20 lat ( z niewielka „górką”) cierpię na wielkie uzależnienie – Nałóg „czata”… Owszem bywa w roku sporo dni, w których w ogóle, ani na myśl mi nie przyjdzie, by się Tam zalogować, ale ciągle wracam… Choć coraz częściej nie ma do czego!. Wulgarny i kolokwialny język, brak tolerancji….”hejt”, zalewa wszystkie „gadulce”… A Ludzie zamiast przeciwstawić sie tej fali, spływają po niej obojętnie… To nie prawda, że na „czacie” każdy może być kim chce!. Nie da się ukryć prawdziwego wnętrza człowieka… Przy minimum zdrowego rozsądku i odrobinie dystansu, da sie rozdzielić „ziarno od plew”.

Z perspektywy lat, patrząc na spektrum osób które się pojawiają na czacie , najliczniejszą grupę ( obecnie) stanowią te osoby, które twierdzą, że wchodzą by się „odciąć” od rzeczywistości – Jak się to przyjęło w czatowym języku -” Odmóżdżyć ”  i zabić nudę … I coraz częściej dochodzę do wniosku, że dość sporemu gronu, to już nie potrzebne, bo Ich mózgi  służą tylko za wypełnienie czaszki (Organ nieużywany zanika). W tej grupie najwięcej jest hejtu i kolokwializmu… Drugą liczną grupą, są osoby samotne…Ich obecność na czacie jest jak-najbardziej oczywista… Chcą kontaktu, rozmowy… Chcą zapomnieć o samotności … Nie ważne z czego wynikającej „samotności” – Sam jej fakt poczucia, jest ciężki do zniesienia,  więc nie ma w tym nic dziwnego, że jest ich sporo!. Lecz Oni szukają czegoś, czego nigdy nie znajdują… Ich karma na czacie , jest „szukanie”. Następną grupę stanowią  osoby, które wchodzą na czat, tylko po to, by coś „zyskać” za cenę kłamstw, mataczenia i oszustwa- Dlatego często mówię; ” Naiwność, choć czasem przydatna, kosztuje sporo bólu i rozczarowań”… Jeszcze Inną grupę stanowią Ci, dla których Internet jest jedynym sposobem kontaktowania się ze światem – Osoby przykute do foteli i łóżek, albo Te, z ograniczeniami w poruszaniu się, czy inną przeszkodą w bezpośrednim kontakcie z ludźmi ( Sam tego doświadczyłem)… Ostatnią grupę stanowią Ci, którzy wchodzą na czat „poznawać” ( Chyba najbardziej „normalna” część ludzi, według  „normalności zachowań”)… Po prawdzie ,Każdy na czacie, znajduje się tam z sobie znanych powodów, a One czasem same z siebie rzucają się w oczy, czasem wynikną z sensu rozmowy… Do tego służył „pierwotny czat”, do komunikowania się i rozmowy … I coraz częściej ludzie o tym zapominają…

Nie zamierzam się na siłę leczyć z tego „uzależnienia” – Detoks niewskazany… , Bo mało to razy, spotkałem Tu ludzi dobrych, pięknych duchowo z jeszcze piękniejszymi ideami i czynami. Kontakty w wirtualnym świecie, niczym nie różnią się od kontaktów w realnym  świecie… Bo ten „realny” coraz bardziej pcha się w Internet!

***

Elektroniczne łącze

Jeszcze ich słowa jak echo powracają cyfrowym zapisem,
lecz coraz ciszej i ciszej, by w końcu zamilknąć.
W rozgrzanych procesorach pamięci teraz chłód
trójwymiarowy obraz duszy spowszedniał już.

Dobre słowo za dobre słowo,
złe za złe i jakoś kręcił się dysk,
a teraz, gdy on milknie milkniesz i ty,
tłumacząc się: 
Przecież Ciebie nie było, status niedostępny…

Powtarzający się ciąg cyfr aż do znudzenia,
a ty chcesz wciąż nowych impulsów,
wiecznie poruszających się dłoni programisty,
wygenerowanych uczuć i myśli.

…Stagnacji masz dość w realnym świecie.

Poszukiwacz.

Poszukiwacz.

Słodkości mojego cukru,

 nie poczuje Nikt, nie kosztując Mnie…

Lecz jak dotknąć coś bez ciała,

poczuć coś bez dotyku

…Uśmiechnąć się, gdy Wszyscy płaczą?

Miłości mojej nie poczuje Nikt,

choćbym  spętał nią serca.

, Bo miłość zawsze ma jakiś kształt…

– Ja nicość – Głos Sumienia.

Obrazem z słów, maluję Człowieka.

…Sam brudząc się farbą.

Portretów niezliczonych Twarze.

– I cisza!?

… Odbicie w lustrze powie Mi prawdę?

Ten utwór powstał dawno…Dawno temu. Uznałem, że jest zbyt trudny, by pokazać go „czytaczom”… Przy czym „trudny”   znaczy, że ciężki w odbiorze ( niezrozumiały) … – Tak Mi sie wydawało ( Tylko wydawało). Zawsze wychodzę z założenia, że ludzie są dobrzy, rozsądni i domyślni… Więc jeśli czasem nawet nie zrozumieją  przesłania, które poeta zawarł w utworze, dorobią do utworu swoją wizję przekazu… ( Szczerze nie znoszę słowa „poeta”).W mojej rodzinie, nikt nie podchodzi entuzjastycznie do mojej twórczości… „- Stary facet, dom, dzieci…wnuki! No jak- On i wiersze!?”. Im „poeta” kojarzy się bardziej z Kimś wiecznie natchnionym, z filozoficznym podejściem do życia, i żyjącym podług tej filozofii, mądrym – Mądrością wyuczoną… Nie , że ” życiową” mądrością, bo ta jest zbyt licha, by się z nią obnosić…- Jednym słowem, według nich  nie nadaję się na „poetę” i „basta!”.

Czasem Ktoś się uśmiechnie, jak usłyszy o „wierszach”… Zadrwi, mówiąc; -„Każdemu wolno śpiewać” , lecz nie każdy chce słuchać…Bo i czego? – Oswoiłem się z Tym. Rodzina chyba też!?, Bo nie sugeruje Mi, żebym przestał… I Tak nie czytają.

Zamiast tego utworu, w sieci ukazał się inny…Mniej „zagmatwany”, o prostym, łagodnym przekazie… Takim „Po chłopsku!”;

Poezja to miłe słowa?

Powiedziałaś, ze poezja to tylko „miłe słowa”.

– Pachnidełko, co rozbudza zmysły przez chwil kilka

i potem znika bez śladu

..A gdy odkładałaś umyty talerz na półkę,

spytałaś;

– I gdzie w zwykłych dniach jest miejsce na wrażliwość?

…Popatrz na twoje spracowane ręce,

one nie są stworzone byś trzymał w nich pióro.

– A Ja – Patrzę…I widzę, dotykam i czuję.

W świetle dnia, w jego promieniach słońca,

w mroku nocy… Gdzieś wśród gwiazd.

W pogodny dzień, ciepły, spokojny.

W deszczowy dzień, do smutków chłodny…

Wiosną, Latem, Jesienią i Zimą

Każdą życia naszego chwilą – Jest Wrażliwość.

Pomiędzy naszymi szeptami

– Co miłości wzajemnej są wyznaniem.

Pomiędzy krzykiem, kłótnią i wrogością,

gdzie zamiast serca jest kamień…

Wtedy gdy podnosisz pięść- By uderzyć.

I wtedy, gdy czule głaszczesz…

Wtedy, gdy dłoń podając na powitanie, mówisz;

– Dzień dobry!.

…I gdy cofając ja nieufnie, warkniesz

– Odejdź!

W każdym geście, słowie – Jest Poezja.

…I co z tego, ze myśli moich obrazy

nie zawisną w Galerii Sławy?.

I co z tego, żem jeden z miliona  poetów – bezimienny.

Ten, kto patrzy – Widzi.

Ten , kto dotyka – Czuje.

Jakby sen…

Żyję w rzeczywistości, co wcale nie znaczy, że jestem w niej mocno osadzony… Nie będzie tu odniesień do wszystkiego, co akurat się wokół nas dzieje… Będzie to, co mi myślą spłynie, z zasobów mojej pamięci i wyobraźni – Świat jakim jest – Każdy widzi i odbiera „po swojemu”… Owszem, będą historie  osadzone w realiach życia –  Ale nie będą  ich wierną kopią  a  zabarwionym fikcją obrazem człowieka – Prawdziwego człowieka … I teraz właśnie taka historia;

 Któregoś dnia  późnym wieczorem, usiadłem w autokarze z zamiarem powrotu ( Ostatnim kursem) z Wielkiego Miasta do swojej Mieścinki… W autokarze było tylko kilka osób, większość miejsc pozostawała pusta. Rozsiadłem się wygodne w swoim miejscu, zgodnie z numerem na bilecie – Miejsce 32 ( Gdzieś bliżej końca, niż początku autokaru – Przy oknie)… Do odjazdu zostało kilka minut, więc  obracając się w stronę szyby, pochłonęła mnie obserwacja tego, co  za nią się działo na Autobusowym Dworcu…

– Przepraszam, czy to miejsce jest wolne!? – …Owo pytanie ,  mnie zdziwiło i może dlatego, mało elegancko nie odwracając wzroku od tego co się działo za oknem , odparłem; – Oczywiście… – Już  patrząc w stronę z której dochodził głos , zobaczyłem starszą kobietę ;  – Ale przecież Pani ma na bilecie numer swojego miejsca…Proszę Pani – Dodałem, lekko irytującym głosem… Tyle wolnych miejsc wokół a Ona Mnie się pyta, czy może usiąść obok!?. – Tak, tak wiem… – Zaczęła nieśmiało. – Tylko wie Pan, wolę usiąść obok Kogoś… Boję się sama – To jej stwierdzenie mało nie wzbudziło na mojej twarzy grymasu uśmiechu – Powstrzymałem się.- A Proszę bardzo niech Pani usiądzie… A nie boi sie  Pani siedzieć obok nieznajomego? .; – Pan mi wygląda na „spokojnego człowieka” – Odpowiedziała usadawiając się obok mnie. Popatrzyłem po autokarze…  Tylko, drzemiący Pana z łysinką na czubku głowy, młoda kobieta – Też  z opartą głową o zagłówek i zamkniętymi oczami… Oboje wyglądali jak Ja – Spokojnie!.; – Tu Wszyscy wyglądają na „spokojnych ludzi” – Odezwałem się do współpasażerki , jak już przestała „umaszczać”  ruchem bioder, swoje siedzisko.;- Ale na nich nie zwróciłam wcześniej uwagi – Odpowiedziała uśmiechając sie oczami ( Takie „ogniki” w oczach).; – „Wcześniej”? – …To znaczy – Kiedy?. Obserwowała mnie, moje zachowanie… Jeszcze nim usiadłem w autokarze, czy od momentu gdy to ona wsiadła?.; – Tak, zwróciłam uwagę na Pana już w Parku. –  Po tej odpowiedzi w mojej głowie zapaliła się czerwona lampka – „Uważaj chłopie, uważaj!”. Faktycznie,  jakiś czas przed odjazdem, z braku innych atrakcji Wielkiego Miasta, do momentu nim wpakowałem się do autobusu, przesiedziałem w Parku … Dzień był upalny, męczący, dlatego wieczorną porą z ulgą usiadłem na ławeczce wśród „zieloności” … Już samo to, że trafiła mi się pusta ławeczka, było zachętą. Usiadłem , dając odpocząć zmęczonym nogą, po całodniowej wędrówce za mało istotnymi dla duszy rzeczami, lecz nieodzownymi dla egzystencji  – Posiadacza owej duszy…  Nie zachowywałem sie dziwnie, nie wyróżniałem się chyba niczym na tle podobnych Mi!?… ; – Siedział Pan tak spokojnie, i choć rozglądał się Pan dookoła, to tak jakby patrzył Pan gdzieś dalej.. .- ( !?) Pomyślałem ; ” O Masz Babo placek … W przechodzącej obok młodej parze, widziałem siebie i swoja połowicę 37 lat wcześniej… A  przechodzący chłopiec , który trzymał mamusie za rękę.. To też ja jakieś 54 lata temu ( Moda wtedy była inna..Krótkie spodnie nie była aż tak „krótkie” ..I zazwyczaj miały szelki).. A Tam, gdzie kończył się Park a zaczynała ruchliwa ulica, widziałem  mój ogród… – Cholera zapomniałem rano podlać! –   Uśmiechnąłem się ; – Nigdy nie zdarzyło się Pani „zamyślić”?; – O tak, tak, ale Pan w tym swoim „zamyśleniu” i omijaniu wzrokiem rzeczywistości, mimo wszystko reagował na to, co dookoła… – Spokojnie jęła mnie uświadamiać; – Usiadł Pan wyciągając obie nogi przed siebie, na pół alejki… Gdy przechodziła matka z małym dzieckiem,  Pan odruchowo przykurczył obie nogi… Gdy dwoje – Młodych Zakochanych, tuż przed panem, zaczęło się z lubością całować, Pan z momentu zaczął patrzeć w inną stronę… Proszę Pana… Ja zważywszy na wiek i porę dnia, jak już tracę kontakt z otoczeniem to na dobre… Dlatego wole siedzieć obok Pana. – Zaskoczył mnie tok jej myślenia; – Ale jak ma się to, do mojej „spokojności”? – Nie dałem za wygraną.; – A proszę Pana!?… Gdy dzieciak, pomimo, że pan cofnął nogę, On jednak nieumyślnie nadepnął na stopę, – Pan tylko się uśmiechną…  Gdy zakochana dziewczyna, całując się z chłopakiem, katem oka dostrzegła Pana , wymamrotała do swojego oblubieńca „Piotrek Ludzie się gapią”  – Pan z głową zwróconą w druga stronę, niby do siebie pod nosem odrzekł ” Ja Człowiek” … – Zamilkła.  Popatrzyła na mnie uśmiechając się już „całą buzia” nie tylko oczami. Odwzajemniłem Jej także uśmiechem… Autokar ruszył. Oparłem głowę o szybę, przez chwilę odbijał się w  niej profil Owej kobiety – Usnąłem. Gdy się obudziłem, nie było już jej obok… A może nie usiadła przy mnie wcale?.. Może to wszystko mi się tylko przyśniło?