Pomyłka…

– Oceniając Innych, uczymy się samych siebie…

 Lubię się mylić oceniając Człowieka.

…Jak przyjemne bywa pozytywne rozczarowanie!

Taka gwiazdka z nieba – A jednak!

Na przekór osądom, na przekór mniemaniu,

Ktoś warty jest więcej niż ja sam…

Zapominam twarzy, liczb, dat,

lecz pamiętam  słowa…

Mieszają się w myślach,

układając w ciąg zdań – Poezja.

Lubię się mylić, choć najczęściej

wbrew sobie – Mam rację.

– Lecz wszystko zależy od jej  interpretacji!

Białe jest białe a czarne- Czarne

 – … Proszę nie mieszać kolorami!

Lubię się mylić… Choć czasem długo,

na te pomyłkę czekam…

the-end…

Stawiając kroki,
zostawiam ślady po sobie.
Może lepiej nie idź po moim tropie?
Moich myśli sens i w słowach
zawarte ich znaczenie,
na skraj przepaści
mogą cię doprowadzić.
 – Nie idź po mojej ścieżce!
To wcale nie jest przetarty szlak…
Błądzę, szukając jakiejkolwiek drogi,
sam nie wiem. co jest jej celem.
… Czy na pewno 
też chcesz tam dojść?
 – Może razem nam nie po drodze?

 A gdyby nawet…To i tak się kiedyś spotkamy,

w innym wcieleniu wrażliwości…

Ot tak, sobie…

Mogę dla Was rozpłynąć się w jesiennej mgle,
mogę rozpuścić się w kroplach deszczu
lub z korowodem chmur odpłynąć
za poszarpany grzbietami gór horyzont.
Mogę dla Was zamienić się w nicość,
w „bzdurę” lekko wypowiadanych słów.
… Nic nie znaczącym spojrzeniem, też mogę być.
Mogę dla Was zaginąć w pamięci – gdzieś tam,
pod stertą błahych spraw.
Mogę być jak powietrze – przeźroczyste.
Mogę dla Was nakryć się peleryną „niewidką”.
Mogę zrobić wszystko, by zniknąć.
… Lecz czy to znaczy, że nigdy mnie nie było?

Jestem frywolnym uśmiechem, ot takim bez powodu. Jestem mrugnięciem powieki ze szczęścia, nie zauważalnym dla nikogo. Jestem pogodą  ducha, jestem Wiosną w sercu. Nadzieją na lepsze….

Nie strasz!

Odległych, przeminionych  krzywd wojny,

 pamiętać trzeba…

By  wiedzieć i poznać,  kiedy znów,

zacznie szczerzyć zęby.

I  w porę powiedzieć – Nigdy więcej!

Odległych,  przeminionych krzywd wojny

zapomniało już inne  pokolenie…

– Więc przypomnij…A nie strasz!

Więc obejmij i powiedz , że obronisz.

… Nie mów, że mam się bać!

Odległych, przeminionych krzywd wojny,

czasem wraca zmora…

Idzie ścieżką wzdłuż  palisady

kolczastych drutów.

Wzdłuż  armat,  gotowych do kanonady.

Żołnierzy równym szeregu.

– Bądź dzielny – Mów im… A nie strasz!

Jesteśmy Gotowi!

***

Oszczędź

Cierpienia i bólu,

krzywd , zła i śmierci.

Przemocy, wrogości

Oszczędź też próżnych

obietnic wolności,

gloryfikacji własnego „Ja”.

… I nie mów, że mam się bać!

Nie to nie Nimfy…

… Mówisz, że nie dasz się skrępować.

Omotać w uczuć kokon?

,Że jesteś silny, mięśni siłą,

że jesteś jak Herkules…

Potrafisz pięścią kruszyć głazy.

Jak stal – Twardy!

…One

powstały z wiatru i blasku słońca

z błękitu chmur,

i oddechu Ziemi.

Emanują lekkości natury.

Niby kruche i delikatne ich uczuć sploty,

lecz ciężar życia trzymają

na cienkim jak włos – Postronku.

Raz splatane – Na wieczność

trwają w sercu i w głowie.

… Daj się zaplątać w te gmatwaninę,

nie broń się nie walcz.

Może z kokonu w który cię zawinie

narodzi się Miłość?

Oni…

Jak  gady,

pełzają  przez życie,

szukając w nim celu;

– Ofiary wiedzy i  nadmiaru informacji…

Wijący się korowód  „Ważnych”

Za dużo wiedzą, by dane im było

oddzielić prawdę od nieprawdy .

… Ich świat, to podwójne dna i głębia bez końca.

Snują się przez życie, szukając dowodów

swojej mądrości,

popełniając przy tym wiele głupstw

…Których nawet nie zauważają!

Bo przecież są doskonali.

… Błogosławieni naiwnego serca!

Na „tak” – Odpowiadają – Tak

Na „nie” odpowiadają „nie”.

…I nie dociekają  – Dlaczego ?.

Lato.

Zmyła z siebie resztki upalnego dnia.

Skąpana w blasku księżycowej poświaty.

Zaraz owinie się chłodem nocy

i pójdzie spać…

Radosnych , pełnych słońca,

szczęśliwych chwil.

Beztroski dni.

… Zmęczone Lato wytchnieniem śpi.

By o poranku znów zacząć pląsać.

Wśród traw dojrzałych źdźbeł.

Wśród łanów zbóż…

Aż, po lasu zieloną ścianę.

Aż, do brzegu rzeki,

gdzie dzieci roześmiane.

… Wśród ulic miejskiego gwaru,

przy budce z lodami.

Na skwerze.

W  alei obrośniętej dębami .

…Lato wszędzie  jest z nami.

Niech odpocznie więc nocą.

Pauzą się nacieszy.

… I gdy wstanie świt,

niech się spełnia.

Schody.

W  górę czasu wciąż się wspinał,

Po stopniach losu…

Jego życie jak klatka schodowa.

Niepewnie stawiał kroki,

na stopniach, co przybliżały go  do” nieba”

coraz wyżej i wyżej – Wciąż.

Pogubił się w rachubie pięter.

Już nie liczył drzwi na klatce schodowej…

Czasem stanął ktoś w nich

i spode łba, zapytał „życzliwie”; „

– Czego tu się szwenda?!”

Innym razem,

Ktoś zaprosi na chwilę…

Parę zdań, herbatka

a potem niecierpliwe;- O jak późno już jest?!

– Zasiedzieliśmy się odrobinę.

Bujna młodość z marzeniami

gdzieś została na parterze.

Coraz mniej miejsc ciekawi – Cudzych mieszkań.

Tyle wnętrz już widziały oczy,

wycieraczek zadeptanych butami tyle…

Coraz częściej stawiając kroki,

już nie patrzy pod nogi…

W końcu staną u bram Nieba,

przed wrotami Raju;

– Teraz może chwilkę spocznę!?

… I się wrócę na dół?

Wciąż jeszcze…

Żyję.

Wszystkie chwile..
rzeczywiste i nierzeczywiste,
dobre i złe, 
pogodne i smutne.

Żyję każdym snem nocy, 
nierzeczywistych obrazów fabułą.
Żyję dotykiem każdego dnia- Realną chwilą
, co jak mrugnięcie powiek.

… Nie zmieści się w słowie.
Żyję pamięcią ludzi, 
każdą ich myślą o mnie.
Żyję szukając wartości życia
w każdej kresce swoich uczuć.

…Czy to zbyt zagmatwany rysunek?

Żyję dla przeciwności losu,

by zmagając się z nimi,

 docenić własna wartość i siłę.

Żyję….Wciąż jeszcze.

***

…Póki co, grafik czy tam „rysunków” nadal  nie będzie. Jakoś wszystko co stworze na kartce papieru, upodabnia się  do już wcześniej publikowanych prac a przez to, wydaje się być znajome, opatrzone… Nie przyciąga uwagi. Nie skłania do myślenia ( Nad tym co na rysunku, nie nad jego walorami artystycznymi)… Poza tym  „problem z widzeniem” skutecznie zniechęca do sięgnięcia po ołówki. Oraz brak czasu… Wokół tyle sie dzieje, że gdy już usiądę odpocząć od tego „dziania”, to Wena gdzieś sobie odchodzi… Nie lubi zmęczonych umysłów. Bez Natchnienia i owszem, powstają różne „bazgraniny”, ale one są tylko formą rozładowania emocji ( I tak większość z nich ląduje w koszu na papier)… A właśnie!. Polecam Wszystkim, wsiąść sobie ołówek do reki i nie zwracając nadmiernej uwagi na to co nim kreślimy – kreską  wyrażać każdą chwilę tego co tkwi w nas…To co było złe, tylko lekko musnąć, cienka ledwo widoczną „kreseczką”. To co było dobre, zaznaczyć „tłusto”….Wciskając ołówek w papier tak, że może się grafitowe serduszko złamać …  Po 20 minutach takiej terapii, człowiek nawet nie oglądając swojego dzieła, czuje się znacznie zdrowszy!.

Reinkarnacja.

 Oczy nie patrzą.

Myśli ucichły.

Po okręgu życia,

następne zataczam koło.

… Który to już raz – Wiosna. Maj?

Gdy wokół świat w  ledwo co,

 nowego istnienia zieloności się topi,

u Mnie ciągle Jesień  –   Obumieram!

I nie wiem, czy znów odrodzę się Człowiekiem.

… Dobrze by było, gdybym zmienił się w mgłę.

Przemierzałbym wtedy senne, puste łąki,

bez żalu, że w deszczu moknę.

Mógłbym też, odrodzić się ciszą – Tak błogą.

…  Obumieram.

Nie odrodzę się euforią radości.

Nie zjawię się w  blasku doskonałości.

Lecz  na pewno powrócę.

… Przecież nie zostawię Was samych

z tymi uśmiechami na twarzy.

Z tym błyskiem szczęścia w oku.

…  Zapomnielibyście co to smutek!