Estera.

Otworzyłaś oczy w momencie,

gdy jego usta składały się do pocałunku.

 … I wezbrała sentymentalna fala .

Rozszalały uczucia – 10 stopni w skali Beauforta.

A Ty daleko od bezpiecznego portu,

 pośrodku oceanu samotności.

                  ***

Wstałaś.

Odziana w białą piżamę  z niebieskimi grochami,

zamaskowaną  sfatygowanym   szlafrokiem.

Stoisz, zapierając  o martwy kaloryfer,

bez krztyny ciepła.

A za oknem ziąb i plucha.

… Dobrze, że kawa gorąca.

Topisz w niej resztki snu,

grzejąc przy tym  dłonie i duszę.

A później, tak rozgrzana, rzucisz się w wir dnia.

Zostawiając szlafrok i piżamę,

na niezaścielonym łóżku.

              ***

Podniesiesz  żagle, przekręcając jak zwykle

dwa razy klucz w drzwiach .

… I płyniesz dalej.

Na horyzoncie znów widać codzienność.

Ale może dzisiaj, dopłyniesz poza nią!?.

Nuda.

Jesienne wieczory są tragiczne.

Za oknem  zimny i mokry smutek.

A ja wewnątrz,  przy oknie owijam nudę wokół palca.

…Kłębek lub dwa już nawinąłem

 i wciąż czekam na sen.

A temu jakoś się nie spieszy.

To tu, to tam zagląda, chowając się po kątach.

Gdybym tak  szalik  sobie uplótł?.

 Z puchatej nudy włóczki?.

Lub parę ciepłych rękawiczek!?…

A  może leniwe bamboszki, ciepłe i miłe w dotyku?.

 A może, …Może bym sznur mocny uplótł

 i zrobił huśtawkę!?.

 …I w te i we te, kołysał byłbym się czekając na sen?.

Bo  kiedyś przyjdzie .

 Wylezie z ciemnego kąta  a ja  dam się mu opętać.

Jak Ty?

jak Ty,

idąc  chodnikiem ulicy, posągi ludzi mijam.

… Jakby żywi, bo dokądś idą w szalonym pędzie.

Lecz są jak drewniane kukły, bez ducha.

Nie ma w nich nic,

co wcześniej było.

– Gdzieś uleciała z nich wrażliwość.

…I nie ma nic,

tylko  pustki pełno wokół,

– Wypełnia całą życia przestrzeń.

Milczeniem jest na ustach.

Ciemnością wzroku.

Brakiem czucia i innych bodźców.

. …Zapominają , tego co wypełniało duszę,

 bo przecież w głowie tylko wirtualny wiatr hula.

Zapominają doznań – Nie czuli!

Zapominają jak to jest się tulić,

– Tonąc w  ciepłych objęciach.

Zapominają kochać.

Zapominają twarzy.

… Zapominają pamiętać.

Idąc  jak Ty. – Powoli idę.

Nasz czas się wlecze?.

…Czy im przemija zbyt  szybko?

Kilka słów i dla Ciebie…

Zaświeciła się w twoich oczach iskierka zazdrości, …O te kilka słów  ” Jak dobrze, że jesteś”.

– Ych!. To mogłoby być o Mnie!? – pomyślałaś nieskromnie.

 – … Też chcę poczuć, że wiesz. …I doceniasz. Skreśl dla mnie chociaż kilka słów , choćby od

niechcenia…

***

Jesteś jak miłe wspomnienie z dzieciństwa;

Nigdy się nie dasz zapomnieć.

Jesteś jak landrynka w ustach dziecka;

 Twarda – Nie do zgryzienia.

Lecz długo uwalniasz slodką  przyjemność,

pieszcząc podniebienie.

Jesteś jak krzak łopianu;

Gdy się przechodzi obok ciebie – Czepiasz się myśli,

jaskrawym fioletem mądrości.

…Trudno się pozbyć.

Czymkolwiek byś nie była,

zawsze zostajesz sobą.

…Gdzieś obok – To przyjaźń?

Dziad.

Przeszedłeś kręte ścieżki życia.

Zmęczony jesteś tą drogą.

… Już marzy ci się spokojna przystań?

Gdzie słów jest mniej niż myśli,

 a ciszę przerywa tylko

twoje  „Kocham”

i w odpowiedzi słyszysz ” Z wzajemnością!”.

Miejsce w którym czas, leniwie spływa

na małych przyjemnościach.

Gdzie nie supłają się  troski

 i zmartwień nie przybywa.

Miejsce spokoju.

Miejsce radości.

Miłości miejsce.

… Miejsce gdzie starość będzie szczęśliwa.

Niepokój.

…Bo  życie teraz , proszę Was,

to jak w Jenge  gra.

 Wyciągniesz  nie ten klocek i bach!;

 – Rozsypie się budowla do podstaw.

Niepewność i niewiadoma przyszłość.

Drżącymi dłońmi nawleka się nić,

 przez igielne ucho.

– Cholera! . Cierpliwości bark.

 – …I znów próbujesz kolejny raz.

***

…Kiedyś to proszę Was,  było inaczej.

Nie trzeba było pod nogi patrzeć.

Szło się przez życie w dal,

stawiając powoli, pewne kroki.

A teraz  ludzie, pędzą przed siebie

jak opętani.

 – Jakby przegonić chcieli czas.

***

I dokąd tak pędzą?.

I za czym ich gna?

I skąd w nich ten niepokój?.

…Proszą Was.

To tylko Jenga – Głupia gra.

Poślinić w ustach końcówkę nici,

międląc w dwu palcach,

spróbować nawlec igłę jeszcze raz

Przeminęło.

Tego Lata nie znalazł się nikt,

kto potrafiłby wejść do twojego serca

i pozostać w nim na zawsze.

Nie chciałaś mącić błogości słonecznych dni,

czymś tak trudnym jak Miłość.

***

…W powietrzu Jesień już czuć

a w duszy strach …Przed melancholią i zadumą.

Przed  długimi samotnymi wieczorami

spędzanymi na odmawianiu  żalu,

wpatrując się w zapłakane deszczem okna.

Zamiast różańca, przekładasz wspomnienia Lata,

pomiędzy palcami – Odwlekając nieuniknione.

***

Pory roku wciąż niezmiennie, następują po sobie.

Parada dni zatacza koło.

Czas mija nieubłaganie.

…A ty ciągle sama.

Prosto w pamięć.

Mówili;  – Nigdy więcej wojen.

 Odróbmy lekcję z historii.

Mówili ; – Dość zabijania i śmierci.

Niech to nie wróci nigdy więcej.

…Wciąż tylko mówili .

Chwalebne hołdy oddając umarłym.

Wznosząc pomniki bohaterom.

Ich usta krzyczą o wolności .

…A w dłoniach karabiny dzierżą,

gotowe by wystrzelić ;

 – „Chcesz pokoju, to szykuj się do wojny”.

***

” Auschwitz nie spadło z nieba, nie bądźcie obojętni”

Zmory przeszłości, chowają  się w niepamięci.

…Co zapomniane nie boli.

***

Wciąż tylko hasła i slogany.

Coś o Ojczyźnie i Patriotach.

Coś o Narodzie i wyrządzonych krzywdach.

Wciąż tylko Słowa, słowa, słowa.

A w dłoniach karabin.

Jak dobrze, że jesteś

Zaplątany w myślach, usiłuję nawinąć je na motek wyobraźni

a potem upleść z nich kilka sensownych słów do ciebie.

Lecz rwą się, nim się zaczęły – Nie są dłuższe niż migniecie powiek.

I kolejny obraz z tobą zabłysnął i zgasł.

…Wdech i wydech za długo trwa, wypełniając się milczeniem

pomiędzy nami.

Jesteś powietrzem – W każdym takim oddechu.

Gdy jesteś obok, stajesz się antidotum na moją samotność.

Tkwisz gdzieś pomiędzy smutkiem a radością.

Doceniam te chwile w których jesteś.

Wtedy mogę uśmiechnąć się wesoło

a potem zadumać nad przemijaniem i życia kruchością.

I choć nasze planety znikają czasem,

w swojej wędrówce wokół  słońca.

Nie wypatruję  Cię niecierpliwie- Czekam .

Bo wiem, że jesteś…

Deszczowe Lato

..Już kropli deszczu nikt nie liczy,

rozmyte słowa, rozmyte myśli.

Słońca promienie zakryły chmury.

Krajobraz spływa falą po szybie,

milczeniem ściekając w ciszę.

…Już nic nie słyszysz!

Przemokło serce.

Nastrój ponury.

Deszczowe Lat  – Dusza cierpi.

Radość  zniknęła i nadzieja,

pozostawiając czarną dziurę.

Zatęchły mrok sie rozpanoszył.

…Pogody ducha , choć na chwilę!