
milczę…
zbieram złoto
ziarnko do ziarnka
na marzenie-
latarnię morską
zamieszkam w niej
samotnie
by co noc
wskazywać drogę
zabłąkanym
a gdy odkupię
wszystkie moje winy
wrócę
powiem
wybacz
jeśli możesz…
Ci którzy idąc po Twoich śladach, nie nadążają za Tobą, twierdzą żeś zbłądził.

milczę…
zbieram złoto
ziarnko do ziarnka
na marzenie-
latarnię morską
zamieszkam w niej
samotnie
by co noc
wskazywać drogę
zabłąkanym
a gdy odkupię
wszystkie moje winy
wrócę
powiem
wybacz
jeśli możesz…

Przychodzi w aksamitnej delikatności
I rozkwita nocą płatkami róż.
Purpurą spija słodką namiętność,
ze spragnionych kochania ust.
W jaśminach szuka utulenia…
Pieści, muska i głaszcze…
Dotykiem swych anielskich skrzydeł
rozpala zmysły, gorąco pragnie.
Błękitnieją jej wszystkie myśli,
niezapominajkami otula swe sny…
Jest radosna jak majowy poranek,
wiosną pachnie gdy budzi ją świt.
Przechyla bladą twarz do słońca,
wygrzewa w nim swoje oblicze…
Przymyka oczy i w marzeniach,
jest najpiękniejszym słonecznikiem.
Spacerując ulicą wśród tłumu,
cała iskrzy swym szczęściem pijana…
Miłość kwitnie- powtarzają przechodnie.
Więc posyła im uśmiech promienny-
Zakochana!

Ten wiersz napisałam wiele lat temu. Niby trochę oderwany od rzeczywistości, ale czy tak bardzo? Lubię do niego wracać, bo chociaż trzeba żyć tym, co tu i teraz, to przecież wrażliwcy są I będą beż względu na to, że swiat pędzi do przodu, zostawiając nas zawsze gdzieś z tyłu.
I może też ten wiersz pasuje do świątecznego nastroju. Żeby się na chwilę zatrzymać, podzielić z bliskimi opłatkiem i zwyczajnie uśmiechnąć, zatrzymując tę chwilę w pamięci.
UŚMIECHNIĘTYCH I SPOKOJNYCH ŚWIĄT DLA WSZYSTKICH 🙂

DO…
znowu melancholijny październik
mruczy sennie w konarach
zamykając zmierzch
w rdzawych zmarszczkach liści
*
maki nie zakwitną
*
czerwienią jarzębiny
zaklinaj blade usta dnia
*
wiatr szumi więc drżyj
*
nim zapachniesz jesienią
a słodkie dzikie wino
oplecie twe ciało
nie dając żyć
nie dając żyć

stanęła na skraju zadumana samotna grzebiąc w rozpaczy swe tajemnice tę co umierała posępnie latami i tę w której jeszcze tliło się życie oddała ziemi skrywane myśli w zdrewniałym sercu zatrzymał się świat i tylko nocą kropelkami smutku tarmosił ją zachodni wiatr
przez nią otwieram się na świat
przymykam powieki
wyczulam zmysły
I znowu umiem…
zobaczyć promień słońca
w minucie przedświtu
odnaleźć źródło strumienia
w szemraniu płynącym
dotknąć wiatru w poszumie
rozedrganych liści
przeczuć w deszczu zachwyt
nad odcieniem tęczy
usłyszeć szept istnienia
w ziarnie kiełkującym…
odczytać w myślach to co jeszcze nie jest napisane
Zrozumieć sens wszystkiego co niewypowiedziane
Czy wrażliwość jest zwyczajna? Nie wiem… Ale wiem, że niewielu doświadcza tej formy, która pozwala na poetyckie wyrażanie mysli. Jesteś wyjątkowym człowiekiem Miłoszu, co pokazujesz grafikami i słowem. Dziękuję za zaufanie i zaproszenie. Oby tylko wena dopisała. Renata